Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
"Myśl Narodowa" 1931 r.


Nie należy wprowadzać w życie publiczne za wiele teorii, lecz bądź co bądź trzeba się z tym liczyć, że zależy ono w znacznej części od pojęć, od ich określenia, zrozumienia, a zwłaszcza od ich każdorazowej hierarchii, bo kształty życiu publicznemu nadają [zawsze] pojęcia współcześnie panujące. Ileż np. zła wyniknęło i wciąż jeszcze wynika z zapatrywania, jakoby polityka nie podlegała moralności. Otóż nie o wiele mniej zła pochodzi z mniemania, jakoby polityka nie stanowiła części cywilizacji czy kultury, lecz jakiś dział odrębny, mogący wprawdzie być im równoległym, lecz mogący również biec w innym zgoła od nich kierunku, choćby przecinając cywilizacje czy kulturę. Jakoż przecina ją nie raz i nikogo to już nie dziwi. Przywykliśmy do amoralności i acywilizacyjności polityki... teoretycznie.

Jest to bowiem doprawdy tylko czczą teorią, nigdy nie pokrywającą się z praktyką. W rzeczywistości polityka taka jest antymoralna i antycywilizacyjna. Żaden przejaw życia nie da się wyeliminować ni z etyki, ni z cywilizacji w praktyce życia zbiorowego; ta praktyka pociągnie to wszystko do boju z dana etyką i daną cywilizacją, a tym samym nieuchronnie [poprowadzi] do popierania innej etyki, innej cywilizacji. Albowiem w życiu duchowym także nic nie ginie i wszystko dojdzie do miejsca sobie właściwego, do swojej liczby i swojej miary.

Nie sposób wymyślić jakiś przejaw życia, życia wewnętrznego czy zewnętrznego, który by nie należał do jakiejś cywilizacji, dodatnie czy ujemnie, podnosząc pewien jej dział, chociażby drobny, lub go obniżając. A czy da się wymyślić jakikolwiek przejaw myśli, uczucia lub czynu, który wprowadzony w jakikolwiek sposób na arenę życia zbiorowego, publicznego, nie nawiązywałby wcześniej czy później związku z szeregiem przejawów innych, a te znów z innymi i tak coraz dalej? W praktyce życia publicznego wszystko ma związek ze wszystkim, pośrednio zahaczając o siebie. Gdziekolwiek [by] dotknąć jednej struny życia zbiorowego, wnet się odezwie garść strun pokrewnych i dalej, coraz dalej, w dalszych pokrewieństwach. W rzeczywistości nie ma tu nic takiego, co byłoby prawdziwie izolowane.

Wszystko a wszystko stanowi tedy cząstki cywilizacji, jako najwyższego i najrozleglejszego z kształtów życia, opartych na czynnikach przyrodzonych. Co tylko może się udzielać i co tylko da się grupować, tworzyć życie zbiorowe danej cywilizacji. Ponieważ zaś wytwarzają się rozmaite metody w warunkach i w układzie czynników i przejawów życia, wypływa stąd rozmaitość cywilizacji.

Cywilizacja jest to metoda ustroju życia zbiorowego.

Mieści się w niej i nauka, i sztuka, rzemiosło, szkolnictwo, teorie wszelkich zagadnień i sposoby uprawiania wszystkich działów życia. Nie ma historii naszej cywilizacji bez Miacchiavella czy Monteskiusza, bez Pawła Włodkowica z Brudzewa, bez Żółkiewskiego czy Cavoura, bez Bismarcka czy Windhorsta. Jakżeż [wobec tego] wykluczyć z niej historię pojęć? A gdy to przyjmiemy, jakżeż wykluczyć dzieje ich wcielania, walki o ich urzeczywistnienie? Jeżeli do cywilizacji naszej należą teorie i koleje w praktyce życia publicznego na przykład nacjonalizmu, konstytucjonalizmu, Kulturkampf’u – jakżeż wykluczyć politykę z zakresu cywilizacji?

Jak wszystko, podobnież polityka mieści w sobie zawsze cechy jakiejś cywilizacji. Ile metod życia zbiorowego, tyle rodzajów polityki. I byłaby teoria polityki wielce uproszczoną, gdyby na pewnym obszarze mogła istnieć jedna tylko cywilizacja i gdyby się one nie mieszały.

Ale sama Polska stanowi przykład niejednolitości cywilizacyjnej, mieszcząc w sobie i pielęgnując aż cztery: łacińską, bizantyńską, turańską i żydowską, które wytwarzają rozmaite mieszanki. Bywają to wytwory w zasadzie acywilizacyjne, lecz w praktyce stają one do zawziętego boju, przeciwko cywilizacji łacińskiej. Tamte trzy nie mają wprawdzie ze sobą nic wspólnego, lecz łączą się w zwalczaniu cywilizacji łacińskiej, która jest historyczną polską cywilizacją.

