Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Poniższy tekst został napisany w latach 1998-1999 i rozwija wątki zawarte artykułach: Tomasz Gabiś  Religia „Holocaustu” (część I), „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 29 (1996), tenże, Religia „Holocaustu” (część II), „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 30 (1997)

Jest sprawą oczywistą, że „teologiczno-metafizyczna” interpretacja „Holocaustu” będąca podstawą religii „Holocaustu” z konieczności musi wchodzić w konflikt z chrześcijaństwem. Niezależnie bowiem od tego, jaką „teologię Holocaustu” się akceptuje, to zawsze „Holocaust” uznany zostaje za wydarzenie jednorazowe, nieporównywalne z żadnym innym, absolutnie wyjątkowe, którego specjalny „teologiczno-metafizyczny” wymiar usuwa w cień centralne wydarzenie chrześcijaństwa czyli Ofiarę Chrystusa. Dla Żydów „Holocaust” stał się „ekwiwalentem Ukrzyżowania. Izrael stał się ekwiwalentem Odkupienia” (Jeffrey Hart, cyt za: Ludwik Kopeć „W poszukiwaniu antysemityzmu”, „Myśl Polska”) – dziś mówi się o „ekwiwalencie”, w przyszłości „Holocaust” przewyższy Ukrzyżowanie. Henryk Grynberg pisze: „Mijały wieki, w ciągu których Żydzi próbujący praktykować talmudyczną pokorę płacili za to najwyższą cenę aż do największego ukrzyżowania w dwudziestym wieku”( Prawda nieartystyczna, Katowice 1990, str.34). A w innym miejscu mówi o „ukrzyżowaniu sześciu milionów” cytując przy okazji pracę protestanckiego teologa Franklina Littella zatytułowaną Ukrzyżowanie Żydów (str.38 – chodzi o książkę: F.H. Littell, The Crucifixion of the Jews: The Failure of Christians to Understand the Jewish Experience, New York 1975). Grynberg nazywa Oświęcim „Golgotą milionów ukrzyżowanych” (op.cit.str.83). Cytuje również protestanckiego teologa Dietricha Bonhoeffera, który nazwał Żydów „najsłabszymi i najbardziej bezbronnymi braćmi Jezusa Chrystusa”. Janusz Poniewierski stwierdza: „Oświęcim to wpisana w historię zbawienia »Golgota naszych czasów« – miejsce, na którym niezliczoną ilość razy umierał Ukrzyżowany” („Krzyże w Brzezince”, „Tygodnik Powszechny” 1996 nr 30).

 

Dan Diner wywodzi: „Wina, poczucie winy, przywiązane do Auschwitz i pozostające w związku z Żydami, sprawia wrażenie jak gdyby zarzut chrześcijan wobec Żydów, że są winni Ukrzyżowania, urzeczywistnił się odwrócony. Stale oskarżycielsko przywoływana przez chrześcijaństwo wina Żydów za zabicie Boga, przeszła teraz poprzez Auschwitz jako poczucie winy na samo chrześcijaństwo. Jeśli wyjdziemy od zbiorowego stanu ducha potomnych, to zdaje się, że w przypadku Auschwitz chodziło o rzeczywiste ukrzyżowanie” (Diner, „Negative Symbiose. Deutsche und Juden nach Auschwitz“ [w:] Dan Diner (Hrsg.) Ist der Nationalsozialismus Geschichte? Zu Historisierung und Historikerstreit, Frankfurt a.M., 1991, str.191). Rabin Norman Solomon uważa, że u Elie Wiesela i Franka Littella ukrzyżowany Chrystus zastępowany jest przez sześć milionów ofiar Zagłady („Czy Szoah wymaga radykalnie nowej teologii” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, Warszawa 1992, str.146). George Steiner napisał: „Jeśli uważa się, że w męce Chrystusa Bóg-Człowiek umarł za człowieka, można też pomyśleć, że naród żydowski (jak w «Radix, Matrix» Celana] w Szoa wziął na siebie niepojętą winę Boga: Jego obojętności, nieobecności i niemocy” („Uporczywa metafora czyli o podejściu do Szoa”, „Dekada Literacka”, 1997 nr 8-9). Z kolei Clemens Thoma stwierdził: „Około sześciu milionów Żydów, zamordowanych w Auschwitz, Treblince i innych miejscach, kieruje myśl wierzących chrześcijan ku Chrystusowi, z którym te żydowskie masy zrównały się w cierpieniu i śmierci. W perspektywie chrześcijańskiej Auschwitz to dobitny współczesny znak najściślejszej łączności i jedności wymordowanych Żydów z Chrystusem ukrzyżowanym i wskrzeszonym przez Boga Izraela” („Auschwitz – «wielki znak» dla Żydów i chrześcijan” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, str.179). Johannes kardynał Willebrands takie ma skojarzenia, gdy chodzi o „Holocaust”: „Otchłań ciemności shoah, ciemna noc przed świtem zmartwychwstania, absolutna utrata sensu ludzkiego istnienia? Czy też Psalmista ośmiela się jeszcze unieść głos profetycznej nadziei: «O Panie, nie stój z daleka ode mnie!» Czy On będzie mógł nie odpowiedzieć na ten krzyk jutrzenką odkupienia?” („L`Osservatore Romano”, 30.IX.1988, cyt.za: „Znak”, 1990 nr 4-5).

Znany katolicki teolog niemiecki Hans Küng stwierdził, że niektórzy teologowie interpretują sens „Holocaustu” w ten sposób, iż „niewypowiedziane cierpienie sześciu milionów jest także głosem cierpiącego Boga” (cyt. za: Adam Krzemiński „Miejsce krzyża”, „Polityka” 1993 nr 15). Z kolei protestancki teolog niemiecki Jürgen Moltmann stwierdził, że „podobnie jak krzyż Chrystusa, tak Auschwitz jest wzięty na siebie przez samego Boga, przyjęty w cierpieniu Ojca, w ofierze Syna, w mocy Ducha. (…) Bóg w Auschwitz oraz Auschwitz w Bogu ukrzyżowanym to podstawy rzeczywistej nadziei oraz miłości silniejszej od śmierci i zdolnej patrzeć śmierci w oblicze” (cyt. za: Michał Horoszewicz „Symbolika Auschwitz dla Żydów i chrześcijan”, „Collectanea Theologica” 1992, fasc.II, str.71). Część teologów chrześcijańskich sprawia niekiedy wrażenie jakby byli już konwertytami religii „Holocaustu” np. ks. Waldemar Chrostowski pisze, że teolog chrześcijański powinien umieszczać cierpienia Żydów w kontekście cierpienia i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, łączyć śmierć niewinnych istnień żydowskich ze śmiercią Jezusa. I dodaje: „Istnieje więc zbieżność losu Jezusa i losów milionów Żydów” („Szoah a chrześcijańskie rozumienie Biblii”, „Collectanea Theologica”, 1992, fasc.II, str.108). Ks. Michał Czajkowski uważa, że Kościół powinien w męce Izraela widzieć mękę samego Jezusa z Nazaretu („Szoah a polskie duszpasterstwo”, „Collectanea Theologica”, 1992 fasc.II, str.136). Marcel-Jacques Dubois OP jest przekonany , że „holokaust daje się zrozumieć wyłącznie w perspektywie krzyża i zbawienia”, że istnieje podobieństwo pomiędzy „Holocaustem” a tajemnicą Krzyża a w ostatecznym rozrachunku „holokaust ma znaczenie jedynie w perspektywie odkupienia” (zob. Kinga Strzelecka, Szalom, Warszawa 1987 str.174).

Wacław Hryniewicz OMI w artykule „Niepojęty Bóg w obliczu piekieł świata. Ku teologicznej interpretacji Holocaustu” („Znak” 1996 nr 4) pisze : „Doświadczenie Holocaustu ma w sobie coś infernalnego i jedynego w swoim rodzaju”; „Horror Holocaustu stał się symbolem, najgorszego piekła na powierzchni ziemi” ; „Holocaust był straszliwym doświadczenia ogołocenia, poniżenia i poczucia opuszczenia przez Boga w cierpieniu i śmierci. Doświadczenie to ma w sobie coś z podobieństwa do wydarzenia Krzyża i zstąpienia do Otchłani. Jedno wydarzenie pozwala w jakiejś mierze zrozumieć drugie”. Katolicki teolog wywodzi, że w zstąpieniu Chrystusa do piekieł „szukać można najgłębszego związku pomiędzy wydarzeniem Krzyża a Holocaustem”. A w innym miejscu: „Kto dostrzeże związek pomiędzy kenozą Chrystusa a Holocaustem ten odkryje wspólną drogę cierpienia. Cierpienie to osiągnęło swój wymiar infernalny”. Hryniewicz nie może rzecz jasna w pełni zrównać Golgoty z Oświęcimiem, bo oznaczałoby to porzucenie chrześcijaństwa, ale czyni pierwszy krok ku temu. Idzie tu śladem Shaloma Ben-Chorina, który pisał: „Nie potrafię patrzeć na Krzyż na Golgocie w izolacji; widzę go dziś w kłębach tego potwornego dymu, który wzbijał się w niebo z krematoriów Auschwitz i Majdanka, gdzie gazowano i palono niewinne dzieci – wszystkie będące Sługami Pańskimi” (cyt. za: F.Mussner Traktat o Żydach , przeł. J.Kurczyńska, Warszawa 1993, str.84), a także śladem Julesa Isaaca, który wyznał : „Światło krematoryjnego pieca Auschwitz stanowi latarnię morską oświetlającą i ukierunkowującą wszystkie moje myśli”. I stawiał pytanie: „Moi bracia Żydzi i wy również, moi bracia chrześcijanie, czy nie sądzicie, że łączy się ona z innym światłem: światłem krzyża?” (cyt. za: Horoszewicz, „Symbolika Auschwitz”, str.73). Najpierw ustanawia się jakąś specjalną relację pomiędzy Krzyżem a „Holocaustem”, potem dokonuje się zrównania obu wydarzeń („światło krematorium” łączy się ze „światłem krzyża”), aby na końcu zatryumfowała religia „Holocaustu”: Komora Gazowa zwycięża Krzyż, ofiara Żydów jest większa niż ofiara Chrystusa, Oświęcim przesłania Golgotę. Tak zresztą wprost pisze cytowany przez Hryniewicza żydowski filozof Emil Fackenheim: „Czymże są cierpienia Krzyża w porównaniu do cierpień matki, której dziecko zabijają przy odgłosach śmiechu lub w takt melodii marsza wiedeńskiego?” (str.10).

