Drukuj
Kategoria: Czytelnia
Odsłony: 27677

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Stanisław Bulza

Część I.


Walka z rzekomym polskim antysemityzmem


Adam Schaff (1913-2006), polski filozof pochodzenia żydowskiego, był uważany za głównego i oficjalnego ideologa marksizmu. W 1965 r. Państwowe Wydawnictwo Naukowe w serii „Omega” wydało jego skróconą wersję książki „Marksizm a jednostka ludzka”. Filozof wydał książkę w 1965 r., ale zawarte w niej postulaty są dzisiaj realizowane.

Autor w książce między innymi nawołuje do walki z polskim nacjonalizmem. Dla autora jest to najważniejszy postulat, i wzywa do walki społeczeństwo socjalistyczne, a w szczególności partie marksistowskie w stopniu tym większym, im poważniejsze jest niebezpieczeństwo nacjonalizmu. Według niego, „bez ukształtowania bowiem internacjonalistycznego oblicza człowieka socjalizmu, a więc bez przezwyciężenia wpływów nacjonalizmu i rasizmu na jego psychikę i zachowanie, nikt nie potrafi zbudować komunizmu w marksowskim znaczeniu tego słowa”.

Ideolog nie pisze na czym ta walka ma polegać, ale stwierdza, że „szczególne znaczenie ma walka z antysemityzmem i odpowiednia akcja wychowawcza wśród społeczeństwa”. Zapytuje: „Dlaczego właśnie antysemityzm, gdy występuje tyle innych odmian nacjonalizmu i nienawiści narodowej? Sam sobie odpowiada: „Dlatego, że jest to typowa dla tych krajów forma rasizmu (a więc nacjonalizmu połączonego z pogardą dla ludzi innej narodowości, jako rasy „niższej”, co szczególnie ostro narusza zasadę, iż człowiek jest „summum bonum”), że jest ona historycznie zakorzeniona, że posiada zawsze ultrareakcyjne implikacje polityczne, co zaostrzyło się jeszcze w związku z hitleryzmem i jego następstwami”. Schaff w książce powołuje się na Lenina, który „natychmiast po rewolucji za jedno z głównych zadań uznał walkę z antysemityzmem”.

Władimir Putin 13 czerwca br. Podczas wizyty w Moskiewskim Muzeum Żydów i Tolerancji stwierdził: „Pomyślałem teraz o jednej rzeczy: decyzja upaństwowienia tej biblioteki została podjęta przez pierwszy sowiecki rząd, składający się w 80-85% z Żydów”. Prezydent miał na myśli bibliotekę rabina Josefa Schneersona, zmarłego lidera ruchu Chabad Lubawicz. Jeżeli pierwszy sowiecki rząd składał się z 80-85 % z Żydów, to zrozumiała staje się ich walka z antysemityzmem.

Według poglądów Schaffa, Polakom należy wmawiać antysemityzm tak długo, dopóki nie zostanie przezwyciężony nacjonalizm. Czynią to publicyści, pisarze, politycy, redaktorzy programów telewizyjnych. W swoich publikacjach, książkach, programach telewizyjnych, zarzucając Polakom antysemityzm, posługują się fałszem. Prawda w ogóle ich nie interesuje, gdyż antysemityzmem pragną dokopać Polakom, a może nawet ich zastraszyć i rzucić na kolana, by wyrzekli się polskości. Obecnie walka z rzekomym antysemityzmem Polaków przybrała obrzydliwe formy.

Opluwa się więc polską historię, polskość, patriotyzm, bohaterów narodowych, literaturę, jak między innymi bohaterów z książki „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Elżbieta Janicka z Instytutu Slawistyki PAN uważa, że to jedna z najbardziej mitotwórczych książek w polskiej historii. Janicka w lekturze doszukała się m.in. wątków homoseksualnych i antysemickich. Danuta Rossman, w czasie wojny łączniczka Tadeusza „Zośki” Zawadzkiego i przyjaciółka całej trojki z „Kamieni na szaniec” w rozmowie z natemat.pl stwierdziła: „To jest coś tak obrzydliwego. To są bzdury zupełne! I wszyscy, którzy pamiętają tamte czasy, to potwierdzą”.


