Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Znamieniem polskiego narodu jest nacjonalizm chrześcijański. Jest to ideologia, która tkwi w tysiącletnich tradycjach ideowych polskiego narodu. Treścią tej ideologii jest służba narodowi – ale narodowi nie uważanemu za dobro absolutne, lecz tworzącemu komórkę w całości większej, którą jest świat chrześcijański oraz na chrześcijańskich podstawach zbudowana ludzkość. (J. Giertych)

I. Nacjonalizm – czym jest

Ideologią narodową (nacjonalizmem) jest doktryna polityczno-społeczna, uważająca naród za duchową i organiczno-materialną wartość podstawową, która zajmuje najważniejsze miejsce w doczesnym bytowaniu człowieka. Doktryna nacjonalizmu stanowi pole konkretnych i celowych działań politycznych oraz analizy socjologicznej, z której wynika, że naród zajmuje pozycję nadrzędną i centralną wśród innych grup społecznych.

Ideowo tudzież doktrynalnie naród przedkłada interesy własne nad interesami pozostałych, obcych wspólnot narodowych, co jest rzeczą zupełnie normalną dla państwa narodowego (antyliberalnego), tak na zewnątrz – poprzez obronę interesu narodowego w sporze z innymi nacjami oraz wewnątrz – poprzez stosunek do mniejszości narodowych, które nie mogą mieć specjalnych praw i dominować nad narodem gospodarzy. Nasz nacjonalizm nie koliduje w zasadzie w swych imponderabiliach z obcymi nacjonalizmami, o ile te nie pragną podporządkować sobie polskiego narodu i realizują własne interesy bez roszczenia sobie praw do panowania nad polskim narodem. Skoro rodzina dba o swój rozwój i byt, to nie znaczy, iż zagraża przez ów fakt istnieniu innych rodzin. Narody winny – wzorem rodzin – wypracować zdrowe i koncyliacyjne formy dialogu, co staje się powoli normą, a wojny gospodarcze i militarne, są raczej domeną antynarodowych bytów państwowych z poczuciem chorego mesjanizmu (najlepszy przykład to kiedyś Związek Sowiecki, a obecnie USA) lub kapitałowych molochów globalistycznych (koncernów, trustów i sieci bankowych), które pod płaszczykiem wprowadzania demokracji, sterują rządami w celu ekonomicznego i zbrojnego niewolenia narodów.

Polityka narodowa (nacjonalistyczna) stawia rozwój duchowy swej nacji przed prymitywnie pojmowanym materializmem. Sprawą fundamentalną dla nacjonalistów jest zapewnienie przetrwania i rozwoju kultury i tradycji narodowej. Musi to iść w parze z materialnym rozkwitem wspólnoty narodowej. Należy po prostu zachować pewien consensus ducha i materii (nadając temu pierwszemu pozycję nadrzędną). Nacjonalizm stanowi ideę i doktrynę idealistyczną, co Roman Dmowski ujął w myśli, że materialna budowa potęgi narodu i państwa nie nastąpi bez wcześniejszej konsolidacji duchowo-ideowej wspólnoty narodowej, zaś trzeba ku temu stworzyć odpowiednie warunki. Słaby duch narodowy, rodzi wszelką słabość materialnej natury.

Co to jest naród? Można go rozumieć jako wspólnotę rozciągniętą w czasie – a więc członków narodu, którzy żyli niegdyś, żyją obecnie i będą żyć kiedyś. Roman Dmowski ujął ten problem w znanej i podstawowej tezie: „Jestem Polakiem – to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia, zarówno dziś jak w wiekach ubiegłych i w przeszłości”. Wychodząc z tego założenia, jako Polacy, kodujemy w sobie niejako własne pochodzenie, historię, kulturę, obyczaje, tradycję i język, czyniąc to (świadomie albo nie) z woli tych, którzy byli Polakami przed naszym przyjściem na świat – i dla tych, którzy przyjdą po nas. Dla porównania zgoła odmiennymi kryteriami, kieruje się liberalizm ze swoim pojmowaniem jednostki w roli bliżej nieokreślonego atomu w człowieczej powłoce, który poprzez wybór wątpliwej wolności egoisty, zostaje samoczynnie wyobcowany z każdej wspólnoty – z narodową w pierwszym rzędzie. Jednostka nie potrzebuje wolności astronauty w nicości kosmosu, najlepiej funkcjonuje w narodzie, gdzie realizuje osobiste cele i marzenia, będące przy tym wzbogacaniem reszty wspólnoty narodowej. Ona na wzór zdrowej rodziny – ale w zdecydowanie szerszym kontekście – daje jednostce sens egzystencji nad egoizmem i miłością do całego świata czyli do nikogo (przypadłością wielu krwawych komunistycznych dyktatorów).

