Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Trzydziesty piąty prezydent Stanów Zjednoczonych – John F. Kennedy, był przywódcą niepokornym. Podjął cały szereg działań i decyzji politycznych, które nawet dziś uznane by były za szokujące: nie bał się samotnie stanąć do walki przeciw wielkim oponentom, sprzeciwić się tym, którym inni nie mieli odwagi, wygłaszać rzeczy o których reszta wolałaby milczeć. Jego najsłynniejsze przemówienie wciąż może budzić emocje – słowa, które w nim padły zmuszają do refleksji, zwłaszcza w kontekście wydarzeń historycznych, które niedługo potem miały miejsce.

 

Kennedy mówił w nim o wielkim i bezwzględnym spisku na światową skalę – o planie zniewolenia ludzkości, którego mechanizmy są tajne, sposób działania ukryty, na którego prawdziwe cele spuszczono zasłonę milczenia. Spisek ten, według słów byłego prezydenta, to połączenie operacji militarnych, dyplomatycznych, wywiadowczych, ekonomicznych, naukowych i politycznych. Ma on miejsce w oparciu o działalność tajnych stowarzyszeń, których członkowie składać muszą sekretne przysięgi. Bazuje na ukrytych środkach by infiltrować i prowadzić działalność wywrotową a jego modus operandi jest zastraszenie. Przeciwnicy spisku, jak ostrzegał JFK, są uciszani. Wkrótce po wypowiedzeniu tych słów i jego głos zastąpiła cisza.

John F. Kennedy został zastrzelony 22 listopada 1963 roku na Dealey Plaza w Dallas, w stanie Teksas. Według oficjalnej wersji zginął z rąk samotnego strzelca – Lee Harvey Oswalda. Winnego wskazano zaraz po dokonaniu zbrodni, mimo, że brak taśm czy zdjęć, które by tego dowodziły, co dziwi o tyle, że na miejscu pełno było kamer i aparatów fotograficznych dokumentujących wizytę prezydenta. Ledwie ponad godzinę po tym, jak padły strzały, oskarżony o zabójstwo był już w rękach policji. Lee Harvey Oswald stanowczo wszystkiemu zaprzeczał, jednak mało miał ku temu czasu – następnego już dnia bowiem sam zginął zastrzelony przez właściciela lokalnego klubu nocnego – Jacka Ruby’ego. W ciągu 48 godzin więc od kiedy padły strzały na Dealey Plaza zmarł prezydent Stanów Zjednoczonych i jego domniemany zabójca. A, że władze upierają się, że sprawca działał sam, śledztwo w tej sprawie było jedynie formalnością, jego wnioski prowadzić musiały donikąd. Ot, był prezydent – puf – i nie ma.

Ale nie wszyscy Amerykanie dali wiarę narracji forsowanej przez władzę i wtórującym jej mediom. Na przestrzeni lat zabójstwo Kennedy’ego było przedmiotem badań i analiz licznych dziennikarzy, niezależnych śledczych, samodzielnych badaczy. Powstało wiele teorii tego jakie były prawdziwe przyczyny śmierci prezydenta. Wskazywano na spisek kubański, czy radziecki, posądzano też następcę Kennedy’ego – Lyndona Johnsona. Niektóre z tych teorii dawno porosły kurzem, inne zaś z biegiem czasu wzrosły na znaczeniu.

