Drukuj
Kategoria: Myśl Narodowa
Odsłony: 14565

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

"Prof. Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością".
Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością. Rola jaką pełnił w przedwojennym ruchu narodowym była ogromna. Wystarczy wspomień o tym, że w latach 1928-1935 pełnił funkcję prezesa Klubu Narodowego w Sejmie RP, a w latach 1926-1932 był twórcą programu gospodarczego Związku Ludowo-Narodowego, zaś po jego rozwiązaniu Stronnictwa Narodowego.
Aż dziwne, że tak zasłużona osoba jest postacią w dużym stopniu zapomnianą i to nawet w kręgach narodowców. Dlatego warto choć trochę przybliżyć jego poglądy. Ze względu na olbrzymią wszechstronność działalności polityczno-naukowej Romana Rybarskiego ciężko streścić cały jego dorobek w zwięzłym artykule. Dlatego poprzestanę na przedstawieniu rysu jego myśli ekonomicznej. Zaznajomienie się z nią jest obowiązkiem każdego narodowca, zarówno ze względu na szacunek jaki okazujemy historii ruchu narodowego jak i aktualność jego poglądów w kontekście obecnych problemów ekonomicznych Polski.


ANTYSOCJALIZM

Roman Rybarski całkowicie przeciwstawiał się wszelkim pomysłom dotyczącym szeroko zakrojonej polityki socjalnej oraz wysokim podatkom. Ośmieszał stawiane często przez socjalistów argumenty o tak zwanej sprawiedliwości społecznej. Uważał, że odbieranie pieniędzy warstwie osób zamożnych na rzecz warstwy ubogiej jest czymś niemoralnym i niesprawiedliwym.
Zadawał pytania, o to jakie prawo ma społeczeństwo, aby zabierać, a mówiąc dosadniej okradać osoby, które żyją dostatnio, ale zasłużyli na to swoją ciężką i uczciwą pracą. Bo zasłużyli, jeśli ktoś dobrowolnie im tyle zapłacił. Sytuacja taka nie tylko narusza prawo do wolności gospodarczej oraz prawo do własności, ale tworzy swoiste błędne koło. Wytwarza się pewna grupa osób, której głównym źródłem dochodów jest praca innych osób. Grupa ta zaczyna się powoli, ale systematyczne powiększać. Obejmuje coraz szersze kręgi społeczeństwa. Dołączają do nich ludzie, którzy do tej pory pracowali, ale nie na tyle efektywnie, aby zarabiać znacznie więcej niż ludzie utrzymujący się z pomocy socjalnej.
Wraz ze wzrostem liczebności tej grupy społecznej zaczyna ona być coraz lepiej zorganizowana i wywierać coraz silniejszy wpływ na dalsze decyzje rządu. Władza chcąc uniknąć większych protestów spełnia kolejne żądania dotyczące pomocy socjalnej. W kosekwencji prowadzi to do sytuacji, w której nieliczna grupa efektywnie pracujących jest zmuszana przez państwo do utrzymywania coraz liczniejszej armii nierobów. Wydatki na cele socjalne są olbrzymie, zaś dochody ze względu na nieliczność grupy osób płacących podatki są niewielkie. Zmusza to państwo do cięć w sferze polityki socjalnej.
Tak oto wracamy do punktu wyjścia, tyle że przy ogromnym bezrobociu i zacofanym społeczeństwie, którego przeważająca część nie widziała sensu uczyć się ani pracować. Bo niby po co? Skoro państwo z jednej strony obdarzało olbrzymią pomocą socjalną osoby niepracujące. Z drugiej zaś strony nakładało wysokie podatki dla wykształconej, pracującej efektywnie elity.
Jakby tego było mało państwo targane jest falami protestów oburzonej ludności. W systemie pomocy społecznej "ludzie nie pytają się skąd państwo weźmie środki na wypełnienie narzuconych na nie zadań, czy potrafi im podołać, czy do nich dorosło, wierzy się, że wystarczy uchwalić ustawę, by ją można było wykonać". Państwo dając ludziom obietnice niemożliwe do spełnienia, rozbudza postawy roszczeniowe, co prowadzi nieuchronnie do komunistycznej rewolucji sfrustrowanych mas społecznych.