Funkcjonowanie we wspólnocie narodowej, nosi na sobie pewien rys pozytywnego fatalizmu. W narodzie się rodzimy bez własnej woli i przejmujemy jako wiano matrycę historyczno-kulturową oraz pochodzeniową. To kolejne podobieństwo do rodziny, której się nie wybiera. Są rodziny lepsze i gorsze, ale nikt nie dał gwarancji, iż życie upłynie nam wyłącznie na beztroskim zbijaniu bąków. Jesteśmy coś winni pracującym i przelewającym za nas krew przodkom, zaś zwykłe poczucie przyzwoitości zmusza do refleksji nad przyszłością nienarodzonych rodaków. Nie wypada pozostawić im moralno-materialnych ruin i zgliszcz. Naród to ukierunkowana dziejowo sztafeta pokoleń, która nie wegetuje aby wegetować, konsumować i wydalać (jak to czynią anarchiści i liberałowie), lecz posiada obowiązki o wiele wyższej natury. To stara się tłumaczyć i porządkować ideowo tudzież doktrynalnie nacjonalizm.


Naród to ukierunkowana dziejowo sztafeta pokoleń. Gen. Józef Dowbor-Muśnicki składa przysięgę podczas ceremonii zaprzysiężenia Dowództwa Głównego Polskich Sił Zbrojnych byłego zaboru pruskiego w czasie Mszy św. polowej na Placu Wilhelmowskim (ob. Wolności) w Poznaniu (26.01.1919): „W obliczu Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego ślubuję, że Polsce, Ojczyźnie mojej i sprawie całego Narodu Polskiego zawsze i wszędzie służyć będę, że kraju Ojczystego i dobra narodowego do ostatniej kropli krwi bronić będę”. Foto: strzelno2.bloog.pl

Ważną kwestią pozostają nieporozumienia w pojmowaniu nacjonalizmu i patriotyzmu. Pierwszy pojawia się w tej parze jako coś skrajnie negatywnego i godnego potępienia, przeciwieństwo świetlanego patriotyzmu. Tymczasem patriotyzm, to rodzaj emocjonalnego uczucia przywiązania do kraju i narodu, zaś nacjonalizm jest przemyślaną doktryną, niezbędną do prowadzenia polityki narodowej na być może setki lat, a nie do jutra (cecha współczesnego aparatczyka partyjnego i rządowego). Patriotyczne uniesienia przeżywamy przy Grobie Nieznanego Żołnierza, na polach minionych bitew, kiedy na stadionie grają Mazurka Dąbrowskiego. Są to zachowania godne pochwały i psychologicznie potrzebne, ale wynikają z krótszego albo dłuższego wzruszenia, bez głębszego zaangażowania o charakterze ideowym. W przypadku nacjonalizmu mamy do czynienia z jasno zarysowaną i intelektualnie rozwiniętą doktryną ideowo-polityczną, która jest tym dla patriotyzmu, czym mózg dla serca. Jeden z najwybitniejszych twórców polskiego nacjonalizmu Zygmunt Balicki pisał „ patriotyzm jest uczuciem zbiorowym i niczym tylko uczuciem”, nacjonalizm zaś „jest narodową myślą”. Człowiek nie potrafi egzystować pozbawiony mózgu i serca, dlatego też nacjonalizm z patriotyzmem znakomicie się uzupełniają. Jednakże nacjonalizm nazwać należy wyższym stopniem patriotyzmu – patriotyzmem uświadomionym czy też narodowym patriotyzmem.

Dość szeroko stosowanym chwytem, wynikającym z braku wiedzy lub będącym elementem walki politycznej, jest utożsamianie nacjonalizmu z szowinizmem. Szowinizm to bezkrytyczne i prostackie uwielbienie swojej nacji przy jednoczesnej pogardzie do innych narodów. Nacjonalizm z samej swej zasady trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość, wyraża fundamentalną krytykę wobec błędów i słabości własnego narodu, wcale ich przy tym nie chowając pod intelektualny dywan. Przykładem może być tutaj znakomita książka Romana Dmowskiego „Myśli nowoczesnego Polaka”, w której autor przeprowadza wnikliwą i raczej negatywną ocenę naszych cech narodowych, ze szczególnym podkreśleniem roli szlachty w wykoślawieniu stosunków społecznych w I Rzeczypospolitej, co odziedziczyła później inteligencja. Głaskaniem ego Polaków nie zajmowali się także Jan Ludwik Popławski i cytowany Zygmunt Balicki, żeby wymienić najważniejszych nacjonalistów doby kształtowania jego doktryny (wraz z Romanem Dmowskim, „Ojców Założycieli” nowożytnego ruchu narodowego na ziemiach polskich).