Kennedy w krótkim czasie urzędowania zdążył sobie przysporzyć wielu wrogów. Jedną z grup interesów, której otwarcie się przeciwstawił była światowa finansjera – chciał odebrać im władzę nad pieniądzem likwidując System Rezerwy Federalnej (FED), który po dziś dzień drukuje pieniądz bez pokrycia – Kennedy chciał przywrócić dolarowi parytet w kruszcu. Inni głoszą, że prawdziwym powodem było to, że JFK rzekomo zażądał od CIA wszystkich dokumentów dotyczących ukrywanej przed społeczeństwem wiedzy o pozaziemskich cywilizacjach i miał zamiar ujawnić ludziom informacje o obecności kosmitów na naszej planecie. Jeszcze inni wskazują palcem na Izrael – Kennedy bowiem poderzewał, że po kryjomu państwo to buduje arsenał nuklearny i zlecił nawet Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej dokonanie inspekcji ośrodka Diamona, w której broń ta miała być konstruowana. Po latach możemy stwierdzić, że jego podejrzenia były całkowicie słuszne – Izrael mimo, że jest małym państwem liczącym ok. 8 milionów miszkańców, po kryjomu zgromadził ogromny arsenał broni atomowej i teraz tylko pilnuje innych, by przypadkiem nie poszli w jego ślady, a mało znany plan nuklearny zwany Opcją Samsona – według którego w razie ryzyka zniszczenia państwa, Izrael odpowie pociągając za sobą ku unicestwieniu resztę świata, jest ogromnym zagrożeniem dla ludzkości, o którym mało kto ma odwagę mówić głośno. „Mamy realną możliwość pociągnąć świat na dno razem z nami. I zapewniam was, że to się stanie, nim Izrael zostanie starty z powierzchni globu” – mówił twórca planu Mosze Dajan.

Instynkt Kennedy’ego i tu był więc bezbłędny.

Wraz z czasem teorie te zamiast cichnąć nabierały głośności, liczba ich zwolenników miast kurczyć się, wciąż wzrastała, w porywach osiągając nawet 80% społeczeństwa Amerykańskiego. Z tego powodu CIA postanowiło przeprowadzić operację psychologiczną na ludności, której szczegóły zostały ujawnione wiele lat później. Operacja ta miała na celu zaatakować, podważyć i wyśmiać wszystkich tych, którzy zadawali pytania i samodzielnie dociekali prawdy. W ten sposób powstał termin „teoria spiskowa” – uknute przez służby narzędzie ostracyzmu społecznego, mające na celu zamknąć usta wszystkim tym, którzy gotowi są podważać główną narrację. Poniżej załączam dokumenty poświadczające o szczegółach przeprowadzonej operacji:

 

Celem jaki powzięło sobie CIA nie było więc merytoryczne odniesienie się do podnoszonych pytań i wątpliwości, lecz zduszenie wszelkich teorii w zarodku poprzez ataki ad personam wobec osób je wygłaszających – według wydanej przez CIA instrukcji miano podważać ich wiarygodność poprzez stawianie im zarzutów o stronniczość, o ukryte interesy, sianie propagandy, działanie wywrotowe dla obcych służb wywiadu, czu też „zapatrzenie się we własne teorie” – a więc podnoszenie argumentu ad szur / foliarstwo – jakże wciąż popularnego w internecie. Dokument jednocześnie głosi, że do walki należy zaangażować mechanizmy propagandy – czyli CIA samo aktywnie siało dezinformację i propagandę celem oskarżania o to innych. Manipulacja miała być przeprowadzana poprzez zaangażowanie do tego celu elit – osób znanych, szanowanych, piastujących funkcje publiczne lub mających wysoką pozycję w mediach. To one wykonując rozkazy CIA miały za zadanie sprawić, że podważanie głównej narracji o zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych było jednoznaczne z przypięciem sobie łatki szura, foliarza, spiskowca.

Ale przecież sam Kennedy mówił o wielkim spisku. Czy i on był szurem? Czy też właśnie za te słowa ktoś postanowił się go pozbyć? Prawda nie boi się pytań – dlaczego więc CIA miast ukrócić spekulacje merytorycznie, przedstawiając niepodważalne dowody, postanowiło zwalczać „spiskowców” nie argumentami, a tanią propagandą?