Państwo biorąc odpowiedzialność, której nie może sprostać powoli traci swój autorytet i popada w anarchię. Poziom moralny szerokich warstw społecznych obniża się, gdyż "niemoralnym jest ten, który żyje na koszt ogółu", a "państwo dla bardzo wielu ludzi, nie jest instytucją, której oni są współtwórcami, mniej lub więcej czynnymi uczestnikami, lecz jakąś zewnętrzną siłą, wszechwładną potęgą".
Następnym argumentem przeciwko etatyzmowi jest jego wpływ na nieoptymalną alokację (czyli wykorzystanie) zasobów. W przypadku wspierania któregoś z sektorów gospodarki, co prawda przyczyniamy się do jego szybszego rozwoju, ale kosztem odebrania dochodów należnych dla pozostałej części społeczeństwa. Dochodów ludzi, którzy gospodarując w takich samych warunkach potrafili mimo wszystko sobie poradzić. Jest to nic innego jak promocja słabości i nieudacznictwa! W dodatku prowadzi to do wytworzenia nadmiaru produktów mniej potrzebnych niż inne. Czyli takich, które w naturalnych warunkach nie znajdują nabywców.
Nieuczciwe przywileje dla niektórych przedsiębiorstw prowadzą do patologii, w której ludzie pracowici i zarazem zdolni mogą wybierać wyłącznie pomiędzy biedą a działalnością przestępczą. Poprzez ingerencję państwa w gospodarkę tworzą się uprzywilejowane grupy, z którymi państwo dzieli się częścią uprawnień gospodarczych kosztem normalnego funkcjonowania własności prywatnej.
Grupami tymi zazwyczaj są związki zawodowe. Kiedy władza ulega presji społecznej wywieranej przez związki zawodowe, głoszące poglądy sprzeczne z interesem narodowym, przestaje być władzą. Nie możemy już mówić o systemie demokratycznym, ale wytwarza się swoisty rodzaj oligarchii. Oligarchii, w której rządy sprawuje warstawa osób niezbyt zamożnych, niezdolnych do konkurencji na równych warunkach, ale będącej warstwą dobrze zorganizowaną i nie wahającą się przypomieć o kolejne przywileje.
W końcu ingerencja państwa pociąga za soba konieczność rozrostu aparatu biurokratycznego. Ktoś musi przecież zająć się wprowadzaniem w życie sterty drobiazgowych, często głupich i niepotrzebnych przepisów. Powoduje to powiększanie się grupy osób nieuczesniczących w wytwarzaniu Produktu Krajowego Brutto, ale jednocześnie żyjących na koszt ogółu. I to żyjących lepiej niż przeciętny obywatel państwa.
Wbrew pozorom wcale nie wpływa to na lepszą obsługę obywateli przez instytucje państwowe. Ludzie tracą coraz więcej czasu i energii w urzędach. Energii, ktorą mogliby dużo lepiej spożytkować wedle własnego uznania w pracy, dla rodziny albo dla siebie. Coraz więcej decyzji zależy od humorów urzędników. Oczywiście łatwo można "poprawić im nastrój", ale do tego zdolni są wyłącznie ludzie nieuczciwi. "W cieniu ścisłej opieki i nadzoru państwa wyrastają grzyby nepotyzmu i korupcji".
Idąc dalej to interwencjonizm paradoksalnie "wymaga różnych czynności ze strony przedsiębiorstw, często bezużytecznych, że większe z nich muszą dla stosunków z państwem utrzymywać osobny personel, w ten sposób powiększa się ilość pracy nie produkcyjnej". Krótko mówiąc musimy płacić dwa razy za to, że ktoś utrudnia nam życie. Kompletny nonsens. Czemu taki system może służyć?! Nie czemu. Ale komu? Klasie sprawującej władzę, która może zatrudnić wystarczającą ilość ludzi (czyt. swoich ludzi), a dzięki szerokim uprawinieniom władzy państwowej okazji do przyjmowania łapówek nie brakuje. Z kolei skomplikowane przepisy ułatwiają ukrycie procederu. Etatyzm jest tu używany typowo instrumentalnie jako narzędzie wspierania lojalnych i prześladowania nieposłusznych.
Roman Rybarski nie był jednak dogmatykiem i dopuszczał w jednej dziedzinie zarówno własność państwową jak i ingerencję państwa. Tą dziedziną był przemysł zbrojeniowy, którego specyfika i znaczenie strategiczne dla państwa usprawiedliwiają uzależnienie go od władz państwa.
Osobiście, choć podobnie jak Roman Rybarski jestem zwolennikiem wolnego rynku, to wskazałbym jeszcze trzy powody, kiedy interwencja państwa w ograniczonym stopniu byłaby dopuszczalna. Pierwszym powodem mogą być skutki zewnętrzne jakie pociąga za sobą dana działalność gospodarcza i to zarówno te pozytywne (np. ochrona środowiska) jak i te negatywne (np. zakłócenia spokoju mieszkańców). Drugim uzasadnionym powodem może być wpływ danej dziedziny gospodarki na politykę zagraniczną, co uzasadnia wspieranie strategicznych sektorów, które pozwalają przetrwać narodowi w sytuacjach nałożenia embarga lub stanu wojny tj. energetyka, gazownictwo oraz rolnictwo. Ostatnią sytuacją, kiedy dopuściłbym intrwencję państwa są niektóre inwestycje, które po wielokroć zwróciłyby się w przyszłości.

