Drukuj
Kategoria: Komentarz polityczny
Odsłony: 246
Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Wielce zabawnie z perspektywy organizacji żydowskich wyglądać musi władza i opozycja, na wyścigi konkurująca o ich względy. Ale i tak wszystko na nic - czym bardziej są filosemiccy, tym bardziej są poniewierani. Och, żal mi tych wszystkich polityków PiS, tak się biedacy starają, żeby ich bracia Żydzi pokochali, a tu rezultaty słabe, oj słabiutkie - odwdzięcza się prof. Jacek Leociak. Ten sam, którego „Newsweek” zapytał: „Czy w Polsce PiS da się żyć?”. Ten sam, który wywiad w „Newsweek” naszpikował oskarżeniami po adresem Polaków. Ten sam, który obficie opłacany i dotowany  z rządowej kasy płodzi naukowe dzieła o  roli Polaków w mordowaniu Żydów. I ten sam, który na pytanie „Newsweek” odpowiedział „Da się!”, załączając do odpowiedzi łaskawą obietnicę: „nie mam zamiaru jak np. Manuela Gretkowska wyjeżdżać z Polski, bo ktoś musi otwierać oczy i uczyć krytycznego myślenia o Polsce”.

Wśród wielu imprez kulturalnych związanych z rocznicą wydarzeń marca '68, koncertów, wystaw, spektakli teatralnych i pokazów filmowych, jest niekończąca się lista państwowych mecenasów, a na ich czele Ministerstwo Kultury. Przywołajmy też innych sponsorów: TVP, Poczta Polska, Teatr Narodowy, Teatr Wielki, Teatr Polski, Filharmonia Narodowa, Pomorska i Podkarpacka, Opera Podlaska, Instytut Teatralny.
Z okazji 50. rocznicy wydarzeń minister Gliński pokrył koszty organizacyjne konferencji „Marzec ’68 - Ruch społeczny przeciw komunizmowi”, a także wystawy antysemickich rysunków prasowych. Jakby tego było mało, sfinansował realizowane na Ukrainie festiwale Brunona Schulza („podnoszące problem skomplikowanych relacji polsko-żydowsko-ukraińskich”), Międzynarodowy Festiwal „Żydowskie Motywy”, Warszawski Festiwal Filmów o tematyce żydowskiej i Festiwal „Warszawa Singera”.

Równocześnie do wypromowania Polski zmarnowano wspaniałą okazję - 100-lecie Niepodległości. Obchodom nie nadano żadnego wymiaru międzynarodowego. Chyba że za takowe uznać wprowadzenie do obiegu znaczka z okazji 70. rocznicy niepodległości Izraela, z izraelską flagą i napisem „wspólne dziedzictwo” lub sfinansowanie wystawy w Republice Południowej Afryki „Ślady Pamięci. Współczesne spojrzenie na żydowską przeszłość Polski”. Po prostu - chciało się płakać.
Marzec 1968 to kluczowy dowód na „odwieczny, zoologiczny, polski antysemityzm”.

Każdego roku, w kraju i na świecie, zawsze z dużym rozgłosem, obchodzą rocznicę marcowej rewolty. Pewni siebie, przekonani, że w „tym kraju” już wszystko należy do nich, obdzielają się polskimi orderami i, oskarżając Polaków o antysemityzm, żądają odszkodowań. W sukurs spieszy im cały świat. Norman Finkelstein pisał: „o polskim antysemityzmie mówi się dla pieniędzy. Polska i jej sławetna inteligencja, która uważa, że każda krytyka Żydów to antysemityzm, robi to dla kasy. Wyleje kubeł pomyj na Polskę i pędzi do USA, aby przeczytać pochwalne recenzje w gazetach i zostać poklepanym po plecach.

W Ameryce zajmowanie się holocaustem przynosi świetne pieniądze, a jeśli dostarczysz dowód, że Polacy to obrzydliwi antysemici, masz gwarancję ogłoszenia cię bohaterem. Przykładem jest Gross. Napisał książkę i dostał posadę w Princeton”.

