Drukuj
Kategoria: Pamięć Walka i Męczeństwo
Odsłony: 13713

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
(z bloga Alexa)

Walczył w obronie Polski tak wytrwale, że komunistom nie wystarczyło samo zabicie go. Chcieli również aby cała pamięć o nim zaginęła – i prawie im się udało. No bo który młody człowiek jeszcze niedawno rozpoznawał nazwisko wielkiego polskiego bohatera, rotmistrza Pileckiego? A i dziś nie może się rotmistrz przebić przez polskich polityków i brukselską biurokrację.

Witold Pilecki pochodził z rodziny szlacheckiej, zesłanej do Rosji w ramach represji za udział w powstaniu styczniowym. W wieku 13 lat dołączył do zakazanego przez władze rosyjskie harcerstwa, a dwa lata później założył własną drużynę. Jako 18-sto latek służył w wojsku, biorąc czynny udział w wojnie z bolszewikami. Jedną z jego pasji była jazda konna – służył więc jako kawalerzysta broniąc Grodna. 5 sierpnia 1920 wstąpił do 211 pułku ułanów i w jego szeregach walczył w Bitwie Warszawskiej, bitwie w Puszczy Rudnickiej i brał udział w wyzwoleniu Wilna. Jego poświęcenie zostało dostrzeżone – dwukrotnie odznaczono go Krzyżem Walecznych i otrzymał stopień podporucznika.

Brał udział w walkach podczas kampanii wrześniowej. Pod jego dowództwem, w trakcie prowadzonych walk, ułani zniszczyli 7 niemieckich czołgów oraz 3 samoloty. Pod koniec września jego oddział prowadził walki jako jednostka partyzancka. W październiku Pilecki rozwiązał oddział aby przejść do konspiracji. Przedostał się do Warszawy, gdzie pomagał organizować Tajną Armię Polską. W 1940 roku niewiele wiedziano na temat warunków panujących w obozach koncentracyjnych. Pilecki sam przedstawił swoim przełożonym odważny plan przedostania się do Auschwitz w celu zorganizowania tam ruchu oporu oraz zebrania koniecznych informacji. 19 września 1940 podczas łapanki pozwolił aresztować się Niemcom (w bloku przy al. Wojska Polskiego 40). Do obozu trafił w nocy z 21 na 22 września 1940 roku wraz z tzw. drugim transportem warszawskim. Jako Tomasz Serafiński (więzień nr 4859) Pilecki zorganizował w obozie ZOW (Związek Organizacji Wojskowej). Jego organizacja miała jasno ustalone cele takie jak , podtrzymywanie na duchu kolegów, przekazywanie współwięźniom wiadomości z zewnątrz obozu oraz wysyłanie informacji poza druty Auschwitz i przygotowanie własnych oddziałów do opanowania obozu podczas ew. zaatakowania go z zewnątrz przez oddziały partyzanckie. Pileckiemu udało się opracować w obozie system przekazywania sprawozdań przesyłanych później do dowództwa w Warszawie i dalej na Zachód. Jako więzień, w listopadzie 1941 został awansowany do stopnia porucznika przez gen. Stefana Grota-Roweckiego. Wraz z dwoma współwięźniami uciekł z Oświęcimia. Piechotą dotarli do Nowego Wiśnicza, gdzie Pilecki odnalazł prawdziwego Tomasza Serafińskiego, dzięki któremu skontaktował się z AK. Jego plan ataku na Auschwitz został uznany za nierealny i odrzucony przez dowództwo. Pod koniec 1943 roku awansowano go do stopnia rotmistrza. Dostał się do Kedywu AK, brał udział w Powstaniu Warszawskim, walczył w 2 Korpusie Polskim we Włoszech, dopóki nie otrzymał bezpośredniego rozkazu od gen. Andersa aby wrócić do Polski i prowadzić działalność wywiadowczą.

Po wojnie został aresztowany i skazany przez komunistów. W areszcie był torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. W trakcie ostatniego, jak się później okazało, widzenia z żoną, wyznał jej w tym kontekście: “Oświęcim to była igraszka”. Skład sędziowski (jeden sędzia i jeden ławnik) był niezgodny z ówczesnym prawem. Mimo tego Pileckiego skazano na śmierć. Wyrok został wykonany poprzez strzał w tył głowy. Prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski dla rotmistrza, mimo licznych próśb ze strony przyjaciół oświęcimskich Pileckiego, jego żony oraz obrońcy. A oto słowa samego rotmistrza Witolda po wysłuchaniu wyroku: “Starałem się tak żyć, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć niż lękać. Znalazłem w sobie radość wynikającą ze świadomości, że chcę walczyć”.

Do tej pory miejsce jego pochówku jest nieznane, przypuszcza się , że jego ciało zostało zakopane na wysypisku śmieci koło Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Ponadto wszelkie informacje o jego dokonaniach były cenzurowane w PRL-u. Dopiero w 1990 unieważniono wyrok i zrehabilitowano Rotmistrza, odznaczając go pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. 27 stycznia 2005 r., podczas uroczystości 60. rocznicy wyzwolenia obozu KL Auschwitz, Aleksander Kwaśniewski wymienił zasłużonych więźniów obozu, do których zaliczył takich, jak m.in. Józef Cyrankiewicz, Tadeusz Borowski, Seweryna Szmaglewska, Bronisław Czech, Xawery Dunikowski. Władysław Bartoszewski i innych. Pominął m.in. Witolda Pileckiego i św. Maksymiliana Kolbego. Historyk brytyjski, profesor Michael Foot, w swojej książce “Six Faces of courage” (Sześć oblicz odwagi) uznaje Pileckiego za jednego z sześciu najodważniejszych ludzi ruchu oporu podczas II wojny światowej. W roku 2008, w sześćdziesiątą rocznicę mordu na Pileckim Senat RP podjął uchwałę w sprawie przywrócenia pamięci zbiorowej Polaków bohaterskiej postaci rotmistrza Witolda Pileckiego. Wiele instytucji przyjęło jego imię, odsłonięto tablice pamiątkowe i powstała witryna internetowa w całości poświęcona Pileckiemu. 

Marco Patricelli, włoski historyk, jest absolutnie zafascynowany postacią rtm Witolda Pileckiego. Wydał on o nim książkę pt.: „Ochotnik” (Il Volontario) , i uważa że życiorys rotmistrza powinna poznać cała Europa. „Rzeczpospolita” opublikowała świetny wywiad z Patricellim, w którym opowiada między innymi o tym jak pierwszy raz spotkał się z historią Witolda Pileckiego będąc w Polsce. Postać ta tak bardzo go zainspirowała, że teraz odwiedza szkoły i opowiada o jego życiorysie. „Odwiedzam włoskie szkoły średnie i opowiadam uczniom o Pileckim. Słuchają z otwartymi ustami. Jest totalna cisza. A kiedy nie zdążę przed dzwonkiem, to uczniowie zostają i błagają, żebym dokończył ” – czytamy w wywiadzie. Jak widać postać Rotmistrza jest inspirująca nie tylko dla Polaków ! Dobrze wiedzieć, że jest ktoś, kto angażuje się w taką pozytywną edukację. Wielki szacunek dla pana Patricielliego!

źródło

Za: http://hej-kto-polak.pl/wp/?p=189

Nadesłał: Jacek