Wrogowie komunizmu są faszystami


Dla rodzimych opluwaczy (swoi”) najważniejsze jest to, aby opinii publicznej w Polsce i świecie w mówić, że w Polsce są faszyści lub szerzej, że to Polacy są faszystami. Nie dziwi potem fakt, że dziennikarze zachodnich gazet, używają nazwy „polskie obozy koncentracyjne”, zamiast niemieckie obozy koncentracyjne. Przy byle okazji, a nawet w Święto Niepodległości, gdy patrioci chcą demonstrować swoje przywiązanie do polskości, natychmiast zbierają się lewackie grupy tzw. antyfaszystów, anarchistów, bojówkarzy, zadymiarzy, oczywiście przy wsparciu GW i Krytyki Politycznej, a nawet policji, by nie dopuścić do manifestacji patriotów. Oczywiście, media zawsze trzymają stronę tzw. antyfaszystów, zadymiarzy i anarchistów, ale faszystami są ci, którzy podają się za antyfaszystów. Ich cechą jest brak tolerancji, poszanowania dla innych poglądów, chociaż o tolerancji krzyczą najgłośniej. W jakim państwie żyjemy? Czy nikt tego nie przerwie.

W latach 1980-89 byłem członkiem Solidarności, bo chciałem Polski niepodległej, sprawiedliwej i demokratycznej. Doczekałem się niesprawiedliwości, ogromnego bezrobocia, oraz podłych i haniebnych ataków na Polskę i Polaków. Brzydzę się tym ludźmi, bo są bez honoru, czci i zasad. Po prostu normalne szmaty. Bo jak można opluwać Polskę i jednocześnie jeść polski chleb.

Opluwacze („swoi”) robią wszystko, aby obrzydzić Polakom patriotyzm, polskość. Już Stalin nakazywał nazwanie faszystami wszystkich, których zdefiniowano jako wrogów komunizmu, a największym wrogiem komunizmu byli właśnie żołnierze AK, NSZ, NOW i WiN, dlatego głównie ci żołnierze po wojnie byli ofiarami NKWD i UB. Wszystkie napaści na Polaków są ideologiczne, ale to jeszcze nie wszystko. Na pomoc rodzimym opluwaczom ruszyli Niemcy.

Zrealizowany przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Żołnierz AK mówi do jednego z głównych bohaterów: „Byłeś dobrym żołnierzem, ale gdy okazało się, że jesteś Żydem, nic dla ciebie nie mogę zrobić”. Gdy po zatrzymaniu niemieckiego pociągu okazuje się, że przewożeni są w nim Żydzi, Polscy zamykają wagony i zostawiają ich na śmierć. Pytanie: czy Niemcy, którzy wymordowali kilka milionów Polaków, mają moralne prawo, by oceniać, a raczej oczerniać Polaków? TVP1 zakupiła ten film i pokazała go polskim widzom. Tak jak i po wojnie, tak i obecnie, ale już z pomocą Niemców, rodzimi opluwacze („swoi”) usiłują stworzyć czarną legendę o AK. Pragną w ogóle obrzydzić Polakom bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej. Film ten też dowodzi, że dla Niemców walka z AK nie zakończyła się bynajmniej w 1945 r., ona trwa nadal, już nie z bronią w ręku, ale propagandowo.

Rząd Polski nie broni dobrego imienia Polski i żołnierzy AK. Premier Tusk milczy. Milczą polscy historycy. Czy nabrali wody w usta, czy też mówić im zakazano? Tchórzostwo nie jest cechą Polaków. Polska po 1989 r. nie ma własnej polityki historycznej. Jest to niesłychany skandal, że Niemcy, którzy rozpętali straszliwą wojnę, wymordowali miliony Polaków, dzisiaj śmieją się nam w twarz.


Kanclerz Merkel agentem Stasi?


Po zjednoczeniu Niemiec, szczególnie po dojściu do władzy byłej obywatelki NRD Angeli Merkel, w Republice Federalnej świadomie przestano reagować na argument niemieckiej winy. Niemcy powiedzieli: dość urzędowego kajania się i godzenia z rolą potwora nowożytnej Europy (http://wpolityce.pl/artykuly/56273-film-nasze-matki-nasi-ojcowie-to-element-oficjalnej-niemieckiej-polityki-historycznej-czyniacej-z-polakow-wspolnikow-hitlera).

W ostatnim czasie w Niemczech wywołała burzę książka Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmana. Książka ta dotyczy życia i działalności Angeli Merkel w NRD i odsłania nieznane, a raczej utajnione dotychczas czarne strony życiorysu obecnej kanclerz Niemiec. Oto fragment w polskim tłumaczeniu:

Jesteśmy w stanie udowodnić, że Angela Merkel systemowi NRD była znacznie bliższa aniżeli dotychczas jest nam to znane. Podczas swych zajęć na akademii nauk w dawnej NRD była funkcjonariuszką partii i tak w roku 1981 dla przykładu była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ oraz członkiem władz komisji zakładowej tejże uczelni.

Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière, wysoko postawieni działacze byłej NRD byli nie tylko opiekunami ale także osobami prowadzącymi Angele Merkel. Pod koniec bytu NRD byli tymi którzy tworzyli we wschodnich Niemczech oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU” (Mirosław Mrozewski, salon24.pl). Angela Merkel do zarzutów w ogóle się nie odniosła.

Prezydent Rosji Putin był agentem KGB w byłej NRD. W latach 1985–1990 służył na terytorium NRD (oficjalnie pracował jako dyplomata), gdzie miał zajmować się werbowaniem tajnych współpracowników i inwigilacją wschodnioniemieckiego środowiska naukowego. Merkel w latach 1978-1990 pracowała i studiowała w Centralnym Instytucie Chemii Fizycznej Akademii Nauk NRD. Po uzyskaniu doktoratu z chemii fizycznej pracowała jako chemik kwantowy.

Z NRD pochodzi też obecny prezydent RFN Joachim Gauck, były duchowny luterański, bezpartyjny działacz polityczny i publicysta. W latach 1990–2000 był prezesem Federalnego Urzędu ds. Akt Stasi. Stosunki polityczne i gospodarcze między Republiką Federalną a Rosją są obecnie dość dobre.

Jeżeli rzeczywiście kanclerz Angela Merkel była agentką Stasi, to może oznaczać, że Niemcy nie mają swojej polityki zagranicznej, lecz realizują politykę rosyjską. W ten sposób Rosja może penetrować również UE.

Naczelny organ bezpieczeństwa NRD „Ministerium für Staatssicherheit” (MfS)), powszechnie zwane Stasi, został utworzony 8 lutego 1950 r. i był pod kontrolą oraz nadzorem funkcjonariuszy byłego NKWD, później znanego jako KGB. Jednym z głównych tzw. radzieckich doradców (nadzorców) był generał Iwan Sierow, także m.in. twórca polskiego UB.

Zainteresowani opluwaniem Polski i AK mogą też być Rosjanie, ale nie bezpośrednio, lecz poprzez Niemców, którzy przy okazji przerzucają swoją odpowiedzialność za popełnione zbrodnie w czasie II wojny światowej na Polaków.

Po 1944 r. Rosjanie popełnili na Polakach wiele ohydnych zbrodni. Nie był to drugi Katyń, ale coś koło tego. W szeregach AK i NSZ walczyła z okupantem niemieckim polska elita. Mordując żołnierzy AK, NSZ czy WiN, Sowieci mordowali ocalałą z pogromów niemieckich („Akcje inteligencja”, „Intelligenzaktion”) i sowieckich (Katyń) nieliczną już pozostałą przy życiu polską elitę. Umożliwili w ten zbrodniczy sposób dojście komunistów do władzy w Polsce. Rosjanie, tak jak i Niemcy, są zainteresowani tym, aby oskarżać AK o antysemityzm.

O agentach Stasi w Polsce zapraszam do artykułu „Gdzie są agenci wschodnioniemieckiej Stasi” na portalu http://marucha.wordpress.com/2013/05/20/gdzie-sa-agenci-wschodnioniemieckiej-stasi-2/


Sowiecka walka z AK


Zakończenie II wojny światowej nie przyniosło Polakom tak upragnionej wolności, gdyż Polska dostała się pod okupację sowiecką. Jeszcze podczas trwania wojny Sowieci traktowali zajęty przez siebie obszar Polski jako terytorium ZSRR, a powstały przy pomocy Sowietów w Lublinie 22 lipca 1944 r. PKWN był ich marionetką. Dla wielu Polaków były to lata prześladowań, więzień, tortur i śmierci. Represje dotknęły przede wszystkim środowisk, które złożyły na Ołtarzu Wolności Ojczyzny najwyższą ofiarę. Kiedy front wschodni przesuwał się przez ziemie polskie, wraz z nim wkraczały jednostki NKWD. Ich celem było wyłapywanie, rozbrajanie, wywożenie na Sybir, czy mordowanie żołnierzy związanych z AK, NSZ, NOW i WiN. Były to organizacji wojskowe, które w ciągu pięciu lat wojny walczyły na pierwszej linii frontu przeciwko niemieckiemu najeźdźcy.

