Drukuj
Kategoria: Komentarz polityczny
Odsłony: 7783

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Czyli – „Mam jeszcze wiarę, odmieni się los, Znów kwiatek do lufy wetknie im ktoś.”
– z piosenki zespołu Dżem, „Wehikuł czasu”

Polskie październikowe wybory dla wielu ludzi stały się symbolem nowej jakości życia politycznego i jakby przełomu w Polskiej polityce. Na mój email, po wyborach napłynęły krótsze lub dłuższe teksty, określające wynik ostatnich wyborów do parlamentu, „pierwszym dniem wolności” czy wręcz zwycięstwem, które „zmieni nasz polski świat”.
Rozumiem poniekąd ludzi, którzy przebudzeni do wyborów ucieszyli się ze zwycięstwa swojej partii, wierząc, że jest to początek wszelkich zmian na lepsze. Sam byłem za tym, aby nie stać z boku, aby w tym obecnym systemie oddać głos, stanąć twardo na ziemi i próbować coś zmienić.

Chociaż zmęczony sloganami o wyborze „mniejszego zła” byłem za taką opcją, głosiłem tezę, że po tym, co mamy należy wybrać cokolwiek innego, byle nie byli to ci, którzy rządzą obecnie. Moje przekonanie wynikało nie z sympatii do konkretnego ugrupowania, ale raczej z zimnej kalkulacji.

Trochę informacji z przed wyborów

Tak naprawdę program, który można by poprzeć, głosiły takie partie jak: Samoobrona RP, Związek Słowiański albo Polska Partia Patriotyczna, ale trzeba być realistą i wiedzieć też, że żadna z tych partii nie miała szansy przekroczenia tzw. progu wyborczego. Szanse te były od początku nierealne, bo nawet ilość okręgów wyborczych, w których te partie były zarejestrowane była znikoma.
Partie te, chociaż popierają suwerenność Polski i rozwój dobrych stosunków z naszymi sąsiadami nie mogły po prostu zaistnieć w polskim sejmie.
Próg wyborczy i metoda D’Hondta służąca do obliczania głosów niemal gwarantują wejście do sejmu partii największych i wręcz uniemożliwiają jakąkolwiek reprezentację dla partii małych, na które jednak głosy oddaje spora liczba wyborców.

Manipulacje przy Konstytucji RP, czy przy demokracji? Sam próg wyborczy wprowadzony Ustawą z dnia 5 stycznia 2011 r.[1] w Artykule 196, określa wysokość progów wyborczych dla partii na 5% i koalicji 8%.

Sam ten zapis jest dość kontrowersyjny i raczej powinien być zgłoszony do Trybunału Konstytucyjnego w celu sprawdzenia jego zgodności z obecną Konstytucją RP.
Zastosowanie progów wyborczych stanowi jawne odstępstwo od zasady proporcjonalności zapisanej w Art. 96. Punkt 2 „Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym.” [2]
Poza tym pozbawia znaczenia lub raczej równości głosu obywateli, którzy głosowali na mniejsze partie, co z kolei jest sprzeczne z Art. 32 Punkt 1 „Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.” I Punkt 2 „Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.”

W samej Konstytucji nie ma zgody na naruszenie lub ustępstwa od zasady proporcjonalności, więc jest wbrew także Art. 31. Punkt 3. „Ograniczenia w zakresie korzystania z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw.”
Można także powołać się na artykuły 4 i 2 w Konstytucji RP dotyczące zwierzchności władzy i zasady sprawiedliwości społecznej, które w tych przepisach zostały również pogwałcone.
Widać wyraźnie, że sama Konstytucja RP pisana na potrzeby po okrągłostołowej „demokracji” nie spełniła oczekiwań nowych elit i niezbędne stały się manipulacje przy niej.

Konstytucja, spisane prawo dla narodu.

Polska to nie Anglia czy Izrael gdzie nie ma spisanych konstytucji. Nasza historia przypomina, że Konstytucja 3 maja (1791) była pierwszą w Europie i drugą na świecie (po konstytucji amerykańskiej z 1787 r.) nowoczesną, spisaną konstytucją. Nie można jednak zapomnieć o manipulacjach i próbach ograniczenia praw konstytucyjnych, których dopuszczały się rożne grupy z zamiarem osiągniecia swoich celów.
Kiedy wyniki ostatnich wyborów zostały podane do publicznej wiadomości, duża część polskich obywateli zachowała się jak gdyby obudzili się z długiego snu i nie pamiętają minionych 30 lat, czy ostatnich dziesięciu.
Szokująca jest dla mnie euforia niektórych środowisk, po wygranej przez PiS, które nie pamiętają roli tej partii w zamachu na polską niepodległość.