Przemówienie Johna Kennedy’ego o światowym spisku jest dość znane, często się do niego wraca wspominając byłego prezydenta. Ja chcę dziś przytoczyć jednak inną jego wypowiedź – słowa równie mocne, choć nieco bardziej zapomniane:
„Rozedrę CIA na 1000 strzępów i rzucę na wiatr”

JFK miał wielu wrogów i wygląda na to, że według jego własnych słów jednym z nich była Centralna Agencja Wywiadowcza. Z jakich to powodów prezydent chciał potraktować CIA nie inaczej, niż jak Cersei Lannister traktuje swych przeciwnikiów? Czy mówiąc, że „samo słowo „tajemnica” jest odrażające w wolnym, otwartym społeczeństwie” mógł mieć na myśli między innymi działalność tajnych służb? I wreszcie – czy mamy do czynienia z niedorzeczną „teorią spiskową”, jak to określa CIA, czy raczej z prawdziwym, globalnym spiskiem, jak przestrzegał Kennedy?
Deep state, czyli państwo w państwie

Na całym świecie schemat jest ten sam – politycy żrą się wzajemnie w kampanii wyborczej, straszą społeczeństwo apokalipsą, jaka niehybnie nastąpi w razie wygranej ich politycznych oponentów, a potem, niezależnie od tego kto wygrywa nie zmienia się nic. Nie ma różnicy czy to prawica czy lewica rządzi – wszystkie ich ruchy muszą podlegać regułom systemu – markują więc jakieś działania, wprowadzają w państwie zmiany kosmetyczne, w kwestiach jednak najistotniejszych idą tą samą ścieżką, powielają te same wybory, pchają nas wszystkich w tym samym kierunku: niezależnie od tego kto rządzi, tak samo zadłuża państwo, zwiększa dług publiczny, wysyła wojska na te same, nie nasze wojny, powtarza tę samą narrację strachu, wprowadza narzucane z góry rozwiązania oddające coraz więcej władzy w ręce wielkich korporacji i banków, jednocześnie coraz bardziej zwiększając system kontroli obywateli, coraz to bardziej ograniczając naszą wolność. W tym wszystkim prawica z lewicą działają zgodnie, ramię w ramię. W tych kwestiach nie ma między nimi zgrzytu.

Coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że demokracja jest więc jedynie teatrem lalek, igrzyskami dla tłumów, mającymi dać nam poczucie współuczestnictwa w sprawowaniu władzy. Niezależnie jednak od tego, kto wybory wygrywa, prawdziwa władza pozostaje w tych samych rękach, system nie ulega zmianie.

„Deep state” – czyli państwo w państwie – to służby, tajne stowarzyszenia i grupy interesów, które poprzez przekupstwo, groźby lub szantaż sterują podstawionymi politykami jak marionetkami na sznurkach – dokładnie tak jak powiedział więc Kennedy – metodą działania cementującą system jest zastraszenie. W ten sposób ci, którzy prawdziwie sprawują władzę, zapewniają sobie ciągłość rządów, niezachwianą pozorowanymi dla społeczeństwa zmianami politycznymi między prawicą a lewicą. Podstawione kukły polityków mogą w kampaniach obiecywać wiele rzeczy – koniec końców jednak zawsze kontynuują linię wyznaczoną z góry – niezależnie od tego kto wygrywa wybory, rządzą ci sami ludzie.

Tyle ze spiskowej teorii. Przejdźmy teraz do spiskowych faktów.

Pół roku temu pisałam o aferze #pizzagate – czas osadzić ją w szerszym kontekście. Do tej pory wiele osób kpi z doszukiwania się powiązań między polityką, a pedofilskim podziemiem i handlem dziećmi. Wciąż jednak nikt nie znalazł innego wytłumaczenia dlaczego dla starego dziada – Johna Podesty zwozi się Uberem do basenu małe dzieci „dla jego rozrywki”. Nikt też nie sprostował co oznaczają sprowadzane przez Obamę z Chicago „specjalnymi kanałami” przez agencję Stratfor za 65000 dolarów „hot dogi” – mimo, że zabronione jest wnoszenie do Białego Domu przygotowanego jedzenia z zewnątrz. Żadne media też nie zgłębiły, dlaczego małżeństwo Clintonów od lat było silnie powiązane z przemytniczką haitańskich dzieci – Laurą Silsby i z jakich to powodów tak bardzo zaangażowali się w jej uwolnienie, mimo że została złapana na gorącym uczynku.