Kolejne zagadnienie to oskarżanie nacjonalizmów o rozpętywanie agresywnych wojen kolonialnych i imperialistycznych, co stanowi poplątanie z pomieszaniem. To doktryny nacjonalistyczne, tworzą bazę ideowo-polityczną dla narodów wyzwalających się na niepodległość, które osiągają ją zbrojnie albo ewolucyjnie. Wojny permanentne są swoistą koniecznością w toku istnienia imperialnych molochów, które zresztą upadają podkopywane przez dynamiczne nacjonalizmy zniewolonych przez nie narodów. Nacjonalizm więc stanowi siłę jak najbardziej wolnościową i wręcz niezbędną w procesie demokratyzacji („unarodowienia”) poniżanego klasowo mieszczaństwa i ludu.

Kolejna logiczna bzdura wynika z utożsamiania nacjonalizmu z faszyzmem i nazizmem. Faszyzm i nazizm zniszczyły nacjonalizm we Włoszech i Niemczech, czyniąc z niego trzeciorzędne koło w imperialnych rydwanach swych wodzów. Mussolini uświęcił de facto (wzorem Hegla) państwo, redukując głos narodu do spektakularnego klakierstwa na wiecach. Podobnie uczynił Hitler i przy okazji wykoncypował konieczność panowania nordyckiej rasy panów. Nacjonalizm był dla imperialnego faszyzmu i nazizmu „za ciasny” , ich twórcy marzyli o zjednoczonej pod swym butem Europie bez granic. Znana jest wypowiedź Hitlera przed śmiercią, gdy pragnął skazać na zagładę wszystkich Niemców, bo okazali się słabsi od „silniejszych narodów Wschodu”. Ładny to egzemplarz „nacjonalisty”, któremu własny naród przestaje odpowiadać, kiedy przegrywa wojnę. Nazizm był formą darwinizmu społecznego bez ideowo-narodowych korzeni i moralności, wyrzynający masowo „niższe rasy” i nieuleczalnie chorych , a nawet miliony przedstawicieli aryjskich narodów na czele z Polakami. Faszyzm (włoski) nie popełnił z kolei wielkich zbrodni, miał pewne trafienia w pogodzeniu kapitału z pracą, lecz nie był doktryną narodową tylko państwową i skończył się jako groteska, o mało nie pogrążając Włochów w objęciach bolszewizmu. Traktowanie faszyzmu i nazizmu jako emanacji ideologii nacjonalistycznej, co uprawiają liberalni i lewaccy propagandyści, to ahistoryczny i pozbawiony metodologicznych podstaw absurd.

Nacjonalizm pozostaje ideologią poza klasycznym podziałem na lewicę i prawicę, łącząc w sobie pierwiastki zachowawczego konserwatyzmu i społecznej wrażliwości. Wspiera zasady tradycyjnej moralności, ochronę rodziny i zachowanie spoistości wspólnoty historyczno-kulturowej grup lokalnych i narodu, odrzucając zdecydowanie patologie seksualne i społeczne (homoseksualizm, pedofilię, narkomaństwo, alkoholizm itp.). Nacjonalizm sprzeciwia się również wyzyskowi pracownika przez globalistyczny i bezimienny kapitał, głosząc potrzebę jego dekoncentracji w rękach rodaków, co przyniesie utworzenie społeczność drobnych właścicieli – rodzaj kapitalizmu ludowego (powszechnego). Strategiczne dziedziny gospodarki winno kontrolować, według nacjonalistów, państwo. W doktrynie nacjonalistycznej nie istnieje tzw. świętość własności prywatnej i liberalnego wolnego rynku; ponad nimi stoi porządek prawny i wymogi narodowej wspólnotowości, które ograniczają te rzekome świeckie świętości. Ma to swoje usprawiedliwienie i uzasadnienie w naukach św. Tomasza z Akwinu i fundamentalnym rozumieniu solidaryzmu narodowego. Nacjonalizm doby współczesnej jest w praktyce antysystemowy, rozsadzający pęta sztywnego demoliberalizmu.

Historia uczy, że nacjonalistyczny porządek rozwinął się najlepiej w narodowym ustroju autokratycznym (nie totalitarnym!), np. generalissimusa Francisco Franco w Hiszpanii i premiera Antonio Salazara w Portugalii, z tendencjami do przeprowadzenia reform społecznych w duchu solidarystycznym. Pamiętajmy jednakże, iż nacjonalizm to wolna idea i będzie istnieć w każdym systemie politycznym, wchodząc niekiedy w taktyczne sojusze z różnorakimi siłami i ugrupowaniami. W Polsce nacjonaliści nigdy nie sprawowali władzy, lecz ukształtowali w okresie Międzywojnia potężny ośrodek wpływu na sposób myślenia politycznego i ideowego rodaków wszelkich stanów (klas). Nacjonalizm w naszym kraju nierozłącznie kojarzono z tradycjonalistycznym katolicyzmem, usprawiedliwioną nieufnością do mniejszości narodowych (głównie Żydów) oraz wrogością do wszelkiej lewicy i związków masońskich. Na marginesie istniał nacjonalizm typu antykatolickiego, rodzimowierczego (pogańskiego). Bez bawienia się w nowinkarstwo i unowocześnianie doktryny nacjonalistycznej – przy koniecznych zmianach o charakterze obyczajowym (docenienie wartości kobiet dla Ruchu Narodowego) i organizacyjnym (ograniczenie wewnętrznej biurokracji) – musimy przywrócić stan żywotności nacjonalizmu polskiego z lat 30-tych XX wieku. Tylko wtedy idea nasza będzie realnie wpływać na naród.




