Drukuj
Kategoria: Pamięć Walka i Męczeństwo
Odsłony: 7152

Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Teoria Grunwaldu
(Z okazji stulecia drugiej bitwy grunwaldzkiej)

 Wszyscy wiemy, że w roku 1410 odbyła się wielka bitwa pod Grunwaldem, w której Polska wraz z sojusznikami (Litwą, oddział czeski Żiżki itd.) pokonała Zakon Krzyżacki. Sojusznikami Krzyżaków byli cesarz niemiecki, a przede wszystkim rycerze z całej Europy, którzy zjeżdżali do Prus, by zdobyć tam ostrogi w walce z niewiernymi. O co chodziło w tej wojnie?
 Jak słusznie podkreśla Feliks Koneczny, Grunwald ma swoją teorię. Ostatecznym zwycięstwem była nie tyle bitwa pod Grunwaldem, co zwycięstwo Pawła Włodkowica na soborze w Konstancji (1414-1418). Wówczas sobór to było główne forum międzynarodowe, na którym decydowały się sprawy zasadnicze. Na soborze tym dominikanin Jan Falkenberg wystąpił z oskarżeniem pod adresem Władysława Jagiełły i Polski, że wiąże się z poganami, że chrzest Jagiełły to fikcja itd. Miało to uzasadnić konieczność walki Krzyżaków z Polską i Litwą, uzasadnić konieczność trwania Zakonu na tym terenie.
 W odpowiedzi Falkenbergowi, przewodniczący polskiej delegacji, rektor uniwersytetu w Krakowie Paweł Włodkowic wystąpił z tezą o ograniczoności praw cesarzy względem pogan. Upomniał się o prawa pogan i o prawa mniejszości religijnych, domagał się zakazu nawracania mieczem oraz odrzucenia zasady, którą później określono jako cuius regio eius religio (czyja władza tego religia).
 Po trudnych i przeciągających się debatach, sobór na swej ostatniej sesji uznał racje Włodkowica i potępił Falkenberga. Sprawę przypieczętowała bulla papieska z 1424 r.
 Polska pod Grunwaldem walczyła o prawa pogan, o nowe zasady życia międzynarodowego, o zaniechanie krucjat. Zwyciężyła nie tylko orężem, ale i politycznie.


Otóż pierwsza wojna światowa miała też swój Grunwald i swoją teorię Grunwaldu, której finałem był Traktat Wersalski. Ale po kolei!
W Polsce w dobie popowstaniowej panowały silne nastroje antyrosyjskie. W żałobie po klęskach, po pożodze, zsyłkach na Sybir i wywłaszczeniach myślano o rewanżu. W myśl tej ideologii Józef Piłsudski szykował kadry do nowego antyrosyjskiego powstania. Równocześnie pojawił się nurt nowy, narodowy; pojawiła się polityka wszechpolska. Chodziło o wypracowanie wspólnej polityki dla całego narodu, w trzech zaborach i na emigracji; jednej wspólnej polityki. Podstawową tezą ruchu narodowego było przekonanie, że głównym wrogiem Polski są Niemcy, a nie Rosja. Odebranie Rosji kawałka terytorium nie będzie stanowiło niepodległej Polski. Do tego potrzebne jest ujście Wisły. By zdobyć Gdańsk trzeba nie tylko zabrać Niemcom kawałek terytorium, ale trzeba je powalić na kolana. Tego Polska sama nie zrobi. Trzeba więc czekać na konflikt ogólnoeuropejski i wtedy przyłączyć się do walczących przeciwko Niemcom, by ich pokonać. To wymagało zmiany orientacji w nastrojach społecznych. Nad tym ruch narodowy pracował od roku 1893, od chwili powstania tajnej trójzaborowej Ligi Narodowej.

 By zmienić orientację na anty-niemiecką nagłaśniano takie wydarzenia jak wóz Drzymały czy strajk dzieci Wrzesińskich. W latach 1897-1900 ukazywała się w odcinkach w prasie powieść "Krzyżacy", współpracującego z ruchem narodowym Henryka Sienkiewicza. To działało jak dzisiejsze seriale telewizyjne. Ludzie czytali, komentowali i czekali na następny odcinek. W roku 1908  Maria Konopnicka opublikowała wiersz pt. "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród", w którym jest mowa o "krzyżackiej zawierusze", o tym, że "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz". Słynny pianista Ignacy Paderewski, bliski współpracownik Romana Dmowskiego na Konferencji Paryskiej i podpisujący wraz z nim Traktat Wersalski w imieniu Polski, ufundował na 500-lecie Pomnik Grunwaldzki w Krakowie. Na odsłonięciu tego pomnika w 1910 r. po raz pierwszy odśpiewano wiersz Konopnickiej – „Rotę”. Wkrótce stała się ona jakby hymnem narodowym. Jej nagłośnieniem zajmowała się propaganda ruchu narodowego.
 W roku 1912 w Pieniakach pod Lwowem w majątku Tadeusza Cieńskiego odbyła się kierowana przez tajną Ligę Narodową konferencja polskich polityków (głównie parlamentarzystów z parlamentów trzech państw zaborczych) w celu ustalenia wspólnej, wszechpolskiej polityki na wypadek wojny. Główną decyzją było, że w razie wojny, niezależnie od tego jak ułożą się sojusze, naród polski ma stanąć po stronie antypruskiej.