UPOWSZECHNIENIE WŁASNOŚCI

Ważną kwestią wśród poglądów ekonomicznych Romana Rybarskiego odgrywał również jego stosunek do własności prywatnej i państwowej. Roman Rybarski w swoich pracach zdecydowanie stawał po stronie własności prywatnej. Nie można jednak wyciągać błędnych wniosków jakoby poparcie dla własności prywatnej równało się poparciu dla wszelkich form prywatyzacji.
Rybarski chciał, by Polska była normalnym krajem gospodarczo rozwiniętym, dysponującym wszystkimi gałęziami życia gospodarczego, łacznie z wielkim i zmechanizowanym przemysłem, niezbędnym w okresie dwudziestolecia międzywojennego chociażby ze wzgledu na przeludnienie wsi i perspektywy demograficznego rozwoju Polski. Wizja ta przeciwstawiała się statycznemu programowi gospodarczemu"młodych" oscylujacemu wokół "Gospodarki narodowej" Adama Doboszyńskiego i opowiadajacemu się za drobną i średnią wytwórczością jako trzonem gospodarki, za zniwelowaniem nierówności materialnych i stworzeniem nowego ustroju, nawracającego do prostszych form gospodarowania, stanowiącego nową strukturę - ani kapitalistyczną, ani socjalistyczną.
Trzeba tu zaznaczyć, że Roman Rybarski domagał się własności prywatnej we wszystkich dziedzinach gospodarki, również tych uważanych obecnie za posiadające znaczenie strategiczne, co może nie podobać się wielu osobom, również z grona obozu narodowego, które uważają, iż aby państwo było suwerenne musi być niezależne energetycznie, żywnościowo itd. itd., a do tego niezbędne jest posiadanie przez skarb państwa kontrolnego pakietu akcji w strategicznych przedsiębiorstwach.
Pozwolę nie zgodzić się z tą tezą, a to ze względu, że o ile doceniam w pewnym stopniu potrzebę samowystarczarności, choć oczywiście bez doprowadzania do autarkii, to nie uważam, aby posiadanie strategicznych przedsiębiorstw przez skarb państwa było jedynym możliwym rozwiązaniem w tej materii. Ludzie którzy tak uważają, zapominają że państwo ma możliwość zapewnienia samowystarczarności w określonych dziedzinach poprzez pomoc dla niektórych strategicznych przedsiębiorstw w postaci ulg podatkowych oraz dotacji, a w przypadku kiedy te metody okażą się nieskuteczne można zawsze ograniczyć swobodę w dysponowaniu majątkiem przez właściciela, czyli czasowo ograniczyć, ale nie pozbawić go tzw. prawa własności. Jest to szczególnie możliwe, kiedy mamy do czynienia z kapitałem polskim, ponieważ nie wikłamy się wtedy w uzależnienie od obcych krajów, a ewentualna interwencja w sferę jego działalności nie pociąga za sobą reperkusji w polityce zagranicznej.
Rozważając kwestie własności należy również pamiętać o ludzkiej naturze. Człowiek z natury rzeczy bardziej dba o swoją własność niż o własność państwową, która choć boli nas to jako narodowców, ale od zawsze jest traktowana jako własność niczyja. Nawet wyznaczony przez organy państwowe do zarządzania przedsiębiorstwem urzędnik w zdecydowanej większości przypadków również traktuje ją jak własność niczyją. Przeciwnie własność prywatna. Człowiek to co jest jego, to z czego osiąga korzyść zazwyczaj szanuje i dba o jej rozwój.
Przedsiębiorstwa państwowe są zazwyczaj nieefektywne i deficytowe. "Gospodarstwo publiczne ma zasadniczo wyższe koszty produkcji, aniżeli prywatna gospodarka." Nic nie skłania urzędników do efektywności. Wręcz przeciwnie. Ponieważ mianowani są oni przez polityków i to im zawdzięczają swój byt, dlatego ich działania podporządkowane są zdobyciem sobie sympatii władz i realizacji celów politycznych. Konsument jest dla nich zazwyczaj pojęciem iluzorystycznym, którego nie biorą pod uwagę przy swoich analizach. Nie ma on dla nich większego znaczenia.
rzepływ informacji w przedsięiorstwach państwowych jest (m.in. z powodu ich nieekonomicznego rozrostu) na tyle wolny, iż powoduje ograniczenie zdolności przystosowywania się do zmiennych warunków. Nie są one zdolne do opanowywania nowych rynków, gdyż zazwyczaj ktoś inny jako pierwszy zajmuje nową niszę. Koszty wejścia na rynek w momencie wkraczania tam przedsiębiorstw państwowych są już zazwyczaj na tyle wysokie, że przestaje to być ekonomiczne. "Wielki handel np. eksportowy, wymaga dużej swobody ruchów, szybkiej decyzji, śmiałości i ryzyka, do którego nie jest zdolne upaństwowione gospodarstwo."
W przypadku, kiedy decydujemy się na oparcie gospodarki o sektor państwowych musimy uświadomić sobie, że wskutek tego konsument nie będzie miał dostępu do tanich produktów lub miejsce polskich producentów zajmie kapitał zagraniczny. W obu przypadkach powoduje to pauperyzację (ubożenie) społeczeństwa.