Rabin Norman Solomon stwierdza: „co nie znaczy, że ukrzyżowanie było czymś poruszającym, gdy mówimy o systematycznym upokorzeniu i zagładzie milionów” („Czy Szoah wymaga radykalnie nowej teologii” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, str.158). Narmi Michejda pisze: „W Jerozolimie zmarł jeden Żyd na krzyżu – Chrystus; w Auschwitz zginęło Żydów ponad milion, i to w o wiele straszniejszych męczarniach, w tym kobiety i dzieci” („Midrasz. Pismo żydowskie” 1998 nr 4). Michał Horoszewicz omawiając teologię „Holocaustu” Ignaza Maybauma, który uważa, że Żydzi ponosili śmierć zastępczą za grzechy ludzkości, cytuje jego słowa: „Auschwitz jest pogańską Golgotą naszych czasów”, i dodaje: „krzyżem okazała się komora gazowa” (rec. książki Dana Cohn-Sherboka Teologia Holocaustu, „Collectanea Theologica”, 1992 fasc.II, str.193). To dlatego Elie Wiesel w swoim przemówieniu (kazaniu) w Kielcach powiedział, że obecność krzyży w Oświęcimiu jest bluźnierstwem i zażądał ich usunięcia. I dlatego też zgadza się on, aby na terenie obozu nie było gwiazd Dawida. W „Liście do przyjaciela – katolika w Polsce” („Gazeta Wyborcza” 16 VII 1996) Wiesel napisał: „Przeciwny jestem wszelkim symbolom religijnym w Brzezince, w tym i gwieździe Dawida. (…) Brzezinka pozostaje swoim własnym symbolem, swoim własnym pomnikiem. Pozostałości kominów, baraki, drzewa popiół, milczenie: nic innego nie przystoi na tym cmentarzu niepodobnym do żadnego innego”. Gwiazda Dawida jest podrzędnym symbolem w ramach religii „Holocaustu”. To komory gazowe, kominy krematoryjne, baraki, popioły przekształcone zostały w święte symbole i relikwie religii „Holocaustu”. I tylko one mają prawo pozostać w Oświęcimiu. Stąd też apel Janusza Poniewierskiego (Poniewierski op.cit.), że „to powinno być takie p u s t e miejsce, wolne od symboli religijnych (jakichkolwiek – także żydowskich)” jest nieporozumieniem. To miejsce (Oświęcim) nie jest puste także i wtedy, gdy nie ma tam gwiazd Dawida. Jest one pełne symboli i relikwii religii „Holocaustu”. Kanadyjski religioznawca Alan Davies pyta: „Jakiż chrześcijanin może prawdziwie patrzeć na krzyż, nie widząc wokół niego płomieni Auschwitz?” (cyt. za: Horoszewicz „Symbolika Auschwitz..”). Te płomienie Auschwitz najpierw przesłaniają krzyż a potem spalają go na popiół. Chrześcijanie nie mogą się tu już modlić, ponieważ, jak stwierdził „wielki autorytet francuskiego katolicyzmu” prof. Jacques Madaule, „milczenie okaże się wreszcie najwznioślejszą modlitwą auschwitzową” (cyt. za: Horoszewicz „Symbolika Auschwitz..”).

Każdy, kto uznaje „absolutną wyjątkowość” i „nieporównywalność” „Holocaustu”, kto godzi się na jego specjalne interpretowanie w kategoriach „teologiczno-metafizycznych” staje się wyznawcą nowej religii, która z konieczności wypiera „starą”. To ekspansja religii „Holocaustu” powoduje, że z Oświęcimia trzeba usunąć krzyże. Bowiem krzyż jest znakiem Chrystusa tymczasem – jak stwierdził Jean Amery – to „Żyd był zwierzęciem ofiarnym. Musiał wypić kielich – aż do najbardziej gorzkiego końca”( cyt za: J. B. Metz „Ökumene nach Auschwitz. Zum Verhältnis von Christen und Juden in Deutschland“ [w:] Eugen Kogon und Johann Baptist Metz (Hrsg.), Gott nach Auschwitz. Dimension des Massenmords am jüdischen Volk, Freiburg/Bresigau 1979, str. 129). Oświęcim jest centralnym miejscem religii „Holocaustu” i nie potrzebuje, ba, nie toleruje symboli innych religii.

Religia „Holocaustu” przyćmiewa i wypiera chrześcijaństwo dzięki zastosowaniu do wydarzeń, jakich wiele było w historii, kategorii „teologiczno – metafizycznych”. Według Emila Fackenheima „Holocaust” jest zarówno problemem specyficznie żydowskim (bo jedynie Żydzi mogą go adekwatnie wypowiedzieć), jak i powszechnodziejowym. I właśnie na płaszczyźnie powszechnodziejowej „Holocaust”, zdaniem Fackenheima, stawia pod znakiem zapytania wszelką religię, która chce być „powszechna”, innymi słowy doświadczenie „Holocaustu” pokazuje niemożność chrześcijaństwa (zob. Paweł Maciejko „Hegel i Żydzi. Emil Fackenheim”, „Znak” 1997 nr 8). Francuski filozof Robert Redeker napisał: „Zawsze istniała chrześcijańska zazdrość, odnosząca się do żydowskich cierpień. (…) Cierpienie może należeć wyłącznie do Chrystusa (…) Nie może istnieć męka niezestawialna z męką Chrystusa. Chrześcijanie ciągle próbują znaleźć porównywalność cierpień oświęcimskich z przeżyciami Chrystusa. Jest to teologiczna wersja kwadratury koła. Dla chrześcijan Chrystus jest właścicielem i odkupieniem każdego cierpienia. Chrześcijaństwo ciągle dokonuje zawłaszczania cudzych cierpień, dokonuje się podbój duchowego Dzikiego Zachodu. (…) Jeśli Auschwitz jest czymś innym niż jednym z okropieństw historii, jeśli «wymyka się banalności zła», wówczas chrześcijaństwo trzęsie w posadach. Chrystus jako syn Boga poznał wszystko, co ludzkie, przeżył najokrutniejsze męki, poniżenia i zdrady. Poprzez tę podróż do krańców człowieczeństwa potwierdził swoją rolę nosiciela zbawienia. Być może jednak Chrystus nie doszedł do krańca tego, co człowiecze. Być może jest tu jakiś brak. Tym brakiem jest Auschwitz. Jeśli Auschwitz jest prawdą, to znaczy, że istnieje ludzkie cierpienie, którego Chrystus nie doświadczył, że istnieje cierpienie nie dające się porównać z doświadczeniem Chrystusa. A zatem przypadek Chrystusa jest fałszywy i nie on nas zbawi. Auschwitz jest straszniejszy niż Apokalipsa. Apokalipsa jest możliwa do opowiedzenia jako spektakl na wielką holywoodzką skalę, natomiast Auschwitz jest nieopowiadalny i nieprzedstawialny. Zatem Księga Apokalipsy jest fałszywa, a Ewangelia wraz z nią. Auschwitz jest refutacją Chrystusa” ( Redeker, „Le révisionnisme invisible”, „Les Temps Modernes”, grudzień 1993 ).

Przytoczmy kilka innych opinii: „Można uważać, że Holocaust przeobraził pradawne stwierdzenie chrześcijańskie «Chrystus zmarł na krzyżu» w »chrześcijaństwo zmarło w Auschwitz«” (Eva Fleischner, katolicka teolożka); „Całe pokolenia chrześcijańskich teologów i kaznodziejów głosiły z pewnością siebie, że «judaizm zmarł na krzyżu»; teraz o ironio, tę maksymę wolno odwrócić, ponieważ ze znacznie mocniejszym usprawiedliwieniem teologowie żydowscy podnoszą możliwość, iż chrześcijaństwo zmarło w Auschwitz” (Alan Davies, protestant); „W Auschwitz zmarło nie tylko tradycyjne chrześcijaństwo – także kultura zachodnia” (Claire Huchet-Bishop, katoliczka); „Kościół ściągnął na siebie plamę, pozostając milczący podczas Holocaustu. Ponieważ tak postąpił, w istocie można trafnie powiedzieć, że «chrześcijaństwo zmarło w Auschwitz» ” (teolog katolicki, ks.John Pawlikowski – wszystkie cytaty za: Michał Horoszewicz „Symbolika Auschwitz…”).

Chrześcijaństwo umarło nie tylko dlatego, że okazało się niezdolne do zapobieżenia „Holocaustowi”, ale dlatego, że bez chrześcijaństwa nie byłoby „Holocaustu”. „Holocaust” uznany zostaje za negatywną kulminację chrześcijaństwa, które traci tym samym rację istnienia i ustąpić musi miejsca nowej religii. Jej papież Elie Wiesel oznajmi to ex cathedra: „rozumny chrześcijanin wie, że w Auschwitz nie umarł naród żydowski, lecz chrześcijaństwo”, (cyt. za: Robert McAffee Brown, Elie Wiesel– Zeuge für die Menschheit, Freiburg in B., 1990, str. 184). Następuje odwrócenie tradycyjnej teologii chrześcijańskiej: zamiast Żydów odpowiedzialnych za śmierć Chrystusa mamy chrześcijan odpowiedzialnych za śmierć Żydów w „Holocauście”. Wyższej i niższej rangi teologowie i kapłani religii „Holocaustu” (zarówno żydowscy, jak i chrześcijańscy) tak to właśnie widzą. Od pierwszej połowy lat 60. Kościół (i całe chrześcijaństwo) coraz intensywniej oskarżany jest o to, że nie zapobiegł „Holocaustowi”, a w końcu i o to, że był współwinowajcą mordu na sześciu milionach Żydów. Bezustannie powtarza się, że „Holocaust wydarzył się w chrześcijańskiej Europie, w samym środku zachodniej cywilizacji chrześcijańskiej, przy niemal kompletnym milczeniu chrześcijaństwa” (rabin Leon Klenicki, cyt.za: Elliot N. Dorff „Watykańskie dokumenty na temat dialogu z perspektywy żydowskiej” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, Warszawa 1992, str.92);

„Ludobójstwo miało miejsce w sercu od wieków chrześcijańskiej Europy” (biskup Henryk Muszyński „Dialog chrześcijańsko-żydowski: perspektywy, propozycje, oczekiwania” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, str.176); „Szok, jakim było uświadomienie sobie rozmiarów i charakteru Zagłady Żydów w środku chrześcijańskiej Europy” (S.Krajewski Żydzi, judaizm, Polska, Warszawa 1997, str.336); „Problem, jakim jest zagłada Żydów w środku chrześcijańskiej Europy” (S. Krajewski, „Gazeta Wyborcza” 25 I 1995); „Jak to możliwe, że 6 milionów ludzi wymordowano w środku chrześcijańskiej Europy” (Jerzy Turowicz na krakowskim kolokwium „Pamięć polska, pamięć żydowska”, „Rzeczpospolita”, 24-25 VI 1995); „pozostaje jednak faktem, że wrogi stosunek do Żydów był przez wieki fundamentalną częścią nauczania Kościoła i że Zagłada wydarzyła się w sercu chrześcijańskiej Europy” (Katarzyna Jutkiewicz, „Jeden szabat w roku”, „Midrasz. Pismo żydowskie” 1998 nr 1); „Holocaust miał miejsce w naszym wieku, w sercu chrześcijańskiego świata” (Göran Larsson , Protokoły Mędrców Syjonu. Prawda czy fałsz?, Warszawa 1997, str.90) ; „Pozostaje bowiem faktem , że zagłada Żydów została dokonana przez nazistów w chrześcijańskiej Europie” (ks.Waldemar Chrostowski, „Polityka”, 1997 nr 46); „Zagłada dokonała się w Europie, w cieniu katedr, jak podkreślają Żydzi” (ks.Waldemar Chrostowski Rozmowy o dialogu, str.47); „Zagłada narodu żydowskiego, dokonana w cieniu katedr, stała się wezwaniem do wnikliwego rachunku sumienia (tenże, tamże str.55); „Niemcy wymordowali kilka milionów Żydów. Dokonało się to w samym sercu chrześcijańskiej Europy (tenże, tamże, str.259); „Masowa zagłada dokonywała się nie gdzie indziej, lecz w Europie, karmionej od dwóch tysięcy lat wzniosłymi wartościami chrześcijańskimi” („Collectanea Theologica”, 1992 fasc.II, str.5).