Rocznica wydarzeń Marca ‘68 to dla żydowskich mediów wymarzona okazja do wypominania Polakom nikczemnych czynów. Ale na tym nie poprzestają. Daniel Schatz na łamach „Jerusalem Post” pisze: „Warszawa musi uchwalić odpowiednie ustawy przewidujące pełne odszkodowanie i zwrot skradzionego mienia”. Weterani Marca twierdzą, że pozbawiono ich majątków, a z Polski „wypędzono”. Tymczasem, padli ofiarą wewnątrzpartyjnych potyczek, i „wypędzono” ich, ale... z partii, wojska i bezpieki. Byli zatem emigrantami politycznymi, w większości przestępcami, uciekającymi przed wymiarem sprawiedliwości. „Wypędzony” Stefan Michnik, który wydał kilkanaście wyroków śmierci na polskich patriotach, nigdy nie poniósł za to żadnej kary, żyje spokojnie w Szwecji jako „ofiara antysemickich prześladowań”.
Inni wyjechali jako emigranci ekonomiczni, bo w zabiedzonym komunistycznym kraju wszyscy marzyli o wyjeździe na Zachód. Ogrom „krzywd” wyrządzonych Michnikom dobrze ilustruje anegdota: gość z Polski na widok należącej do marcowego emigranta kalifornijskiej willi wzdycha – Ale cię Gomułka urządził.

Jeden z „wypędzonych”, Henryk Grynberg powiedział: „rok 1968 był wielkim ciosem dla kultury, ponieważ niszczono wtedy inteligencję, a żydowską w szczególności”. „Ciosem” był wyjazd 9 pisarzy żydowskich, tak genialnych jak: Józef (Szyja) Krakowski - bandyta z UB, a później szef produkcji zespołu filmowego „Kamera”; Samuel Sandler - stalinowski historyk literatury polskiej, autor osławionego Wstępu do wydania „Potopu” Henryka Sienkiewicza; Kalman Segal – symbol miernych, ale wiernych partii literatów; Dawid Sfard – piszący w języku jidysz; Arnold Słucki - socrealistyczny literat; Adam Taran - autor socrealistycznych gniotów; Eda Werfel - publicystka „Trybuny Ludu”. Jeśli w marcu z Polski wyjechał kwiat kulturu to, dlaczego żaden z nich nie zrobił kariery w Izraelu.

Czy dlatego, że bonus pochodzenia tam już nie działał? Albo dlatego, że byli miernotami piszącymi wiersze o Stalinie? Podobnie było z „uczonymi”: Bronisław Baczko, Adam Bromberg, Włodzimierz Brus, Józef Kapliński vel Izrael Kapłan (jako delegat na I Zjazd PPR domagał się usunięcia z wszystkich stanowisk administracji nie-komunistów), Juliusz Katz-Suchy (który miał za sobą nie bibliografię swoich dzieł naukowych, ale Urząd Bezpieczeństwa, nie miał nawet średniego wykształcenia, ale był 'profesorem' i używał tytułu ‘doktor’).

Po marcu ‘68 opuściło Polskę 11 185 Żydów. Dla porównania - w latach 1945-1948 Polskę opuściło 500 tysięcy Polaków (a przez więzienia przeszło 360 tysięcy). Po stanie wojennym do emigracji zmuszonych zostało pół miliona Polaków, a do tego doliczyć trzeba dzisiejszą falę kilku milionów emigrantów za chlebem. Duże „straty” poniosła nie tyle nauka polska, co przede wszystkim MSW, skąd usunięto 176 funkcjonariuszy. Bandytów i zbrodniarzy wśród emigrantów było o wiele więcej, albowiem w danych statystycznych podawano ostatnie miejsce zatrudnienia, i w efekcie major UB Kazimierz Łaski wyjechał do Izraela, jako prorektor SGPiS, ppłk. Maks Lityński, jako prześladowany naukowiec, ubek Józef Krakowski, jako szef produkcji zespołu filmowego, major KBW Zygmunt Bauman jako socjolog, a Stefan Michnik jako redaktor wydawnictw MON. I tu pytanie - Dlaczego Leociak tak, jak ci z marca ’68, nie wyjechał z Polski? Bo nikt na świecie, a szczególnie w Izraelu, pasożytom i nierobom nie zapewni tak obficie zapełnionego koryta, jak III RP.