WALKA Z DEFICYTEM

Roman Rybarski nie pozostawał obojętny wobec masowego zadłużania się państw. Zdecydowanie sprzeciwał się wszelkim próbom poprawy sytuacji gospodarczej przez zaciąganie kredytów. Szczególnego znaczenia temu zagadnieniu nadają czasy, w których żył Roman Rybarski jak i obecny deficyt budżetowy Polski.
Przypomnijmy, że żył w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W tym to czasie Wielkiego Kryzysu popularną metodą na wychodzenie z zapaści gospodarczej była zaproponowana przez Keynessa stymulacja popytu przez państwo. Odbywała się ona poprzez zwiększenie wydatków budżetowych przy jednoczesnym obniżeniu podatków. Do tego niezbędna była zwiększona podaż pieniądza (ilości pieniądza w obiegu).
Nie da się ukryć, że zwiększony popyt na towary spowodował zwiększenie konsumpcji, a w rezultacie również i zwiększenie produkcji oraz wyjście z zapaści gospodarczej. Metoda ta jednak jest skuteczna jedynie do momentu, kiedy zwiększony popyt spowodowany zwiększoną podażą pieniądza nie ma wpływu na poziom cen. Do chwili, w której działa efekt tzw ."iluzji cen". Od momentu ustalenia się cen zgodnie z prawem popytu i podaży sytuacja wraca do punktu wyjścia. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, kiedy państwo ponownie się zadłuża jak czyniło to wiekszość państw. Powoduje to jednak ciągły wzrost poziomu cen i zadłużenia skarbu państwa.
Ogólnie rzecz biorąc taka polityka nie prowadzi do długookresowego wzrostu poziomu zamożności społeczeństwa, a jedynie zmniejsza różnicę pomiędzy stopą życia społeczeństwa w okresach rozkwitu i kryzysu gospodarczego. Nie było to nawet takie złe, gdyby nie fakt że średni poziom zamożności społeczeństwa ulega obniżeniu. Wynika to zarówno z negatywnych skutków interwencjonizmu (które opisałem w poprzednich akapitach), braku stabilności polityki gospodarczej państwa jak i konieczności spłacania zaciągniętych kredytów wraz z odsetkami często przekraczającymi wartość zaciągniętych pożyczek.
Roman Rybarski dostrzegał też wymiar etyczny takiego postępowania. Postępowania, które wynika z egoizmu jednego pokolenia. Postępowania, które nie uwzględnia interesów następnych pokoleń. Można porównać to wręcz do okradania jednego pokolenia przez drugie. Jednego pokolenia, które woli życ ponad stan, konsumować więcej dóbr niż samo wypracowało kosztem następnego pokolenia, które będzie zmuszone spłacać wraz z odsetkami nieswoje długi.
Ciężko o lepszy przyklad sprzeczności z uznawaną przez nas definicją narodu jako wspólnoty przeszłych, teraźniejszych i przyszłych pokoleń. Dlatego też jednym z podstawowych zadań każdego rządu narodowego powinno być możliwie jak najszybsze zbilansowanie dochodów budżetowych.


