Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
Wygląda to może na banalność, żeby mówić na temat "Polski między Wschodem a Zachodem". Któż nie wie, że Polska położona jest tak nie tylko geograficznie, lecz zarazem duchowo: religijnie i cywilizacyjnie; wiadome każdemu są przejawy i skutki tego położenia, i nie sztuka, że wiadome, bo są widome każdego dnia i na każdym kroku. Wystarczy wziąć do rąk gazetę polską i czytać ją uważnie, komentując treść ze stanowiska cywilizacji, a uderzy nas aż nazbyt wyraźnie mieszanina Zachodu i Wschodu! Olbrzymia Większość inteligencji polskiej uważa to za coś całkiem naturalnego, wychodząc z założenia, jako położeniu geograficznemu nie mogą nie towarzyszyć następstwa cywilizacyjne, a wcale się tym nie martwiąc, owszem biorąc z tego otuchę do wielkiej przyszłości Polski, jako mającej dokonać syntezy Zachodu i Wschodu, co ma być największym z wielkich dzieł historii powszechnej. W tym upatruje się misję dziejową Polski. Dodaje się, że zawsze to było misją naszą, lecz niestety nic umieliśmy wywiązać się z niej, nie dość wiernie jej służyliśmy, niebacznie od niej odstępowaliśmy i skutkiem tego nastąpił upadek i rozbiory.

Otóż ja jestem innego o tym wszystkim zdania. Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki. a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła ze siebie karykaturę cywilizacyjną - i upadnie znowu, jeżeli nie przestanie na nowo tej karykatury urządzać. Ale nie po to zabieram głos, ażeby motywować tę odmienność poglądu na rzeczy, niby powszechnie wiadome. Robiłem to przy innych sposobnościach, a robiłem - przyznaję-niedokładnie. Sprawa jest bowiem tego rodzaju, iż trzeba wiele rzeczy przemyśleć i przygotować niektóre studia wstępne, ażeby potem wynik ostateczny rozumowań przedstawił się jako logiczna konieczność. Te studia wstępne obejmują rozmaite tematy. Nie może między nimi zabraknąć roztrząsania, co w historii polskiej było Zachodem czy Wschodem, i jaki to był Zachód, i co za Wschód? Trzeba się przyjrzeć bliżej pojęciom, którymi szermuje się u nas w mowie potocznej, nie poddawszy ich naukowej, że tak powiem, ekspertyzie.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

W przekonaniu publicystów ugodowych - o ile ono jest szczerym, nie rozstrzygamy - nasza myśl polityczna skazana jest na przerzucanie się z jednego skrajnego stanowiska na drugie. Albo rewolucja i konspiracja, dążenie do zdobycia niepodległości za pomocą zbrojnego powstania w bliższym lub dalszym czasie - albo wyrzeczenie się wszelkich aspiracji do niezależnego bytu, zupełna zgoda z losem, bezwzględny lojalizm. Jest teza i antyteza, ale nie ma nawet chęci do szukania syntezy. A tymczasem zarówno życie narodu, jak myśl jego polityczna biegną po przekątnej między tymi skrajnymi punktami. Ta myśl szuka drogi pośredniej, która zazwyczaj w polityce bywa drogą zarazem najprostszą i najpewniejszą.

W rzeczywistości nie ma dziś w społeczeństwie naszym ani bezwzględnych rewolucjonistów, ani bezwzględnych lojalistów, przekonanych wyznawców jednej lub drugiej skrajnej zasady. Nie ma przynajmniej w znaczeniu grupy poważnej, zorganizowanej, działającej konsekwentnie w myśl swych przewodnich haseł. O przygotowaniu się do zbrojnego powstania mówią czasem socjaliści, ale i oni nic w tym kierunku nie robią. Na przeciwległym stanowisku stoi grupka maniaków lojalizmu lub zdecydowanych moskalofilów, nie mająca również żadnego w narodzie znaczenia.
Jeżeli się przeciwstawia czasem w dobrej, daleko częściej w złej wierze roztropny lojalizm szalonym dążeniom rewolucyjnym, to jest to albo nieuczciwy manewr polemiczny, albo literackie czy raczej doktrynerskie uproszczenie kwestii, nie wyjaśniające bynajmniej rzeczy, przeciwnie, bałamucące myśl polityczną ogółu. Dwie zasady, dwie doktryny, negujące się wzajem, nie mają i nie mogą mieć w naszych warunkach zdecydowanych wyznawców. Kiedy to przeciwstawienie dwóch zasadniczych dążności politycznych, wzajemnie się negujących, wymyślili stańczycy, miało ono pewne podstawy w życiu realnym, chociaż już wówczas je traciło. Dzisiaj odświeżanie tej koncepcji jest, jak raz już zaznaczono, „anachronizmem" politycznym albo nieudolnym powtarzaniem starej sztuki na nowy sposób.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Współczesny Nacjonalizm jest ideą tolerancji! Jak już pisałem, naszej idei obcy jest wszelki szowinizm.

