Drukuj
Kategoria: Pamięć Walka i Męczeństwo
Odsłony: 14057

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
W piątek 4 sierpnia 1944 roku na teren warszawskiej Ochoty wkroczyły oddziały Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej RONA pod dowództwem pułkownika Bronisława Kamińskiego - rosyjskiego renegata i kolaboranta. Mimo swojej nazwy nie miały one z regularną armią nic wspólnego - były to grupy bandytów, dezerterów i morderców, których Niemcy po wkroczeniu na teren ZSRR powyciągali z więzień i utworzyli z nich brygadę Waffen SS.
Mieli oni rozkaz oczyszczenia dzielnicy z sił powstańczych, ale szybko okazało się, że przedstawiają nikłą wartość bojową - w kilku starciach Polacy zadali im ciężkie straty. Zamiast angażować się w walkę ronowcy zajęli się gwałtami i rabunkiem. Rozpoczęła się trzytygodniowa hekatomba tej dzielnicy Warszawy, która przeszła do historii jako "Rzeź Ochoty".
Luźnie grupy żołdaków rozbiegły się po okolicy podpalając budynki, wyciągając z mieszkań lokatorów i grabiąc ich mienie. Na miejscu zabijano wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni i starców, którzy poruszali się z trudem. Pozostałych pędzono na Zieleniak - plac targowy zamieniony w prowizoryczny obóz przejściowy. Był to zwykły plac otoczony murem. Stłoczono tam kilkanaście tysięcy ludzi, a budki dozorców zamieniono na wartownie. Nie było tam żadnych urządzeń sanitarnych ani ujęć wody. Bandyci z RONA oczywiście nie zawracali sobie głowy dostarczaniem żywności uwięzionym.
 
Sierpień 1944 roku. Oddział RONA w Warszawie.
Nocami, kiedy bandyci upijali się po "służbie" dochodziło tam do dantejskich scen.
Pijani żołdacy strzelali na oślep do stłoczonych na placu ludzi i wyciągali z ciżby kobiety - od kilkuletnich dziewczynek po staruszki. Wlekli je pod mur wśród nieludzkich ryków i śmiechów i tam na oczach uwięzionych gwałcili je, czasem po kilkunastu na jedną. Potem zabijali strzałem w głowę lub oblewali benzyną i palili żywcem.
Na Zieleniaku zginęło w ten sposób ponad tysiąc osób.
Ofiarą zbrodniarzy padły także szpitale - onkologiczny Instytut Radowy przy ulicy Wawelskiej oraz Szpital Dzieciątka Jezus przy Lindleya. Po wymordowaniu personelu ronowcy podpalili łóżka z pacjentami.
W Kolonii Staszica - zabytkowym osiedlu żołdacy odkryli grupę kobiet, dzieci i starców. Najpierw chcieli ich obrabować, ale okazało się, że uprzedził ich inny oddział. Przekonawszy się, że ci ludzie nie mają już nic, co warto zrabować zmasakrowali ich z karabinów maszynowych.
Trudno wymienić wszystkie zbrodnie i masowe egzekucje jakich się dopuścili. Praktycznie każde podwórko na Ochocie stało się miejscem przerażających scen.
Zagłada dzielnicy trwała do 25 sierpnia, kiedy Niemcy zdecydowali się wycofać bandytów, którzy nawet w nich budzili odrazę. Bronisław Kamiński został odwołany do Łodzi, gdzie rozstrzelano go za "skrajną niesubordynację i unikanie walki".
Na Ochocie zostało zamordowanych ponad 10 tysięcy ludzi. Liczba zgwałconych kobiet jest trudna do oszacowania.
Bandytów z RONA wycofano do podwarszawskiej wsi Truskaw leżącej na skraju Puszczy Kampinoskiej.
W puszczy działała silna Grupa Kampinos licząca kilka tysięcy żołnierzy. Na rozkaz generała "Bora" około tysiąca z nich, doskonale uzbrojonych wsparło Powstanie. Pozostali wspierali powstańców dostarczając broń, leki i amunicję pochodzące z alianckich zrzutów.
W skład Grupy wchodziła m.in. Samodzielna Kompania Lotnicza do Zadań Specjalnych dowodzona przez porucznika Tadeusza Gaworskiego "Lawę" - cichociemnego przerzuconego do Polski w styczniu 1943 roku.
 
Partyzanci Kompanii Lotniczej Grupy Kampinos słuchają powstańczej radiostacji "Błyskawica". 
Po południu 2 września 1944 roku "Lawa" wrócił z odprawy dowódców, zebrał swój oddział i powiedział, że potrzebuje ochotników do niebezpiecznej misji. Zgłosili się wszyscy z wyjątkiem rannych. "Lawa" kazał im zostawić ciężką broń i wziąć jedynie pistolety maszynowe i granaty. Po czym ujawnił cel misji.
Po zmroku osiemdziesięciu partyzantów ruszyło w drogę. Część trasy przejechali na chłopskich podwodach, a kiedy znaleźli się w odległości około kilometra od Truskawia zeszli z wozów i ruszyli dalej piechotą. Cichociemny prowadził swój oddział rowem melioracyjnym okrążającym wieś. Obawiał się psów, które mogłyby szczekaniem zaalarmować bandytów. Psów jednak we wsi nie było - zostały wystrzelane lub odeszły z wypędzonymi mieszkańcami. Kiedy znaleźli się koło zabudowań po cichu wyskoczyli z rowu i weszli między budynki. Noc była bardzo pogodna i księżycowa. W świetle księżyca ujrzeli wartownika. Chwiał się lekko na nogach - był pogrążony w pijackim śnie. Już się nie obudził - jeden z partyzantów poderżnął mu gardło. Polacy po cichu rozbiegli się między chatami. Drzwi pierwszej z nich otworzyły się z głośnym skrzypieniem. To zaalarmowało bandytę, który spał na stole. Sięgał po broń stojącą pod ścianą kiedy seria ze stena ścięła go z nóg. W izbie stały piętrowe prycze pozbijane z desek, a na nich spali pijani ronowcy. Polacy siali po nich pociskami zabijając wszystkich. To samo działo się w innych chatach. Do niektórych chałup partyzanci nawet nie wchodzili - wrzucali do środka wiązki granatów lub barykadowali drzwi i podpalali dom strzelając do uciekających oknami żołdaków. Z niektórych chałup wybiegali półnadzy bandyci i zaraz padali skoszeni seriami. Trupy zasłały podwórka. Polacy zbliżyli się do stodoły w jednym z gospodarstw. W środku unosił się zaduch przetrawionego bimbru i słychać było głośnie chrapanie kilkunastu bandytów. Partyzanci podpalili stodołę z czterech stron. Chrapanie zamieniło się w wycie. Pewien opór napotkano przy stanowiskach artylerii na obrzeżu wsi. Ich obsługa była trzeźwa i stawiła opór. W walkach zginęło kilku partyzantów. Po zdobyciu stanowisk Polacy zniszczyli działa wrzucając do luf granaty. Potem nastąpił odwrót.
Polacy zmierzali w kierunku lasu niosąc kilku rannych. Za nimi dopalały się resztki chałup z trupami kilkuset bandytów...

Biszop

Autor na co dzień rekrutuje specjalistów z branży naftowej, a po godzinach odgrzebuje z mroku historii zapomnianych bohaterów. Miłośnik lotnictwa, historii i pieszych wędrówek otwiera czytelnikom oczy, na wiele zapomnianych postaci i faktów. Wszystko publikuje na swoim blogu.

Za: http://blogbiszopa.blog.onet.pl/Zbrodnia-i-kara,2,ID412204561,n