Dla obrony dobrego imienia Polski za granicą, potrzebna jest filmowa epopeja o polskich bohaterach (których nam nie brakuje!). Ministerstwo Kultury ma na to pieniądze, ale wydaje je na dzieła filmowe o żydowskich zbrodniarzach. Na film „Zaćma” o Lunie Brystygier wydało 3,5 miliona, co daje 32 110 złotych na nakręcenie jednej minuty filmu. Płk Helena Wolińska-Brus vel Fajda Minda Danielak, stalinowska sadystka i morderczyni gen. Fieldorfa, dzięki 3 milionom państwowej dotacji uwieczniona została w filmie „Ida”.

W tym przypadku jedna minuta filmu kosztowała 37 974,68 złotych. Mamy zatem do czynienia z oczywistą dewiacją – Polska nie promuje swych bohaterów, lecz sama sobie przyprawia paskudną gębę. Przy okazji przypomniał się Tomasz Jastrun. Recenzując film „bardzo zdolnego reżysera P. Pawlikowskiego”, pisze: „potwierdza się reguła, że Polak jest najlepszy, kiedy jest przegryziony jakimś elementem obcym. Polak w czystej postaci bywa niedorobiony”. Co do „Idy” - prezes PiS, po przyznaniu filmowi Oscara rzekł: „jako Polak cieszę się z sukcesu tego filmu”. I czy nie ukazuje to najoczywiściej, że jesteśmy rządzeni nie tylko przez obcych, ale przez zdecydowanych wrogów narodu polskiego?

„Podjąłem decyzję o zaniechaniu poboru podatku od przychodów Olgi Tokarczuk związanych z Nagrodą Nobla - oświadczył minister finansów. Nie tylko oświadczył, także uszczuplił budżet państwa o 955 tysięcy zł. Do sprawy, czyli do funduszu na szerzenie w świecie za polskie pieniądze antypolskiej propagandy, dorzucił się minister kultury - spiesząc z zapewnieniem, że jego ministerstwo wysupłało 700 tysięcy na tłumaczenia dorobku noblistki na wszystkie możliwe języki świata.
No i teraz nawet Aborygeni będą mogli przeczytać, że Polacy „byli właścicielami niewolników, większością, która tłumiła mniejszość i mordercami Żydów”. Ocena postępku tych od finansów i kultury nie sprawia trudności, ale jak ocenić Polaków, którzy kupili milion egzemplarzy książek autorki, która groziła swym admiratorom: „Za te zbrodnie Polacy jeszcze zapłacą!”. A jak ocenić to, że 3 miliony Polaków waliło drzwiami i oknami na film „Kler”, dokonując transferu milionów złotych do kieszeni żydowskiego reżysera filmu i izraelskiego właściciela sieci kin?

Co roku Ministerstwo Kultury przydziela dotacje dla czasopism społeczno-kulturalnych i co roku wyróżnia tytuły lewackie, a wśród nich „Krytykę Polityczną”. Jej wydawca otrzymał od ministra 118,5 tysięcy, znaczące sumy od powstającego Muzeum Historii Polski i Instytutu Teatralnego (oba utrzymywane przez państwo) oraz 139,8 tysięcy od samorządów Warszawy i Gdyni. W zamian za to zamieścił na swych stronach list otwarty przeciwko wzniesieniu pomnika upamiętniającego Polaków, którzy podczas wojny ratowali Żydów (podkreślmy: chodziło o pomnik w centrum stolicy Polski i o autorów listu obficie dotowanych przez ministra kultury!).

Powodów hojności ministra może być wiele. Jednym z nich wydaje się być to, że redaktor naczelny Sławomir Sierakowski jest liderem Ruchu Odrodzenia Żydowskiego w Polsce, i że na witrynie internetowej Ruchu stoi: Oto moje propozycje zmian: Polskie obywatelstwo dla wszystkich imigrantów; Podatek ‘reintegracyjny’ pokrywający koszty sprowadzenia trzech milionów Żydów do Polski; Hebrajski, jako drugi oficjalny język w Polsce. Gdy w czerwcu 2012 r. Sierakowski zwołał w Berlinie I Kongres Ruchu, omawiano na nim „powrót 3,3 mln Żydów do Polski”, a on sam oznajmił: Polska powinna przyjąć nie 3,3, lecz 16 milionów Żydów, ponieważ to Polacy powinni znaleźć się w mniejszości. Przed paroma laty „Krytyka” wydała książkę o wrażym polskim nacjonalizmie, autorstwa Jana Józefa Lipskiego (socjalistyczno-masońskiego edukatora braci Kaczyńskich), wicepremier Jarosław Gowin uznał periodyk za wydawnictwo naukowe i wsparł dużym grantem.