Gdy wybuchła I wojna światowa Józef Piłsudski wyruszył 6. sierpnia 1914 r. ze swoją "Pierwszą Kadrową" z Galicji do Kongresówki robić antyrosyjskie powstanie (oczywiście dopiero po wypowiedzeniu Rosji wojny przez Austrię 3. VIII). W Petersburgu była przerwa wakacyjna i tylko jeden polski poseł do Dumy był w mieście, Wiktor Jaroński, członek Ligii Narodowej znający decyzje z Pieniaków. Na nagle zwołanym posiedzeniu Dumy wygłasza on 8 sierpnia słynne oświadczenie, w którym wzywa do walki z niemczyzną, do drugiego Grunwaldu, w celu zjednoczenia ziem polskich. 12 sierpnia dociera do Kielc kadrówka Piłsudskiego. Ludzie zamykają okiennice. Nie ma chętnych do przyłączania się do powstania. W ratuszu informują powstańców, że w sprawie wojny wypowiedział się już nasz (Jaroński był z Kielc) poseł w Dumie. Biskup kielecki Augustyn Łosiński nie chce z Piłsudskim rozmawiać.

Sienkiewicz w pobliskim Oblęgorku tłumaczy meldującym się mu kawalerzystom, że są w tej wojnie po złej stronie.
 Tymczasem rosyjski wódz naczelny, arcyksiążę Mikołaj Mikołajewicz ogłasza 14 sierpnia odezwę do Polaków, wzywając ich do broni w celu osiągnięcia drugiego Grunwaldu i zjednoczenia ziem polskich. Jest to wyraźna odpowiedź na deklarację Jarońskiego. W 1863 roku gdy była „branka”, chłopcy uciekali do lasu i szli do powstania walczyć z Rosją. Teraz w 1914 chętnych do powstania nie ma. W całej Kongresówce Polacy zgłaszają się do punktów mobilizacyjnych, nakładają nienawistny mundur rosyjski i idą walczyć o Polskę. Mobilizacja idzie bardzo sprawnie. Rosyjska armia Samsonowa wkracza z Kongresówki do Prus Wschodnich 19 sierpnia. Niemcy nie spodziewali się tak rychłego ataku Rosji.

Już w dniach 25-30 sierpnia 1914 r. odbywa się druga bitwa grunwaldzka. Wszyscy historycy wojskowości zgodnie potwierdzają, że z powodu tej bitwy Niemcy przegrały bitwę nad Marną. Tam we Francji trwała wojna ruchoma. Niemcy już prawie docierali do Paryża, ale na wieść o ataku Rosji na Prusy Wschodnie nie wytrzymały nerwy sztabu generalnego Prus i wycofano z frontu zachodniego kilka ważnych jednostek, przerzucając je na wschód. Dzięki temu Francuzi wygrali bitwę nad Marną (5-9 wrzesień), okopali się i zamienili wojnę ruchomą na pozycyjną. W kluczowym momencie bitwy brakujące jednostki bezużytecznie przesiadały się na dworcach Berlina. Przez następne cztery lata zdzierano się w krwawych bojach, a front się prawie nie zmieniał.

I wojnę światową Niemcy przegrały. Przegrały, bo otoczone, nie mogły jej wygrać na dwa fronty. Gdyby w Kongresówce wybuchło w sierpniu 1914 r. antyrosyjskie powstanie, to Rosja zajęta nim nie wkroczyłaby do Prus Wschodnich. Niemcy wygrałyby bitwę nad Marną i wkroczyły do Paryża dyktując swoje warunki pokoju, jak w latach 1870 i 1940. Polskie powstanie byłoby jak uprzednio krwawo stłumione i sprawa polska na następne pokolenia byłaby umarła.

