Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Na początek winien jestem wyjaśnienie w sprawie tekstu poprzedniego, który przez jakiś czas wisiał dość wysoko z komunikatem 404. Usunąłem go sam niemal zaraz po publikacji. Napisany był zbyt szybko i do tego bez pobieżnego choćby sprawdzenia umieszczony na stronie. Dopiero po tym zauważyłem, że przy zachowaniu ogólnego sensu przez cały tekst trudno doszukać się go było w poszczególnych akapitach. Nie zawsze były one ze sobą spójne.

Wracam więc do tematu bo jest on ciekawym komentarzem podsumowującym powagę naszej politycznej rzeczywistości i kształtujących ją ludzi.

Gdyby chcieć znaleźć jakąś analogię pasującą do procederu, o którym napisano* i o którym chcę mówić, narzucają się dwie sytuacje. Pierwsza, może mniej trafna co do mechanizmu ale wyjątkowo trafnie oddająca psychologiczną stronę postępowania tych, którzy się do niego uciekają to taka dziecinna reakcja na zagrożenie, sprowadzająca się do „zniknięcia” poprzez zamkniecie czy zasłonięcie oczu. Dająca złudzenie, że wszystko, czego się można bać, znika w tej ciemności i przestaje istnieć. Daje złudzenie… Druga sytuacja może, tak chciałbym w każdym razie sądzić, nie do końca oddaje te same emocje ale mechanizm w niej jest dokładnie ten sam. To sytuacja w której przestępca mozolnie zaciera za sobą wszelkie ślady swej mało chwalebniej, wstydliwej a może i zbrodniczej działalności.

To moje zastrzeżenie i moja nadzieja nie bierze się z przypadku. Bo przecież trudno założyć, że takie albo choć podobne intencje mogą stać za tą sytuacją. Ona przecież odnosi się nie do przestępców działających chyłkiem i mających wiele do ukrycia lecz do zwycięzców, którzy ze swym tryumfem i jego korzeniami powinni się obnosić z dumą samca- zwycięzcy dla którego określenie alfa byłoby ewidentnym pomniejszeniem pozycji. Od biedy można by naleźć uzasadnienie inne niż to, które sugeruję wyżej. Ot choćby takie, że przecież  zwycięzcy nie chcą tak łatwo dawać przeciwnikom dostępu do swych arcyskutecznych patentów gwarantujących sukces. Mają wszak zamiar ponownie skorzystać z nich gdy tylko będzie taka potrzeba.

Oczywiście nie można tego wykluczać. Jeśli jest się oczywiście skończonym naiwniakiem.

Jedyna odpowiedź, jaka się narzuca komuś, kto nie ma tak idealistycznego spojrzenia na mechanizmy poruszające naszą sferą publiczną to ta, że mamy do czynienia… z oczywistym niszczeniem dowodów. Dokładnie takim samym jak w przypadku kogoś, kto ukryć chce coś, za co mógłby kiedyś ponieść odpowiedzialność.

Pewnie nie tylko ja w momencie, gdy rozpoczęła się kampania samorządowa, z irytacją reagowałem na brak umiaru, z jakim przyszli włodarze miast, wsi i przysiołków zanęcali potencjalne ofiary. Gdyby miało się to wszystko w rzeczywistości ziścić to świat musiałby się stać nieznośny nadmiarem tego, co ja i inni mi podobni dostalibyśmy już, natychmiast od łaskawego losu. Na szczęście dla naszego stanu psychicznego tylko część z tych, którzy wyszli na łowy miała szansę by swej przynęty dać nam zakosztować.

Ale dla nich nie powinniśmy mieć żadnej taryfy ulgowej. To taki prosty deal, w którym jest coś za coś. Dajesz, dostajesz…

I w tym tkwi cała zagadka tego procederu. Tu wcale nie chodzi o to, że ktoś popełnił coś niewłaściwego. Raczej o to, że nie jest w stanie zrobić tego, co zrobić powinien. I wiedział chyba o tym od samego początku. A mimo to bez żenady łudził tych, którzy mogli i mieli prawo zarówno nie wiedzieć czy jest to możliwe czy nie ale i ufać, że on taką wiedzę posiada.

W zasadzie całe to moje pisanie sensu nie ma żadnego. Poza wylaniem złości. Nie pierwszy to przypadek, że nasi notoryczni zwycięzcy decydują się by nie brać jeńców. By nie przejmować się tym, co sami zrobili. W ich działaniach coraz więcej jest takiej ślepej bezczelności opartej na przekonaniu, że nikt jej nie zauważy. A nawet jak zauważy to nie będzie podnosił głosu. Ze strachu, zaślepienia, głupoty, oportunizmu.

W takim myśleniu i w tej pysze jest coś, co pamiętamy z poprzedniego systemu. Pamiętamy też jak się to wtedy skończyło.

Tak naprawdę trudno mieć nawet za złe politykom, że są jacy są. Selekcja, która przechodzą, promuje najwidoczniej cechy inne niż jakieś piękne przymioty charakteru.

Zamiatanie śladów po obietnicach, które składało się by osiągnąć sukces to kiepska strategia. Polityk liczący, że jego wyborca ma pamięć krótką jak on jest ewidentnym idiotą. Krótka pamięć dotyczy wyłącznie tego, co ludzi spotyka jako coś dobrego. To, czego się nie dostaje tkwi w głowie i prędzej czy później zostanie wyartykułowane.

Wina tkwi po naszej stronie. Po stronie obywateli pozwalających się traktować jak idiotów. Milczących gdy po kolana zapadają się w błoto rozgrzebanej ulicy przechodząc obok plakatu, na którym obecny włodarz, ten, który za błoto odpowiada, figuruje jako „Dobry gospodarz”.

Nie dziwię się, że PO, ten największy, niekwestionowany przecież zwycięzca, z takim wielkim zapałem usuwa teraz ślady swoich obietnic. Sądząc z dotychczasowej praktyki spełnić ich nie miała ani zamiaru ani możliwości Tedy trudno, by kłuła w oczy swych oszukanych wielbicieli kolejnym pakietem obiecanek- cacanek. Mogli się przecież upomnieć, w końcu powiedzieć "sprawdzam". Wystarczy więc kocyk na oczy i nie ma strachu. takie to proste.

Pewnie chwytem poniżej pasa byłoby przypominanie epizodów z historii, w których w podobny sposób próbowano przekonywać, że to, co się stało wcale się nie stało.Tego, co było, wcale nie było. A co tam…



 * http://www.tvn24.pl/0,1688138,0,1,obietnice-po-znikaja-z-internetu,wiadomosc.html

rosemann
Adam Wnorowski

Za: http://rosemann.salon24.pl/