Miliony płyną na konta zajmujących się obsmarowywaniem Polski i uprawianiem lewackiej inżynierii społecznej. Pieniądze przydziela Fundacja Batorego. I tak dla przykładu - Stowarzyszenie na rzecz Osób LGBT „Tolerado” otrzymało 87 500, a Fundacja Wolności od Religii 24 000 euro. „Batory” nie szczędzi też środków na  „ochronę praw człowieka”. Fundacja Helsińska, której prezes niedawno wezwała do buntu sędziów i lekarzy dostała milion dolarów. Rzecz w tym, że miliony te nie są własnością „Batorego”, bo pochodzą ze środków tzw. funduszu norweskiego, tj. środków pomocowych będących formą bezzwrotnej pomocy udzielanej Polsce przez Norwegię, jako ekwiwalent za dostęp do polskiego rynku.

Fundusze, które Fundacja zawłaszczyła, zamiast na budowę autostrad, wykorzystywane są do budowy „społeczeństwa obywatelskiego” i rozdzielane w ramach programu o budżecie 150 milionów. W latach 2013-2017 pieniądze dostały: Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie, Fundacja Centrum im. Bronisława Geremka, Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Z pieniędzy korzystają wszystkie organizacje pozarządowe walczące z nacjonalizmem, ksenofobią i propagujące sprowadzanie do Polski nielegalnych imigrantów, w tym te, których jedynym celem jest wyszukiwanie tzw. „mowy nienawiści” i donoszenie do prokuratury. Tak więc, polscy „antysemici” finansują akcje polowania na samych siebie (co przypomina praktyki reżimu chińskiego, gdzie koszty egzekucji skazańca ponosi rodzina skazanego).
W październiku 2018 r. z funduszy norweskich „Batory” dostał kolejne potężne wsparcie - 30 milionów euro.

Negocjacje ws. pieniędzy trwały od 2015 r. Najpierw rząd domagał się od Norwegów, by pieniądze rozdzielał sam, słusznie utrzymując, że środki norweskie są środkami publicznymi w dyspozycji polskiego rządu. Norwedzy zignorowali jednak - jak to określiła premier tego kraju - „nieliberalne siły, które próbują przejąć pieniądze dla społeczeństwa obywatelskiego”. Minister kultury, jak zwykle, zrobił krok wstecz, skulił pod siebie ogon, symulował sprzeciw. Co prawda wydał oświadczenie, w którym podważa decyzję darczyńców, problem jednak w tym, że decyzja zapadła 29 października, a minister oświadczenie wydał (ma się rozumieć zupełnie przypadkowo) dzień później, i skutki prawne tego „odważnego” aktu były żadne.

W czasie batalii medialnej wokół nowelizacji ustawy o IPN (dodajmy –sromotnie przegranej) do boju podgrzewał Ludwik Dorn: „W światowych grach dyplomatycznych i wobec siły bardzo wpływowego lobby żydowskiego naszemu krajowi potrzebny jest 'certyfikat koszerności' ze strony Izraela, a tego nikt w polityce nie wydaje za darmo”. I tak - za jego poradą, a za nasze pieniądze - zamiast nowelizacji ustawy dostaliśmy „wyrafinowane” zagranie dyplomatyczne w postaci 100 milionów na renowację cmentarza żydowskiego.

Przy okazji, zamiast męża stanu, ujrzeliśmy na czele państwa łajzę, któremu, gdy natrafia na mniejszość narodową kojarzoną z Kominternem, uginają się nogi. Autorzy kombinacji operacyjnych rozgrywających polską scenę polityczną wiedzą, co jest piętą achillesową prezesa PiS. Wiedzą, że wystarczy rzucić hasło „ma w swych szeregach ksenofobów”, by wymusić na nim publiczne kajanie i…płacenie haraczu. Wiedzą też, że  nigdy nie odważy się targnąć na Fundację Batorego, bo on sam i jego brat wygłaszali tam prelekcje, i w efekcie owych prelekcji to prezes Fundacji decyduje, kto może być ministrem kultury oraz, że znajdujący się na cmentarzu żydowskim grobowiec płk. Goldberga vel Różańskiego ma być odnawiany za pieniądze rodzin ofiar zamęczonych i pomordowanych przez niego Polaków.