Gdyby polityka polska nie mogła być niczym innym, jak tylko ciągiem dalszym historii narodowej w polityce, byłaby stale objawem cywilizacji łacińskiej, stanowiąc jej [integralną] część. Skoro atoli w Polsce rozwijają się cztery metody życia zbiorowego, mogą też istnieć cztery metody polityczne; żydowska, turańska i bizantyńska, [wszystkie trzy] sprzymierzone przeciw łacińskiej. I tak jest rzeczywiście. Podobnież może być w nauce, literaturze, sztuce, szkolnictwie itd., we wszystkim a wszystkim; i nie brak też nigdzie objawów takiego stanu rzeczy, coraz widoczniejszych. Polska dostarcza w ten sposób klasycznego dowodu [na to, że] polityki nie da się wyodrębnić od innych dziedzin życia.

Trzeba stanowczo zerwać z mniemaniem, jakoby polityka nie miała nic do czynienia z innymi działami cywilizacji, które zwykło się nazywać sumarycznie „duchowymi”. A czyż polityka nie na „duchu” się opiera? Stanowiąc skutek pewnych przekonań, zapatrywań, poglądów czy mniemań, należy również do przejawów życia duchowego, choćby niskich i ujemnych. Zresztą co w cywilizacji chrześcijańsko-klasycznej (łacińskiej) uchodzi za niskie, to samo może w turańskiej uchodzić za wielce chwalebne.

Cywilizacje, póki choć trochę żywotne, walczą wciąż ze sobą, a walki [te] pociągają za sobą wzajemne wpływy. Syntezy możliwe są atoli tylko pomiędzy odmianami tej samej cywilizacji, na przykład między kulturą polską i francuską. Absurdem natomiast jest wszelki pomysł syntezy dwóch lub więcej cywilizacji, bo jakżeż łączyć wykluczające się wzajem metody ustroju życia zbiorowego? Na przykład łacińska cywilizacja opiera państwo na społeczeństwie, bizantyńska poddaje społeczeństwo nadzorowi państwa we wszystkim a wszystkim, turańska zaś nie zna zgoła społeczeństwa, nie posiada całkiem tego pojęcia; jakżeż to pogodzić i złączyć w jedną cywilizację „syntetyczną”? Łacińska [cywilizacja] jest zwolenniczką rozmaitości, umiejąc właśnie w oparciu o rozmaitość pogłębiać jeszcze mocniej jedność, gdy tymczasem dla bizantyńca wyda się to absurdem, bo on nie zna innego sposobu na jedność, jak tylko jednostajność. W bizantyńskiej cywilizacji wymuszanie jednostajności, choćby największymi gwałtami, uchodzi za najwyższy obowiązek państwa! Jakżeż godzić to z tamtym?

Na próżnych dążeniach do jakichś syntez wyczerpała się Polska, a potem Rosja zginęła od swej mieszanki cywilizacyjnej. Nieuchronne wzajemne wpływy zagnieżdżonych obok siebie cywilizacji, nie mogąc wytworzyć syntezy, wydają z siebie potworki i potwory rozmaitych mieszańców, nigdy udanych. Im bardziej mieszańcy tacy wpływają na życie publiczne, tym bardziej musi się obniżać jego poziom. Albowiem przy mechanicznym mieszaniu się cywilizacji zwycięża zawsze niższa, nigdy wyższa! Sama mieszanka trwa też stosunkowo niedługo, i proces wzajemnych wpływów kończy się zanikiem cywilizacji wyższej. Tak rzymska ustąpiła Wschodowi (głównie wpływom asyryjskim), tak też za naszych dni następczyni tej pierwszej – cywilizacja łacińska – cofa się w całej Europie coraz widoczniej przed naporem żydowskim i bizantyńskim, a w Polsce nadto przed turańskim. Czyż mało u nas osób, których serca są niewątpliwie gorąco polskie, lecz mózgi moskiewskie? Oto przykład „syntezy”, na który możemy patrzeć we własnym domu.

Nie w jednakim stopniu zaznacza się mieszanka cywilizacyjna, zaraziwszy u różnych osób ilość działów życia już to mniejszą, już to większą. Zawsze zaczyna się [to] od jednego jakiegoś działu, po czym zaraza szerzy się na inne. U jednych zaczyna się to od sztuki lub literatury, u drugich od poglądu na sprawy religijne, u innych jeszcze od wywrotu pojęć o własności osobistej lub o małżeństwie – u niektórych od polityki, względnie od ich stosunku do polityki przez innych uprawianej.

Tym ostatnim chciałbym poświęcić kilka uwag, a wybieram ich dla przykładu; ich właśnie, ponieważ uciera się coraz bardziej rozumowanie, jakoby można było w tej dziedzinie wyprawiać cokolwiek i wszystko, nie sprzeniewierzając się [przy tym] wcale cywilizacji łacińskiej, umiłowanej i wyznawanej ponoć nadal w „krainie ducha”.