„Holocaust” przeprowadzony w „sercu chrześcijańskiej Europy” zamienił to serce w „czarną dziurę”. Co jednak najważniejsze, „Holocaust” nie dokonał się w chrześcijańskiej Europie przypadkowo. Wręcz przeciwnie, tutaj właśnie były najlepsze warunki ku temu, aby przeprowadzić „zbrodnię tysiąclecia”, ponieważ „antyjudaizm i antysemityzm sięgają daleko w głąb historii Zachodu, ba, są częścią mitu genezy cywilizacji fundującej się na chrześcijaństwie” (Diner, op.cit. str. 191). Setki teologów i kapłanów religii „Holocaustu” w niezliczonych książkach i artykułach starają się dowieść, że tak było. Przytoczmy garść cytatów: „Bez wielowiekowego antyjudaizmu chrześcijańskiego, rasistowski antysemityzm nie znalazłby tak podatnego gruntu w umysłach i sercach ludzkich, także podczas Szoa” (ks.Michał Czajkowski „Teszuwa znaczy skrucha”, „Tygodnik Powszechny” 1998 nr 3); „Holocaust nigdy by się wydarzył bez wielowiekowego demonizowania Żydów przez chrześcijan(…) Kościół dostarcza teologicznego i liturgicznego fundamentu dla niechęci, która może wybuchnąć antysemityzmem” (Alice L. Eckardt, „Post-Holocaust Theology: A Journey Out of the Kingdom of Night”, „Holocaust and Genocide Studies” (1986 nr 1). „To w chrześcijańskiej Europie, i w imię chrześcijaństwa, Żydów piętnowano, izolowano i mordowano. To w chrześcijańskiej Europie miała miejsce Szoa – największy mord w historii świata” (Konstanty Gebert „Dwa głosy z Kościoła”, „Tygodnik Powszechny” 1998 nr 5); „Antysemityzm chrześcijański przyczynił się do klimatu, który umożliwił zaistnienie szoah – katastrofy – jak Żydzi nazywają holokaust” (s. Rene de Tyron Montalambert [w:] s.Kinga Strzelecka OSU, Szalom Warszawa 1987 str.130); „Tak, Kościoła nie można obciążać odpowiedzialnością za Holocaust. Ale w klimacie stworzonym przez antysemityzm chrześcijan zagłada Żydów w sercu chrześcijańskiej Europy, dokonana przez chrześcijan – złych chrześcijan, ale chrześcijan, była możliwa” (nota od redakcji, „Tygodnik Powszechny” 1998 nr 5); „Nie sposób też zaprzeczyć, że w jakimś stopniu grunt pod tę katastrofę przygotował chrześcijański antysemityzm, który występował we Francji, w Austrii, w Prusach, właściwie we wszystkich krajach. Rzeczywiście, stale musimy się tu bić w piersi” (kardynał Joseph Ratzinger, Sól ziemi. Chrześcijaństwo i Kościół katolicki na przełomie tysiącleci , przeł. Grzegorz Sowinski, Kraków 1997, str.215); „(…) chrześcijaństwo – jako ideologia i jako środowisko społeczne – odgrywało ważną rolę w stworzeniu atmosfery, w której był możliwy Holocaust” (Geoffrey Wigoder „Nowy Testament i chrześcijaństwo w świetle myśli żydowsko-izraelskiej” [w:] Żydzi i chrześcijanie w dialogu, str.268). Ojciec Jean Dujardin wskazuje na to, że „Holocaust” odbył się w „Europie użyźnionej wiarą chrześcijańską” („Rozważania o Zagładzie”, „Znak” 1990 nr 4-5). I pisze dalej: „Ze zgrozą stwierdzamy i musimy przyznać, że chrześcijanie jako całość nie dostrzegli zła, które się działo”. Inna autorka zauważa: „systematyczna eksterminacja dokonana została w obecności chrześcijan. Nie możemy już umywać od tego rąk tak jak to uczynił Poncjusz Piłat po nakazaniu egzekucji chrześcijańskiego Żyda – Jezusa” (Marta Urbańska-Jaekel „Refleksje o stosunkach żydowsko-chrześcijańskich i żydowsko-polskich” [w:] Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, Uppsala 1997, str.101).

Henryk Grynberg pisze, że to chrześcijanie w okresie Cesarstwa Rzymskiego stworzyli podstawy nowoczesnego antysemityzmu odpowiedzialnego za „Holocaust” ( Grynberg, op.cit. str 38). Cytowany przez niego Franklin Littel wskazuje na obecne w chrześcijaństwie antyżydowskie „mordercze implikacje, które mordercy znajdą we właściwym czasie” (tamże). Grynberg stwierdza: „Nienawiść, która doprowadziła do tej zbrodni wyrosła z chrześcijańskiego antysemityzmu. To ten antysemityzm uczynił z Żydów naród naprawdę wybrany między innymi na holocaust” (op.cit.str.69). Rabin Norman Solomon uważa, że narodowi socjaliści tworząc getta naśladowali Kościół i że „haniebne ustawy norymberskie wzorowały się na ustawodawstwie średniowiecznego Kościoła” (Solomon, op.cit.str.152). G.Larsson pisze: „chrześcijańskie nauczanie tryumfalizmu i pogardy dostarczyło paliwa dla antysemityzmu w ciągu prawie 2000 lat, które utorowały drogę do Oświęcimia” (op.cit. str.83). Ferdinando Camon w swojej „Rozmowie z Primo Levim” głosi tezę, że „eksterminacja Żydów była końcowym aktem procesu wynikającego z samej istoty chrześcijaństwa, zawsze odrzucającego kontakt z «innymi», o ile ci nie chcą się nawrócić”(zob. Krzysztof Masłoń „Kronikarz kryzysów cywilizacyjnych”, „Rzeczpospolita”, 13 III 1996). Także George Steiner widzi w „pierwotnej nienawiści do Żydostwa, reprezentowanej przez apostoła Pawła i Ojców Kościoła” źródło „Holocaustu”. List do Rzymian,9–12, określa Steiner jako „najwcześniejszy i chyba najbardziej natchniony ze wszystkich dokumentów w długiej historii antysemityzmu”. Uważa on, że właśnie w dwudziestym wieku, kiedy wiara chrześcijańska osłabła obecne w niej „symboliczno-metaforyczne obsesje ducha” wytworzyły „najbardziej trujące i złośliwe substancje”. Właśnie w epoce wzrastającego agnostycyzmu, w społeczeństwach antychrześcijańskich czy postchrześcijańskich ujawniły się tkwiące w chrześcijaństwie podświadome, kolektywne obsesje. Długo przykryte, teraz pozbyły się wszelkich hamulców i doprowadziły do mordu na Żydach. Narodowy socjalizm, zdaniem Steinera, wypowiedział głośno i wprowadził w czyn to, co od dawna było obsesyjną fantazją chrześcijańskiej Europy. Według Steinera właśnie motywowana religijnie nienawiść chrześcijan do Żydów będąca źródłem „Holocaustu” stanowi o jego „teologiczno-metafizycznym” wymiarze a tym samym o jego absolutnej wyjątkowości (zob. Steiner, „Uporczywa metafora czyli o podejściu do Szoa”, „Dekada Literacka” 1997 nr 8-9). W innym miejscu Steiner pisze o „dwuznacznym wmieszaniu chrześcijaństwa w Holocaust” (zob. tenże, W zamku Sinobrodego. Kilka uwag w kwestii przedefiniowania kultury, Gdańsk 1993, str.101).

Wacław Hryniewicz OMI napisał bez ogródek: „To właśnie chrześcijański antysemityzm umożliwił zaistnienie Holocaustu” (op. cit. str.17). Ks. dr hab. Michał Czajkowski twierdzi, że teologia katolicka po Szoa „uświadamia nam mocno, jaką rolę odegrał antysemityzm chrześcijański w przygotowaniu pogańskiego planu «ostatecznego rozwiązania» kwestii żydowskiej” (posłowie do: E.Levinas Trudna wolność, str.326). Przytoczmy inne przykłady tego typu opinii: „Trzeba uznać możliwość istnienia głębokiego związku między antyjudaizmem chrześcijańskim a antysemityzmem nowożytnym” (o.Jean Dujardin, „Rozważania o Zagładzie”); „Zagłada przygotowana została przez całe wieki historii. Bez tej długotrwałej przeszłości Shoah byłaby niemożliwa” (tenże, tamże); „To Kościół wplótł w tkankę kultury zachodniej obrazy i stereotypy Żyda, dzięki którym tak wielu jego wiernych synów przyjęło bez wahania wyobcowanie i zniesławianie Żydów przez Hitlera. Bowiem Ewangelią Kościoła względem Żydów było, w słowach Julesa Isaaca, l`enseignement du mepris, nauczanie pogardy” (rabin Norman Solomon, op.cit.str.153); „Chrześcijanie wyrażają smutek i potępiają antysemityzm. Czy jednak pojmują stopień swego udziału w ideologicznym przygotowaniu drogi do Holocaustu – czy oczyścili swoją teologię z nauczania pogardy? (rabin Norman Solomon, cyt. za: Michał Horoszewicz „Symbolika Auschwitz…”); „Półtora tysiąclecia chrześcijańskiego nauczania pogardy stworzyło grunt, na którym Zagłada mogła się dokonać” (Konstanty Gebert „Za mało, za późno?”, „Midrasz. Pismo żydowskie” 1998 nr 4); „W obozach realizowano tysiącletnią pornografię strachu i zemsty, kultywowaną w umyśle Zachodu przez chrześcijańskie doktryny potępienia” (George Steiner, W zamku Sinobrodego str.64); „Antyjudaizm, który doprowadził do Auschwitz” (Clemens Thoma, op.cit. str.176); „Jeśli istnieje w ogóle jakaś dialektyka historii, to w jej świetle można by zaryzykować pogląd, że naród niemiecki wziął na siebie wykonanie tej zbrodni, która się przewijała przez stulecia w brudnych, złych snach chrześcijańskiej Europy” (Andrzej Szczypiorski, numer sygnalny „Po prostu” z 1990 r., cyt. za: Jerzy Robert Nowak „Dzieje grzechów”, „Nasza Polska” 1995 nr 41); „Europejski antysemityzm był wynikiem chrześcijańskiego światopoglądu: przekonania, że Żydzi byli mordercami Syna Bożego Jezusa Chrystusa. (…) W pierwszym rzędzie jest to zbrodnia niemiecka i wina narodu niemieckiego. Ale w drugim rzędzie jest to także wina wszystkich Europejczyków. Była to zorganizowana realizacja brudnych pragnień chrześcijaństwa z okresu średniowiecza: wypędzenie z Hiszpanii, z Francji, z Nadrenii. Żydzi byli zawsze kozłami ofiarnymi chrześcijaństwa” (Andrzej Szczypiorski wywiad dla „Der Tagesspiegel”, 30 I 1997);