W Polsce mamy setki w większości prowadzących wojnę ideologiczną przeciw państwu organizacji pozarządowych, ale środki na ich utrzymanie są jak najbardziej rządowe. Czyli są antypolskie za pieniądze polskie. Przypominają dobrze zarządzane przedsiębiorstwa do przepuszczania setek milionów budżetowych pieniędzy. Wiedzieć bowiem trzeba, że dziś nie wykrada się gotówki z kasy pancernej. Dziś zakłada się fundację. Często otrzymują wsparcie z kilku ministerstw. Często przerzucają rządowe pieniądze między sobą, co przypomina klasyczne pranie brudnych pieniędzy („brudnych”, bo służących do obrzucania błotem Polski).

Ale to nie wszystko - swoją dolę dokładają samorządy i… zagranica. Dlatego sprawą nie cierpiącą zwłoki jest wypracowanie przejrzystych mechanizmów finansowania tych polipów żerujących na publicznym groszu. I nie przejmować się przy tym wrzaskiem o „naśladowaniu Łukaszenki”, bo w takich USA każde stowarzyszenie otrzymujące pieniądze z zagranicy automatycznie otrzymuje status „zagranicznego agenta”. Przykład daje też drugi „strategiczny partner” - władze Izraela 45-procentowym podatkiem tłamszą organizacje finansowane przez obce rządy.

Czy PiS zamierza zrobić z tym porządek? Czy symuluje działania i od czasu do czasu mami propagandowymi spektaklami, z których nic nie wynika? Czy ośmieli się na „antysemicki czyn”, który musiałby objąć Fundację Batorego? Weźmy na ten przykład próbę zmiany ustawy o zbiórkach publicznych, która miała blokować zbiórkę, jeżeli jej cel „narusza ważny interes publiczny”. Projektowi sprzeciwił się Smolar (oraz Owsiak) i rządzący temat porzucili.

Dbanie o to, aby z Polski nie uciekali ma długą historię. Na początku tzw. transformacji ustrojowej założyli spółkę „Art-B”, której w krótkim czasie pozwolono wyprowadzić z polskiego systemu bankowego, za pomocą tzw. „oscylatora finansowego”, 600 milionów USD. W 1990 r. miała miejsce tajna operacja służb specjalnych Izraela i Polski przerzucenia przez lotnisko Okęcie do Tel Awiwu stu tysięcy sowieckich Żydów, sfinansowana z pieniędzy wcześniej ukradzionych Polakom.

W nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1991 r. obaj oszuści uciekli wraz z pieniędzmi do Izraela, gdzie szybko otrzymali obywatelstwo. Wkrótce po tym udał się za nimi dziennikarz telewizyjny (syn naczelnika w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego), co zaowocowało wydaniem książki „Bagsik and Gąsiorowski. Jak kradliśmy księżyc”. W książce, rozgrzeszającej i wybielającej obu oszustów, padają osobliwe opinie o Polakach: „należy wziąć Polaków za mordę […] „Polacy są to dzisiaj najgorsi ludzie na świecie […] do takiego skurwysyństwa nie przyjadę.

Jak będę widział Polaka, a Polak będzie zdychał na ulicy, nawet mu ręki nie podam, żeby więcej pomóc. Nie przyjadę do Polski; bye, bye”. Wkrótce okazało się, że w Polsce da się jednak żyć. Jeden z rabusiów polskiego mienia wrócił. Wrócił też do „biznesu” - został prezesem fabryki kożuchów w Kurowie. Jego prezesowanie zakończyło się kolejnym rabunkiem - okazało się, że zamówienie od wojska na uszycie kurtek lotniczych uzyskał bez przetargu, i że za kurtki policzył sobie podwójnie.

