Drukuj
Kategoria: Warto przeczytać
Odsłony: 18255

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Od kilkudziesięciu lat dziedzice bajecznych fortun, głowy państw, monarchowie, szefowie największych mediów i ponadnarodowych korporacji, spotykają się na tajnych spotkaniach Klubu Bilderberg. Podejmują decyzje, obalają rządy, obsadzają urzędy, decydują o cenach, o wojnie i pokoju. Czy ich cele są dobre dla ich samych, czy dla wszystkich obywateli?

W stronę globalnego rządu

Notable spotykający się na niejawnych spotkaniach takich klubów jak Bildelberg, Komisji Trójstronnej, lóż masońskich czy podczas oficjalnych meetingach biurokratów, takich jak Davos czy G8, nigdy nie ukrywali swoich preferencji. Wspólnym mianownikiem jest zachowanie status quo: władzy, przywilejów i luksusu, wszystkiego co składa się na pięciogwiazdkowy styl życia.
Narzędziami używanymi do zachowania splendoru, prestiżu i wpływów są obecnie: internacjonalizm, biurokratyczna globalizacja i przenoszenie suwerenności państw narodowych na rzecz instytucji międzynarodowych. Wszystkie wymienione działania mogą prowadzić tylko do jednego: do formowania się rządu globalnego.
Naturalnie globalizacja sama w sobie nie jest zła. Przyczynia się bowiem do zwiększenia bogactwa, poprawy wskaźników cywilizacyjnych i wyciągania z biedy i chorób milionów ludzi, jak dowodzą tego badania i dane statystyczne. Zła jest globalizacja biurokratyczna – prowadzona przy zielonym stoliku – przypominająca socjalistyczne centralne planowanie, gdzie bogaci bronią się przed konkurencją ze strony biednych za pomocą protekcjonizmu i interwencjonizmu.
Aby państwa pozbywały się swojej suwerenności – w naukach politycznych, coraz śmielej jest lansowany termin suwerenność uczestnicząca (ang. shared soveignity), czyli innymi słowy, wyrugowanie nacjonalizmów oraz stopniowe przenoszenie uprawnień państw narodowych na rzecz integrujących instytucji.
Równolegle przeciwnicy monopolizacji globalnej władzy w jednym ręku odsądzani są od czci i wiary. Najczęściej nazywani są "zwolennikami spiskowej teorii dziejów". Skoro, jako katolicy, wierzymy w celowość stworzenia wszechświata i uznajemy Pana Boga za pierwszą przyczynę wszystkiego, także zło musi mieć swój cel i swojego "architekta" - szatana, który przed swoim upadkiem był najdoskonalszą z istot stworzonych przez Boga.
Także w polityce nic nie dzieje się bez przypadku, zwłaszcza we współczesnej polityce, będącej wypadkową interesów wielkiego kapitału, służb specjalnych i biurokratów. Jeden rząd, jedna wspólnota ludzka wyznająca uniwersalną quasi-religię. Podzielony między monopole rynek globalny, system globalnego socjalizmu redystrybucyjnego, a na czele – fałszywy "mesjasz", oto świat, którego życzyliby sobie współcześni władcy.

Filary państwa "Świat"

