Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Ilość gazu, jaka ma dotrzeć do Polski na mocy wynegocjowanego kontraktu z Gazpromem, uzależnia nasz kraj od dostaw tego surowca z Rosji, a w konsekwencji kontrakt ten prowadzi do ograniczenia naszej suwerenności - alarmuje PiS. Ministerstwo Gospodarki poinformowało w ubiegłym tygodniu, że rozmowy z Gazpromem zostały zakończone.

Umowa wydłuża okres obowiązywania kontraktu z Gazpromem do 2037 roku. - Ta umowa prowadzi nas do sytuacji państwa należącego do RWPG - z dominacją ekonomiczną jednego państwa: Federacji Rosyjskiej - ocenił Paweł Kowal, europoseł Prawa i Sprawiedliwości. Według posłów PiS, umowa wikła wiele pokoleń Polaków na przyszłość. - Co mamy zrobić, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie, które zadawane jest nam w Brukseli: dlaczego mówicie o solidarności energetycznej, dlaczego mówicie o dywersyfikacji, jeżeli w tym samym momencie wasz rząd prowadzi prace nad umową, która w 100 procentach uzależni import gazu od jednego państwa? Jaki sens mają wasze postulaty? Czy jesteście poważni? To są pytania, które dostajemy w kuluarach Parlamentu Europejskiego - dodał Kowal. W ocenie Pawła Poncyljusza, kontrakt z Rosjanami oznacza "zabetonowanie" dominacji Gazpromu na rynku polskim i stawia pod znakiem zapytania dwa projekty, które miały na celu uniezależnienie nas od dostaw gazu z kierunku rosyjskiego: budowę terminalu LNG, a także Baltic Pipe - połączenie naszego kraju z gazociągami Europy Zachodniej. - Nieprawdą jest, że gdyby ta umowa nie została podpisana, to w Polsce natychmiast zabrakłoby gazu, a taki argument ze strony rządu się pojawiał, przynajmniej jeszcze parę tygodni temu. Kiedy rząd policzył, ile tego gazu jest dostępne w oparciu o dotychczasowe umowy, wraz z zapasami, to okazało się, że w 2010 roku Polakom odcinanie gazu nie grozi - zauważył Poncyljusz.

Artur Kowalski

Za: Nasz Dziennik