PODSUMOWANIE


Rybarski był zdecydowanym zwolennikiem leseferyzmu. Głosił konieczność stałości prawa gospodarczego i niskich podatków oraz uszanowania własności prywatnej. Akcentował szkodliwość przymusowych ubezpieczeń społecznych, monopoli i koncesji. Za jedyną doposzczalną formę wspierania gospodarki przez państwo uznawał zamówienia wojskowe. Był także przeciwnikiem zaciagania przez państwo długów.
Tych kilka prostych postulatów niestety nie znajduje posłuchu wśród rządzacych. A szkoda, bo jeśli się to nie zmieni nadal będziemy dryfować w stronę państwa rozwijającego się dużo wolniej niż wynikałoby to z potencjalnych możliwości jego obywateli. Państwa, w którym przestaje być niemoralnym życie na koszt ogółu. Państwa, w którym tępione są cnoty obywatelskie, takie jak aktywność i przedsiębiorczość, a popierane cwaniactwo, omijanie prawa i postawa roszczeniowa w stosunku do państwa (czyli dobra wspólnego narodu). W końcu państwa, w którym nie zwraca się uwagi na trwałość narodu w czasie i dopuszcza się do sytuacji, w której lepszy byt obecnych pokoleń odbywa się kosztem nędzy następnych. Czas w końcu zawrócić z błędnej drogi i powrócić do starych, klasycznych założeń ekonomii Rybarskiego!

ADAM ŁĄCKI

Za: http://www.endecja.pl/historia/artykul/2



Geniusz Myśli Rybarskiego - część 2



"Demokracja liberalna jako ustrój polityczny zazwyczaj okazywała się mało skutecznym gwarantem pokoju społecznego wewnątrz narodu".