Najnowszej historii nikt nie chce pamiętać

Żeby oddać Polskę pod panowanie UE i komisarzy z Brukseli (miasta wielkości powiatowej ciągle Częstochowy) trzeba było zmienić Konstytucje. Proces ten trwał od roku 1989 do 1993 i choć w tamtym czasie przygotowano bardzo wiele projektów (Komisji Konstytucyjnej Sejmu RP, Komisji Konstytucyjnej Senatu RP, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Demokratycznego, Porozumienia Centrum, KPN, Unii Polityki Realnej, oraz odrębnych zespołów działających pod przewodnictwem: S. Zawadzkiego, J. Lityńskiego, J. Zakrzewskiej i J. Ciemniewskiego, A. Mycielskiego i W. Szyszkowskiego, M. Huchli, Unii Wielkopolan), żaden z tych projektów nie spełniał oczekiwanych wymogów dla oddania Polski[3] pod panowanie UE.

Dopiero projekt jednego z prezydentów okrągłego stołu Lecha Wałęsy[4] (z 6 maja 1994) zawierał zwrot o upoważnieniu „do wykonywania uprawnień zastrzeżonych z mocy konstytucji dla organów władzy ustawodawczej i wykonawczej”. Użycie zwrotu „upoważnienie” miało niewątpliwie duże znaczenie ustrojowe. Oznaczało, bowiem, że chodzi tu o akt woli podejmowany wyłącznie przez organ sprawujący władzę w imieniu suwerena (ustawa).
Jednak największą zasługę euro entuzjaści przypisują Aleksandrowi Kwaśniewskiemu (kolejny prezydent okrągłego stołu) za podpisanie „obowiązującej Ustawy Zasadniczej, którą – ze względu na art. 90 – uznaje się za bardziej prointegracyjną niż jej poprzedniczki, nieprzewidujące możliwości sformalizowanego oddawania władztwa podmiotom mającym międzynarodowy charakter.”
Art. 90 Konstytucji RP mówi: „Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach” itd.

Wróćmy jednak do naszego zwycięzcy w wyborach do sejmu

To nie kto inny, tylko właśnie ludzie PiS na czele z Lechem Kaczyńskim i podpis, jaki złożył Prezydent RP Lech Kaczyński (kolejny prezydent okrągłego stołu) pod Traktatem z Lizbony, uznać trzeba za największy udział polskiej głowy państwa w dziele budowy Unii Europejskiej, a tym samym akt oddania polskiej niepodległości.
Bez wątpienia, jeżeli upadną państwa narodowe i powstanie nowa „zjednoczona Europa” to Lech Kaczyński zapisał się do grona „ojców założycieli” Europejskich Stanów Zjednoczonych.
Tak więc, mamy trzech „Prezydentów okrągłego stołu”, którzy czynnie przyczynili się do integracji z UE a tym samym oddania naszej niepodległości.

„Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel”
– z piosenki zespołu Perfect – „Autobiografia”
+++
Piotr Kadlcik, były przewodniczący Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w Polsce, powiedział Izraelskiej Agencji Informacyjnej – JTA, że ma nadzieję, iż nowo wybrana partia rządząca "nie zapomni dziedzictwa zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego - przyjaciela Żydów i Izraela".
Taką nadzieje mają wszyscy, którzy Lecha Kaczyńskiego traktują niemal jak bohatera narodowego. Osobiście mam nadzieję, że ludzie PiS przejrzą na oczy i dostrzegą, do czego prowadzi ślepe oddanie suwerenności i państwa pod wpływy obcych, często antypolskich sił.

Do urn wyborczych poszło 50 proc. Polaków. Spośród wszystkich uprawnionych do głosowania tylko 18,5 proc. wybrało PiS, czyli mniej niż jeden na pięciu. To nie zmienia faktu, że to ugrupowanie będzie samodzielnie rządzić. Choć nie ma większości konstytucyjnej a więc 2/3 głosów, to zmiana konstytucji jest w polityce możliwa. Chociaż jest to temat na osobny artykuł to przy umiejętnym, politycznym działaniu można doprowadzić do sytuacji rozpadu w gronie posłów PO i osiągnięcia konstytucyjnej większości parlamentarnej.