Nacjonalizm w naszym kraju nierozłącznie kojarzono z katolicyzmem. Członkowie Klubu Parlamentarnego Stronnictwa Narodowego. Foto: endecja.pl

II. Bankructwo nacjonalizmu niechrześcijańskiego (1948)

Nacjonalizmy typu niechrześcijańskiego były same pewnego rodzaju herezją – były jednym z „izmów”, jednym z prądów zrodzonych w erze błąkania się myśli ludzkiej, oderwanej od podstaw światopoglądu katolickiego poczynając od czasu reformacji, a raczej bardziej od czasu narodzenia się racjonalizmu. A co gorsza, wywarły wpływ pośredni na dwa ruchy pochodzenia na ogół nacjonalizmowi obce (wywodzące się częściowo z socjalizmu), ale następnie silnie ze źródeł nacjonalistycznych pierwiastki myślowe czerpiące, a w następnym rozwoju dziejowym w skutkach złowrogie, mianowicie hitleryzm i faszyzm. Ale miały one w sobie silne jądro prawdy. Tym jądrem prawdy było po pierwsze zrozumienie znaczenia narodu (jako czegoś o wiele ważniejszego od jednostki, czy klasy społecznej), oraz było to wszystko, co w ich doktrynach stanowiło stronę negatywną, mianowicie krytyka doktryn klasowych, liberalnych i indywidualistycznych, krytyka marksowskiego i wolnomularskiego internacjonalizmu, krytyka wreszcie rozsadzających życie narodów pierwiastków rozkładowych, między innymi także krytyka roli sekt, takich jak wolnomularstwo, roli międzynarodowego, anonimowego kapitału oraz roli społeczności żydowskiej.

Herezją w prądach nacjonalistycznych było po pierwsze ubóstwienie narodu i uznanie go za dobro najwyższe, ponad którym już nic wyższego nie ma. A po wtóre, był tkwiący w nich pogląd, że polityka jest ponad etyką i że w służbie narodu wszystko jest wolno. Konflikt tych prądów z doktryną katolicką ujawnił się najpierw w fakcie potępienia przez kościół doktryny nacjonalizmu francuskiego, sformułowanej przez Karola Maurras’a. A następnie w złowrogim plonie przyniesionym przez posiew myślowy tych prądów na gruncie ruchów faszystowskich i nazistowskich, które stały się po komunizmie najbardziej destrukcyjną siłą duchową i polityczną w Europie.

Najbardziej charakterystycznymi spośród prądów nacjonalistycznych są: nacjonalizm francuski i włoski. Nacjonalizm jest w gruncie rzeczy zjawiskiem charakterystycznym dla narodów katolickich.

„Gdy się przyjrzymy bliżej ruchowi francuskiemu i włoskiemu, który przybrał nazwę nacjonalizmu – pisze Roman Dmowski – zobaczymy, że powstał on z tego samego źródła (co ruch narodowy polski), że wnioski swoje wyciągał z takich samych przesłanek. I tak samo postawił sobie za cel wydobycie jak największej energii z narodu i zorganizowanie jej do walki o jego byt i jego potęgę.

Mało się dotychczas zastanawiano nad tym dlaczego tak wiele pracy dokonał w zakresie pogłębienia myśli narodowej i rozwinięcia swej ideologii, dlaczego tyle wysiłku użył dla uzasadnienia swych dążeń.

Rzecz się przedstawia bardzo prosto: kraje protestanckie takiego ruchu nie potrzebowały. Reformacja w swej istocie była rozpętaniem egoizmu, panującego u narodów, które zerwały z Rzymem, zorganizowaniem się ich energii do bezwzględnej, nie przebierającej w środkach walki z innymi narodami. Najlepszą ilustracją tej prawdy była walka Anglii, dążąca do zniszczenia potęgi katolickiej Hiszpanii, prowadzona drogą popierania przez Elżbietę najordynarniejszego korsarstwa w latach, kiedy między obu państwami formalnie panował pokój; taką samą, bliższą już nam ilustracją, była polityka elektorów brandenburskich i królów pruskich wobec Polski. To, jak powiedzieliśmy, było jedną z przyczyn przewagi politycznej narodów protestanckich nad katolickimi. Dopiero, gdy ta przewaga stała się oczywistą i dla nikogo nie ulegającą wątpliwości, dopiero w końcu XIX wieku zjawia się wśród narodów katolickich ruch dążący do sprostania protestantom w walce. Dlatego właśnie widzimy ten ruch tylko w krajach katolickich i dlatego tyle energii wkłada on w uzasadnienie swoich dążeń w stworzenie narodowej polityki, że duch społeczeństw nie był przygotowany do stworzenia i przyjęcia zasady egoizmu narodowego, że był tej zasadzie przeciwny”. (Roman Dmowski „Kościół, naród i państwo”. Str. 14-15. Cytuje za wydaniem powojennym. Monachium 1946.)