Media przekonują, że afera #pizzagate jest niedorzeczna – że przecież niemożliwe, by najwyższe elity władzy uwikłane były skandal pedofilski. „To tylko głupia teoria spiskowa internetowych szurów” – powtarzają. Czyżby?

Kiedy w 2005 roku była agentka FBI i słynna demaskatorka – Sibel Edmonds zaczęła otwarcie mówić o tym, że ówczesny przewodniczący Izby Reprezentantów, a więc trzecia osoba w państwie – Dennis Hastert jest pedofilem regularnie wykorzystującym seksualnie małych chłopców przy całkowitej wiedzy tajnych służb, że na tej podstawie jest szantażowany i nawet szpieguje dla obcego wywiadu, będącego w posiadaniu materiałów go obciążających – wtedy też nikt jej nie wierzył, a media milczały. Po 10 latach okazało się, że mówiła prawdę – ile dzieci zostało skrzywdzonych w trakcie tych 10 lat całkowitej bierności służb i mediów?

Jeffrey Epstein przez całe lata obracał się pośród samej śmietanki wielkich polityków, znanych osób, arystokracji i gwiazd. Ekspresowo dorobił się wielkiego majątku – w tym prywatnego odrzutowca zwanego „Lolita Express” i własnej wyspy – przez niektórych nazywanej Wyspą Orgii. Z jego gościny zarówno na pokładzie samolotu, jak i na wyspie korzystali między innymi Clintonowie, Książe Andrzej czy Stephen Hawking. Dopiero po latach okazało się, że ta błyskotliwa kariera, status społeczny i wielki majątek mają swoje mniej oficjalne źródło – okazało się bowiem, że Jeffrey Epstein jest pedofilem, który rekrutował dziesiątki dziewczynek do ekskluzywnej sieci opartej o seksualne niewolnictwo – samolot i willa na prywatnej wyspie były naszpikowane sprzętem nagrywającym wszystkie ekscesy jakie miały tam miejsce – a materiały w ten sposób zdobyte były potem podstawą szantażu.

W zeszłym roku, tuż przed wyborami prezydenckimi wybuchł kolejny skandal – kiedy to ponownie przyłapano męża Humy Abedin (najbliższej współpracownicy Hillary Clinton) – Anthony’ego Weinera na wysyłaniu wiadomości o charakterze seksualnym 15-letniej dziewczynce. Policja zajęła jego komputer, na którego dysku odkryto 650000 zapisanych maili i folder „ubezpieczenie” – jakimi plikami mógł „zabezpieczać się” na przyszłość Anthony Weiner?

Ale powiązania świata polityki z pedofilskim podziemiem w Ameryce nie są niczym nowym. W latach 80′ ujawniono, że prominentny polityk z ramienia partii Republikańskiej – Larry King (nie mylić z gwiazdą telewizji) zabierał dzieci w wieku 8-10 lat z domów dziecka w Nebrasce do Waszyngtonu, na ekskluzywne orgie dla ważnych polityków partii, a nawet do Białego Domu. Tam czołowym działaczom politycznym wykonywano kompromitujące zdjęcia w trakcie kopulacji z dziećmi, w celach późniejszego szantażu. Kiedy próbowano nagłośnić sprawę zebrano spisane zeznania 271 ofiar, które były ze sobą spójne i obciążały wielu znanych polityków – od tych niższego szczebla, aż po sam szczyt:

 

Oprócz polityków w cały proceder seksualnego wykorzystywania dzieci z domu dziecka zaangażowane były też tajne służby, znane organizacje charytatywne, policja i kościół. Wiele lat później wszystko to potwierdził były szef oddziału FBI w Los Angeles – Ted Gunderson, który nie ukrywał, że jest to tylko jedna nitka wielkiej sieci pedofilskiej, która oplata cały kraj.