Daniel Estulin, hiszpański dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią, autor doskonałej książki "Prawdziwa historia klubu Bildelberg", wymienia kilka filarów polityki prowadzącej do realizacji celów globalnej burżuazji.
Pierwszy to stworzenie globalnej tożsamości i bezwzględna walka z nacjonalizmami. Próby stworzenia "człowieka sowieckiego", "Europejczyka" a nie Polaka, Niemca czy Francuza są ucieleśnieniem tej polityki. Warto zauważyć, że w dobie globalnej mobilności najbardziej promowanymi współcześnie bohaterami są np. "urodzona w Sudanie, córka Kenijczyka i Australijki, wykształcona w Paryżu i w Genewie, mieszkająca w Frankfurcie i Ottawie". Człowiek, który wie kim jest, ma silne związki z krajem i społecznością lokalną jest wyszydzany, marginalizowany i traktowany jak przegrany.
Kolejny filar państwa "Świat" to zerowy wzrost gospodarczy i państwo w stanie permanentnego braku równowagi. W tym kontekście zrozumiała jest niechęć elit do energii atomowej, która mogłaby praktycznie rozwiązać większość współczesnych problemów energetycznych. Nie dziwi też permanentna stagnacja Starego Kontynentu, utrzymywanego właśnie w stadium "zerowego wzrostu". Nie zaskakują także pojawiające się okresy kryzysów, dekoniunktury, destabilizacji, wprawiające zwykłych śmiertelników w stan lęku i niepewności przed jutrem, dla spekulantów będące jednak źródłem gigantycznych zysków i gromadzenia bogactwa.
Gdy oba filary działają możliwe staje się realizacji stopniowego wprowadzania idei jednego rządu światowego, budowanego na bazie socjalistycznego super-państwa opiekuńczego. Państwo opiekuńcze pozbawiające naturalnej władzy rodzinę i Kościół uzależnia współczesnego człowieka od biurokracji, czyniąc go faktycznie bezwolnym. Współczesny człowiek jest niewolnikiem socjalizmu redystrybucyjnego. Co miesiąc oddaje urzędnikom więcej pieniędzy niż wydaje na utrzymanie swojej rodziny, łącznie z wydatkami na żywność, ubranie i edukację.
Wreszcie następnym filarem budowania rządu globalnego jest dogmat scentralizowanej kontroli nad jednostką. Dzieje się tak wskutek dostarczania narzędzi do niszczenia rodzin i przejmowana funkcji tradycyjnej rodziny przez państwo. Socjalne państwo dobrobytu przejęło rodzinne funkcje edukacyjne, socjalne, kulturalne, a nawet mieszkaniowe. Państwo redystrybucyjne dostarcza narzędzi do rozbijania małżeństw poprzez świeckie rozwody i legalizację związków tej samej płci. Kontroluje szkoły i uniwersytety. Wreszcie wprowadza socjalizm za pomocą przepisów prawa. Eksplozja regulacji spowodowała, że we współczesnym świecie dobrze żyje się wyłącznie biurokratom.

Historia spisku

Spośród mniej znanych organizacji kładących podwaliny pod globalny rząd, warto przyjrzeć się jednej z nich. Klub Bildelberg bierze aktywny udział w formowaniu Nowego Światowego Porządku od ponad pół wieku. Jego przedstawiciele spotykają się od 1954 r. Nazwa Klubu wzięła się od miejsca pierwszego spotkania – hotelu w holenderskim mieście Oosterbeek. Przed dwoma laty, na spotkaniu w Chantilly w stanie Wirginia w USA byli obecni przedstawiciele wszystkich najważniejszych centrów władzy, właściciele kapitału, mediów i organizacji międzynarodowych. Wymieńmy tylko kilku z nich: komisarz UE Joaquin Almunia, szef FED Ben Benanke, ówczesny sekretarz generalny NATO Jaap G. de Hopp Scheffer znani politycy: Henry Kissinger, Joshka Fischer, Neelie Kroes, szefowie gazet "Die Zeit", "Economist", "Der Standard", „The Wall Street Journal, prezesi takich firm jak Deutsche Bank, Rothschild Europe, AXA, Suez, Total, Microsoft, Royal Dutch Shell, Novartis, szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet, Królowa Holandii i wielu innych.
Podczas 58 dotychczasowych spotkań Klubu wzięli w nich udział dwukrotnie prezydenci Stanów Zjednoczonych, monarchowie Hiszpanii, Szwecji, Holandii, Belgii, Walii, Edynburga i Lichtensteinu, premierzy Kanady, większości krajów Europy, 9 szefów Banku Światowego, dotychczasowi sekretarze generalni NATO, szefowie GATT, Światowej Organizacji Handlu, OECD, Międzynarodowego Funduszu Walutowego, przewodniczący ONZ oraz szefowie poszczególnych agend tej organizacji, komisarze UE, prezesie banków centralnych USA, Kanady, Izraela, Turcji i większości krajów UE, prezesi większości z 500 największych korporacji świata, szefowie lewicowych globalnych think-tanków takich jak: Fundacja Carnegie czy Aspen Institute, kongresmani z USA, ambasadorowie, eksperci i doradcy.
Zwraca uwagę, że kilkudziesięciu doradców obecnego gabinetu Baracka Obamy to osoby związane blisko z Klubem.
Wśród uczestników tajnych spotkań organizacji związanych z Klubem Bildelberg odnajdujemy także wiele znanych postaci z Polski. W obradach uczestniczyli m.in. politycy: Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Olechowski, Janusz Palikot, Marek Belka, Jerzy Baczyński, redaktor naczelny "Polityki", Wanda Rapaczyńska, była szefowa "Agory", wydawcy "Gazety Wyborczej", Sławomir Sikora, prezes Banku City Handlowy. Warto więc obserwować aktywność publiczną wymienionych postaci i komunikaty, jakie wysyłane są ze strony środowisk, na które mają wpływ.