Jeśli uznać za nacjonalizm stosowanie zasady egoizmu narodowego i rozdziału między etyką życia prywatnego, a życia politycznego w praktyce, w takim razie należy uznać, iż najbardziej nacjonalistycznymi narodami są narody protestanckie – te narody, które stosowały wobec innych narodów (albo wobec szczepów prymitywnych np. w Australii, czy Afryce Południowej) zasadę „ausrotten” i które zburzyły jedność Europy budując całe swoje życie na zasadzie brutalnej walki każdego narodu o przewagę, panowanie i bogactwo, a nawet swoje życie religijne oparły na odrębności i suwerenności „kościołów narodowych”. Ale jeśli idzie o sformułowanie doktryny egoizmu narodowego jako teoretycznej zasady, to dokonały tego narody katolickie. A bądź co bądź czymś całkiem innym jest popełnianie grzechu w praktyce – od głoszenia, że grzech nie jest grzechem.

Nacjonalizm starego typu był w swej istocie herezją i rychło znalazł się, w niektórych przynajmniej swych odłamach, w konflikcie z Kościołem. A jednak – zwłaszcza w okresie początkowym – katolicy garnęli się licznie pod jego sztandary. We Francji np. znalezienie się kierunku panów Maurras’a i Bainville’a poza obozem katolickim było procesem, który się dokonał nie od razu i który miał wszystkie cechy głębokiego i bolesnego duchowego rozdarcia.

Wynikało to z tego, że obok pierwiastków błędu w doktrynie nacjonalistycznej tkwił rdzeń słuszności – i masy katolickie, a nawet krytyczne i wyrobione umysły katolickie to czuły. Doktryna ta przeciwstawiała się indywidualizmowi i egoizmowi klasowemu, przeciwstawiała się liberalizmowi, przeciwstawiała się prądom internacjonalnym, kazała służyć narodowi, wymagała poświęceń i gotowości do ofiar, wymagała narodowej dyscypliny i solidarności. Wszystko to było uczciwe i zdrowe – i wszystko to przemawiało do uczuć i do rozumu żywiołów uczciwych i zdrowych, to znaczy przede wszystkim do żywiołów katolickich. Również i egoizm narodowy, dopóki się utrzymywał w granicach dopuszczalnych, dopóki mówił, że mamy obowiązek o dobro ojczyzny walczyć i dobra tego bronić, tak mniej więcej jak ojciec rodziny ma obowiązek walczyć o dobro swej rodziny i dobra tego bronić przed niesprawiedliwymi zakusami, był czynnikiem, który przemawiał do zdrowego rozsądku mas najuczciwszych, a więc mas katolickich. Ziarnko błędu, tkwiące w nacjonalistycznych doktrynach nie było początkowo zbytnio dostrzegalne. Musiało wiele czasu upłynąć i wiele faktów nastąpić zanim to ziarenko rozrosło się w wielkie drzewo złego. (…) Toteż doktryny, które miały za punkt wyjścia ideał miłości ojczyzny i służbę ojczyźnie nie były złe i szkodliwe z natury, ale tylko z tego, co w nich było zwyrodnieniem i spaczeniem zdrowej, tkwiącej w nich myśli.

Nie mogły one dojść do całkowitej prawdy, bo nie miały podstaw chrześcijańskich. Narodziły się one w wieku XIX i przepojone były tkwiącym w atmosferze tego stulecia światopoglądzie materialistycznym. Byłyby jednak zapewne z czasem przeszły ewolucję, która by je w duchu chrześcijańskim przekształciła – gdyby nie to, że rozwój ich zwichnęła katastrofa. Katastrofą tą było pojawienie się w Europie nowego zjawiska, jakim były ruchy faszystowskie.



Herezją w europejskich prądach nacjonalistycznych było ubóstwienie narodu i uznanie go za dobro najwyższe, ponad którym już nic wyższego nie ma, oraz tkwiący w nich pogląd, że polityka jest ponad etyką i że w służbie narodu cel uświęca środki. Ruch Narodowy pod przywództwem Dmowskiego poszedł jednak inną, chrześcijańską i personalistyczną drogą. Na zdjęciu: uroczysta Msza św. polowa po wejściu Wojska Polskiego do Białegostoku (22.02.1919). Foto: parafia.info.pl