Złudzenie! Choćby kto umiał na pamięć Dantego i Ariosta, [ten pomimo to] przekracza Rubikon cywilizacyjny, jeżeli popiera niszczenie organizacji i robót społecznych przez państwo. Choćby był najznakomitszym znawcą Muzeum Watykańskiego, rozmiłowanym do zapamiętania się w rzeźbach i obrazach, [ten i tak] staje się dezerterem względem cywilizacji łacińskiej z chwilą, gdy minie obojętnie kwestię niezawisłości sędziów. Subtelny esteta odstępuje część swego „ducha” grubemu turanizmowi, skoro zobojętniał na zagadnienia prawa i bezprawia. Wytworny obrońca indywidualizmu w sztuce i literaturze lub... szkolnictwie, robi sam z siebie karykaturę, gdy nie broni indywidualizmu w życiu publicznym.

Ci wszyscy, stając się powolnym narzędziem cywilizacji sprzymierzonych przeciwko [cywilizacji] łacińskiej, osłabiają ją na terenie najważniejszym: życia publicznego, a przygotowują jej zanik w tych dziedzinach, o których sami mniemają, że są [one] niezdobytymi łaciństwa fortecami, w których chronią swą łacińskość... Nie na długo! Pojawi się literatura wielbiąca turańszczyznę, pojawi się sztuka antyłacińska, wyskoczą najniespodziewaniej głosy, że Dante nic nie wart, a Muzeum Watykańskie najlepiej byłoby zniszczyć w interesie... kultury. Oni także powołają się na „walory duchowe” i także odżegnywać się będą od polityki, wiedząc, że tym sposobem trafią do umysłowości coraz słabszych obrońców łacińskiej cywilizacji w zakresie bezpolitycznym.

Gdyby nie było koło nas innej cywilizacji jak tylko historycznie polska, a więc pewna odmiana łacińskiej, moglibyśmy spokojnie uprawiać nauki i sztuki w zaciszach pracowni, nie troszcząc się o życie publiczne, wiedząc, że ono kroczy równolegle. Ale gdy wszystko kotłuje się wokół nas i gdy grozi zguba cywilizacji łacińskiej, trzeba się zastanowić, czy się nie jest mimowolnym współpracownikiem sił, które nie poprzestaną bynajmniej na polityce, lecz wygnają nas także z pracowni naukowych i artystycznych.

W każdej cywilizacji wszystko jest jednorodne, od poezji aż do polityki. Przejściowym tylko może być stan, w którym polityka byłaby bizantyńska, a wszystko inne łacińskie. Wyłom za wyłomem, aż w końcu padną mury! Albo cywilizacja łacińska odzyska życie publiczne i politykę, albo straci wszystko.

Polityka nie tylko stanowi nieoddzielną część cywilizacji, ale jest zawsze i wszędzie potężnym jej narzędziem, często rozstrzygającym we współzawodnictwie cywilizacji. Każdy kierunek polityczny dąży do opanowania władzy, a gdy ujmie [już] rządy w swoje dłonie, posiądzie [wnet i] wpływ na wiele spraw zgoła niepolitycznych, bo państwo nowoczesne lubi zajmować się wszystkim na wszystkie strony i wtrącić wszędzie swoje „trzy grosze” [także w dosłownym sensie tego słowa], bo ma [przecież] możność dostarczyć lub nie dostarczyć środków pieniężnych, przydatnych podobno [także] i poetom.

Przypuśćmy tedy, że w jakimś państwie, którego cywilizacją historyczną jest cywilizacja łacińska, polityka (uznana za coś pozostającego poza wszelkim związkiem z zagadnieniami cywilizacyjnymi) przechodzi coraz bardziej na linię bizantyńską, aż w końcu wielbiciele bizantynizmu obejmują rządy. Zaprowadzą jednostajność w administracji, skutkiem czego ani jedna prowincja państwa nie będzie posiadać administracji dla siebie stosownej. Administracja ta będzie przeświadczona, że społeczeństwu wolno organizować się i pracować w sprawach publicznych o tyle tylko, o ile pozwolą [mu na to] urzędy. Nie trzeba będzie długo czekać na kompletne wyjałowienie się społeczeństwa, a rząd gotów to uważać właśnie za oznakę siły państwa! W Bizancjum nawet malarstwo miało „przepisy”, a społeczeństwu wolno było wreszcie organizować się tylko w kluby sportowe.

A cóż dopiero działoby się, gdyby doszedł do władzy kierunek turański? Wszyscy esteci musieliby chyba wyemigrować! Drukarstwo stałoby się monopolem rządowym.

Tam, gdzie wre walka cywilizacji, polityka bywa zrazu języczkiem u wagi, a potem rozstrzyga o hegemonii jednej cywilizacji nad innymi. A wobec tego lepiej uznać zawczasu ten fakt oczywisty, że polityka należy do cywilizacji przynajmniej tak samo jak sztuka i literatura, a zatem nie można uważać tego za obojętne, że jedno idzie do Sasa, a drugie do lasa. Nie można być obojętnym na cywilizacyjny kierunek polityki*, bo to jest stanowisko w praktyce życia takie, iż dorzuca się pocisk na ruinę tej cywilizacji, do której jest się – w teorii – przywiązanym.

* Nie o stronnictwa tu chodzi, bo w każdym kierunku cywilizacyjnym są rozmaite.



Żródło: www.endecja.pl