Nowy Ład w praktyce

Jak wdrażane są przedsięwzięcia zmierzające do stworzenia globalnego rządu i jednego światowego państwa? W praktyce międzynarodowe stosunki gospodarcze i polityczne kanalizowane są w organizacjach międzynarodowych. Państwa zrzeszają się w organizacjach regionalnych, natomiast na poziomie globalnym negocjują na forum rozmaitych organizacji międzynarodowych. Cechę wspólną tych przedsięwzięć jest powierzanie coraz większych uprawnień instytucjom międzynarodowym, kosztem suwerenności państw narodowych.
Kolejną metodą jest konstruowanie globalnych regulacji, czy to w kwestii prawa międzynarodowego, czy rozmaitych globalnych umów, w których państwa-sygnatariusze, wciągają do ich respektowania, coraz większą ilość państw. Doskonałymi przykładami są regulacje dotyczące ochrony środowiska np. Protokół z Kioto, czy planowany w zeszłym roku Protokół Kopenhaski – będący w zasadzie zaczątkiem rządu globalnego. Miałaby to być organizacja międzynarodowa kontrolująca ilość dopuszczalnych emisji dwutlenku węgla w poszczególnych krajach, a więc organizacja de facto sprawująca gospodarczą władzę nad członkami paktu, podobnie jak obecnie Komisja Europejska narzuca poszczególnym państwom członkowskim UE, a w rezultacie konkretnym firmom – ilość dopuszczalnych emisji gazów cieplarnianych, decydując tym samym o maksymalnych poziomach produkcji przemysłowej.
Kluczem do rządzenia, jakże charakterystycznym dla masonerii, dla zwolenników Jednego Rządu, są tajemnica oraz lobbing. O kulisach negocjacji handlowych czy politycznych, dowiadują się nieliczni. Zwolennicy powstania rządu globalnego w większości kontrolują media, wśród których ze świecą szukać niezależnych i wiarygodnych redakcji. Nic więc dziwnego, że wszelkie działania polityków są przedstawiane jako czynienie dobra na rzecz innych ludzi. Niestety najczęściej jako dobro przedstawiane jest zło. Owymi "dobrodziejstwami" jest np. niedopuszczanie do nadmiernego rozrostu globalnej populacji za pomocą propagowania prezerwatyw, aborcji i eutanazji.
Takim przykładem są też regulacje zabierające coraz więcej oszczędności rodzinom, oczywiście dla ich dobra. Politycy walczą także o "wolność", "chroniąc" obywateli przed chrześcijaństwem, zabraniając obecności Krzyży w miejscach publicznych, zabierając majątek Kościołowi, dopuszczając do bezczeszczenia i desakralizacji miejsc Bożego Kultu, propagując ateizm, konsumpcjonizm i moralny relatywizm.

W stronę globalnego monopolu

Możni tego świata zawsze wspierali działania na rzecz jak najmniejszej konkurencji, a ściślej: uwielbiali dzielić rynek między siebie, tak aby narzucać społeczeństwu coraz wyższe ceny, niepotrzebne produkty i uzależniać ich od swoich firm. Ideałem biurokratów i przedstawicieli wielkiego kapitału była zawsze "trzecia droga", gospodarka rynkowa pod ścisłą kontrolą państwa, coś na kształt współczesnych Chin. Zasady takiego funkcjonowania społeczeństwa można określić jako: coraz więcej władzy i kontroli w rękach nielicznych.
Dlatego zupełnie nie dziwi fakt, że dziedzice największych fortun w Stanach Zjednoczonych, wszelkimi sposobami zwalczali konkurencję w innych miejscach świata, za pomocą finansowania przewrotów i rewolucji. W swojej książce o Klubie Bildelberg Daniel Estulin wykazuje, że rosyjska rewolucja bolszewicka wśród swoich sponsorów miała najmożniejsze rodziny w Ameryce.
Pieniądze dla komunistów wysyłali m.in. potentat stalowy Andrew Carnegie czy magnat finansowy John D. Rockefeller. Wśród powodów, dla których Rockefeller finansował rosyjską rewolucję wymienia się zamiar zniszczenia konkurencyjnego dla USA przemysłu. Na pieniądze amerykańskich magnatów mogli liczyć nawet tacy ludobójcy jak Włodzimierz Lenin i Lew Trocki.
Działania bolszewików chętnie sponsorował też finansista J.P. Morgan. Ten bankier słynący z bogactwa, robił karierę w handlu, podpisując intratne umowy ze Związkiem Sowieckim. Sojusz komunistów z właścicielami fortun opierał się na udostępnieniu złóż surowców przez Sowietów, w zamian za amerykański kapitał. Wspólnymi przedsięwzięciami okazały się wielkie rafinerie, kompanie handlowe i banki.
Rockefeller i Morgan współpracowali także ze Stalinem. Nie bacząc na krwawe konsekwencje radzieckiego terroru i setki milionów ofiary wśród cywilnej ludności ze strony tej zbrodniczej i ateistycznej ideologii, współpraca z reżimem kwitła w najlepsze. Dezintegracja konkurencji okazała się najlepszym sposobem na budowanie kapitałowego monopolu.

