Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Polska polityka przyzwyczaiła nas do obrzucania się błotem. I to już nikogo nie dziwi. Jest to u nas zjawisko tak częste, że moim zdaniem wytworzyło nawet pewne kategorie. Pierwszą z nich jest kategoria błotorzuta, tzn.owszem, rzuca kiedy może, ale może wtedy, kiedy ma czym. Słowem jeśli jakiś polityk zdobędzie jakieś dokumenty, czy choćby informacje obciążające jego bliźniego z innej partii, zaraz biegnie z tym do mediów i tym przysłowiowym błotem wali przeciwnika prosto w jego medialny pysk. Tą grupę sympatyków błota bardzo dzielnie reprezentuje np.Jacek Kurski.

 I dobrze, że tacy politycy w Polsce są, ponieważ gdyby nie oni, nie byłoby wielu dyskusji społecznych na ważne tematy, jak np.czy premierem Polski powinna zostać osoba której dziadek służył w wermahcie. Ale jest też druga kategoria. To politycy, którzy rzucają nawet wtedy gdy nie mają czym. A rzucają błotem wyłącznie dlatego, że poprostu kochają błoto. Tą grupę nazwałem świnie. Odrazu śpieszę z informacją, że nie chcę tu nikogo obrażać, tylko skąd inąd to sympatyczne i dostarczające nam wielu smaczych przekąsek zwierzę jest myśle najlepszym symbolem przywiązania do błota. A czemu wogóle ja napisałem ten artykuł? A bo niefortunnie trafiłem na internetową wiadomość, że niejaki Włodzimierz Cimoszewicz zdecydował się na remake swojej osoby w polityce, a zapytany przez dziennikarzy dla czego, odpowiedział (przy czym nie jest to cytat), że generalnie wraca przeciwko Kaczyńskim, których przyrównał do hordy tatarskiej. Siebie zaś postawił w pozycji chwytającego za miecz obrońcę ojczyzny. Owszem, rzucający błotem najczęściej atakują władzę. Jest to logiczne. Przecież opozycja nie mając decydującego wpływu na władzę generalnie, nie może nikomu politycznie zaleźdź za skórę. Jest to chyba pierwszy przypadek, żeby ktoś będący w opozycji postanowił zacząć działać przeciwko... opozycji. Ale tu chyba chodzi o co innego.

 Przez prawie dwadzieścia lat po komuniźmie, a środowisko polityczne z którego się Cimoszewicz wywodzi, przez czterdzieści pięć lat komuny, największe nieformalne ośrodki władzy starały się zabić w Polakach ducha narodowego. Wpajano nam, że duma z Polskości to już odrażający faszyzm, że najpierw jesteśmy Europejczykami, a dopiero potem Polakami, a wcześniej- że stolicą pokoju jest Moskwa. Straciło sens wytykanie komuś jego postkomunistycznej przeszłości, bo przecież branie udziału w organizacji krępującej wolny naród Polski, mafii która zabiła m.in. ks.Jerzego Popiełuszkę, w dobie mody na kosmopolityzm, przestało być czymś karygodnym. A tak na marginesie, to niezłe, wytworzyli taką atmosferę, że za oszołoma byłby wzięty któś, kto by w mediach powiedział, że osoba z komunistyczną przeszłością nie ma miejsca w polityce wolnej Polski, natomiast ludzi których cechował zawsze patriotyzm, którzy przywrócili ważne miejsce patriotyzmu w dyskusji społecznej, którzy pokazali, że dla nas Polaków Ojczyzna nie jest tylko słowem wyjętym z podręcznika historii, o którym wielu komunistów przedtem, a dzisiaj liberałów, chciałoby jak najszybciej zapomnieć, tak, tych można szargać do woli. No bo przecież według prądu społeczno politycznego, który niestety niedawno powrócił, naszą stolicą jest tak naprawdę Bruksela.

Oskarża się ich o wszystko. Jak to było źle w czwartej RP. Jaki wstyd nam robili na świecie. Co ciekawe, nikt nie mówi o wstydzie, kiedy Kwaśniewski zasłaniając się jakąś tam chorobą goleni, chwiał się na nogach na grobach polskich żołnierzy, albo kiedy Siwiec całował ziemię drwiąc z człowieka któremu nie jest godzien wiązać rzemyka u sandałów- Jana Pawła drugiego. Wstydem jest natomiast twarda obrona polskiego interesu narodowego. I to tak naprawdę boli środowiska postkomunistyczne i wszelkiej maści kosmopolitów. Oskarżali, że jak odrzucimy traktat z Lizbony to będziemy w izolacji. Irlandia się tam nie przestraszyła i o żadnej izolacji nikt nie mówił.Reasumując myślę, że dużą część kosmopolitów i liberałów boli najbardziej polski interes narodowy. Bo przecież nie musi to oznaczać tylko twardej postawy w negocjacjach z UE, ale pzrecież polski interes narodowy to również oczyszczenie wymiaru sprawiedliwości, dekomunizacja, oczyszczenie ulic z mafii. To wszystko ma swoją nazwę- czwarta RP, która w odróżnieniu od pierwszego i, dzięki Bogu, ostatniego w historii, PRL-u , jest prawdziwym powodem do dumy.Tak, myślę, że IV RP może przestraszyć niektórych do tego stopnia, że nawet leśną głuszę trzeba będzie zostawić, szblę chwycić i ciąć...Tylko czy Polska tego akurat potrzebuje?

Andrzej Kocur