Drukuj
Kategoria: Pamięć Walka i Męczeństwo
Odsłony: 13702

Ocena użytkowników: 2 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Żołnierz Narodowych Sił Zbrojnych      

24 września 2006 r. w kościele Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych w Łodzi odbyła się uroczystość odsłonięcia i poświęcenia tablicy upamiętniającej kpt. Władysława Kołacińskiego ps. "Żbik", ucznia Szkoły Salezjańskiej w Łodzi w latach 1932 - 35, a w czasie okupacji dowódcy oddziału partyzanckiego do akcji specjalnej.

Na tablicy, odsłoniętej w dziesiątą rocznicę śmierci Władysława Kołacińskiego, napis jest krótki, parę dat i zdań, ale w tej treści zamyka się całe życie kapitana "Żbika". Kim był Władysław Kołaciński "Żbik"?
 Urodził się 10. marca 1911 r. w Piekarach w powiecie piotrkowskim w wielodzietnej rodzinie chłopskiej. Po ukończeniu szkoły technicznej w Łodzi odbywał służbę wojskową w Marynarce Wojennej na kontrtorpedowcu ORP "Burza".
 Po odbyciu służby wojskowej pracował w Polskich Liniach Lotniczych LOT w Runii-Zagórzu. Kampanię wojenną odbył w III Kolumnie Samochodowej. Walka trwała krótko. 18 września 1939 r. dostał się do niewoli w Stargardzie Pomorskim. Idzie, aby poznać, jak Niemcy przestrzegają Konwencji Genewskiej. Kiedy poznał los niewolnika, zamarzył o wolności. Zrządzenie losu przyszło mu wcześniej, niż się spodziewał. Pomógł mu w tych marzeniach Kapitan dr Gosiewski. Kapitan "Żbik" wraca w rodzinne strony jako inwalida.
 Zastanawiał się, jak to się stało, że przegraliśmy tę walkę tak szybko? Ponieśliśmy klęskę - dlaczego, dlaczego? Wolność przywraca mu chęć do życia i energię do walki z wrogiem, a przez rozdarty kraj szedł już potężny ruch oporu.
 Do konspiracji włączył się w 1940 roku, do Narodowej Organizacji Wojskowej. Marzenia i przyrzeczenia mogą stać się realne. Składa przysięgę być wiernym narodowi i Bogu. Po zaprzysiężeniu został komendantem w gminie Wo�niki oraz opiekunem komitetu opieki nad wysiedlonymi. Jego pracę obserwował wójt gminy Niemiec Majer. Majer na zebraniu sołtysów oświadczył, że gniazdo Kołacińskich zniszczy i wypali, a Kołacińskim odechce się Polski...

   

 

Rodzina Kołacińskich stanęła przed zagrożeniem: pierwszy został aresztowany brat Józef, Władysław musiał uciekać. Zagrożony aresztowaniem wyjechał do Częstochowy. W marcu 1943 roku nawiązał kontakt z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. W lipcu tegoż roku został przypadkowo aresztowany przez gestapo. Po ciężkim śledztwie w więzieniu częstochowskim zbiegł z transportu do Oświęcimia. Powrócił do konspiracji w Narodowych Siłach Zbrojnych. Objął funkcję kierownika akcji specjalnej do spraw dywersji w okręgu częstochowsko-włoszczowskim. Od września 1943 roku pełnił funkcję dowódcy jednego z większych oddziałów partyzanckich Narodowych Sił Zbrojnych. Teren walk kapitana "Żbika" to Kielecczyzna, okolice Oleszna, Komornik, Radkowa, Rząbca, Krzelowa, Zagnańska i wielu innych miejscowości. Walki te to ochrona mieszkańców przed pacyfikacją hitlerowską. Przykład to rodzina: Prokopów, Turbaczów oraz ochrona przed okradaniem i mordowaniem przez różne organizacje komunistyczne: Zygmunta Garbatego, Groma, Sowy, Osy, Łokietka. W czerwcu 1944 roku oddział wszedł w skład 204 pułku piechoty, a od sierpnia do brygady świętokrzyskiej.

    Po wejściu Armii Czerwonej "Żbik" rozwiązał oddzaił, a następnie odtwarzył go w kwietniu 1945 roku i dowodził nim do września, by znów go rozwiązać. Dla "Żbika" wojna nie skończyła się ani w 1939 ani w 1945 - nastąpiła kolejna okupacja sowiecka. Dla Władysława Kołacińskiego nie było miejsca w Polsce Ludowej. Polska Ludowa skazała go na karę śmierci. Przypisywano mu pochodzenie ziemiańskie, uznano, że był krwawym oprawcą.