Ale te same rzeczy dzieją się na całym świecie.

W 2003 roku rozbito pedofilski krąg w Portugalii. Okazało się, że przez całe dekady tamtejsze elity (politycy, znani dziennikarze i biznesmeni) tworzyli tajne stowarzyszenie, którego członkowie regularnie wykorzystywali seksualnie dzieci (niektóre głuchonieme) z państwowego sierocińca Casa Pia w Lizbonie. Wszystko to miało miejsce przy współpracy z osobami sierociniec prowadzącymi – członkowie stowarzyszenia mogli sobie wybierać ofiary spośród sierot, jak w supermarkecie. Sprawa ta wstrząsnęła całym krajem – przesłuchano ok. 800 świadków i ekspertów, kilkadziesiąt skrzywdzonych dzieci odważyło się zeznawać w sprawie – skazano kilka osób, jednak nazwisk wpływowych polityków i dyplomatów nigdy nawet nie ujawniono, nie mówiąc o ich skazaniu. Z tego powodu wiele osób uważa, że odkryto jedynie fragment znacznie większego i bardziej mrocznego obrazu, że akty pedofilskie w kręgach tamtejszych władz wciąż mają miejsce, a nielicznych skazano tylko po to, by wyciszyć skandal.

W zeszłym roku afera wybuchła w Norwegii – gdzie policja rozbiła tamtejszy gang pedofilski, którego członkami byli między innymi politycy Partii Postępu i Partii Pracy, policjanci, sędziowie i wysoko postawieni urzędnicy. Na skonfiskowanych materiałach filmowych udokumentowane są liczne gwałty na dzieciach, w tym na niemowlakach, torturowanie i wiązanie dzieci, zmuszanie ich do seksu ze zwierzętami i sobą nawzajem. Policja ujawniła, że planowano też przyszłe gwałty na dziecku jeszcze nienarodzonym. Nazwisk zamieszanych w tę sprawę polityków – tak samo jak w Portugalii, nigdy nie ujawniono.

W latach 90′ podobna historia ujrzała światło dzienne w Belgii – kiedy aresztowano Marca Dutroux pod zarzutem porywania, torturowania, wykorzystywania seksualnego i mordowania tamtejszych dzieci. Sprawa ta od samego początku budziła wielkie emocje ze względu na okrucieństwo dokonanych zbrodni, szybko się okazało jednak, że jest to jedynie wierzchołek góry lodowej – Marc Dutroux twierdził bowiem, że jest członkiem pedofilskiego kręgu w którym są też politycy, w tym członkowie rządu, oraz policjanci. Ujawnili się świadkowie, których zeznania potwierdziły te zarzuty, śledczy prowadzący sprawę również dał wiarę tej wersji i twierdził, że są na to wszystko dowody. Kiedy jednak zaczął za bardzo drążyć i dociekać, został od sprawy odsunięty bez podania przyczyny. Do śledztwa przydzielono osoby, które usilnie próbowały zamieść wszystko pod dywan – łącznie z tym, że przyłapano organy prowadzące śledztwo na mataczeniu poprzez zmianę zapisów zeznań świadków i na próbach ich zastraszenia. Sędziujący w sprawie Jean Marc Connerotte czwartego dnia procesu wybuchł płaczem na sali sądowej, mówiąc, że jest zastraszany przez mafię pedofilską, która nigdy nie pozwoli na to, by ujawnić prawdę na ten temat. Wszystko to odbywało się przy ogromnym oburzeniu społeczeństwa – ulicami Brukseli przeszło wtedy ponad 300 000 ludzi w tzw. białym marszu protestu – nic to jednak nie zmieniło, śledztwu i procesowi ukręcono głowę.