Wiele razy gdy rozmawiam z kimś na temat walki gejów o legalizację swoich związków słyszę pytanie czy jestem tolerancyjny. Zapewniam państwa, że jestem.

Jeżeli sprawa dotyczy wymienionych przed chwila preferencji seksualnych to ja wyraźnie rozróżniam homoseksualizm od gejów. Homoseksualizm jest dla mnie jedną z preferencji seksualnych, których nie podzielam, ale nie są dla mnie, jak również dla narodu czy Ojczyzny zagrożeniem. Geje to ludzie którzy z preferencji seksualnych chcą uczynić trampolinę do kariery osobistej.

Współczesny Nacjonalizm w swojej istocie zakłada walkę o silna pozycję Polski na arenie międzynarodowej, oraz zapewnienie narodowi jak najlepszych warunków dla rozwoju. Dlatego kwestie preferencji seksualnych nie są tematem wiodącym idei którą wyznaję. Tym niemniej geje co jakiś czas prowokują ten temat i również Współczesny Nacjonalizm musi w tej kwestii zająć stanowisko.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

"Jestem Polakiem - to znaczy, że należę do narodu polskiego na całym jego obszarze i przez cały czas jego istnienia zarówno dziś, jak w wiekach ubiegłych i w przyszłości"

(Roman Dmowski)

Historia tworzy się na naszych oczach, nigdy nie myślałem, że tak ogromne zmiany w losach Świata, Europy czy Polski, będą moim udziałem. Już dawno minął czas nadziei, czas kiedy każdy Polak, z którym można było swobodnie rozmawiać wydawał się kimś bliskim i myślącym podobnie. Pamiętam doskonale lata 80, ile optymizmu było w nas, wierzyliśmy że to co robimy ma naprawde sens. Nie myślało się wtedy, ile może nas to kosztować i jak wysoka może być cena jeśli coś nie wypali. Ale to wszystko było mało istotne, wierzyliśmy że zmieniamy Polskę. Stworzymy coś co zostanie po nas dla dobra wszystkich. Wierzyliśmy wszystkim tym, którzy za nas podpisywali porozumienia.

Pewni byliśmy że tak trzeba że nie ma innej możliwości, że Polska będzie kiedyś nasza i dla nas. Potrzeba było lat 90-tych żebym zrozumiał jak bardzo zostaliśmy oszukani, jak bardzo okłamani, jak mocno wszystko poszło w złym kierunku.

Rok 2000 i wszystko po nim, nie pozostawiło już złudzeń. Choć nie wstydzę się tego co robiłem, choć szanuję ludzi, którzy tak jak ja działali w Solidarności, to jest posmak wstydu i rozczarowania, tymi którzy nas po tym "zwycięstwie" reprezentują.

Wstyd jest wielki, bo trudno wytłumaczyć komuś, czym była dla nas Solidarność, kiedy widzi się jak marne są owoce, tych którzy na fali Narodowego zrywu dostali władzę i mieli ją sprawować dla dobra Narodu.

Z tych "owoców" zostało tylko robactwo, zgnilizna i smród.

