Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

 

Komentarz  •  tygodnik „Goniec” (Toronto)  •  13 maja 2018

Gdyby nie to, że dość dobrze znamy rodowody naszych Umiłowanych Przywódców, to na podstawie ich deklaracji moglibyśmy sobie pomyśleć, że porodzili się na kamieniu – jako że według ludowych wyobrażeń tam właśnie rodzą się durnie. Ale incipiam. Zaledwie następnego dnia po kolejnej rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie, prezydent Donald Trump podpisał ustawę nr 447 JUST. Odwołuje się ona do „deklaracji terezińskiej” z czerwca 2009 roku, w której sygnatariusze uznawali zasadność żydowskich roszczeń majątkowych odnoszących się do tak zwanego „mienia bezdziedzicznego”, a więc takiego, do którego nie roszczą sobie pretensji żadni legalni sukcesorowie. Sama deklaracja, którą w imieniu Polski podpisał Władysław Bartoszewski, wysłany tam przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych, czyli Księcia-Małżonka Radosława Sikorskiego, nie stwarzała żadnych konkretnych zobowiązań dla jej sygnatariuszy, ale zawierała uznanie zasadności tych żydowskich roszczeń. Dlatego też izraelski dziennika „Haaretz” w czerwcu 2009 roku pisał, że mienie to powinno trafić do organizacji żydowskich, a Dawid Peleng, były ambasador Izraela w Warszawie oszacował wartość tych roszczeń na „miliardy dolarów”. Konkretnie – na 65 miliardów – którą to kwotę wymienił na łamach dziennika „Rzeczpospolita” dr Szewach Weiss, również były ambasador Izraela w Warszawie.

Przypominam o tym dlatego, że podpisana właśnie przez prezydenta Trumpa ustawa expressis verbis odwołuje się do deklaracji terezińskiej. Zobowiązuje ona sekretarza stanu USA, by w ścisłej kolaboracji z żydowskimi organizacjami przemysłu holokaustu monitorował tempo i zakres realizacji żydowskich roszczeń majątkowych przez sygnatariuszy deklaracji terezińskiej i składał w tym przedmiocie okresowe sprawozdania Kongresowi. Zgodnie z punktem 3 ustawy, przychody z mienia bezdziedzicznego maja zostać przeznaczone na wspieranie ocalałych z holokaustu, na finansowanie edukacji o holokauście i na „inne cele”. Wynika z tego, że „własność bezdziedziczna” w poszczególnych krajach, a tak naprawdę – przede wszystkim w Polsce – będzie musiała zostać wyodrębniona choćby po to, by było wiadomo, jakie przynosi przychody, a skoro już zostanie wyodrębniona, to musi być przekazana komuś w zarząd – choćby po to, by te przychody były rozdzielane zgodnie z dyspozycją punktu 3 ustawy. Jak wyjaśnił już w roku 2009 izraelski dziennik „Haaretz” - zostanie ona przekazana w zarząd, to znaczy – na własność żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu.

 

Powtarzam te wszystkie informacje ponieważ przemówiła oślica Balaama, czyli pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. Pytany przez dziennikarzy, co uważa na temat tej ustawy powiedział, że „uważa”, iż „nie ma w niej nic na temat mienia bezspadkowego”. Skoro pan minister tak „uważa”, no to niewątpliwie tak jest, to znaczy – że tak uważa, ale skoro tylko „uważa”, to znaczy, że tej ustawy najzwyczajniej w świecie nie przeczytał, albo, że nikt mu jej nie przeczytał. Zresztą nie tylko tego nie przeczytał, bo – jak wynika z dalszej części jego wypowiedzi – nie przeczytał również tzw. umowy indemnizacyjnej, zawartej między Polską i USA w roku 1960. Pan minister powiedział bowiem, że ta umowa zamyka sprawę. „Ta sprawa jest rozwiązana i prawnie zamknięta” - „uważa” pan minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz. I słuszna jego racja – z tym jednak, ze wspomniana umowa indemnizacyjna dotyczy mienia OBYWATELI AMERYKAŃSKICH, które zostało w Polsce znacjonalizowane. Rzecz w tym - o czym być może pan minister Czaputowicz nie wie – że Żydzi zamordowani w czasie wojny na ogół nie byli obywatelami amerykańskimi, tylko w większości – polskimi, więc wspomniana przez niego umowa ich nie dotyczy. Ta sprawa znakomicie potwierdza spostrzeżenie, że żeby durnia zdemaskować, to wystarczy pozwolić mu mówić. Jestem przekonany, że pan minister Czaputowicz ma wiele zalet, bo w przeciwnym razie „drogi Bronisław”, czyli prof. Bronisław Geremek nie wziąłby go do swojego kibucu przy alei Szucha, gdzie – jak wiadomo – mieści się Ministerstwo Spraw Zagranicznych – ale znajomość spraw, którymi się zajmuje, najwyraźniej do nich nie należy. To wyjaśnia przyczynę, dla której nasz nieszczęśliwy kraj jest bez trudu ogrywany przez każdego, kto tylko zechce nas ograć. Oczywiście jest to wina Polaków, że na takie ważne stanowiska państwowe wysuwają akurat takich ludzi – ale już Winston Churchill w latach 40-tych zauważył, że jesteśmy narodem wyjątkowo lekkomyślnym. Wiedział, co mówi, bo najlepszym dowodem naszej lekkomyślności było to, że zaufaliśmy akurat jemu, a on – do spółki z amerykańskim prezydentem Franklinem Delano Rooseveltem – w Teheranie w roku 1943 i w Jałcie w roku 1945 sprzedał nas Józefowi Stalinowi tak, jak rzeźnikowi sprzedaje się krowę.

