Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

„Tak to rozwaga czyni nas tchórzami” - mówi Hamlet w słynnym monologu. W przypadku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rzeczypospolitej Polskiej, ani Ministerstwa Spraw Zagranicznych o żadnej rozwadze mówić nie można. Można mówić wyłącznie o bęcwalstwie i tchórzostwie w postaci czystej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, w tej sprawie zresztą całkowicie zgodne z prezydentem Lechem Kaczyńskim, prawdopodobnie na polecenie Hilarii Clintonowej, podlizuje się ukraińskiemu prezydentowi Juszczence, którego zaplecze polityczne stanowią banderowcy. W rezultacie, to banderowcy nadają kształt stosunkom ukraińsko-polskim, przy całkowitej, tchórzliwej bierności polskich, pożal się Boże, władz.

Pan prezydent z kolei w sprawach ukraińskich oświecany jest przez panią Bogumiłę Berdychowską, która swoje mądrości czerpie od pana Bogdana Osadczuka, zamieszkałego w Berlinie od roku 1941, kiedy to dostał stypendium od rządu Rzeszy Niemieckiej. Żeby było śmieszniej, prezydent Kwaśniewski udekorował go również Orderem Orła Białego, który wskutek tego powoli staje się znakiem hańby. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przez całe tygodnie udawało, że nic nie wie o planowanym rajdzie banderowców przez Polskę i dopiero w ostatniej chwili zabroniło im wjazdu na terytorium RP pod pretekstem „wyłudzenia wiz”.

Posłużenie się tym pretekstem świadczy o podwójnym tchórzostwie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Najpierw stchórzyło przed Amerykanami i banderowcami, a 7 sierpnia – przed polską opinią publiczną, a ściślej – przed tą jej częścią, która podniosła głos protestu. Bo taki np. Henryk Wujec wyraził stanowisko renegatów i nawet ośmielił się odpowiedzialnością za renesans kultu Stefana Bandery na Ukrainie obarczyć ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

Gdyby Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie było tak tchórzliwe, jak jest, to już zawczasu oświadczyłoby, iż jakiekolwiek formy kultu Stefana Bandery na terytorium Rzeczypospolitej nie będą przez władze polskie tolerowane, zaś każdy, kto w takim zamiarze będzie chciał przybyć do Polski, nie zostanie tu wpuszczony. Byłaby to sytuacja jasna, również i na przyszłość. Ale co tu wymagać od bęcwałów, popychadeł i tchórzy?


Komentarz  ·  specjalnie dla www.michalkiewicz.pl  ·  2009-08-07


 Stanisław Michalkiewicz
  www.michalkiewicz.pl