Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Dzisiejszy mój tekst poświęcę osobie, w opisywaniu której czuję się już niemal weteranem. Adamem Michnikiem - bo o nim będzie dzisiaj - zajmuję się już od bardzo wielu lat i krytyczne opinie na jego temat pisałem jeszcze w czasach, kiedy to nie było takie lekkie łatwe i przyjemne jak dzisiaj, gdy odwaga bardzo staniała i to wprost proporcjonalnie do stopniowego i systematycznego spadku znaczenia naczelnego „Gazety Wyborczej” oraz widocznego już nawet dla ślepców schyłku ideologii tego całego lewackiego środowiska, które Michnik reprezentuje.

Na początek jednak szczere wyznanie. Wielu dzisiejszych krytyków dzielnie potępiających politruków z Czerskiej nie bardzo ma ochotę się przyznać do tego, że kiedyś Michnik wcale nie był im wrogiem. Ja również podobnie jak wielu z nich w czasach tak zwanego schyłku komunizmu dałem się Michnikowi oczarować jednak w moim przypadku to zauroczenie trwało bardzo krótko. Żartem mogę powiedzieć, że koniec końców nie dałem się uwieść, a tym bardziej zaciągnąć Michnikowi do łóżka.
    Gdybym chciał szczegółowo i z detalami opisywać przyczyny zgonu Michnika oraz całego tego szemranego czerwono-różowego lewackiego gangu to musiałbym napisać grubą książkę. Powiem, więc krótko - do Polaków w końcu dotarły wypowiedziane ponad ćwierć wieku temu słowa Stefana Kisielewskiego: „Przecież ten dzisiejszy Michnik to totalitarysta. Demokratą jest ten, kto jest po mojej stronie. Kto ze mną się nie zgadza, jest faszystą i nie można mu podać ręki. A tylko Michnik wie, na czym polega demokracja i tolerancja. On jest tutaj sędzia, alfa i omega”. Otóż komuniści zaproponowali nam po 1945 roku demokrację ludową, a po 89 roku, kiedy system zaczął się walić poprzebierali w opozycyjne piórka tak zwaną lewicę laicką, i aby przetrwać czerwono-różowi towarzysze już wspólnie posługując się szyldem transformacji ustrojowej sprzedali Polakom potworka, czyli demokrację reglamentowaną i fasadową. Gwarancją ich trwania u władzy miało być kompletne zmarginalizowanie i wykluczenie środowisk patriotyczno-narodowych oraz zwalczanie tak zwanego „prymitywnego katolicyzmu ludycznego”, którego symbolem był i jest dla lewaków oraz wrogów Polski Prymas Tysiąclecia, Stefan Wyszyński oraz ojciec Tadeusz Rydzyk.

    Dzisiaj szczególnie młodzi ludzie nie zdają sobie sprawy jak w III RP wykluwała się wolność słowa i prasy. Otóż „Gazeta Wyborcza” była elementem pakietu w całym tym okrągłostołowym geszefcie zawartym w 1989 roku i na dodatek od razu zyskała pozycję absolutnego monopolisty, pozostając przez niemal rok jedynym dziennikiem ukazującym się na rynku i niekojarzonym z władzami PRL. Na mocy porozumień zawartych z komunistami dostali wszystko na tacy, począwszy od lokalu przez przydział papieru, drukarnię, telefony po kolportaż.  Jeżeli do tego dodamy panujący wówczas entuzjazm i przeświadczenie większości Polaków, że Michnik i jego gazeta reprezentować będą wszystkie nurty opozycji, to nie dziwi, że sprzedaż zaczęła sięgać wielu setek tysięcy egzemplarzy. Można śmiało powiedzieć, że czytały ją codziennie miliony Polaków.