Yosef Yerushalmi twierdzi, że wprawdzie nauczanie chrześcijańskie nie była wystarczającą, to było jednak konieczną przyczyną prowadzącą do Holocaustu ( zob. Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, str.151). S.Krajewski zadaje retoryczne pytanie: „Jaką rolę w ukształtowaniu mentalności strażników obozowych i w przygotowaniu gleby do Zagłady odegrał antysemityzm chrześcijan, i co więcej, antysemityzm chrześcijański?” (Krajewski, Żydzi, judaizm, Polska, str. 245). Według Krajewskiego to „nauczanie pogardy” wobec Żydów przez Kościół „wpłynęło na ukształtowanie się warunków, w których Zagłada stała się możliwa” (op.cit.str.304). Narmi Michejda twierdzi, że dwutysiącletnia sterowana odgórnie przez Kościół nienawiść do Żydów „była głównym bodźcem masowego poparcia dla Hitlera, a – co za tym idzie – umożliwiła Szoa” („Midrasz.Pismo żydowskie” 1998 nr 4). Rabin Jonathan Sacks pisze o tym, jak chrześcijański antyjudaizm zamienił się w potwora rasistowskiego antysemityzmu, i o tym, jak „Watykan milczał, gdy lud przymierza szedł na ukrzyżowanie a kameralną muzykę grano przy wtórze płaczu płonących dzieci” („Cienista dolina. Holocaust w kontekście judaizmu”, „Znak” 1997 nr 8). Według Emila Fackenheima, Oświęcim jest kulminacją wiekowej, teologicznie inspirowanej nienawiści do Żydów, nosicieli Bożego słowa (zob. Sacks, op.cit.str.18). Franklin Littell dostrzega „czerwoną nić” łączącą Justyna Męczennika i Jana Chryzostoma z Oświęcimiem i Treblinką i wywodzi, że chrześcijaństwo było przesycone nienawiścią do Żydów co doprowadziło do akcji narodowych socjalistów przeciwko Żydom.

Ksiądz Romuald Jakub Weksler-Waszkinel pisze o dwóch tysiącach lat chrześcijańskiej nienawiści: „Gromadzone przez wieki, narastające, przeogromne moce energii zła musiały wreszcie wybuchnąć Holocaustem, Zagładą” („Midrasz. Pismo żydowskie”, 1998 nr 1). Według Leonore Siegele-Wenschkewitz, „antysemityzm rasistowski nie odżywiał się wyłącznie ze źródeł pogańskich i pozareligijnych, ale mógł w poważnej części oprzeć się na religijnej wrogości ku Żydom i złączyć się z nią”. Z kolei ks.John Pawlikowski uważa, że „poza wszelką wątpliwością antysemityzm chrześcijański dostarczył niezbędnej pepiniery nazizmowi, czyniąc z Żydów najważniejsze i specyficzne ofiary jego agresji na ludzkość”. Frank Littell, wskazuje na fakt, że „Holocaust” został dokonany w sercu chrześcijańskiej Europy, na narodzie, o którym Kościoły wypowiadały się przez wieki zazwyczaj w słowach brzemiennie negatywnych. Bez stuleci chrześcijańskiego antysemityzmu w nauczaniu i kazaniach Hitler, zdaniem Littella, nigdy nie mógłby zmobilizować ludzi wrogich Żydom oraz unieruchomić beznamiętnych widzów (zob.Michał Horoszewicz „Symbolika Auschwitz…”). Protestancki teolog Stefan Schreiner stwierdził: „..daleki jednak jestem od tego, by twierdzić – jak to niektórzy czynią – że od zapoczątkowanej w Nowym Testamencie tradycji antyżydowskiej wiedzie prosta droga do komór gazowych w Auschwitz. Mimo to nie można i nie wolno pomijać faktu albo wręcz zaprzeczać temu, że wielowiekowa tradycja chrześcijańskiego antyjudaizmu, czy raczej antyjudaizmu chrześcijan, pomogła przygotować grunt, na którym w końcu mógł się rozwinąć także rasistowski antysemityzm nazistowski („Auschwitz – zakwestionowanie chrześcijańskiej tradycji teologicznej”, „Collectanea Theologica” 1992 fasc.II, str.97).

Nie tylko Ojcowie Kościoła , nie tylko późniejsi papieże i teologowie, ale wręcz Ewangeliści oskarżeni są o to, że „utorowali drogę Holocaustowi”. Szwedzki teolog Tord Fornberg powiedział: „Tekst Nowego Testamentu, niezależnie od intencji autorów Ewangelii, posłużył jako punkt wyjścia dla katastrof, które doprowadziły do nazizmu i współczesnego neonazizmu”. (…) Straszliwe wydarzenia w Europie Środkowej dwa pokolenia wstecz, choć nie tylko te wydarzenia, skłaniać muszą do wniosku, że to stanowisko (św. Mateusza i św.Jana – T.G.) jest tak niebezpieczne, że musi być zastąpione, jeśli nie chcemy ponosić ryzyka, że coś podobnego może się znowu wydarzyć.(…) Fragment z Mateusza jak ten o tłumie w Jerozolimie nie mogą być już dłużej wyrywane z kontekstu i absolutyzowane w straszliwy sposób prowadzący do Oświęcimia” (Fornberg, „Deicide and Genocide. Matthew, the Death of Jesus, and Auschwitz”, [w:] Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, str.68, 72, 73); “Chrześcijański Nowy Testament był najgroźniejszym antysemickim tekstem w historii. Jego przesycone nienawiścią diatryby przeciwko faryzeuszom i Żydom zatruwały teksty i umysły milionów chrześcijan przez prawie dwa tysiąclecia. Niezależnie od tego, jakie głębsze teologiczne znaczenie mogą mieć nienawistne passusy przeciwko Żydom, w historii narodu żydowskiego Nowy Testament udzielił wsparcia opresji, prześladowaniom i masowym mordom o intensywności i czasie trwania nie mających paraleli w całej historii ludzkiego poniżenia. Bez Nowego Testamentu chrześcijaństwa »Mein Kampf« Hitlera nigdy nie mógłby zostać napisany” (rabin Eliezer Berkovits, „Facing the Truth”, „Judaism” 1978 nr 3 ).

Franz Mussner uważa, że za antyjudaizm św. Jana Żydzi musieli płacić przez całą historię aż do Auschwitz i jeszcze dłużej (Traktat o Żydach, str.305). Michael Ley uważa, że chrześcijaństwo uznało cały naród żydowski za zbiorowego „świętego rzezaka”, który dokonał rytualnego mordu na Jezusie. Droga wiedzie od wczesnego, apokaliptycznego chrześcijaństwa św. Jana z jego nienawiścią do Żydów przez Lutra do „Holocaustu” i Hitlera, który, przyjmując rolę nowego mesjasza dokonał rytualnego mordu na Żydach. Hitler jest u Ley`a „świętym rzezakiem”, który mordując Żydów zamierzał zniszczyć „Antychrysta” i „Synagogę Szatana”, aby zbawić świat, czyli zrealizować, zakorzenioną w chrześcijaństwie, chialistyczną wizję „Tysiącletniego Królestwa” z Niemcami jako nowym narodem wybranym i narodowosocjalistyczną Rzeszą Niemiecką jako „Nowym Jeruzalem”. Chrześcijańska wizja świata jest, według Ley`a, swego rodzaju matrycą narodowosocjalistycznej wizji świata (zob. Michael Ley, Genozid und Heilserwartung – zum nationalsozialistischen Mord am europäischen Judentum, Wien 1993). Swoje tezy powtórzył i rozwinął Ley w pracy Apokalypse und Moderne: Aufsätze zu politischen Religionen (Wien 1997).

W jeszcze bardziej radykalnych interpretacjach za antyjudaizm, czyli za „antysemityzm”, czyli za „Holocaust” odpowiedzialni są nie tylko św.Paweł, św. Mateusz czy św. Jan, ale po prostu i zwyczajnie wiara chrześcijan w to, że Bóg-Człowiek poniósł śmierć na krzyżu. Teolożka Rosemary Radford Reuther w książce Faith and Fratricide: The Theological Roots of Anti-Semitism, (New York 1974; wyd. niem. Nächstenliebe und Brudermord. Die theologischen Wurzeln des Antisemitismus, München 1978) dowodzi, że antysemityzm wyrasta bezpośrednio z chrześcijańskiego teologicznego antyjudaizmu. Ten zaś bierze się stąd, że Jezus uznawany jest za Chrystusa, co nieuchronnie przeciwstawia Kościół Synagodze. Dlatego Reuther uważa, że antyjudaizm jest „odwrotną stroną chrystologii”, jest czymś endemicznym dla chrześcijaństwa, nieuniknioną konsekwencją chrześcijańskiej kerygmy i tryumfalizmu Kościoła. Nie ma sposobu, aby oczyścić chrześcijaństwo z antyjudaizmu, który z kolei stale znajduje wyraz w społecznym antysemityzmie, bez zmierzenia się z samą chrystologiczną hermeneutyką. Ktoś kto mówi „Jezus jest Mesjaszem”, ten jednocześnie mówi – implicite lub explicite – „a Żydzi są przeklęci”, ponieważ zabili Mesjasza i Syna Bożego (Boga), czyli ich zbrodnia była Bogobójstwem. Zauważmy na marginesie , że jeśli, jak chce Reuther, antyjudaizm wynika z wiary, iż Jezus to Chrystus, co nieuchronnie przeciwstawia Kościół Synagodze, to wówczas porzucenie, warunkującego antysemityzm a więc i „Holocaust”, teologicznego antyjudaizmu, w tym teologii zastępstwa (wybranie Żydów i ich przymierze z Bogiem zakończyło się w momencie przyjścia Chrystusa, Kościół zastępuje Izrael w roli „ludu wybranego”) oznaczałoby podważenie całej tradycyjnej chrystologii lub, w ostatecznej konsekwencji, porzucenie wiary w Jezusa Chrystusa jako Boga-Człowieka. Chrześcijanie stają przed wyborem: albo porzucą wiarę w Jezusa Chrystusa albo będą musieli się nauczyć żyć z immanentnie w niej zawartym antyjudaizmem, czyli de facto antysemityzmem, który doprowadził do „Holocaustu” (zob. Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust, str.150).