Niedawno swoją historię opowiedziała Anneke Lucas, która w wieku sześciu lat została sprzedana przez własną matkę do pedofilskiej sieci europejskich elit. Według jej wyliczeń – jeszcze przed ukończeniem 12 lat, była gwałcona przez 1716 godzin. Jedną z osób, przez które była wykorzystywana i torturowana był obrońca Marca Dutroux. Według słów Anneke – europejskie elity, politycy, znane osobistości i arystokracja wykorzystują dzieci jako luksusowe akcesoria, seksualne zabawki. Wiele z tych dzieci jest też mordowanych dla rozrywki ważnych panów i wielkich dam.

Te same rzeczy, według słów Fiony Barnett, mają też miejsce w Australii – która jest „niebem dla pedofilii„. Dwa lata temu na konferencji prasowej Fiona ujawniła listę znanych osób, które wykorzystywały ją, gdy jako dziecko trafiła do pedofilskiej sieci. Na liście tej znajdują się bardzo prominentni politycy australijscy (w tym 3 premierów i lider opozycji), były prezydent Stanów Zjednoczonych – Richard Nixon, znany dziennikarz CNN – Ted Turner, czy ewangelicki pastor – celebryta Billy Graham. Mówiła też, że w cały proceder uwikłana jest też policja, sędziowie i prokuratorzy – dlatego te sprawy nigdy nie zostają wyjaśnione, a elity żyją z poczuciem całkowitej bezkarności.

I nie są to puste słowa, bo tak się akurat składa, że jeżeli ujawnione zostają akty pedofilskie osób ze świecznika, to zazwyczaj dopiero po ich śmierci. Dlatego dopiero w tym roku komendant policji w Wiltshire potwierdził, że były premier Wielkiej Brytanii, piastujący to stanowisko w latach 70′- sir Edward Heath był pedofilem, mimo że oskarżenia tego typu padały od kilku dekad. Sprawiedliwość nie dosięgła też za życia wnuka twórcy psychoanalizy – Clementa Freuda. Tak samo było z przyjacielem rodziny królewskiej, wielu brytyjskich gwiazd i polityków – Jimmy’m Savile – którego oficjalna liczba ofiar na przestrzeni całych dekad bezkarności sięga 500 dzieci. Jeden z brytyjskich parlamentarzeystów z partii pracy Tom Watson twierdzi, że istnieją niepodważalne dowody i są one w rękach policji na to, że u szczytu brytyjskiej władzy od dziesiątek lat istnieje sieć pedofilska, której członkami są parlamentarzyści, członkowie rządu, a nawet premierzy. Kilka lat temu Anthony Gilberthrope z partii Konserwatywnej wyznał, że przez całe lata dostarczał ministrom w rządzie Margaret Thatcher nieletnich chłopców „do zabawy” – miało to miejsce przy pełnej świadomości sprawującej wtedy rządy pani premier. Wersję tę trzy lata temu potwierdzili oficerowie Scotland Yardu mówiąc, że w Wielkiej Brytani działała sieć pedofilska dla VIP-ów, do której należeli bardzo „prominentni politycy„. Sieć, według śledzczych, „wykorzystywała, terroryzowała i mordowała dzieci„. Nigdy nie ujawniono o jakich „prominentnych polityków” chodziło, a sprawa, tak jak wiele jej podobnych, została wyciszona.

I jeśli myślisz, że cały ten skandal polega na tym, że elitom światowym woda sodowa uderza do głowy i dają upóst swoim najgorszym żądzom tylko dlatego, że system ich chroni – to znaczy, że wciąż nic nie rozumiesz. To nie jest tak, że tym ludziom odbija, jak zasmakują władzy. Cały system jest odwrócony, jest przeczywisty. Oni wyłącznie dlatego u władzy się znajdują, bo są psychopatami, pedofilami i mają zero zahamowań – dzięki temu szantażem można łatwo ich kontrolować, bez ryzyka, że kukiełka kiedykolwiek wyrwie się ze sznurków. Co więcej – ktoś kto nie ma skrupułów gwałcić i mordować małe dzieci, nie będzie też mieć skrupułów, by wykonać każdy rozkaz – by kraść, zabijać, niszczyć, zniewalać, truć i wszczynać wojny – to właśnie takie osoby najlepiej się sprawdzają w roli marionetek dla rządzących z ukrycia. Ci ludzie nie są zepsuci, dlatego, że są u władzy – oni są u władzy dlatego, że są zepsuci.
Media niczym cienie w jaskini platońskiej