PO ma tak wiele na swoim koncie, że nie powinno być trudno podzielić to ugrupowanie.
Pozostaje jednak pytanie, czy PiS chce zmiany konstytucji? A jeżeli tak – to na jaką?

Realne zmiany czy tylko poprawki obecnej beznadziejności?

Prawo i Sprawiedliwość, jako partia obiecała sporo wyborcom, wiele z tych zmian nie wymaga konfliktu ani konfrontacji z UE. Takie zmiany są dla mnie tylko kosmetyczną zmianą podejścia do narodu i Polski.
Prawdziwe zmiany wymagają jednak konfrontacji nie tylko z UE, ale także z USA, Bankiem Światowym czy Międzynarodowym Funduszem Walutowym, jeżeli chodzi np. o próbę zatrzymania emigrantów, ograniczenia lichwy w naszym zadłużeniu czy ograniczenia dalszego zadłużania nas na przyszłość.

Następne zagrożenie

Wsparcie i ratowanie Ukrainy, jeżeli na to zdecyduje się PiS (a jak pamiętamy była to polityka Lecha Kaczyńskiego) może to wpłynąć na zaostrzenie naszych relacji z Rosją, co drastycznie pogorszy naszą sytuację. Polska obecnie niewiele ma do powiedzenia, a sytuacja gdzie jesteśmy tylko wasalem Waszyngtonu może stworzyć w Polsce przyczółek rozgrywek mocarstw.
Znajdziemy się wtedy na linii frontu, nie w naszej wojnie, bez szans na jakiekolwiek w niej zwycięstwo.
Balansując na krawędzi konfliktu zbrojnego z Rosją, możemy tylko pogrążyć się zaprzepaszczając szansę na realne zmiany w kraju.

"Dożyliśmy czasów, że rządzący w Polsce bardziej utożsamiają się z upadłą Ukrainą niż z własnym narodem. Obie partie postsolidarnościowe zgodnie atakują wszystkich, którzy nie podzielają ich głupiego proukraińskiego entuzjazmu i bezmyślnej rusofobii." Pisał Jan Engelgard.[5]

Choć takie działanie jest absurdalne w naszych oczach, jest ono wyraźnym działaniem tych, którzy rządzą w Polsce. Nie wolno nam pozwolić na niekontrolowane działania przyszłego rządu i Prezydenta Polski. Nie wolno bezgranicznie zaufać w manifestowany patriotyzm nowych władz i pozwolić na działania wbrew interesom narodowym.
Mocne ostatnio też są głosy czy wręcz naciski na przywódców PiS (nowy rząd), aby w imię ratowania Europy zrezygnowali z dążeń do polskiej niezależności i wręcz pogłębili proces integracji europejskiej. W przekonaniu między innymi proniemieckich frakcji, Polska powinna zrezygnować z dążeń do wzmocnienia na przykład Grupy Wyszehradzkiej. Powinna nie zabiegać o poparcie dla niej przez Francję po zwycięstwie Marine Le Pen i Anglię Jamesa Camerona, która notabene może niebawem opuścić UE.

Tego rodzaju retoryka jest nie tylko niebezpieczna, co raczej pozbawiona jakiegokolwiek sensu w kontekście naszych dotychczasowych doświadczeń w pogłębianiu naszej integracji ze strukturami UE.
Licząc bardziej na rozsądek szeregowych członków PiS niż na samych przywódców tej partii mam tylko nadzieję, że potrafią wpłynąć na swoje partyjne władze, by nie zabrakło im rozsądku na najbliższe lata rządów.
A na zakończenie pragnę przypomnieć, że to Prezydent Lech Kaczyński złożył podpis pod rezygnacją z naszej suwerenności. Jest też w gestii kolejnego Prezydenta z PiS tą suwerenność nam przywrócić.

+++
„O możliwości wystąpienia z Unii Europejskiej mówił też (Niemiecki) Związkowy Trybunał Konstytucyjny z Karlsruhe, który „uznał w orzeczeniu z 12 października w sprawie Brunner, że przystąpienie Niemiec do Traktatu o Unii Europejskiej ma wprawdzie charakter bezterminowy, ale może zostać odwołane aktem przeciwnym”[6].

Skoro może z Unii wystąpić RFN to, czemu nie Polska?