Nie ma przypadków, są tylko znaki – mawiał ksiądz Bronisław Bozowski z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Czyż bowiem nie można dopatrzyć się znaku w tym, że prezydent Donald Trump podpisał wspomnianą ustawę akurat 9 maja, zaledwie w dzień po rocznicy zakończenia II wojny światowej w Europie? Nieomylny to znak, że Polska ostatecznie tę wojnę przegrała, bo jakże inaczej, skoro zostanie zmuszona do zapłacenia Żydom za niemieckie zbrodnie? Zmusi nas do tego Nasz Najważniejszy Sojusznik, któremu w ramach NATO Polska zaoferowała własne terytorium na użytek rozmaitych rozgrywek z Rosją, ryzykując w razie czego zniszczenie tego terytorium ze wszystkim, co na nim jest. Okazuje się, ileż racji miał pozbawiony złudzeń ksiądz biskup Ignacy Krasicki, umieszczając na zakończenie bajki „Przyjaciele” konkluzję, że „wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły”.

Cóż teraz będzie? Ano, w pierwszej fazie żydowskie organizacje przemysłu holokaustu przeprowadzą inwentaryzację nieruchomości w Polsce, a kiedy już ją zakończą, zaczną molestować polskie władze, żeby przekazały je im na własność. Z listu, jaki nowojorska Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego przekazała Ministerstwu Sprawiedliwosci w Warszawie w początkach tego roku wynika, że szacuje ona wartość tych roszczeń już nie na głupie 65 miliardów dolarów, tylko na bilion, czyli tysiąc miliardów złotych, co stanowi równowartość ponad 300 miliardów dolarów. Obawiam się, że zasoby Własności Rolnej Skarbu Państwa mogą okazać się niewystarczające, nawet gdyby poświęcono w tym celu również Lasy Państwowe. W tej sytuacji trzeba będzie sięgnąć po nieruchomości w miasteczkach i miastach, a kiedy już żydowskie organizacje przejmą je na własność, wtedy oczynszują zajmujących je polskich posiadaczy – bo mam nadzieję, że nie będą ich rugowali, jak to władze Izraela robią z Palestyńczykami. Od znajomego dziennikarza, który w sprawie ustawy nr 447 JUST indagował pana wicemarszałka Terleckiego wiem, że pan marszałek odparł, że nie ma czym się zamartwiać, bo „i tak” nic Żydom nie zapłacimy. „I tak” - czyli „i jak?” Z drugiej strony – cóż innego mógł powiedzieć pan marszałek Terlecki, skoro ani Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, ani pan prezydent Andrzej Duda, ani pan premier Mateusz Morawiecki nie ośmielił się dotychczas pisnąć w tej sprawie nawet słówkiem? Cóż można na to powiedzieć? Kiedy słyszę z ust tak wysokiego dygnitarza takie brednie, to przypomina mi się rozmowa z pewnym inżynierem górnictwa w Ameryce. Opowiadał mi on, jak funkcjonuje ta branża nie tylko w USA, ale i w innych krajach, gdzie kapitał amerykański zainwestował w górnictwo i w pewnym momencie powiedział, jak o rzeczy zwyczajnej: wie pan, jak jakiś rząd nam szura, to my go wtedy zmieniamy. Niech się tedy pan marszałek Terlecki nie zdziwi, kiedy „o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki” - bo przecież pamiętamy, jak znacznie więksi od niego potentaci musieli wtedy uciekać przez okno, nawet bez szlafroka.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

 

Za: http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4217