27 stycznia 2014 r. do Oświęcimia przyleciały dwa samoloty z 350 gośćmi, wśród nich posłowie Knesetu, ministrowie izraelskiego rządu, szef Banku Izraela, dowódcy armii, naczelni rabini i setka tajniaków. Doszło do wydarzenia bez precedensu - pierwszej sesji Knesetu za granicą. Przy czym goście nie kryli, że głównym celem miało być debatowanie o antysemityzmie Polaków: „co należy zrobić, aby Holokaust nigdy więcej się nie powtórzył”, i „żeby pociągi znowu nie zaczęły jeździć do Auschwitz”. Z prasy izraelskiej dowiedzieliśmy się, że koszty pobytu Izraelczyków, czyli koszty antypolskiej eskapady pokryło w całości polskie Ministerstwo Kultury.
 
Jak czytamy na witrynie internetowej Ministerstwa Kultury, w 2019 resort przeznaczył 104 miliony złotych na „instytucje dbające o pamięć, kulturę i dziedzictwo narodu żydowskiego”. Dodatkowo 4 202 419 zł. ministerstwo przeznaczyło na projekty wspierające kulturę i dziedzictwo żydowskie z innych programów: Miejsca Pamięci Narodowej – 1 935 427 zł; Wspieranie Samorządowych Instytucji Kultury, opiekunów miejsc pamięci – 1 038 364 zł; Wspieranie opieki nad miejscami pamięci i trwałymi upamiętnieniami w kraju – 628 628 zł; Ochrona zabytków – 600 000 zł (remont synagogi w Bobowej i Tempel w Krakowie). Z marnej cząstki funduszy norweskich przypadłej Państwu, 10 mln euro przeznaczono na tajemniczy projekt realizowany przez Muzeum Polin.

Ale to nie wszystko, oni w półśrodki nie bawią się - W lutym 2018 r., podczas konferencji zorganizowanej w Wiedniu przez Europejski Kongres Żydów wypracowano „Katalog wytycznych do walki z antysemityzmem”, a w nim: Wszystkie państwa powinny przeznaczyć 0,02 procent PKB, a ugrupowania, organizacje i instytucje 1 procent swych budżetów na walkę z antysemityzmem”.
Polski nie bronią rządowe instytucje do tego powołane.
Przeciwnie, spora część oszczerstw powstaje w tych instytucjach. Mamy do czynienia z oczywistą aberracją – Polska sama sobie przyprawia paskudną gębę; pozwala, aby wrogie propagandowe blitzkriegi przeprowadzane były na jej terytorium za jej pieniądze, a zamiast walczyć z antypolskim hejtem, finansuje manufaktury antypolskich pomówień, gdzie o karierach i apanażach decydują zasługi w pluciu na Polskę. Dlaczego tak się dzieje? Powód jest prosty – głos w rządzie mają ludzie działający przeciwko interesom Państwa Polskiego.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - jak na dłoni widać, kto jest kim w Polsce, kto rządzi od 5 lat, kto pohukuje nieprzerwanie o obronie dobrego imienia Polski, kto jest czołobitny wobec obcych elit, kto daje się nastraszyć pierwszemu lepszemu Leociakowi, kto zachowuje się jak sanacyjni generałowie, którzy dużo mówili o honorze, ale w godzinie próby pierzchli za granicę.

Co robić? Może skończyć z państwowym mecenatem nad manufakturami antypolskich kłamstw? Może przestać płacić haracz na artystyczne i naukowe prowokacje w „narodowych” galeriach i „narodowych” teatrach utrzymywanych przez „narodowe” Ministerstwo Kultury? A może przeznaczyć te miliony na ratowanie polskich firm eksterminowanych przez „narodową kwarantannę”, zainicjowaną przez „narodowców” z Sanepidu? A może powiedzieć głośno, że w „narodowym programie szczepień” chodzi o zwalczanie wirusa „zoologicznego antysemityzmu”, którym Polacy są zainfekowani?
A może powiedzieć ministrom mylącym Polskę z żydowskim cmentarzem (językiem wyhodowanych przez nich elit): Wypierdalać!

    Krzysztof Baliński

Zobacz jeszcze: Krzysztof Baliński: CZY W POLSCE PiS DA SIĘ ŻYĆ? (1)