KRYTYKA DYKTATURY

Roman Rybarski postulował, aby ustrój państwa był uzależniony od charakteru i historii narodu. Nie uznawał jednego ustroju, który jest najlepszy dla wszystkich narodów, w każdych warunkach i o każdym czasie.
Według Rybarskiego do tworzenia ustroju nie można podchodzić a'priori, ale należy wnikliwie poznać naród, jego charakter, psychikę zbiorową itp. Bez tego "wszelkie pomysły ustrojowe będą szkolnymi wypracowaniami". Krytykował monarchię. Nie był jej przeciwny, w przypadku gdy egzystowała i godziła się z innymi formami ustrojowymi jak np. demokracja parlamentarna.
Jednak uważał, że w okresie swobodnego dostępu do informacji, gdy masy społeczne interesują się polityką, monarchia nie może być jedynym pierwiastkiem ustrojowym. "Dziś nie ma monarchów z bożej łaski, którzy by mogli sami o wszystkim decydować i uczucia monarchistyczne są wtedy silne, gdy monarcha stoi wysoko ponad rozgwarem dnia powszedniego, ale naród nie przyjmowałby z pokorą wszystkich dekretów monarchy, regulujących jego życie, jak to było w tych czasach, gdy nikt nie śmiał podawać wątpliwość jego woli".
Monarchia była możliwa w starożytnym Egipcie, gdzie polityka była tajemnicą kasty kapłańskiej lub w Europie feudualnej, w której wyraźnie oddzielone były od siebie poszczególne warstwy społeczne i im niższa warstwa, tym dalej była od źródła władzy w państwie i odpowiedzialności za nią.
Jednak od momentu, gdy ludzkość poznała zaawansowane techniki komunikacji polityka stała się sprawą publiczną, na którą wpływ mają szersze warstwy. Wszystkie rządy "w pewnym tego słowa znaczeniu stały się demokratyczne".
Demokratyczne w znaczeniu wpływu ludu na to jakie będą rządy. Wpływu, który niekoniecznie polega na udziału w wolnych wyborach, ale może być również wywieraniem presji społecznej na władzę. Dotyczy to każdej władzy, nawet ustrojów totalitarnych. Wszystkie ówczesne (jak i obecne) rządy musiały liczyć się z opinią społeczną i mieć poparcie jak nie większości, to przynajmniej zorganizowanej, silnej mniejszości.
Stąd też olbrzymie sumy przeznaczane w systemach totalitarnych na propagandę. Bez uzyskania dużej grupy zwolenników żaden system nie ma szans się utrzymać. Nie wystarczy już aparat represji, ani system kar i nagród stosowany przez władzę.
Najczęstszą i najprostszą drogą zapewnienia sobie poparcia przez grupę rządzącą jest zabezpieczenie społeczeństwu dobrobytu. "Czasami rządy autorytatywne czy dyktatorskie liczą na to, że energia społeczna zwróci się ku gospodarstwu, ku bogaceniu się, a czynne żywioły społeczne przestaną zajmować się 'polityką', w której zawsze jest sporo materiału wybuchowego".
Jednak jest to metoda bardzo zawodna. Wysunięcie na czoło aspektów gospodarczych zazwyczaj dąży do wzrostu antagonizmów międzyklasowych, a nawet "walki klas". Poza tym narody muszą objawiać dużą cierpliwość w dążeniu do dobrobytu. Wymaga to czasu, a nawet rezygnacji z chwilowych "zdobyczy".
"Zawiedzie się ten, kto apeluje do pustych lub pełnych żołądków, tylko ten ustrój się utrzyma, który znalazł klucz do duszy narodu".
Trwałość ustroju zależy od wielkości idei, które on reprezentuje. Aby ustrój mógł trwać długo muszą odzwierciedlać się w nim wielkie idee narodowe, musi urzeczywistniać misję dziejową narodu. Musi oferować narodowi coś więcej niż dobrobyt materialny, musi nieść za sobą idee, które obudzą w narodzie "ducha godności, honoru, poświęcenia i dumy".
Roman Rybarski zastanawiał się, czy te idee jest w stanie urzeczywistnić dyktator. Uważał, że mimo wszystko może, ale pod warunkiem, że jest on jednostką wybitną.
Uważał, że dyktatura nie jest określonym systemem politycznym, ale faktem historycznym. System polityczny zaś jest taki, jaki jest dyktator. Podawał tu różnice pomiędzy poszczególnymi dyktatorami takimi jak Stambuliskij w Bułgarii, Pangalos w Grecji oraz Waldemaras na Litwie, których rządy różniły się w kwestiach zasadniczych.
Przed każdym dyktatorem Roman Rybarski stawiał jedno zadanie. Jeszcze za swojego życia powinien przygotować ustrój, który nastanie po jego śmierci i nauczyć społeczeństwo samodzielności politycznej. Bez tego wszystkie zasługi dyktatora spalą na panewce. Wspierał się tu historią Porfirio Diaza, którego rządy przyniosły wiele korzyści dla Meksyku. Uporządkował chaotyczne stosunki, stworzył silną armię, rozbudował sieć kolejową i przyciągnął liczne inwestycje zagraniczne.
Jednak popełnił jeden błąd. Nie nauczył rządzić społeczeństwa, przez co kraj po jego śmierci pogrążył się w anarchii. Dyktatura nawet dobra, gdy trwa długo stanowi olbrzymie zagrożenie dla narodu. W przeciwieństwie do regularnych form rządów dyktatura nie wychowuje politycznie narodu, a w miejsce określonego programu wprowadza kult wodza.
Rybarski dostrzega sytuacje, w których dyktatura jest jedynym możliwym sposobem walki z anarchią i choć uznaje, że dyktatura zawsze jest złem, to w szczególnych przypadkach uważa, że może być mniejszą szkodą.
Zadaniem dyktatora w takim przypadku jest jednak to, aby okres jego dyktatury był możliwie krótki, tylko do momentu ustabilizowania sytuacji w kraju. Różnicę pomiędzy wielkim wodzem a tyranem Rybarski upatrywał w jego stosunku do narodu. "Wielki wódz narodu nie ukrywa swoich planów, swoich idei przed narodem, lecz stara się je jak najmocniej i jak najgłębiej zaszczepić. Budzi przede wszystkim w narodzie świadomość jego własnej wartości i budzi w nim wiarę we własne siły, w jego wielką przyszłość". Z kolei dyktaturę opartą na sile fizycznej calkowicie potępiał, a nawet utożsamiał z okupacją.