W grudniu 1944 r. gen. Okulicki oceniał, że Armia Krajowa liczyła około 120 tys. członków zorganizowanych w 2,5 tys. plutonach. Natomiast w podziemiu pozostawało ponad 70 tys. żołnierzy NSZ.

Po wejściu Armii Czerwonej na terytorium Polski, szczególną rolę w zwalczaniu Armii Krajowej i całego Polskiego Państwa Podziemnego odegrały radzieckie organy bezpieczeństwa, którymi na ziemiach polskich od 1944 r. kierował wspomniany wyżej Iwan Aleksandrowicz Sierow (vel Iwanow). Na komendantów wojskowych, a zwłaszcza na organy bezpieczeństwa, nałożono zadanie likwidacji Polskiego Państwa Podziemnego – jego aparatu, ugrupowań politycznych z nim związanych, jego siły zbrojnej. Służyć to miało nowym celom, w tym także wspieraniu nowej władzy (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

W wyłapywaniu i rozbrajaniu żołnierzy Oddziałów Armii Krajowej istotną rolę odegrały organy Smiersza ze wspomagającymi go wojskami wewnętrznymi NKWD. Grupy Operacyjne Smiersza działały według wcześniej przygotowanych list na których znajdowały się dane osobowe i adresy aktywnych uczestników AK. Wchodząc na te tereny Smiersz miał już przygotowane zaplecze agenturalne i rozpoznawcze dzięki któremu efektywnie zwalczał oddziały niepodległościowe. Już od 1942 r. roku wywiad sowiecki interesował się Polskim Państwem Podziemnym i za wszelką cenę, z pomocą polskich komunistów, starał się rozpoznawać jego struktury, skład osobowy i lokalizację oddziałów, liczbę i miejsca składów broni i amunicji itd.

Eugeniusz Duraczyński w książce „Generał Iwanow zaprasza” pisze: „Poczynania represyjne organów NKWD lub wydzielonych pionów Armii Czerwonej budziły nie tylko najgłębszy sprzeciw ze strony ogniw rozpadającego się państwa podziemnego i przerażenie ludności. Pewne praktyki beriowskiego aparatu represji musiały budzić wątpliwości również w kręgach wojskowych. O jednym tylko aspekcie owych praktyk sygnalizowało pismo naczelnego dowódcy Wojska Polskiego gen. Michała Żymierskiego, skierowane 25 stycznia 1945 r. do ministra spraw zagranicznych na ręce wiceministra Jakuba Bermana. Pisał on, że ramowe ustalenia zasad jurysdykcji Armii Czerwonej w strefie działań wojennych w artykule 7 omówionego już przez nas porozumienia z 26 lipca 1944 r. wymagało, jego zdaniem, „dodatkowych umów lub porozumień administracyjnych”. Generał informował, że sądy Armii Czerwonej ferują wyroki w stosunku do obywateli polskich w imieniu „swego państwa i na mocy prawa radzieckiego”, podczas gdy konwencja haska z 1907 r. przewiduje możliwość stosowania rodzimego prawa. Dalej pisał, że wykonywanie wyroków w trybunałach wojennych Armii Czerwonej odbywa się bez jakiegokolwiek notyfikowania władzom polskim. Wnosił wiec o unormowanie tych spraw, „których liczba wzrośnie z chwilą przesunięcia się dalej linii frontu” (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Dalej autor pisze: „21 lutego 1945 r. gen. Okulicki informował Radę Jedności Narodowej, że na wschód od Wisły aresztowano przeszło 30 tys. oficerów i żołnierzy AK. Rozpoczynały się represje na ziemiach położonych na zachód od Wisły. 21 lutego 1945 r. płk Jan Zientarski, dowódca okręgu kielecko-radomskiego AK meldował gen. Okulickiemu, że na jego terenie „wszystkie wiezienia są już zapełnione żołnierzami AK. Aresztowania trwają w dalszym ciągu. Liczę się, że po pierwszej fali aresztowań indywidualnych i rozpracowaniu nas może nastąpić masówka aresztowań” (Eugeniusz Duraczyński, „Generał Iwanow zaprasza”, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1989).

Wielu aresztowanych żołnierzy AK wywożono w głąb ZSRR, gdzie ginęli w radzieckich łagrach. Od 1945 roku na terenie Polski powstawały specjalne więzienia i obozy NKWD i Smiersza, najbardziej znanym jest Specjalny obóz nr 10 w Rembertowie, gdzie trafiali aresztowani żołnierze AK i nie tylko.