W alegorii Platona o jaskini więźniowie przez całe życie widzieli tylko cienie na ścianie i myśleli, że tym jest prawdziwy świat, że cała rzeczywistość to ciemne, co i rusz zmieniające się plamy. W pewnym momencie jeden z nich uwolnił się z kajdanów i wyszedł z jaskini. Zobaczył po raz pierwszy nie cienie, a obiekty które je rzucały, ujrzał źródło światła i pojął, że wszystko co widział do tej pory było jedynie ciemnym śladem prawdziwej rzeczywistości – dosłownie i w przenośni. Wrócił więc do jaskini i próbował wytłumaczyć to pozostałym więźniom, próbował ich uwolnić z kajdan, by też wyszli z jaskini i ujrzeli na własne oczy prawdziwy świat. Ci jednak nie chcieli go słuchać, uznali go za wariata, co chce im namieszać w głowie, zwieść na manowce, oszukać.

Podobnie jest z mediami. Ludzie od urodzenia patrzą w ekrany i myślą, że przekaz, który z nich płynie przedstawia rzeczywistość, że taki jest świat, jakim pokazują go w telewizji, czy jak opisują w gazetach. Niektórzy z nas zerwali jednak łańcuchy i wyszli poza jaskinię. Wiemy kto rzuca te cienie i dlaczego. Widzieliśmy źródło światła i wiemy, że przekaz medialny jest tylko ciemnym śladem prawdziwej rzeczywistości – dosłownie i w przenośni. Próbujemy to wytłumaczyć innym, ale oni reagują jak ci więźniowie z jaskini Platona – mają nas za wariatów, za szurów, foliarzy, spiskowców. „Przecież wszystkie cienie nie mogą kłamać”.

A jednak kłamią, wszystkie bez wyjątku. Ludzie w mediach, tak samo jak politycy, ciągani są za sznurki przez władzę z ukrycia, za pomocą służb.
„CIA ma w garści każdego, kto ma jakiekolwiek znaczenie w wielkich mediach”

– były dyrektor CIA William Colby

To z tego powodu media zamiast dociekać prawdy – powtarzają łgarstwa, nie uświadamiją społeczeństwa, tylko szerzą propagandę, zamiast patrzeć politykom na ręce – ręka rękę myje, miast informować, sieją dezinformację. Nie liczy się prawda, liczy się percepcja. Również na tym szczeblu – pluralizm jest pozorny. Media prawicowe i lewicowe mogą nawzajem ze sobą walczyć, spierać się i atakować – ale te same osoby nimi sterują, dlatego nawet głosząc przeciwne sobie hasła, realizują dokładnie te same cele: dzielą społeczeństwo, otumaniają i koncentrując naszą uwagę na kolejnych bzdurnych konfliktach, odwracają ją od tego, co na prawdę jest ważne.

Mało kto ma odwagę mówić o tym głośno – ale kilka lat temu zdobył się na to niemiecki dziennikarz Frankfurter Allgemeine Zeitung – Udo Ulfkotte:Dlaczego mamy wierzyć jego słowom? W końcu w internecie każdy może powiedzieć wszystko – czy jesteśmy w stanie podawane informacje zweryfikować? Otóż to, o czym mówi Udo Ulfkotte nie jest żadnym sekretem od wielu już dekad – fakt, że mediami sterują służby nie jest zakotwiczony w powszechnej świadomości tylko z jednego powodu – to media sterują tym gdzie kierować mamy naszą uwagę, a od czego odwracać wzrok. A w ich interesie nie jest, by ludzie o tym wiedzieli. Przynajmniej od lat 50′ ubiegłego wieku CIA pod szyldem operacji „Mockingbird” aktywnie dezinformuje społeczeństwo:
System finansowy na kształt piramidy