Ruchy nacjonalistyczne we Francji i Włoszech wywierały ogromny wpływ na życie francuskiego i włoskiego narodu, ale nie zdołały wytworzyć siły politycznej, która by się ujawniła w organach, rozstrzygających o kierownictwie państwem. W parlamentach francuskim i włoskim, a tym samym i w rządach, nacjonalizm nie był reprezentowany. Wywierał natomiast na życie obu krajów wielki wpływ pośredni. Przed rokiem 1914 szerokie masy obu narodów, zarówno jak ich intelektualne elity myślały już w znacznym stopniu kategoriami sformułowanymi w kuźni prądów nacjonalistycznych. Pierwsza wojna światowa, jeśli idzie o Francję i Włochy odbyła się w znacznym stopniu pod sztandarami nacjonalizmu. Żołnierz francuski pierwszej wojny światowej, który tak wspaniale i po bratersku się bił i który tak oficjalnie całymi milionami ginął, mógł był poprzednio jako wyborca głosować na kandydatury radykalne i socjalistyczne, ale swą postawę żołnierską zawdzięczał – poza wrodzonym i instynktownym uczuciem miłości ojczyzny – raczej wpływowi rozchodzących się wówczas po całej Francji idei i nastrojów promieniujących z ośrodków myśli Maurras’a, Bainville’a i tych, co organizowali manifestacje ku czci Joanny d’Arc i głosili ideał odzyskania Metzu i Strasburga, niż idei klasowych, liberalnych i internacjonalnych. Tak samo i naród włoski jeśli wziął udział w wojnie pod hasłem odzyskania Triestu, Fiume i Trydentu to dlatego, że dominujący wpływ na jego uczucia w roku 1914 wywierały idee nacjonalistyczne, wywodzące się ze szkoły Corradiniego.

Jeśli Francja odegrała w pierwszej wojnie światowej tak wspaniałą i tak rozstrzygającą rolę, oraz jeśli również i Włochy odegrały w niej rolę tak dużą, to dlatego, że były one w roku 1914 duchowo w znacznym stopniu owładnięte przez idee nacjonalizmu. Ale idee te nie wyraziły się w politycznej sile. Również i po wojnie oba kraje rządzone były politycznie przez liberalizm, radykalizm, socjalizm przez konserwatyzm typu liberalnego i – trochę – przez ruchy chrześcijańsko-społeczne. Kierunek nacjonalistyczny czuł się politycznie słaby – zwłaszcza, że doznał wielkiego osłabienia przez wyginięcie na wojnie jego najtęższych żywiołów. Zaczął się więc podświadomie skłaniać do tendencji zrezygnowania z roli politycznie samodzielnej i ograniczenia się do zadania zapłodnienia swymi koncepcjami tych, co mają polityczną siłę.

Właśnie wówczas pojawiła się w Europie siła nowa, nie mająca koncepcji i ideologii politycznej własnej, a dysponująca polityczną potęgą. Siłą tą był faszyzm. Narodził się on we Włoszech, wkrótce jednak też i w innych krajach znaleźli się jego naśladowcy lub pojawiły się siły mu pokrewne. Wywodził się on z socjalizmu. Niósł on w sobie silne tchnienie myśli i praktyki socjalistycznej: materializm, umiejętność organizowania mas, zamiłowanie do brutalnej, bez skrupułów prowadzonej walki, anty-tradycjonalizm i skłonność do opierania się o proletariat. Ale w dążnościach swoich stanowił on przeciwko socjalizmowi reakcję. Przeciwstawiał się on walce klas. Przeciwstawiał on prawa zbiorowości – i obowiązki wobec zbiorowości – prawom klas i jednostek.

Nie miał on ideologii – nie był on ruchem intelektualnym, ale ruchem działaczy praktycznych – a potrzebował ideologicznych sformułowań. Sformułowań tych dostarczył mu nacjonalizm. Nacjonalizm włoski rozpłynął się w faszyzmie. Nie stało się to z nacjonalizmem francuskim, bo faszyzmu we Francji nie było, ale stała się z nim rzecz jeszcze gorsza. Gdy wybuchła druga wojna światowa, która obok cech wojny politycznej (narodów przeciw narodom) miała także cechy wojny ideologicznej (faszyzmów [socjalizmów typu faszystowskiego i narodowego-nazistowskiego] przeciwko kierunkom starego typu: liberalizmowi [socjalizmowi liberalnemu] i socjalizmowi [s. komunistycznemu, komunizmowi), skłonił się on sympatiami ku obozowi faszystów, to znaczy ku wrogom ojczyzny – i przez to skompromitował się więcej jeszcze politycznie, aniżeli ideowo.

Faszyzmy nie były w swej istocie pokrewne nacjonalizmom. Za ideał stawiały nie naród, lecz państwo. Zamiast rozwijać życie narodowe przez decentralizację, co było ideałem nacjonalizmów, dławiły je przez system totalny. Na miejscu narodu – rodziny postawiły mechanizm – państwo, które stało się wkrótce wielkim więzieniem, o cechach pod wielu względami przypominających cechy państwa marksistowskiego, urzeczywistnionego w Rosji Sowieckiej. Z nacjonalizmu zaczerpnęły one w gruncie rzeczy dość niewiele: niektóre argumenty i hasła. W dodatku najbrutalniejszy z faszyzmów, niemiecki, został ideowo zapłodniony nie przez nacjonalizm, lecz przez rasizm.