W oczekiwaniu na antychrysta

Współczesnym marzeniem biurokratów jest sprawowanie kontroli nad każdą jednostką. Przy tak zaawansowanym rozwoju nowych technologii jest to coraz bliższe. Celem biurokratów jest zamienienie ludzkiego istnienia w numer. Urzędnicy dążą do wszczepiania każdemu człowiekowi specjalnych bioczipów, na których będą zapisywane wszelkie dane obywatela. Takie mikroczipy będą służyły nie tylko za książeczkę zdrowia, dowód osobisty i paszport, ale także jako klucz, karta kredytowa czy bilet. W ten sposób każdy obywatel za pomocą nadajnika GPS będzie doskonale kontrolowany. Nie będą już tajemnicą dla urzędu: choroby, nawyki żywieniowe, podróże czy wydatki. Już teraz przyzwyczaja się obywateli do dobrowolnego wszczepiania bioczipów. W USA wszczepia się bioczipy noworodkom, aby się nie zgubiły i starcom, aby łatwiej kontrolować stan ich zdrowia. Jednakże pojawia się też inne zagrożenie. Poprzez bioczipy będzie można przesyłać rozmaite impulsy np. powodować ból, czy wpływać na emocje.
Rządy konsekwentnie sprowadzają obywateli do stanu bezbronności. Posiadanie broni jest w większości państw świata nielegalne, a tam gdzie można się bronić, prowadzi się zmasowane kampania nagłaśniające przypadkowe strzelaniny lub użycie broni przez osoby niezrównoważone. Wszystko po to, aby uczynić obywateli coraz bardziej bezbronnymi i uzależnionymi od państwa. Także armie narodowe stają się coraz mniej liczne i coraz gorzej uzbrojone. W zamian tworzy się oddziały międzynarodowe, wykorzystywane do ochrony interesów najbardziej liczących się państw świata. Naturalnie wszczynane konflikty zbrojne, w których giną Bogu ducha winni cywile, nazywa się "misjami pokojowymi", a wszelkich przeciwników politycznych określa się jednym terminem: "terrorysta".
Nic więc dziwnego, że w takiej atmosferze coraz bliższe sercu każdego mieszkańca ludzkości jest oczekiwanie na pojawienie się silnego przywódcy, który wprowadzi "światowy pokój" i uwolni człowieka od wielu trosk dnia codziennego. Współcześni oczekują więc "mesjasza", ale nie Chrystusa, który nie obiecuje przecież wiele w życiu doczesnym i skłania myślenie człowieka ku wieczności.
Współczesne społeczeństwa czekają na bohatera, który wreszcie skutecznie zacznie walczyć z największymi "problemami" ludzkości "globalnym ociepleniem", "zagrożeniami demokracji" i "terroryzmem". Kim będzie ów wyczekiwany fałszywy "mesjasz", który stanie na czele globalnego rządu i poprowadzi ludzkość ku erze wiecznego pokoju, proponując im nową pacyfistyczną religię, inną od chrześcijaństwa, pełną współczucia dla mniejszości i tolerancji?
Wiele wskazuje na to, że będzie nim właśnie antychryst. Spełniające się proroctwa: wielki grzech i odstępstwo człowieka względem Boga, apostazja w Kościele Katolickim, nabożeństwa na czasy ostateczne, odbudowa Trzeciej Świątyni Jerozolimskiej, która ma stać się świątynią antychrysta, wskazują jednoznacznie, że ponowne nadejście Chrystusa jest już bardzo blisko.

Artykuł został opublikowany w tygodniku "Najwyższy Czas!"


Tomasz Teluk

Za: http://www.teluk.net/2010/04/jeden-swiat-jeden-rzad.html