Austriacki teolog i suspendowany ksiądz Adolf Holm stwierdza, że „z powodu Auschwitz” trzeba wycofać z pierwszego planu obraz Ukrzyżowanego, ponieważ Ukrzyżowanie legitymizuje nienawiść do Żydów. Dlatego, mówi Holm, „Krzyż należy wycofać z pierwszego planu na rzecz Zmartwychwstania” (wywiad dla „Frondy” nr 7). Ale nawet i to może nie wystarczyć, gdyż, jak napisała gazeta „Toronto Star”, „wieść o Zmartwychwstaniu prowadziła do masakr Żydów w przeszłości, tak jak to było w przypadku katolickiej Polski” (cyt. za: Paul Gottfried, „Polonofobia”, „Arcana” nr 13, 1997). Żydowski uczony Dagobert David Runer napisał, że „Nowy Testament – to po «Mein Kampf`» najbardziej wpływowa książka antysemicka” (zob. Stefan Schreiner op.cit.) Schreiner uważa, że choć to opinia wielce przesadna, to coś w niej jest, jeśli wziąć pod uwagę historię oddziaływania antyżydowskich tekstów Nowego Testamentu. G.Steiner nazywa List do Rzymian św. Pawła List do Rzymian „najwcześniejszym i chyba najbardziej natchnionym ze wszystkich dokumentów w długiej historii antysemityzmu” (Steiner „Uporczywa metafora…”). Żydowski działacz chrześcijańskiej demokracji z Niemiec Michel Friedmann publicznie oświadczył , że śmierć Chrystusa na krzyżu to wydarzenie, z którym wiąże się „antyjudaizm zorganizowanego Kościoła”. A ponieważ antyjudaizm prowadzi do antysemityzmu a ten z kolei do „Holocaustu”, to wniosek (niewypowiedziany głośno przez Friedmanna) jest oczywisty: chrześcijanie powinni wykreślić śmierć Chrystusa z Ewangelii, po pierwsze dlatego, że jest to wydarzenie zhańbione związkiem z „Holocaustem”, i po drugie dlatego, że jeśli nie zostanie zapomniane, to „Holocaust”, choć „jedyny w swoim rodzaju” mógłby się jednak powtórzyć. Tak naprawdę oskarżonym jest sam Jezus Chrystus. Bez Niego nie byłoby wszak chrześcijaństwa a tym samym nie doszłoby do „Holocaustu”.

Następuje odwrócenie ról: według tradycyjnego teologicznego antyjudaizmu, judaizm utracił teologiczną rację bytu poprzez wypełnienie przez Jezusa Chrystusa mesjańskich zapowiedzi zawartych w Starym Testamencie, natomiast religia „Holocaustu” pozbawia teologicznej racji bytu chrześcijaństwo poprzez umieszczenie w samej jego strukturze zła antyjudaizmu odpowiedzialnego za mord na „ludzie Bożym”, wywyższając Komorę Gazową ponad Krzyż, a „ofiarne całopalenie 6 milionów Żydów” ponad śmierć Jezusa Chrystusa.

Teologiczny antyjudaizm i antysemityzm chrześcijaństwa nie tylko przygotowały grunt pod „Holocaust”, ale sprawiły też, że Kościół katolicki (i inne kościoły chrześcijańskie) milcząco go zaaprobowały. Co więcej, to zainfekowani antyjudaizmem i antysemityzmem chrześcijanie dokonali „Holocaustu”. Przytoczmy kilka opinii: „Żydzi w Europie zostali prawie całkowicie zlikwidowani przez chrześcijan, którzy uważali się za chrześcijan” (Leon Wieselter, „International Herald Tribune”, 7 IX 1989, cyt. za: „Znak” 1990 nr 4-5); „Szczególne wyzwanie rzucone chrześcijanom w kontekście ich współuczestnictwa w realizacji Shoah, czy to poprzez przygotowanie antyżydowskiej teologii czy też przez wykonywanie w praktyce roboty nazistów” (rabin Norbert Solomon, op.cit.str.162); „Otóż Żydzi skłonni są postrzegać Szoah jako punkt kulminacyjny ich poniżania i prześladowania przez chrześcijan. Postrzegają chrześcijan zasadniczo jako prześladowców, a niewielką tylko ich liczbę jako ofiary, jeszcze mniejszą zaś – jako tych, którzy okazali jakiekolwiek zainteresowanie ofiarom żydowskim. Od czasu Holocaustu Żydzi przestali poważnie traktować moralną wiarygodność Kościoła. (…) Gdy naziści potrzebowali oficerów i żołnierzy dla swej brudnej roboty, synowie Kościoła byli do wzięcia: nikt ich nie ekskomunikował. Nawet Hitler, Himmler i Eichmann, wszyscy ochrzczeni chrześcijanie, nie zostali formalnie odrzuceni lub potępieni przez swe kościoły. Głos Szoah był głosem Hitlera, lecz dłonie były dłońmi zwykłych chrześcijan” (rabin Norman Solomon, op.cit. str. 150–151); „w samym sercu chrześcijaństwa ochrzczeni katolicy, protestanci oraz prawosławni prześladowali i systematycznie mordowali Żydów, a nigdy nie spotkała ich za to nagana, nie mówiąc już o ekskomunice” (Frank Littell, cyt. za: „Przebudźcie się!”, 8 IX 1995, numer specjalny „Holocaust. Kto bił na alarm. 50-ta rocznica wyzwolenia obozów”); „Można też spytać, jak czyni to wielu Żydów, dlaczego funkcjonariuszom obozów zagłady Kościoły, do których nominalnie należeli, nie zagroziły nigdy ekskomuniką” (S.Krajewski , Żydzi, judaizm, Polska, str. 245); „…jak olbrzymie wyzwanie dla chrześcijańskiego sumienia stanowi zagłada Żydów, Shoah. Oto bowiem w ciągu kilku lat, w środku chrześcijańskiej ponoć Europy wymordowano 6 milionów Żydów. Zginęli oni »w opuszczeniu i pośród obojętności świata« – jak mówi pierwsza deklaracja genewska. Zginęli przy milczeniu Kościołów, milczeniu chrześcijan – poza wyjątkami. Zginęli jako ofiary ideologii hitlerowskiej, która wprawdzie była także antychrześcijańska, ale której antysemityzm był przecież szczytowym punktem antysemityzmu trwającego dwa tysiące lat”. (Jerzy Turowicz, „Ufam, że po raz ostatni…”, „Tygodnik Powszechny”, 1993 nr 20).

„Sześć milionów ludzi zostało wymordowanych przez spadkobierców chrześcijaństwa z tej tylko przyczyny, że byli Żydami” (Heinz Kremers, cyt.za: Grynberg, op.cit. str. 70); „Także Szoah był dziełem chrześcijan (czytaj: ludzi ochrzczonych) – Żydom trudno o tym zapomnieć” (Janusz Poniewierski, op.cit.); „Zastanawiam się, czy chrześcijanie w Oświęcimiu byli mordercami czy też ofiarami” (Michel Friedmann, „Rzeczpospolita”, 1995 nr 21); „95% wachmanów w obozach koncentracyjnych było chrześcijanami. Z tego 52% to katolicy” (Zygmunt Sobolewski cyt. za: „Nie”, 1995 nr 29); „ludobójstwo nazifaszystowskie zostało dokonane w samym sercu chrześcijaństwa, z którego emanuje głęboki i atawistyczny antysemityzm. Nie zapominajmy, że wszyscy oprawcy byli ochrzczeni” (Elie Wiesel w wywiadzie dla „Corriere della Serra”, przedruk w: „Forum” 25 III 1998); „Żydów wymordowali chrześcijanie, co prawda źli chrześcijanie, bo właściwie przestawali nimi być” (Jerzy Turowicz, cyt. za: „Rzeczpospolita”, 24-25 VI 1995); „Gdy w chrześcijańskiej Europie, po półtoratysiącletniej ewangelizacji, z udziałem chrześcijan dokonuje się ludobójstwo…” (K. Gebert „Za mało, za późno?”, „Midrasz.Pismo żydowskie” 1998 nr 4); „O ile ja mógłbym próbować zrozumieć – ale to nigdy mi się nie uda – dlaczego mój naród stał się ofiarą, to inni ludzie muszą spróbować zrozumieć, dlaczego mordercy byli chrześcijanami – z pewnością złymi chrześcijanami, ale chrześcijanami” (Elie Wiesel „Die Massenvernichtung als literarische Inspiration” [w:] Gott nach Auschwitz, str.45).