Ileż trzeba mieć w sobie bezczelności, obłudy i zakłamania by startując w tak uprzywilejowanej i komfortowej sytuacji ośmielać się atakować prawdziwie wolne media, którym nie tylko niczego nie podano na tacy, ale korzystano z każdej okazji, by utrudniać im życie, a w konsekwencji próbować je zniszczyć. Można powiedzieć, że takich prób kneblowania nie brakuje do dziś, o czym świadczą ostatnie ataki na „Polskę Niepodległą” i „Warszawska Gazetę” prowadzone nie tylko przez Czerską, ale i przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, które umieściło oba tytuły na indeksie za rzekomy antysemityzm i mowę nienawiści. Michnik po 89 roku został mianowany tą „alfa i omegą” i parafrazując wiersz stalinisty Adama Ważyka (Adama Wagmana) tak można opisać jego rolę w III RP

Mądrość Michnika,
rzeka szeroka,
w turbiny mękach
przetacza wody,
płynąc wysiewa
pszenicę w tundrach,
zalesia stepy,
stawia ogrody.

    Dzisiaj, kiedy ideologia Michnika zdycha na naszych oczach on sam przyzwyczajony przez lata do hołdów i noszenia przez pochlebców w lektyce zbudowanej z aury nieomylności nie radzi sobie z jakąkolwiek krytyką. Przykro patrzeć jak dawny guru lewactwa rzuca s…..nami i chamami w stronę dziennikarzy zadających kłopotliwe pytania. Litość ogarnia człowieka, który widzi jak ten dzisiejszy Michnik miota się i pogrążony w tej swojej bezsilności coraz częściej daje wyprowadzać się z równowagi. Dzisiaj akcje „Agory” są po 14,40 zł. a sprzedaż kioskowa „Gazety Wyborczej” to zaledwie 65 tys. egzemplarzy. A przecież jeszcze w 2000 roku za jedną akcję płacono 124 zł zaś sprzedaż gazety przekraczała 400 tys. I tak oto sztucznie wypromowany ideał sięgnął bruku i za jedną akcję wartą kiedyś butelkę whisky dzisiaj nie kupi się nawet półlitrowej flaszki najtańszej czyściochy.

    Nie powinniśmy zatem się dziwić, że w akcie desperacji zdychający michnikowy diabeł po raz kolejny i już chyba ostatni na naszych oczach przebiera się dzisiaj w ornat i tuż przed minioną Wielkanocą zaczął ogonem na mszę dzwonić. Posłuchajmy tych ostatnich jeszcze cieplutkich przemyśleń „nowego człowieczeństwa Adama”: „Każdy z nas żyje w rozmaitych wspólnotach: narodowej i europejskiej, państwowej i kulturalnej, ideowej i religijnej. Choć te wspólnoty są odrębne, to przecież zazębiają się, dlatego zwykle posługujemy się stereotypami narodowymi, państwowymi, stereotypem lewicy czy prawicy, wspólnoty katolickiej, wspólnoty demokratycznej. Ale są to przecież abstrakcje. Jeśli chcemy rozumieć siebie, nie wystarczy garść uogólnień. Potrzebny jest nam do rozumienia naszych bliźnich i samych siebie smak detalu. Detal zaś to losy ludzkie naszych bliźnich, sąsiadów, krewnych, sojuszników i antagonistów. Polska jest tak różnorodna”. Adamie…jestem w szoku! Skąd to nagłe nawrócenie?

Przecież jeszcze nie tak dawno temu mówiłeś, że: Polska jak ladacznica, wyborcy PiS- łajdacy. Mówiłeś, że „Kaczyński to polski putinista czystej krwi”, a podczas tourne w Austrii w tamtejszej telewizji przekonywałeś, że wszystko, czego dotyka się rząd PiS, zamienia się w gówno (sic)!  To jest ten prawdziwy i oryginalny smak twojego detalu drogi Adamie i ta demonstrowana potrzeba zrozumienia bliźnich. Piszesz dzisiaj: „Żeby zrozumieć Kościół polski, musimy pamiętać nie tylko o papieżu Janie Pawle II czy kardynale Wyszyńskim, nie tylko o ks. Józefie Tischnerze, ale też o ojcu Tadeuszu Rydzyku”. No, kto, jak kto, ale ty i „Gazeta Wyborcza” o ojcu Tadeuszu Rydzyka pamiętacie jak mało kto już od przeszło ćwierćwiecza. Ilość wychodzących z Czerskiej ataków na redemptorystę z Torunia można mierzyć tysiącami artykułów. Pytany o największe zagrożenia dla Polski wskazywałeś Adamie: „Z jednej strony to jest kierownictwo PiSu, a konkretnie Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz. Z drugiej strony to jest tak zwany ruch narodowy, w którym są judeosceptycy, jeśli nie po prostu antysemici. Mówią oni językiem agresji i nienawiści. Z trzeciej strony to jest ojciec Rydzyk. Z czwartej strony to wspierany przez kiboli, szef "Solidarności" Piotr Duda…” Cóż takiego się stało, że nagle na łono Kościoła przywróciłeś „sektę Rydzyka”?