Ale mimo to, faszyzmy swoimi zwycięstwami i swoją klęską pociągnęły za sobą zgubę także i nacjonalizmów. Nie tylko przez to, że je skompromitowały faktem współpracy z nimi, faktem przemieszania się ludzi i zajęcia razem frontu przeciw wspólnym wrogom, ale także – i to przede wszystkim – przez to, że pochwyciły ziarno złego, mieszczące się w nacjonalizmach i rozwinęły je do rozmiarów potwornych. To, co przedtem było tylko niebezpiecznym zalążkiem herezji, mogącym się z czasem rozwinąć, albo nie rozwinąć – to, co wywołało wprawdzie, jak w wypadku nacjonalizmu francuskiego, potępienie Stolicy Apostolskiej, ale nie było dostępne jako niebezpieczeństwo pojmowaniu maluczkich – to stało się oczywistym i znienawidzonym złem nawet w oczach mas najszerszych.

Nacjonalizm zidentyfikował się z faszyzmem i utonął wraz z nim. W konsekwencji, zarówno zatracił swoją indywidualność własną, jak potoczył się po drodze ewolucji, która zamiast wyzwolić go z tkwiącego w nim pierwiastka złego, jeszcze ten pierwiastek powiększyła. Nacjonalizm stał się bardziej herezją, aniżeli przed tym był i być musiał. Stało się to dla niego, w epoce, w której cały świat instynktownie rozumie, iż ratunek jest w nawrocie do chrześcijaństwa, przyczyną zagłady. Zagłada nacjonalizmów w ich dotychczasowej, niechrześcijańskiej formie, jest nieunikniona i konieczna.

Francja, Włochy, a wraz z nimi także i niektóre inne kraje, praktycznie biorąc nie mają już nacjonalizmów. To rząd dusz sprawują dziś w nich, poza komunizmem, ruchy o cechach przemijających. Ruch chrześcijańsko-społeczny oraz ruch socjalistyczny. A także nowa, nie skompromitowana forma faszyzmu w postaci nie posiadającego własnej doktryny ideowej i będącego tylko organizacją akcji praktycznej ruchu de Gaulle’a.

Niemal we wszystkich krajach nacjonalizmy upadły. Upadły bo nie były chrześcijańskie, albo były za mało chrześcijańskie. Jeden jest tylko kraj, w którym to, co można by nazwać nacjonalizmem nie upadło, ale przeciwnie, jest dominującą siłą. Krajem tym jest Polska. (…) Znamieniem polskiego narodu jest nacjonalizm chrześcijański. Jest to ideologia, która rodziła się, rozwijała, dojrzewała i krzepiła w ciągu lat sześćdziesięciu, ale która istotą swoją tkwi w tysiącletnich tradycjach ideowych polskiego narodu. Treścią tej ideologii jest służba narodowi – ale narodowi nie uważanemu za dobro absolutne, lecz tworzącemu – tak, jak rodzina w społeczeństwie – komórkę w całości większej, którą jest świat chrześcijański oraz na chrześcijańskich podstawach zbudowana ludzkość.

Wydaje mi się, że jest pewnego rodzaju misją polskiego narodu ten sposób myślenia – i tę polityczną ideologię – rozpowszechnić w Europie. I że to ta właśnie ideologia jest w Europie ideologią przyszłości.

Jędrzej Giertych

Źródło: J. Giertych, Nacjonalizm chrześcijański, Wyd. Dom Książki Polskiej, Stuttgart 1948.
http://www.endecja.pl/biblioteka/pobierz/75


Współczesne wydanie broszury Jędrzeja Giertycha pt. „Nacjonalizm chrześcijański” (Wyd. Ostoja, Krzeszowice 2004). Foto: ien.pl














III. Prof. Maciej Giertych o aktualności „Nacjonalizmu chrześcijańskiego” (1998)

Ta książeczka powstała bezpośrednio po drugiej wojnie światowej. Był to czas, gdy totalną klęskę poniosły nacjonalizmy antychrześcijańskie. Tworzony był ład powojenny, sowiecki system niewoli narodów, ale i rozpoczęto budowę sfederowanej Europy, mającej na celu podobne zniewolenie narodów, rzekomo na ich własne życzenie. (…)

Nacjonalizm, budowany na egoizmie narodowym, stanowił odejście od etyki katolickiej. Jako prąd ideowy wykoleił się, zdziczał i wypalił. Oczywiście spotkał się z ostrym potępieniem ze strony Kościoła i to grubo jeszcze przed II wojną światową. Rzecz znamienna jednak, że to zdziczenie nie dotknęło Polski. U nas ruch narodowy był starszy od włoskiego faszyzmu czy niemieckiego hitleryzmu. Od początku osadzony był w tradycji katolickiej, nigdy się jej nie sprzeniewierzył, a świadomość więzi z etyką katolicką stale w nim wzrastała. (…) Tymczasem środowiska liberalne i socjalistyczne walczą z ruchem narodowym, oskarżając go o grzechy nacjonalizmu antychrześcijańskiego, który właśnie sam z socjalizmu i liberalizmu [ergo: socjalizmu liberalnego – GG.] wyrósł.