Według Arthura Roy`a Eckhardta od słów Jezusa w Ewangelii św. Jana ( 8:44-47) zaczyna się „droga do Auschwitz” . Chrześcijanie przygotowali grunt pod „Holocaust”, zdradzili Żydów, czyli naród Boga: „Przez stulecia chrześcijaństwa Żydzi stali przed sądem a chrześcijanie występowali w roli samozwańczych sędziów. Po Szoa Niebo wpadło w gniew, i role się odwróciły. Teraz to – żywi i martwi – Żydzi byli sędziami a chrześcijanie siedzieli na ławie oskarżonych. I jeśli okaże się, że Żydzi zawsze, jeśli rozpatrywać rzecz obiektywnie, nie byli winni jakiejkolwiek zbrodni, to chrześcijanie, obiektywnie rzecz biorąc, byli winni, gdyż pomagali w okropieństwach lat 1933-1945” (Arthur Roy Eckardt, „Is There a Way Out of the Christian Crime? The Philosophic Question of the Holocaust”, „Holocaust and Genocide Studies”, 1986 nr 1)

Austriacki historyk kultury, były więzień Buchenwaldu Friedrich Heer napisał: „Adolf Hitler w decydujących latach walki o władzę w Niemczech uważał siebie samego nadal za wierzącego katolika. O znaczeniu, jakie miało dla niego osobiste przeżywanie Kościoła rzymskokatolickiego, świadczą jego rozmowy przy stole w Kwaterze Głównej Führera. Ochrzczeni w Kościele katolickim byli również czołowi przedstawiciele jego reżimu, jak Himmler, Heydrich, Kaltenbrunner…Rudolf Höss, komendant obozu w Auschwitz, pochodził z bardzo pobożnej rodziny katolickiej” (Auschwitz als Herausforderung für Juden und Christen, Heidelberg 1980, str.457, cyt za: Horoszewicz „Symbolika Auschwitz…”, str.91). Na pytanie zawarte w dokumencie „Pamiętamy: refleksje nad Szoa”, „czy antyżydowskie uczucia wśród chrześcijan nie uczyniły ich mniej współczującymi lub bardziej obojętnymi na prześladowania Żydów, Henryk Grynberg odpowiada bez wahania: „Czyniły ich wręcz chętnymi do współudziału w mordzie (przykładem Słowacja księdza Tiso, katolicka Chorwacja i Litwa)” („Ważny dokument, ale nie dość śmiały”, „Midrasz. Pismo żydowskie”, 1998 nr 4). „Duchowni – od papieża Piusa XII w dół – w najlepszym razie odwracali wzrok, byli gapiami a niekiedy pomagali nazistom w przeprowadzeniu Ostatecznego Rozwiązania” (rabin Marvin Hier, „Heroes Aren’t the Story, Villainy Is” („Los Angeles Times”, 19 stycznia , 1995).

Przypomnijmy, że w 1963 roku w Berlinie Zachodnim odbyła się premiera sztuki Rolfa Hochhutha Namiestnik (Stellvertreter), której negatywnym bohaterem jest papież Pius XII, oskarżony przez autora o to, że milczał w czasie „Holocaustu”. Rolę papieża w sztuce Hochhutha można porównać do roli Piłata: papież milczy, umywa ręce w obliczu „ukrzyżowania” Żydów, zaś na informacje o „Holocauście” reaguje pytaniem: „Co jest prawda?”. Martin Esslin w haśle „Rolf Hochhuth“ zamieszczonym w słowniku biograficznym Makers of Modern Culture ( ed. Justin Wintle, London-New York 1981, str. 232n) informuje: „Ta sztuka przyniosła mu [Hochhuthowi] światową sławą i wywołała jedną z najgwałtowniejszych i najburzliwszych kontrowersji, jakie kiedykolwiek wywołane były przez sztukę teatralną. Debata wstrząsnęła Kościołem katolickim aż do fundamentów. Sztuka »Namiestnik« wystawiona po raz pierwszy w Berlinie przez Piscatora w 1963 roku, podniosła kwestię, dlaczego papież Pius XII milczał o hitlerowskim ludobójstwie Żydów, choć o nim wiedział. Jego słowo potępiające holocaust mogło powstrzymać Hitlera (…) »Namiestnik« był wystawiany na całym świecie i wszędzie powodował gwałtowne demonstracje i ostre kontrowersje. Był pierwszym światowym sukcesem niemieckiego dramaturga z powojennego pokolenia”. W roku 1964 renomowane wydawnictwo francuskie Editions du Seuil wydało dwie książki, które to, co Hochhuth wyraził w swojej sztuce, podniosły do rangi naukowej: Saul Friedländer Pie XII et le IIIe Reich oraz Jacques Nobecourt. Le Vicaire et l’Histoire. [1]

W trzydzieści lat później temat winy Kościoła podjęła żydowska artystka Doris Pollatschek, autorka ceramicznej płaskorzeźby „Triptychon für Auschwitz”, którą w 1992 roku nabyła parafia ewangelicka przy kościele St.-Annen-Kirche w berlińskiej dzielnicy Dahlem. Tryptyk umieszczony na prawej ścianie prezbiterium przedstawia ubiczowanie, ukrzyżowanie i złożenie do grobu. Biczowany mężczyzna na prawym skrzydle tryptyku to Żyd trzymający zwój Tory, w części środkowej widzimy ukrzyżowanego mężczyznę z żydowską gwiazdą na piersi, i wreszcie na lewym skrzydle mężczyźni w pasiakach wsuwają nagie zwłoki do rozpalonego pieca krematoryjnego, czyli składają zmarłego do grobu, którego nie opuści po trzech dniach. Na tryptyku Pollatschek Męka Pańska zostaje przedstawiona jako Męka Żydowska. Pod krzyżem, na którym wisi mężczyzna z gwiazdą Dawida artystka umieściła trzech stojących katolickich duchownych – prałata, biskupa, mnicha, którzy nieporuszeni ukrzyżowaniem Żyda spokojnie piją herbatę. Symbolizują oni Kościół katolicki, obojętny i milczący w obliczu „Holocaustu”, ściągający na siebie współwinę za „zbrodnię tysiąclecia”.

Symbolicznie ową współwinę wyraziła grupa Żydów protestujących przeciw kardynałowi Glempowi w czasie jego wizyty w Nowym Jorku w 1991 roku wśród niesionych przez uczestników protestu transparentów widać pogańską swastykę wpisaną w krzyż (zob. zdjęcie w „Gazecie Polskiej” z 20 VI 1996). Demonstranci pod wodzą rabina Weissa i Alana Dershowitza obrzucali prymasa wyzwiskami w rodzaju „ty nazistowski bękarcie katolicki” (zob. Paul Gottfried, „Polonofobia”). Zaś w znanym filmie Mariana Marzyńskiego Sztetl krzyże, wizerunki Chrystusa i ceremonie religijne stanowią tło opowieści o Żydach zamordowanych w czasie wojny. Jeśli, jak twierdzi Komisja Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem, dla wielu Żydów krzyż jest „źródłem i korzeniem chrześcijańskiego antysemityzmu”, to krzyż jest dla nich bliźniaczym symbolem swastyki. Chrześcijanin akceptujący w imię „ekumenizmu” religię „Holocaustu” godzi się tym samym, aby swastyka na zawsze zespoliła się z krzyżem w „synkretyczny” symbol Zła.

W ramach religii „Holocaustu” historia chrześcijaństwa to „dwa tysiące lat chrześcijańskiej przemocy, chrześcijańskiej pogardy, chrześcijańskich wojen przeciw Żydom” (zob. Rafael Seligman, Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, str.90). Kulminacyjnym punktem tej dwutysiącletniej historii prześladowań jest „Holocaust”, ów „horror ostateczny” (S.Krajewski), przygotowany przez Ewangelistów, Ojców Kościoła, teologiczny antyjudaizm i chrześcijański „antysemityzm”, ów „sakralny mord” dokonany na narodzie wybranym przez chrześcijan w samym „sercu chrześcijańskiej Europy”. Od Ewangelii do Oświęcimia i Treblinki, od Chrystusa Ukrzyżowanego do Hitlera, który wszak zawarł konkordat z Watykanem i do końca życia płacił podatek kościelny – tak wygląda „nieświęta historiozofia” w ujęciu religii „Holocaustu” . Chrześcijański grzech pierworodny zastąpiony zostaje przez nowy upadek, przez straszliwy, najstraszliwszy ze wszystkich grzech „Holocaustu” („Holocaust oznacza drugi upadek. Możemy go zinterpretować jako dobrowolne odejście z Edenu i programową próbę spalenia go za sobą” – George Steiner Zamek Sinobrodego, str.55). Nastąpiło odwrócenie ról: „żydowscy Bogobójcy” zastąpieni zostali przez „chrześcijańskich Żydobójców” (przy czym „Żydobójstwo” jest w pewnym sensie „”Bogobójstwem”), to nie Żydzi ukrzyżowali Chrystusa, ale chrześcijanie „ukrzyżowali Żydów”, których ofiara dorównuje, zaćmiewa i przewyższa ofiarę Chrystusa. „Wiarołomni chrześcijanie” biernie przypatrywali się, gdy na ich oczach dokonywała się „najstraszniejsza zbrodnia w dziejach świata”, milczeli „zaślepieni” w obliczu „eschatologicznej zbrodni” popełnianej na „narodzie świętym” będącym „świadkiem Boga”, albo krzyczeli „na krzyż z Nimi`” i krzyżowali „Nowego Odkupiciela” wołając „Krew Żydów na nas i na dzieci nasze”. Oskarżali kiedyś Żydów o Bogobójstwo a tymczasem, jak napisał André Frossard, to „Holocaust” był prawdziwym bogobójstwem (zob. Frossard Słuchaj Izraelu, przeł.Jan Grosfeld, Warszawa 1995 str.15). Dokonali zamachu na życie wybranych dzieci Boga a tym samym na Boga samego. Dlatego Alice i Roy Eckardtowie piszą, że decyzja Hitlera o mordowaniu Żydów była „decyzją eschatologiczną” (zob. H. Grynberg, op. cit. str. 69).

W duchu „eschatologicznym” interpretuje „Holocaust” także Stanisław Lem w Prowokacji (Kraków 1984), gdzie omawia nienapisaną książkę fikcyjnego historyka niemieckiego Horsta Aspernikusa Ludobójstwo. Aspernikus (Lem) utrzymuje, że „jakby nie mogąc zabić Boga, Niemcy zabili jego »wybrany naród«, ażeby zająć jego miejsce i po krwawej detronizacji in effigie zostać samozwańczymi wybrańcami dziejów. Święte znaki nie uległy anihilacji, lecz inwersji…). Mord był aktem Przeciwodkupienia: Niemcy wyzwolili się nim z Bożego Przymierza” (str. 35). Genocyd popełniony na Żydach był zastępczym teocydem. Interpretację Lema (Aspernicusa) podjął, zapewne nieświadomie, Abraham Foxman, szef Ligi Przeciw Zniesławianiu, „Holocaust jest szczególnym (singular) wydarzeniem. Nie jest on po prostu jednym z przykładów ludobójstwa, lecz prawie udanym zamachem na życie wybranych dzieci Boga a tym samym na Boga samego. Jest to wydarzenie będące antytezą Stworzenia tak jak przekazuje je Biblia. (…) Musi ono być pamiętane z pokolenia na pokolenie” (biuletyn ADL „On the Frontline”, styczeń 1994, str. 2)

Krytyczny wobec religii „Holocaustu” niemiecki autor Eduard Peter Koch pisze, że wraz z oddalaniem się od wojny coraz gwałtowniej intensyfikuje się powszechne, codzienne, wszechobecne wspominanie „Holocaustu”. Stopniowo rozpamiętywanie przed „resztkami kości i popiołem z masowego grobu w Polsce” krzepnie w nabożeństwo ku czci samych siebie; umarli Żydzi w ostatniej świętej przemianie łączą się w kolektywnego Chrystusa Żydostwa i całego świata. Na naszych oczach, pisze Koch, dokonuje się realna teomorfizacja całego narodu i quasi-prawnopaństwowe uznanie religijnych prawd wiary jako profańsko-politycznej rzeczywistości: Ciało Chrystusa staje się „ciałem Izraela w dymie przez powietrze” (Nelly Sachs), transcendentalnym „dymnym ciałem Izraela” (Szolem- Ben-Chorin), krzyż Golgoty staje się kominem oświęcimskiego krematorium. „Walka Tytanów: Komora Gazowa zwyciężyła Krzyż. Odebrano nam chrześcijańskie Zbawienie, i ci dotychczas niezbawieni są zbawieni, sami stając się Mesjaszem” (zob. Koch, „Kritik am Lehrplan der Gedenkstätten“, „Staatsbriefe” 1993 nr 5). Kiedy w 1979 roku papież Jan Paweł II nazwał Oświęcim „Golgotą naszych czasów” nie zdawał sobie chyba do końca sprawy, w jakie teologiczno-polityczne trzęsawisko wciągają Kościół tego rodzaju metafory.

