Komentarz polityczny

Trump ubezwłasnowolniony, czyli smutny koniec prezydenta USA

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
TrumpBezdyskusyjną prerogatywą prezydenta USA było zawsze prowadzenie polityki zagranicznej.

Po podpisaniu przez prezydenta Trumpa ustawy nakładającej nowe sankcje na Rosję, Iran i Koreę (a pośrednio także na Europę) wśród tzw. "prawicowych" komentatorów widać radość jaki to "wielki prezydent" i przyjaciel Polski". Nie będę wnikał w istotę i głupotę tych sankcji bo pisałem o tym szerzej w dwóch ostatnich notkach. Dziś chciałbym się skupić na konsekwencjach, które wynikają z tej ustawy dla samego Trumpa a te są niezwykle poważne.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło się w historii USA, żeby prezydent, wybrany w powszechnych wyborach, nie miał zaplecza politycznego w Kongresie i Senacie a tak jest w przypadku Trumpa. Deep state (czyli neokoni - bolszewicy od Trockiego a mówiąc konkretnie - lobby izraelskie) robią wszystko, żeby doprowadzić do impeachmentu Trumpa. Zmobilizowano wszystkie siły - służby specjalne, media a teraz obydwie izby amerykańskiego parlamentu. Tajemnicą poliszynela jest, że przynajmniej od czasów Reagana karty w amerykańskiej polityce, głównie zagranicznej, rozdają neokoni, którzy mają jeden główny cel - zaprowadzenie i utrzymanie pozycji USA jako światowego hegemona. W związku z tym naturalnymi wrogami neokonów są państwa, które nie chcą poddać się temu dyktatowi i dążą do budowy świata wielobiegunowego. Są to przede wszystkim Chiny, Rosja i Iran.


Iran ma jeszcze tę "winę", że zagraża rzekomo Izraelowi ściśle współpracując z libańskim Hezbollahem. Hezbollah, szyicka milicja libańska już raz spuścił bęcki "najmoralniejszej armii świata". Syjoniści nie mogą tego strawić do dziś bo zamierzali i cały czas zamierzają opanować zasoby wodne południowego Libanu.

Bezdyskusyjną prerogatywą prezydenta USA było zawsze prowadzenie polityki zagranicznej. Obecnie po bezprecedensowym głosowaniu w Kongresie i Senacie prezydent te uprawnienia de facto utracił. To ostateczny cios w system prezydencki USA. Odtąd będą rządzić różne lobby z izraelskim na czele i nie jest to dobra wiadomość. Trump, co by o nim nie powiedzieć, obiecywał w kampanii wyborczej dążenie do odprężenia, głównie w stosunkach z Rosją. Jak jest to istotne dla światowego bezpieczeństwa każdy rozsądny człowiek wie. Wzrostem napięcia między USA, Rosją i Chinami mogą się cieszyć jedynie idioci albo samobójcy. To przykre ale polski (?) rząd staje po stronie idiotów i samobójców.

W pewnym zakresie wprowadzone sankcje pokrywają się z dążeniami Trumpa, który chcąc wzmocnienia gospodarki USA atakował Europę, jako konkurenta ale cena polityczna, jaką przyjdzie Ameryce zapłacić wybiega dużo dalej niż planował Trump. Obecne sankcje uderzają bowiem zbyt drastycznie w interesy Europy a głównie Niemiec. A to jest wpychanie Niemiec w objęcia Rosji. To nigdy nie kończyło się dla Polski dobrze.

Sama Rosja niewiele straci na tych sankcjach, już od dawna przeorientowuje kierunek eksportu swojej ropy i gazu, głównie w stronę Chin, z którymi handlują już z pominięciem dolara. I to następny błąd neokonów, Rosja skazana na współpracę z Chinami, które gwiżdżą sobie z amerykańskich sankcji to następny problem USA. Oczywiście Rosja uzależnia się w jakiś sposób ale należy pamiętać, że to ciągle mocarstwo militarne i potrafi zadbać o swoje interesy. Stracić może Europa, która w 30% zaspokaja swoje potrzeby importem z Rosji. Amerykański gaz skroplony nie jest żadną alternatywą. Konflikt wisi więc na włosku i to konflikt o dużo szerszym wymiarze bo obejmuje także państwa NATO czyli rzekomych sojuszników USA.

Jak kruchy jest ten "sojusz" widać na przykładzie Turcji, która posiada drugą armię NATO. Turcy potrafili bez ceregieli wyłączyć światło w amerykańskiej bazie, gdzie składowana jest broń jądrowa a teraz kupują systemy obrony przeciwrakietowej w Rosji.

Niemcy, mimo że cały czas są pod okupacją amerykańską też mogą się znarowić a to nie jest dobra wiadomość dla Polski, zwłaszcza, że Polska jest już faktyczną i zdeklarowaną kolonią USA. Mam wrażenie, że znowu postawiliśmy na złego konia. I nie chodzi mi wcale o następną zmianę "pana" bo to niewiele by zmieniło. Chodzi o taką politykę zagraniczną, która przynajmniej zapewniałaby poprawne stosunki z sąsiadami. Przyjaciół szuka się blisko a wrogów jak najdalej, Polska robi dokładnie na odwrót. Wzorem do naśladowania powinny być Węgry Urbana.

Wracając do Trumpa, możemy spokojnie założyć że wszelkie jego obietnice można włożyć między bajki, jeśli nie zostaną zaakceptowane przez deep state to nic nie zostanie zrealizowane a w przypadku następnego resetu z Rosją znowu zostaniemy z ręką w nocniku. Już tak bywało i nie widzę powodu, dlaczego nie miałoby się powtórzyć. USA nie mają przyjaciół ani "wiecznych sojuszników", mają tylko interesy.

Malowany, ubezwłasnowolniony prezydent niewiele może nam zaoferować.

 Jarek Ruszkiewicz

Za: http://www.prawica.net/8101