Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
I co państwo powiecie. Niektóre poglądy przenosi się ponad rozumnym głosem pokoleń i niedołęstwem ojców.

Powstaniec niechętny

Mój Dziadek opowiadał mi zawsze, że przed wybuchem Powstania Warszawskiego, w dyskusjach, jakie odbywały się w łonie KG AK i w jego własnej partii – był temuż Powstaniu konsekwentnie przeciwny. Tak przynajmniej twierdził. Kiedy wybiła „Godzina W”, został wywiadowcą-reporterem-redaktorem jednej z powstańczych rozgłośni – „Anny”. Jego nastawienie do całej akcji nie zmieniło się. Oczekiwał rychłej klęski. Tym bardziej, że przeprowadzał na zlecenie dowództwa dyskretne badania opinii publicznej – a ta nie nasuwała Mu wesołych myśli. We wspomnieniach napisał:

„…każdego ranka, gdy się budziłem, przemyśliwałem o dniu który mnie czeka i czy dożyję do zapadnięcia zmroku... Powstanie prędzej czy później się załamie, a tych, co pozostaną, Niemcy po prostu zdziesiątkują. Dlatego w miejscu mego zamieszkania starałem się nie okazywać, że jestem żołnierzem… zdejmowałem opaskę i udawałem cywila…”

Powstaniec pamiętny

Co ciekawe, Dziadek do końca życia podkreślał fakt, że był żołnierzem Powstania Warszawskiego. Niezwykle silnie przeżył kradzież teczki, w której schował swoją biało-czerwoną opaskę, cudem przeszmuglowaną przez pruszkowski obóz. Co roku pierwszego sierpnia spotykał się z kilkoma kolegami z tamtych lat na herbacie w naszym domu w Poznaniu, albo – kiedy ich już nie miał pod ręką, bo przeszedł na emeryturę i wrócił na pradziadowe gospodarstwo pod Poznań – ściągał do siebie na kawę weterana-Powstańca z sąsiedniego miasteczka, którego poznał dopiero wtedy.

Zdania o bezsensie Powstania Warszawskiego nigdy wszakże nie zmienił i głosił je, kiedy mógł.

A jednak

A jednak, kiedy wspominam rozmaite rozmowy z Dziadkiem – miałem wtedy może piętnaście, może już siedemnaście lat – rozumiem dziś, że mnie „powstańczo” edukował i indoktrynował. Choć bardzo delikatnie. Dajmy na to, parę razy wypytywał, czy wiem, co należałoby robić, planując powstanie w naszym rodzinnym Poznaniu. Czyli: co należałoby zdobyć najpierw? I cierpliwie tłumaczył, że trzeba na początek opanować ośrodki decyzyjne i węzły komunikacyjne. Kazał mi wymienić, jakież to są miejsca w Poznaniu. I był bardzo zadowolony z mojej odpowiedzi.

Oczywiście, powstania w życiu nie planował, ani w żadne zbrojne ekstrawagancje się pod koniec życia nie angażował. Ja zaś rozmyślałem sobie często o zdobywaniu poznańskiego dworca i węzłów komunikacyjnych, ale byłem mięczak absolutny, nawet nie harcerz (raz tylko rozplakatowałem na osiedlu ulotki podziemnej S-ki, i na tym moja kariera konspiratora się skończyła) i nawet mi nigdy do głowy nie przyszło, aby wcielać w życie takie pomysły.

A jednak po raz wtóry

I co państwo powiecie. Niektóre poglądy przenosi się ponad rozumnym głosem pokoleń i niedołęstwem ojców.

Kiedy umarł Giedroyć – już dawno temu – i wszyscy zgromadzilismy się z tej okazji przy normalnie pogardzanej telewizorni w domu mojej Mamy, córka nasza kilkuletnia zapytała, kto to taki umarł. Tłumaczyłem wtedy, że to taki Pan, co to w czasie, gdy w Polsce komuniści zabrali sobie władzę, i to na długo, tak że po iluś latach nikt już oprócz komunistów sprawować władzy nawet nie umiał – otóż że ten Pan postanowił uczyć Polaków na emigracji, jak żyć w wolnym kraju. Żeby było wiadomo, co zrobić, jak komuniści tę władzę stracą...

W tym momencie moja córka – w życiu jej tego nie mówiłem – powiedziała: „Jak to cio? Wziąć jewojwej i ich tjach, tjach”.

To tłumaczy mi po trosze fenomen powstania i wszystkie dyskusje dookolne.

Jacek Kowalski


- - - - - - - - - - - - - - - - - -

JAKBY KOMU MAŁO BYŁO, ZAŁĄCZAM LINK DO TEKSTU NA TEN SAM TEMAT NA MYM blogusie sarmaticusie NA FRONDZIE:

http://www.fronda.pl/jacek_kowalski/blog/punkt_xvi_powstaniu_mowimy_stanowczo_hura


Za: http://www.kresy.pl/kresy-dzisiaj,felietony?zobacz/powstaniu-mowimy-tak-i-nie