KRYTYKA LIBERALIZMU

Dla Rybarskiego prawa jednostki nie są ostatecznym celem do którego należy dążyć za wszelką cenę. Zakres swobód obywatelskich może się zmieniać w zależności od sytuacji. Prawa jednostki "nie mogą być czymś nienaruszalnym i niezbywalnym". Roman Rybarski zauważył też powiązanie praw jednostki i peronalizmu katolickiego: "Religia Rzymskokatolicka podniosła wysoko wartość i znaczenie godności człowieka. Nie pozwoliłą go traktować jako narzędzie kolektywnych celów".
Proces totalizacji społeczeństwa przyrównuje Rybarski do procesu wyobcowania i zaniku więzi, które mają wyraz także w liberalizmie, a gdzie totalizm i liberalizm stanowią dwie strony tego samego medalu: "A więc państwo policyjne prowadzi do atomizacji społeczeństwa, czyli do tego samego, co jest punktem wyjścia liberalizmu, jako kierunku społeczno-politycznego. Zostaje na widowni dziejów narodu z jednej strony wszechwładny aparat rządzący, a z drugiej ogromna masa jednostek, nieujętych w żadne własnym żyjące życiem organizacje, a tylko w karby zewnętrznego przymusu (...) Liberalizm jest naturalnym dziedzicem państwa policyjnego. Ideologia liberalizmu, który swój najwybitniejszy wyraz znalazł w deklaracjach praw człowieka, jest dzisiaj w ruinie. Nikt dzisiaj nie usiłuje budować ustroju państw na pojęciu niewzruszalnych praw jednostki. Upadł parlamentarny ustrój w wielu krajach, zwłaszcza w tych, do których przybył z zewnątrz a nie był produktem ich rodzimego ustroju".
Roman Rybarski nigdy nie był dogmatykiem, zawsze apelował o samodzielną twórczość społ-polit., nie wykluczając nawet form parlamentarnych, które jednak muszą wynikać z natury i tradycji narodu. Sprowadza on państwo do roli swoistego mentora, z szeroko rozwiniętą szkołą aktywności społ-polit. Państwo ma za zadanie zapewnić stałość instytucji oraz poczucia prawnego z świętym prawem własności na czele.
"Kierunek narodowy zasadniczo nie uznaje dogmatów ustrojowych. Uważa za dobry każdy ustrój, który daje pełny wyraz dziejowej twórczości narodu, jego potędze duchowej i materialnej. Forma państwa jest dla narodu narzędziem, służącym do urzeczywistnienia jego historycznych przeznaczeń. Cel jest zawsze ten sam, narzędzia można zmieniać".
Możemy zatem stwierdzić, że Roman Rybarski postrzega państwo jako formę rozwoju narodu, w której będzie się on najlepiej rozwijał, świadomy swego dziedzictwa, wypełniając swe obowiązki, przy zabezpieczonych prawach, realizując zarówno logos, jak i etos. Prawo to nie tylko czynnik przymusu.
"Przymus jest jednym ze składowych pierwiastków pojęcia prawa, ale nie jest jego istotą. Prawo to normy ogólne, których przekroczenie pociąga za sobą sankcje przymusowe. A tem samym prawo jest ograniczeniem dowolności i przypadkowości."
Te definicje prawa i przymusu wskazują na pewność zarówno instytucji państwa, jak i pozycji jednostki w państwie. Dla zobrazowania przedstawmy tu przykład użyty przez Rybarskiego. "Gdyby w jakimś kraju przyjęto konstytucję tej treści: jednostka lub grupa rządząca ma pełną swobodę rozstrzygania o wszystkim w każdym poszczególnym wypadku według swobodnego uznania, to nie moglibyśmy tego nazwać 'konstytucją' we właściwym wyrazu znaczeniu".
Zwracając uwagę na zagrożenia ze strony ustrojów totalitarnych (monopolicznych) Roman Rybarski wskazywał też wady demokracji liberalnej. Demokracja, podobnie jak religia katolicka, była użyteczna do budowy świadomości narodowej. Lecz demokracja liberalna jako ustrój polityczny zazwyczaj okazywała się mało skutecznym gwarantem pokoju społecznego wewnątrz narodu, a sytuacja międzynarodowa nie pozostawiała żadnych złudzeń, że w liberalno-demokratycznym świecie ustaną konflikty pomiędzy poszczególnymi państwami.
"Epoka demokracji nie oznacza zaniku narodowych odrębności i narodowych antagonizmów. Raczej wzmaga i zaostrza te pierwiastki. I ten proces, jak wiemy z różnych przykładów, jeszcze się nie zakończył. (...) Wreszcie okazał się straszliwym złudzeniem pogląd, że demokracja prowadzi do zbliżenia narodów, do ich zbratania, do powszechnego pokoju".
Roman Rybarski zwraca uwagę na to, że demokratyzacja odzwierciedla się również w demokratyzacji wojen, gdzie nie walczą już ze sobą armie, ale całe narody. Powołuje się też na Romiera: "Demokracje przygotowują się źle do wojny, ale prowadzą wojnę straszliwie".
Zarówno ocena czynników wewnętrznych i zagadnień związanych z bezpieczeństwem zewnętrzym doprowadziła Romana Rybarskiego do wniosków o potrzebie ograniczenia wolności poszczególnych jednostek na rzecz narodu, którego głównymi celami są przetrwanie i rozwój, ponieważ - "Istotą społeczeństwa nie jest wolność lecz ograniczenie indywidualnej wolności".
Według Romana Rybarskiego naród nie stanowi kontraktu pomiędzy jednostkami lecz jest "solidarnością wyłączną i organiczną, przez to bardzo silną". Gdzie indziej pisze: "Nie ma zorganizowanego społeczeństwa bez hierarchii, a absolutna równość wszystkiego i wszystkich jest fikcją, która może była rzeczywistością w epoce jaskiniowej, lub w okresie rozwoju, niezbyt od tej epoki odległym".
Taka konstrukcja myślowa wskazuje nie tyle na refleksję narodową, lecz jest elementem wspólnym ze zdobyczami konserwatyzmu powstałymi na skutek Wielkiej Rewolucji Francuskiej.