Według Jutty Winckler „Holocaust” umożliwia stylizację kompleksu „Oświęcim” w rodzaj świecko – religijnej Golgoty. Dla chrześcijanina poza zbawczą ofiarą Chrystusa, poza „metafizycznym Wielkim Piątkiem” (Hegel) nie może istnieć żadne wydarzenie, które dorównywałoby tamtemu w teologicznej godności. Bałwochwalstwo wokół „oświęcimskiej Golgoty” powinno być dla chrześcijanina mało apetyczną herezją. Jutta Winckler pisze, że mass – medialne wywłaszczenie mającego ponad dwa tysiące lat chrześcijańskiego Wielkiego Piątku na rzecz religii „Holocaustu” i „rozrachunku z przeszłością” jest skandalem wręcz niewyobrażalnym. Jak to się dzieje, pyta, że zawodzi tu system ostrzegawczy kościołów chrześcijańskich? Czyżby odpowiedzialnym duchownym stało się obojętne, jakie teologiczne treści uobecniają się w największe święta chrześcijaństwa? (zob. Winckler, „Karfreitag und die Wonnen der Vergangenheitsbewältigung“, „Junge Freiheit” 1993 nr 5).

Maria Schmidt w artykule „Der heilige Krieg um Auschwitz” („Staatsbriefe” 1999 nr 1) pisze, że od czasu zwycięstwa nad Niemcami Auschwitz został wyniesiony ku miejscu, gdzie ziemskie splątanie dobra i zła rozdziela się na ostro odgraniczone od siebie przeciwieństwa, tak jak gdyby właśnie tutaj, w Auschwitz, stykały się niebo i piekło, jak gdyby akurat to miejsce na naszej planecie było mieszkaniem Boga i Szatana. Teren opuszczonego obozu podniesiony zostaje do rangi ołtarza, na którym dokonała się całopalna ofiara. Ci, którzy ponieśli śmierć w Auschwitz są, jako w całości spaleni w ofierze, wyniesieni w strefę, do której nie ma dostępu jakiekolwiek zło świata i skąd wszyscy potomkowie złożonych w ofierze jako współofiary oczyszczeni są w wszelkiego grzechu. Auschwitz został wyniesiony do rangi „Golgoty XX. wieku”, tzn. Ukrzyżowany na historycznym wzgórzu Golgoty, który kiedyś obiecał swoim zwolennikom pokój w obliczu ich własnego zła, jest teraz zluzowywany przez tych, którzy zostali złożeni w ofierze w Auschwitz. Ci, którzy przywiedli ofiary ku śmierci, odarci zostali z wszelkiego dobra i razem ze swymi potomkami jako wieczni sprawcy postawieni w miejsce Szatana. Podczas gdy Ukrzyżowany na Golgocie, kiedy umierał modlił się za tych, którzy go męczyli i przyrzekł im przebaczenie, jeśli okażą skruchę, to dla sprawców z Auschwitz i ich potomków nie ma przebaczenia na wiek wieków. Ci złożeni w ofierze oraz ich potomkowie jako współofiary żądają z boskiej wysokości czystych żądają posług przynależnych ofiarom zarówno od niemieckich sprawców, jak i wszystkich innych po ziemsku skalanych. Żydzi traktujący siebie jako ofiary same w sobie przygotowywali zluzowanie niewygodnego dla nich Mejasza ze wzgórza Golgoty, zanim jeszcze powstał obóz w Auschwitz. W roku 1938 Marc Chagall wykonał olejny obraz „Białe ukrzyżowanie”: z lędźwiami pokrytymi żydowskim szalem modlitewnym, z głową okrytą według żydowskiego zwyczaju, pod hebrajskim tytułem króla żydowskiego wisi na krzyżu żydowski Syn Boży; tło obrazu tworzą sceny cierpień i prześladowań Żydów. Potem dokonało się zrównanie Golgoty i Auschwitz, wyparcie ukrzyżowanego Syna Bożego przez Żydów złożonych w całopalnej ofierze.

Religia „Holocaustu” wypełnia się dziś zmierzając do teologicznego tryumfu nad chrześcijaństwem zgodnie ze słowami Fryderyka Nietzschego: „By móc wznieść jakąś świątynię, człowiek musi zburzyć jakąś świątynię : takie jest prawo – pokażcie mi przypadek, w którym by się ono nie spełniło! ( Z genealogii moralności. Pismo polemiczne, przeł. Grzegorz Sowinski, Kraków 1997, str.101). Religia „Holocaustu” spycha chrześcijan w stan „teologicznego poniżenia” i nadaje im status „metafizycznych wrogów”. Do tego, aby holocaustiański kościół stał się ostatecznie „ecclesia triumphans” brakuje tylko , żeby sami chrześcijanie oficjalnie uznali swą winę, zakrzyknęli „mea culpa”, wyrazili skruchę, poprosili o wybaczenie i starali się zadośćuczynić złu, jakie przez dwa tysiąclecia wyrządzili Żydom. Jak świadczą o tym wynurzenia Wacława Hryniewicza OMI i ks. dr hab. Michała Czajkowskiego oraz wielu innych teologów na całym świecie, to właśnie się dzieje. Zarówno kościoły protestanckie, jak i Kościół katolicki pod presją religii „Holocaustu” zaczynają wyznawać swoje winy, potępiać „zbrodniczy antyjudaizm” (ks.Waldemar Chrostowski) i „chrześcijański antysemityzm”, uznawać swoje „uwikłanie w Holocaust”. Oczywiście protestanci w Niemczech przodują w samoobwinianiu się. W styczniu 1980 roku synod krajowego Kościoła ewangelickiego w Nadrenii , zajmujący się problemem odnowienia stosunków chrześcijan i Żydów, podjął uchwałę, w której za historyczną konieczność uznał przyjęcie chrześcijańskiej współodpowiedzialności i winy za Holocaust, za wygnanie, prześladowanie i mordowanie Żydów w Trzeciej Rzeszy. Dodajmy, że członkiem synodu był Johannes Rau, ówczesny premier Nadrenii Północnej-Westfalii, późniejszy prezydent RFN, który w swoich publicznych wystąpieniach do tej uchwały nawiązywał.

Polski Kościół Ewangelicko-Reformowany ogłosił przesłanie w związku rocznicą zakończenia II wojny światowej, w którym czytamy: „Stereotyp »Żyda-bogobójcy« do dziś pokutuje w świadomości wielu chrześcijan, chociaż od czasu Holocaustu, jaki dokonał się w chrześcijańskiej Europie, oficjalne nauczanie Kościołów i ich stosunek do Żydów uległy radykalnej zmianie. Niemniej jednak antysemityzm przetrwał, pomimo, że Zagłada unaoczniła, czym może się on stać w swej radykalnej, rasistowskiej postaci i że każda jego postać jest w swej istocie zbrodnicza. Chrześcijanie muszą wyznać i ten grzech, który ich kala, wyrazić żal za wszystkie zbrodnie antysemityzmu oraz nieustannie prosić siostry i braci z Narodu Wybranego – Izraela o przebaczenie” („Gazeta Wyborcza”, 27-28 V 1998). W Kościele katolickim najpierw do głosu doszli teologowie i poszczególni księża, z czasem włączyły się episkopaty poszczególnych krajów. W awangardzie kroczy, rzecz jasna, episkopat Niemiec, który przy każdej nadarzającej się okazji bierze na siebie współodpowiedzialność za „zbrodnie hitlerowskie”, za „Holocaust” itd. W 1990 roku „Siostry i Braci Żydów” o przebaczenie poprosili biskupi polscy.

Wszystkie te „akty skruchy” nawiązują w pewnym sensie do (cytowanej tzw. modlitwy pokutnej Jana XXIII rzekomo napisanej przez niego przed śmiercią. Mimo iż mamy do czynienia najprawdopodobniej z literacko-teologiczną mistyfikacją [2], to modlitwa ta jest dość często cytowana, gdyż dobrze wkomponowuje się w religię „Holocaustu” i zapowiada zmiany w teologii katolickiej i reorientację nastawienia Kościoła do Żydów zapoczątkowane na Soborze Watykańskim II. Powołują się na nią m.in. Henryk Grynberg (op.cit.str.69) oraz Simon Wiesenthal w książce Jeder Tag ein Gedenktag. Chronik jüdischen Leidens (Gerlingen 1988, str.13). A brzmi ona tak:

„Jesteśmy świadomi , że wiele stuleci ślepoty przysłoniło nasze oczy tak że tak że ani nie dostrzegaliśmy już piękna Twojego Narodu Wybranego ani nie rozpoznawaliśmy w jego twarzy rysów naszych uprzywilejowanych braci. Wiemy, że na naszych czołach widnieje kainowe piętno. Przez stulecia z naszej winy nasz brat Abel leżał na ziemi we krwi , którą przelewaliśmy i wylewał łzy z naszego powodu, ponieważ zapomnieliśmy o Twojej miłości. Przebacz nam przekleństwo, którym niesłusznie obłożyliśmy imię Żydów. Przebacz nam, że ukrzyżowaliśmy Cię po raz drugi w ich ciele, gdyż nie wiedzieliśmy, co czynimy”.