Ale do powstania nie doszło, a Rosja wkroczyła do Prus. Co prawda na wschodzie Hindenburg poradził sobie z Samsonowem nim dotarły posiłki z Zachodu. Pokonał jednostki rosyjskie, a bitwę tę pierwotnie określano jako "bitwa pod Hohenstein", czyli pod Olsztynkiem. Obejmowała ona jednak ogromny obszar w tym pola grunwaldzkie i w celu propagandowym zmieniono jej nazwę na bitwę pod Tannenbergiem. Była to odpowiedź Polakom i Rosjanom: chcieliście Grunwaldu, no to go macie! W bitwie tej walczyli Polacy – rosyjscy oficerowie i rekruci z Kongresówki, a po drugiej stronie niemieccy oficerowie i rekruci z Wielkopolski. Polak strzelał do Polaka. Była to bardzo krwawa bitwa, bo po raz pierwszy używano karabinów maszynowych na szarżujące tyralierą jednostki. Tam była jeszcze wojna ruchoma i dopiero zaczynano kryć się w okopach. Liczne groby na tych terenach do dziś świadczą o tej tragicznej bitwie.

 To po tej bitwie powstał  słynny wiersz Edwarda Słońskiego pt. "Rozdzielił nas mój bracie". Oto on:

Rozdzielił nas, mój bracie,
zły los i trzyma straż —
w dwóch wrogich sobie szańcach
patrzymy śmierci w twarz.
W okopach pełnych jęku,
wsłuchani w armat huk,
stoimy na wprost siebie —
ja — wróg twój, ty — mój wróg!
Las płacze, ziemia płacze,
świat cały w ogniu drży...
W dwóch wrogich sobie szańcach
stoimy ja i ty.

Zaledwie wczesnym rankiem
armaty zaczną grać,
ty świstem kul morderczym
o sobie dajesz znać.
Na nasze niskie szańce
szrapnelów rzucasz grad
i wołasz mnie, i mówisz:
— To ja, twój brat... twój brat! —
Las płacze, zimia płacze,
w pożarach stoi świat,
a ty wciąż mówisz do mnie:
— To ja, twój brat... twój brat! —

O, nie myśl o mnie, bracie,
w śmiertelny idąc bój
i w ogniu moich strzałów,
jak rycerz, mężnie stój!
A gdy mnie z dala ujrzysz,
od razu bierz na cel
i do polskiego serca
niemiecką kulą strzel.
Bo wciąż na jawie widzę
i co noc mi się śni,
że TA, CO NIE ZGINĘŁA,
wyrośnie z naszej krwi

Edward Słoński 1914

 Wiersz ten deklamowano w dwóch wersjach: "niemiecką kulą strzel" albo "moskiewską kulą strzel" w zależności od tego, po której stronie byli bliscy deklamującego. Wiersz ten jednak nadał sens bratobójczej walce: "Ta co nie zginęła wyrośnie z naszej krwi". Już w 1914 w to wierzono! Wojna nabrała dla Polaków sensu.
 Bitwa jak bitwa. Może być zwycięska lub przegrana. Ale o co była ta bitwa? Czy sprawa, o którą walczono była wygrana? Zdecydowanie tak, w Wersalu!
 Na forum międzynarodowym jakim był Kongres Paryski i wypracowany tam Traktat Wersalski toczyła się walka o nową teorię współżycia międzynarodowego. Tam się wyjaśnił sens całej wojny, jak w Konstancji po pierwszej bitwie grunwaldzkiej.

Jak wiemy wojna ta przyniosla likwidację imperiów (Pruskiego, Austro-Węgierskiego, Rosyjskiego i Osmańskiego). Takie pojęcia jak kaizer, cesarz, car i sułtan przeszły do historii. Zgodnie z zaleceniem Romana Dmowskiego, przedstawionym w broszurze propagandowej (a wcześniej w tajnym memoriale dostarczonym do stolic państw wojujących z Niemcami), dotyczącym projektu urządzenia Europy Środkowo-Wschodniej po wojnie, postanowiono, że na całym tym obszarze w miejsce imperiów powstaną państwa narodowe. Obowiązywała zasada samostanowienia narodów. Studiowano rzeczywistość etniczną w terenie. Gdzie nie było wyraźnej granicy etnicznej, tam zarządzono plebiscyty. Dla ludności pozostającej nie tam, gdzie by chciała wprowadzono chroniące je traktaty mniejszościowe. Dało to Polsce, ale i innym krajom Międzymorza niepodległość. Oto wynik I wojny światowej, wynik drugiej bitwy grunwaldzkiej.

Oto teoria współżycia międzynarodowego, którą potwierdziło życie.
Decyzje Wersalskie przetrwały II wojnę światową i zimną wojnę. Pozostały na Międzymorzu niepodległe państwa narodowe, od Finlandii po Grecję, oddzielające Rosję, Niemcy i Turcję od siebie. Nawet jeszcze ich więcej powstało po rozpadzie Czechosłowacji i Jugosławii. Zasada samostanowienia narodów nadal obowiązuje w życiu międzynarodowym! Dzisiaj nie kwestionuje się istniejących granic. To podstawowa zasada polityki międzynarodowej. To owoc m.in. drugiej bitwy grunwaldzkiej.

Maciej Giertych

Za: OPOKA W KRAJU  85(106)