ROLA RELIGII


Roman Rybarski nie popada w nadmierny entuzjazm co do kluczowej i decydującej roli religii katolickiej dla narodu polskiego jak chociażby Jędrzej Giertych. Jednak docenia ją przede wszystkim ze względu na funkcje społeczne, przyjmując przyjazne stanowisko wobec Kościoła Katolickiego.
W ideach oświecenia Roman Rybarski krytykuje głównie promowanie nadmiernego indywidualizmu, zrywanie tradycyjnych spoiw społecznych, niszczenie klasycznych tworów państwowych (np. monarchii), a wszystko to pod sztandarem "praw człowieka", które określiły się jako prawa za którymi nie idą żadne obowiązki.
Rybarski traktuje katolicycm jako jedną z ważniejszych części polskiej tradycji oraz podkreśla jej pozytywne oddziaływanie na społeczeństwo. Roman Rybarski wysunął koncepcje tzw. "bezpiecznej religii".
Według niej religia ma za zadanie wspomagać naród, a nie może nigdy stać się źródłem jego upadku. Jak widać Roman Rybarski nie podporządkowuje swojej idei religii katolickiej, przeciwnie stawia jej liczne warunki. Stosunki na lini państwo-kościół określił następująco: "Dzisziejsze państwo nie narzuca nikomu siłą religijnych przekonań. Gdyby jednak szerzyły się sekty, które uczą nieposłuszeństwa prawom, które występują np. przeciw służbie wojskowej, nie ma innej rady, jak siłą tłumić tę propagandę, która stwarza solidarność reliogijną, łamiącą wspólność narodową. Słowem, w razie konfliktu zwycięża narodowa solidarność".
Jednak pomimo tak mocnych słów w stosunku do religii, to nikt inny jak właśnie Klub Narodowy, którego wieloletnim przewodniczącym był Roman Rybarski, w Sejmie RP stał na straży zawartego w 1925 r. konkordatu. Pewien relatywizm w ocenie roli religii nie wpływała istotnie na postawę etyczną Romana Rybarskiego, który w sposób dynamiczny przystosował swoje pojęcia do otaczającej rzeczywistości, w której to właśnie naród daje mu możliwość szerokiej realizacji. Roman Rybarski napisał o tym: "Nie buduje się lub wspiera koncepcji raju na ziemi".
Roman Rybarski wykazuje podobieństwo z Makiawelim, który radami wspiera siły ładu i porządku przeciw radykalizmowi religijnemu.


ADAM ŁĄCKI


Za: http://www.endecja.pl/historia/artykul/2