Jędrzej Giertych pisze w roku 1948 o ideowej pustce w Europie, pustce, którą musi coś wypełnić. Sugeruje, że może to uczynić nacjonalizm chrześcijański, na wzór polskiego ruchu narodowego. Dziś też mamy pustkę ideową w Europie. Tygiel unifikacyjny pozbawia Europę tożsamości, której ona szuka i której będzie szukać. Znaleźć ją może w idei narodowej, w idei nacjonalizmu chrześcijańskiego, który wymaga, by sąsiednie narody, tak jak sąsiednie rodziny, żyły w zgodzie i prawdzie, by łączyła je wspólnie uznawana praworządność z etyki katolickiej rodem.

Narody europejskie nie wytrzymają centralnego sterowania z Brukseli (a tym bardziej z Berlina). Pozbawione suwerenności, pozbawione armii narodowych, narodowej polityki, narodowej waluty, własnego ustawodawstwa, upomną się o tę suwerenność. Prędzej czy później Unia Europejska się rozleci, jak rozleciała się Jugosławia czy Związek Sowiecki. (…)

Polski ruch narodowy, oparty mocno o świadomy katolicyzm, wierny etyce katolickiej, ale zarazem nie angażujący Kościoła w politykę, jak czynią to chadecje, będzie nieraz jeszcze przydatny nie tylko Polsce, ale i całej Europie jako model.

Źródło: M. Giertych, Wstęp do drugiego wydania „Nacjonalizmu chrześcijańskiego”
http://www.ostoja.pl/zakupy/index.php?p=productsMore&iProduct=51

IV. Nacjonalizm i idea patriotyzmu

Artykuł „Idea patriotyzmu” Chestertona, z wyżej przytaczanego zbioru [„Obrona świata”], to doskonała refleksja nad istotą nowoczesnego patriotyzmu, który nie boi się nazwy – nacjonalizm chrześcijański. Według Chestertona normalny człowiek nie musi popaść w dwa zasadnicze błędy współczesnej myśli politycznej – kosmopolityzm i imperializm (dziś amerykański, czy unijny). Normalny człowiek „potrzebuje czegoś, co w takim czy innym stopniu znajdzie w nacjonalizmie. To znaczy – więzi z homogeniczną społecznością o wyobrażalnych i sterowalnych rozmiarach, wystarczająco wielką, by budziła w nim respekt, bo jest zakorzeniona w historii, i wystarczająco małą, aby budziła przywiązanie, bo on sam jest w niej zakorzeniony”. Taką wspólnotą jest Naród.

Ja zawsze byłem przeciwnikiem posługiwania się terminem „nacjonalizm” na określenie polskiej idei narodowej, tej od Dmowskiego, Balickiego, Popławskiego, Jędrzeja Giertycha, Doboszyńskiego i Rybarskiego. Z przyczyn „ustalonej konwencji językowej” – uważałem, że jest on na tyle zohydzony w publicznej debacie, że szkoda wysiłków na jego rehabilitację. Jednakże w literaturze brytyjskiej „nacjonalizm” nie jest aż tak pejoratywnie zabarwiony, jak u nas, a w zasadzie jest aksjologicznie neutralny; a poza tym „konwencję językową” można złamać, gdy się podaje klarowną definicję. Tu – piszemy o jaki nacjonalizm nam chodzi. Nie – pogański, szowinistyczny, egoistyczny, ale – chrześcijański, zakorzeniony w szerszej perspektywie katolickiego uniwersalizmu, otwarty na świat, krytyczny wobec historycznego dziedzictwa swojego Narodu, realistyczny, trzeźwy. Taki, jakim go widział J. Giertych, ks. Michał Poradowski, o. J. Woroniecki, czy o. I. J. M. Bocheński. Taki, jaki znajdujemy też u Chestertona. (…)

Wojciech Wierzejski

Źródło: W. Wierzejski, Nacjonalizm i idea patriotyzmu
http://wierzejski.blog.onet.pl/Nacjonalizm-i-idea-patriotyzmu,2,ID266095506,n (12.11.2007)


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Międzywojenna Gdynia – polskie „okno na świat”. Stronnictwo Narodowe akcentuje swój udział w obchodach Dni Morza (1939). Foto: endecja.pl

Zob. także:

Opracował - Grzegorz Grabowski