Czy to nie ty Adamie pisałeś: „to jest po prostu mowa nienawiści, to jest kłamstwo, oszczerstwo, podłość. Pod tym względem ojciec-dyrektor ma duszę jak step ukraiński. Mentalność wyznawców Radia Maryja jest jak mentalność sekty…”
    W młodości jedną z moich ulubionych książek był „Król szczurów” Jamesa Clavvella opisująca przeżycia autora w jenieckim obozie Changi w Singapurze. Bohaterem powieści jest nazywany Królem kapral armii amerykańskiej, który poprzez swoje cwaniactwo i dokonywanie wątpliwych moralnie interesów z japońskim strażnikami, żyje sobie jak pączek w maśle i nabiera przekonania, że należy mu się więcej niż innym współwięźniom. W swoje złodziejskie interesy wciąga do współpracy słabszych moralnie i kompletnie ich od siebie uzależnia czyniąc nawet z oficerów swoich chłopców na posyłki. Kiedy przychodzi oswobodzenie obozu i nastaje wolność cały czar i moc Króla pryskają, a wszyscy ci, którzy oddali mu się bez reszty zaczynają się tego wstydzić.

Oto w jednej chwili w warunkach wolności Król staje się zwykłym zagubionym kapralem. Najlepiej opisuje to ta scena, kiedy ciężarówki US Army odwożą wyswobodzonych więźniów na lotnisko skąd mają oni powrócić do Ameryki: „Przy ciężarówce stał sierżant, potężny mężczyzna z naszywkami na rękawie i niezapalonym cygarem w zębach, który cierpliwie powtarzał: - Jazda! Wsiadać, wsiadać! Nie wsiadł jeszcze tylko Król. - Wsiadać, jak rany Boga! - warknął sierżant. Król ani drgnął. Sierżant zniecierpliwionym gestem rzucił cygaro i dźgając palcem powietrze, krzyknął: - Ej, wy! Kapralu! Ruszcie tyłek, do jasnej cholery! Król ocknął się z odrętwienia. - Tak jest, panie sierżancie. Przepraszam, panie sierżancie. Potulnie wdrapał się na tył ciężarówki i stanął tam, choć wszyscy inni siedzieli. Otoczony był zewsząd przez rozgadanych, podnieconych żołnierzy i tylko do niego nikt się nie odzywał. Nie zauważali go. Musiał przytrzymać się bocznej ścianki, bo ciężarówka właśnie ruszyła, wzbijając w powietrze kurz Changi”.

    Adam Michnik jest dzisiaj takim zagubionym i opuszczonym kapralem, który w warunkach wolności obnaża swój niewielki format i nikłe znaczenie. Coraz więcej tych, którzy mu przez długie lata ulegali zaczyna się tego wstydzić i jednocześnie dziwić jak mogło podporządkować się takiemu zwykłemu cwaniaczkowi, który swoją pozycję mógł osiągnąć tylko dzięki współpracy z okupantem i w obozowych warunkach. Jesteśmy właśnie naocznymi świadkami śmierci ideologii „Króla szczurów” III RP, Adama Michnika.


Autor: Mirosław Kokoszkiewicz       


Nadesłał: USOPAŁ