W 1987 roku Stolica Apostolska miała przedłożyć przedstawicielom judaizmu brudnopis dokumentu (tzw. sprawozdanie Hendrixa), który zawierał m.in. stwierdzenie, że „religijny antysemityzm stanowił istotny składnik Holocaustu”. Dokument ten przeciekł do prasy i nie został oficjalnie opublikowany. W 1994 roku włoski dziennik „Corriere della Sera” opublikował ogromny artykuł „Holocaust – Kościół samooskarża się”. Mowa w nim była o projekcie dokumentu przygotowywanego w Watykanie. Dokument ten miał zawierać stwierdzenie, że tradycja teologicznego i kościelnego antyjudaizmu była istotnym elementem na drodze do „Holocaustu” a także przyznanie, że „Kościół nie przeciwstawił się realnie rasistowskiemu ludobójstwu”. Komentując to rabin Marvin Hier z Centrum Szymona Wiesenthala powiedział: „Wygląda na to, że dokument będzie rzeczywiście historycznym przyznaniem się Kościoła do odpowiedzialności za niepowstrzymanie Holocaustu” („Gazeta Wyborcza”, 1 VI 1994) .

Kardynałowie francuscy A.Decourtray i J.M.Lustiger pisali po powrocie z Oświęcimia: „W tym miejscu, gdzie tylu synów i córek ludu żydowskiego, tego samego, który otrzymał i przekazał nam przykazanie »Nie zabijaj«, było prowadzonych na eksterminację, mogliśmy tylko rozważać naszą odpowiedzialność”. Kardynał Echtegaray mówił: „Mamy szczególny obowiązek pokuty za nasz odwieczny stosunek do ludu żydowskiego. (…) Powinniśmy prosić o wybaczenie Pana naszego i naszych braci tak często karmionych »nauką pogardy« i pogrążonych w otchłani Holocaustu” (cyt. za: Aleksander Smolar „Tabu i niewinność”, „Aneks” nr 41/42, 1986). W tzw. Deklaracji Genewskiej z 22 lutego 1987 roku dotyczącej klasztoru karmelitanek w Oświęcimiu i podpisanej ze strony katolickiej m.in. przez kardynała Franciszka Macharskiego, kard. Jean-Marie Lustigera, kardynała Alberta Decourtray, kardynała Gotfrieda Daneelsa, biskupa Kazimierza Górnego, ojca Jeana Dujardin, ojca S.Musiała SJ i redaktora Jerzego Turowicza umieszczono punkt, który zobowiązuje Kościół do „walki z dezinformacją i banalizacją shoah oraz z rewizjonizmem”.

We wspólnym komunikacie wydanym na zakończenie Międzynarodowego Kolokwium Teologicznego w Krakowie-Tyńcu (24-27 IV 1988), sponsorowanym przez Ligę Przeciw Zniesławianiu (ADL), jego polscy i żydowscy uczestnicy postulowali umieszczenie „Holocaustu” w programach edukacji chrześcijan. W marcu 1994 roku Krajowa Konferencja Biskupów Katolickich z USA i Rada Synagog Ameryki wydały wspólne oświadczenie potępiające heretyków „Holocaustu” i nawołujące do zwalczania ich poglądów.

Przy okazji tzw. afery ojca Piotra episkopat francuski wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., iż „Kościół wie, że sam powinien ustosunkować się do swojej własnej odpowiedzialności za Holocaust, i zaczął już to czynić” ( „Gazeta Wyborcza” 27-28 VII 1996). W październiku 1997 Episkopat Francji ogłosił „Deklarację Skruchy” i wyznał winy wobec Żydów w okresie rządów marszałka Petaina. W tym samym roku skruchę okazali biskupi szwajcarscy. Jesienią 1997 roku w Rzymie odbyła się konferencja teologów chrześcijańskich na temat „antyjudaizmu w środowisku chrześcijańskim”, która miała być teologicznym przygotowaniem do wyznania win wobec Żydów, także w kontekście „Szoa” („Holocaustu”). Na zakończenie konferencji wystąpił papież Jan Paweł II, który powiedział m.in., że w świecie chrześcijańskim, ale nie w Kościele jako takim, zbyt długo krążyły błędne i niesprawiedliwe interpretacje Nowego Testamentu dotyczące narodu żydowskiego wywołując uczucie wrogości do tego narodu i przyczyniając się do uśpienia wielu sumień, co spowodowało, że w okresie II wojny światowej opór duchowy wielu ludzi nie był na miarę tego, czego ludzkość mogła oczekiwać od uczniów Chrystusa.

W marcu 1998 roku watykańska Komisja do spraw Kontaktów Religijnych z Judaizmem wydała oficjalny dokument zatytułowany „Pamiętamy: refleksje nas Szoa”. Odbiega on oczywiście w treści, sformułowaniach i ogólnej tonacji od tego, co głoszą cytowani wyżej duchowni i teologowie, jest umiarkowany, zawiera szereg zastrzeżeń, pytań, na które nie pada zdecydowana odpowiedź. Dokument trzyma się linii, że „nazistowski antysemityzm” miał swoje źródła poza chrześcijaństwem, i że „Szoa” był dziełem „nowoczesnego neopogańskiego reżimu”. Równocześnie dokument uznaje „Szoa” (użycie terminu „Szoa” świadczy o trafnym wyczuciu teologicznego „zagrożenia” tkwiącego w terminie „holocaust”, czyli „całopalna ofiara”) za najważniejsze wydarzenie XX wieku, które nie może być w pełni ocenione przez zwyczajne kryteria badań historycznych, lecz domaga się „moralnej i religijnej pamięci”. W dokumencie czytamy, iż fakt, że „Szoa” miał miejsce w Europie, to znaczy w krajach o długiej tradycji chrześcijańskiej, rodzi pytanie o „relację pomiędzy nazistowskimi prześladowaniami a sposobem odnoszenia się chrześcijan do Żydów na przestrzeni wieków”. Komisja zaprasza „wszystkich chrześcijan do wspólnego rozważenia tragedii, która dotknęła naród żydowski”, ocenia bilans wielowiekowych stosunków chrześcijańsko-żydowskich jako „negatywny”, wyraża żal z powodu błędów i upadków chrześcijan, którzy w okresie „Szoa” nie udzielili pomocy Żydom. Na końcu dokumentu znajduje się wezwanie, aby nie dopuścić do zakorzenienia się w ludzkich sercach „zepsutych ziaren antyjudaizmu i antysemityzmu”. Ogólnie rzecz biorąc, dokument watykańskiej komisji jest dość powściągliwy i nie zadowoli tych teologów, księży, biskupów i kardynałów, których cytowaliśmy wyżej (jak i całej plejady tych, których nie cytowaliśmy). Można go uznać, za „potyczkę w odwrocie”. Otworzy on jednak kolejny etap dyskusji i polemik, posłuży jako przekaźnik religii „Holocaustu” od radykalnych teologów ku szeregowym księżom, katechetom, którzy będą jej rozwodnioną wersję przekazywać masom wiernych. Radykalni „teologowie Holocaustu” z jednej strony będą krytycznie oceniać dokument a równocześnie będą się nań powoływać, aby forsować kolejne publikacje o „Holocauście”, organizować kolejne konferencje i sympozja na temat „Holocaustu” i odpowiedzialności Kościoła i całego chrześcijaństwa, których uczestnicy będą po raz tysięczny bić się w piersi i wyznawać dawne grzechy.

Wielkonakładowa prasa zaraz po ogłoszeniu dokumentu pisała o „bezprecedensowym dokumencie” i o tym, że „Kościół wyraża skruchę”. Zresztą sam przewodniczący komisji kard. Edward Cassidy oświadczył, że to coś więcej niż przeprosiny, to akt skruchy. Prawie równocześnie z ogłoszeniem dokumentu prasa przyniosła wypowiedź kardynała Josepha Ratzingera, prefekta Kongregacji Doktryny Wiary: „Obojętność chrześcijan umożliwiła eksterminację Żydów”. Skruchę za „Holocaust” publicznie wyznał Kościół włoski. Nie ulega wątpliwości, że Kościół a ściślej mówiąc znaczące kręgi hierarchii, nie mówiąc o teologach, wszedł na drogę wiodącą ku kapitulacji przed religią „Holocaustu”. Widać to także w potępieniach rzucanych na każdego, w stosunku do kogo pojawi się choćby cień podejrzenia, że wątpi w dogmaty religii „Holocaustu”, relatywizuje je lub rewiduje. Wątpiący potępieni zostają jako „heretycy”, choć heretykami są przecież tylko i wyłącznie z punktu widzenia „kościoła holocaustiańskiego”. Ale to on jest dziś na drodze do osiągnięcia pozycji „Kościoła Tryumfującego”. Chrześcijańscy kapłani i teologowie – w pierwszej kolejności protestanccy a za nimi katoliccy – zepchnięci zostali do defensywy przez ofensywny kler religii „Holocaustu” a niektórzy praktycznie przeszli na jego stronę, krok po kroku porzucając tradycyjne pozycje chrześcijaństwa.

Tomasz Gabiś

  Przypisy

[1] O okolicznościach wystawienia debiutanckiego dramatu Hochhutha i jego skutkach pisał członek Ruchu Oporu, więzień Dory i Buchenwaldu, francuski ex-komunista (w 1932 r. został wykluczony z Francuskiej Partii Komunistycznej), socjalista i pacyfista Paul Rassinier w książce L’opération Vicaire . Le rôle de Pie XII devant l’histoire (Paris 1965); wyd. niem. Operation „Stellvertreter”. Huldigung eines Unglaübigen (München 1966).

[2] Tak uważa np. francuski filolog i literaturoznawca Robert Faurisson, który jako źródło mistyfikacji podaje amerykański miesięcznik „Commentary” (1965 nr 1), gdzie „modlitwa” ukazała się po raz pierwszy w sprawozdaniu zatytułowanym „Vatican II and the Jews”. Jako jego autor figurował „F. E. Cartus” – redakcja informowała, że jest to pseudonim katolika bacznie obserwującego to, co działo się na Soborze. Za „Commentary” modlitwę przedrukowały inne gazety. 26 października 1965 biuro watykańskiego Sekretariatu Stanu wydało oświadczenie, że modlitwa nie jest autentyczna; nie ma czegoś podobnego ani w Penitencjarii Apostolskiej, ani w drukowanych lub rękopiśmiennych papierach Jana XXIII. Monsignore Loris Capovilla, który zarządzał wszystkimi pismami papieża bez wahania zaprzeczył autentyczności modlitwy. W tym samym czasie francuski dziennik „Le Monde” opublikował artykuł „La prière de Jean XXIII pour les juifs est apocryphe” (zob. Faurisson „Un faux: »La priere de Jean XXIII pour les juifs«, „Revue d`Histoire Revisioniste” 1991 nr 3.)

Za: http://www.tomaszgabis.pl/2018/09/12/religia-holocaustu-a-chrzescijanstwo/