Patrzeć spokojnie nie można, bo zamiast dobrobytu, który miał wynikać ze zmiany ustroju, zamiast spokoju i stabilizacji, wyniku działania polskiego rządu, mamy chaos i ciągłe napięcia. Rząd Polski niereprezentujący polskich interesów, niereprezentujący polskiego społeczeństwa, zapominający o polskiej racji stanu.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

"Prof. Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością".
Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością. Rola jaką pełnił w przedwojennym ruchu narodowym była ogromna. Wystarczy wspomień o tym, że w latach 1928-1935 pełnił funkcję prezesa Klubu Narodowego w Sejmie RP, a w latach 1926-1932 był twórcą programu gospodarczego Związku Ludowo-Narodowego, zaś po jego rozwiązaniu Stronnictwa Narodowego.
Aż dziwne, że tak zasłużona osoba jest postacią w dużym stopniu zapomnianą i to nawet w kręgach narodowców. Dlatego warto choć trochę przybliżyć jego poglądy. Ze względu na olbrzymią wszechstronność działalności polityczno-naukowej Romana Rybarskiego ciężko streścić cały jego dorobek w zwięzłym artykule. Dlatego poprzestanę na przedstawieniu rysu jego myśli ekonomicznej. Zaznajomienie się z nią jest obowiązkiem każdego narodowca, zarówno ze względu na szacunek jaki okazujemy historii ruchu narodowego jak i aktualność jego poglądów w kontekście obecnych problemów ekonomicznych Polski.


ANTYSOCJALIZM

Roman Rybarski całkowicie przeciwstawiał się wszelkim pomysłom dotyczącym szeroko zakrojonej polityki socjalnej oraz wysokim podatkom. Ośmieszał stawiane często przez socjalistów argumenty o tak zwanej sprawiedliwości społecznej. Uważał, że odbieranie pieniędzy warstwie osób zamożnych na rzecz warstwy ubogiej jest czymś niemoralnym i niesprawiedliwym.
Zadawał pytania, o to jakie prawo ma społeczeństwo, aby zabierać, a mówiąc dosadniej okradać osoby, które żyją dostatnio, ale zasłużyli na to swoją ciężką i uczciwą pracą. Bo zasłużyli, jeśli ktoś dobrowolnie im tyle zapłacił. Sytuacja taka nie tylko narusza prawo do wolności gospodarczej oraz prawo do własności, ale tworzy swoiste błędne koło. Wytwarza się pewna grupa osób, której głównym źródłem dochodów jest praca innych osób. Grupa ta zaczyna się powoli, ale systematyczne powiększać. Obejmuje coraz szersze kręgi społeczeństwa. Dołączają do nich ludzie, którzy do tej pory pracowali, ale nie na tyle efektywnie, aby zarabiać znacznie więcej niż ludzie utrzymujący się z pomocy socjalnej.
Wraz ze wzrostem liczebności tej grupy społecznej zaczyna ona być coraz lepiej zorganizowana i wywierać coraz silniejszy wpływ na dalsze decyzje rządu. Władza chcąc uniknąć większych protestów spełnia kolejne żądania dotyczące pomocy socjalnej. W kosekwencji prowadzi to do sytuacji, w której nieliczna grupa efektywnie pracujących jest zmuszana przez państwo do utrzymywania coraz liczniejszej armii nierobów. Wydatki na cele socjalne są olbrzymie, zaś dochody ze względu na nieliczność grupy osób płacących podatki są niewielkie. Zmusza to państwo do cięć w sferze polityki socjalnej.
Tak oto wracamy do punktu wyjścia, tyle że przy ogromnym bezrobociu i zacofanym społeczeństwie, którego przeważająca część nie widziała sensu uczyć się ani pracować. Bo niby po co? Skoro państwo z jednej strony obdarzało olbrzymią pomocą socjalną osoby niepracujące. Z drugiej zaś strony nakładało wysokie podatki dla wykształconej, pracującej efektywnie elity.
Jakby tego było mało państwo targane jest falami protestów oburzonej ludności. W systemie pomocy społecznej "ludzie nie pytają się skąd państwo weźmie środki na wypełnienie narzuconych na nie zadań, czy potrafi im podołać, czy do nich dorosło, wierzy się, że wystarczy uchwalić ustawę, by ją można było wykonać". Państwo dając ludziom obietnice niemożliwe do spełnienia, rozbudza postawy roszczeniowe, co prowadzi nieuchronnie do komunistycznej rewolucji sfrustrowanych mas społecznych.