    Uciekł na Zachód do korpusu Władysława Andersa, a następnie do USA. Do kraju wrócił w 1990 roku, do Ojczyzny, bo Ojczyzna była jego miłością. Był wierny Wierze. Niech świadczą o tym słowa skierowane do żony zapisane w książce "Między młotem a swastyką":


Królowo nieba i ziemi
Matko moja Przenajświętsza dziękuję Ci, że mnie ocaliłaś
Że osłoniłaś i wyprowadziłaś nas z czyhających niebezpieczeństw.
Dziękujemy Ci za to, że zawsze dodawałaś nam wiary nadziei i siły.
Abyśmy mogli służyć wiernie ideałom Bożym i Narodowym.


    Mimo tych przeciwności Bóg zapewne ustawił go w pierwszym szeregu zasłużonych dla Ojczyzny. Nasze pokolenie uczyło się historii z własnych doświadczeń i przeżyć. Obecne pokolenie uczy się historii z książek. Niech uczy się także z takich tablic. Stojąc przy Jego tablicy nie sposób nie stwierdzić, że nie jest ona przesiąknięta łzami, bólem i cierpieniem matek, żon i dzieci. My, którzy przeżyliśmy tę gehennę, mamy za co Bogu dziękować. To nasz obowiązek ocalić od zapomnienia tych, o których należy pamiętać. Józef Wyrwa, Henryk Jastalski, Jan Morawiec, Tadeusz Zajączek, Władysław Kołaciński: oto żołnierze, którzy walczyli na tym terenie. Kiedy nas już nie będzie, niech te tablice i im podobne mówią za nas o bohaterskich czynach żołnierzy podziemia. Niech uczą młodzież patriotyzmu, historii oraz ukochania Boga i Ojczyzny.


Napisał Tadeusz Rydz   

Za: http://www.aspektpolski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1086&Itemid=13843843414


 

Władysław Kołaciński "Między młotem a swastyką"


Z innego źródła
"Żbik" - kpt. Władysław Kołaciński. Pochodził spod Radomska. Po odbyciu służby wojskowej pracował w cywilnych liniach lotniczych w Rumii. Brał udział w lądowej obronie wybrzeża. Tamże dostał się do niewoli. Po jakimś czasie zwolniony z niej /sprytnie zasymulował chorobę serca pijąc napar z tytoniu/. Osiadł w Częstochowie, gdzie wstąpił do konspiracji, właśnie NSZ. Brał udział w akcjach miejskich w Częstochowie i Kielcach oraz likwidacjach konfidentów. Aresztowany przez gestapo zdołał zbiec z transportu do Oświęcimia. Został przerzucony na teren powiatu włoszczowskiego gdzie powierzono mu organizację oddziału partyzanckiego, drugiego pod względem wielkości i siły po oddziale AK "Marcina". "Żbik" Kołaciński zasłynął z licznych akcji dających się we znaki niemcom oraz zwalczaniem pospolitego złodziejstwa, bandytyzmu na wsiach pod Włoszczową. Największym jego osiagnięciem było spotkanie oko w oko z komendantem powiatowym żandarmerii niemieckiej z Jędrzejowa. Po wojnie był to koronny dowód dla UB świadczący o jego zdradzie i odchyleniu faszystowskim. W rzeczywistości dzięki temu spotkaniu i rozmowie zwolniono z więzień kilkudziesięciu chłopów przetrzymywanych jako zakładników, a nie mających nic wspólnego z partyzantką. Do samego końca wojny oddział"Żbika" działał bardzo aktywnie. W 1945 zaciekle tropiony przez NKWD i UB, "Żbik" rozwiązał oddział, zalegalizował ludzi, a sam wyjechał z kraju do amerykańskiej strefy okupacyjnej gdzie służył w polskich kompaniach wartowniczych. Zmarł w 1993 roku w Kanadzie zdaję się (zmarł 8 listopada 1995 r. w USA - przyp. red.WsP, niektóre źródła podają jako miejsce śmierci - Płock.). Jego książka "Między młotem a swastyką" to wyjątkowy unikat, teraz chyba nigdzie do dostania, ale to czysta nie podbarwiana autoopowieść. Nie mam teraz książki pod ręką ale pewnie dokopię się do niej w szafie. W jego oddziale służyli zbiegli jeńcy angielscy i rosyjscy. No naprawdę niesamowite jak się czyta.

Za: http://odkrywca.pl/pokaz_watek.php?id=253409