W takim hipotetycznym przypadku w rolę podmiotu wcielającego w życie tę ideę wcieliłby się Prezydent, dysponujący wszak konstytucyjną kompetencją ratyfikowania i wypowiadania umów międzynarodowych[7].
Jeśli zatem Lech Kaczyński, jako polska Głowa Państwa mógł podpisać się, choć z ociąganiem, pod traktatem lizbońskim[8], to jego następcy dysponują uprawnieniem do jego wypowiedzenia (z zachowaniem trybu określonego w Konstytucji RP). Wskutek takich działań w naszym państwie przestałyby obowiązywać rozliczne przepisy, jakie pojawiły się w rodzimym porządku prawnym w rezultacie wejścia Polski w eurostruktury. Wynikałoby z tego, że Prezydent może odegrać rolę czynnika, który zakończyłby okres ustanawiania w RP prawa europejskiego, rozumianego, jako przepisy będące pochodną istnienia wspólnotowych czy też unijnych struktur.”[9]
+++
Tym, którzy przysyłali mi wiadomości pełne zachwytów po zwycięstwie PiS w wyborach do sejmu z pewnością nie spodoba się mój tok myślenia, ponieważ brakuje w nim tego powszechnego optymizmu, jaki ogarnął niektórych. Jednak ja wiem, że to zwycięstwo niewiele zmieni, jeżeli nie zmieni się jakość partii Prawa i Sprawiedliwości, i nie stanie się zamiast małym trybem w strukturach upadającego zachodu, wielkim kołem napędowym dla Polski i polskiego narodu.
Tego właśnie życzę sobie i wszystkim dla dobra naszej Ojczyzny.

Dla Magazynu Polonijnego OWP
Zbigniew J. Wieczorek
Stany Zjednoczone Ameryki Płn.




[1]www.sejm.gov.pl/prawo/kodeks/kodeks.htm
[2]www.sejm.gov.pl/prawo/konst/polski/kon1.htm
[3] Korzystałem z "Zasada pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej w praktyce działania organów władzy publicznej RP
www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/64518/Zasada_pierwszenstwa_prawa_Unii_Europejskiej.pd
[4] Brali udział w obradach okrągłego stołu prezydenci III RP Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski, Lech Kaczyński
[5] - Jan Engelgard Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2015)
[6] K. Wójtowicz, Konstytucja RP z 1997 r. a członkostwo Polski w Unii Europejskiej, [w:] J. Barcz (red.),
Prawo Unii Europejskiej. Zagadnienia systemowe. Prawo materialne i polityki, Warszawa 2006,
s. I-530.
[7] Konstytucja RP, art. 133 ust. 1, p. 1.
[8] „Drugie referendum w sprawie przyjęcia przez Irlandię traktatu z Lizbony przeprowadzone 2 października 2009 r. zostało uwieńczone sukcesem. Większością 67,1% głosów Irlandczycy opowiedzieli się za
przyjęciem nowego traktatu rewizyjnego. Referendum to miało istotne znaczenie dla Polski, bowiem od
jego pozytywnego wyniku prezydent Lech Kaczyński uzależniał ratyfikację traktatu w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej. W następstwie tych wydarzeń prezydent dokonał ratyfikacji Traktatu z Lizbony dnia
10 października 2009 r., tj. siedem dni po oficjalnym ogłoszeniu wyników referendum”. K. Opaliński,
Rozdzielenie kompetencji władzy wykonawczej między Prezydenta RP oraz Radę Ministrów, Warszawa
2012, s. 129. Wypada podkreślić, że dość dziwne wydaje się uzależnianie przez Prezydenta własnej decyzji od zapadającego w innym kraju rozstrzygnięcia, szczególnie w tak istotnej sprawie jak włączanie
RP w pogłębioną integrację europejską. Wszak zdawać by się mogło, że osoba stojąca na czele państwa
powinna mieć własne, głęboko przemyślane stanowisko, wynikające z przeanalizowania wszystkich za
i przeciw, skutkujące uznaniem, że dalsze zacieśnianie związków z UE jest raczej korzystne, względnie
odwrotnie – skutkujące konsekwentnym trwaniem przy którejś z dwóch alternatyw, niezależnie od wyniku irlandzkiego referendum, mającego niewątpliwie niezwykle ważne znaczenie dla mieszkańców republikańskiej części Zielonej Wyspy. Przypuszczalnie jednak lepiej byłoby, gdyby polskie podmioty
decyzyjne nie przejmowały się za bardzo zapadającymi gdzie indziej rozstrzygnięciami, gdyż stwarza to
domniemanie wasalnej mentalności.
[9] Zasada pierwszeństwa prawa Unii Europejskiej w praktyce działania organów władzy publicznej RP str.179


Tekst ukazał się w "Głosie Polskim" 2015, nr. 49 na stronie 10