Szkieletem przeczywistości w której przyszło nam żyć nie są jednak politycy, ani media – jest nim system finansowy, za pomocą którego władza pozostająca w cieniu wyzyskuje i kontroluje całe państwa, jak i nas – zwykłych ludzi. Nikt nie zgodziłby się grać w grę planszową, której reguły wskazywałyby przeciwnika jako zwycięzcę i Ciebie jako przegranego jeszcze przed pierwszym rzutem kostką – dlaczego więc godzimy się na poświęcenie życia grając na takich właśnie zasadach?

Oddajemy nasz czas i naszą pracę, nasz wysiłek i talenty w zamian za wirtualne numerki na koncie i papierki zwane banknotami, które warte są tyle, co banknoty z Monopolu. Banknot cię nie nakarmi, ani cię nie napoi – jedyną jego wartością jest to, że i inni ludzie wokół wierzą, że za numerkiem na papierku stoi jakaś wartość – cały nasz system finansowy oparty jest więc na tej samej sztuczce co „Nowe szaty króla”. Wartość pieniądza nie jest samoistna, tylko pozorna i umowna – dlatego państwo sztucznie musi chronić tę ułudę dyktując wysokie kary dla każdego, kto ośmieli się drukować sobie fałszywe banknoty – dostaje wtedy kartkę z policjantem z gwizdkiem „idziesz do więzienia” i kibluje przez 3 tury. Ale właściwie dlaczego nie możemy sobie sami drukować stuzłotówek, zamiast męczyć się pod jarzeniową żarówą na hali? Dziś każdy ma drukarkę i jest w stanie metodą kopiuj – wklej – wydrukuj samodzielnie stworzyć sobie papierek z podobizną Jagiełły – czemu więc grożą za to 3 tury za kratkami?

Wyobraź sobie co by się stało, gdyby każdy drukowałby sobie pieniądze – każdy miałby tyle kasy, co amerykańscy raperzy w teledyskach i bogate dzieci z Teheranu na Instagramie, ale nikt by nie pracował. Pieniędzy byłoby w bród – ale nie byłoby co za nie kupić – szybko by wyszło na jaw, że jednak król jest nagi, a banknoty z Jagiełłą warte są tyle, co zużyte chusteczki. Dlatego mamy monopolistę na rynku – jedynie Narodowy Bank Polski może robić kopiuj – wklej – wydrukuj pieniądze. I większość osób czytając to pokiwa w zrozumieniu głową, myśląc – „no tak, skoro nie możemy sobie wszyscy drukować tych banknotów, to niech robi to wyłącznie państwo” – w końcu słowa „narodowy” i „polski” muszą świadczyć o tym, że jest to instytucja której właścicielem jest państwo, czyż nie?

Otóż wcale nie koniecznie. Z jakiegoś powodu informacje na temat struktury właścicielskiej naszego banku centralnego nie są nigdzie dostępne. Narodowy Bank Polski prawdopodobnie nie jest więc ani narodowy, ani polski – nazwa ma jedynie to pozorować, tak jak prawdziwą wartość pozorują tylko drukowane przezeń banknoty. W rzeczywistości jednak nasz bank centralny – tak samo zresztą jak większość banków centralnych wszystkich państw na świecie – jest w rękach prywatnych. Niech ta informacja zakotwiczy się w Twym umyśle – nie tylko większość życia poświęcamy grając o papierki pozbawione realnej wartości – ale podczas gdy my musimy oddawać w zamian za nie nasz czas i wysiłek – inni gracze po prostu je sobie drukują. A gracz, który może sobie wydrukować cały poczet królów polskich z dowolnym nominałem, może też zawsze przebić Twoją ofertę na rynku, cokolwiek chciałbyś kupić. Nie stać Cię więc na nieruchomość na niebieskiej linii, ani na domek na czerwonej, nie stać Cię nawet na koleje.

Jest jednak „rozwiązanie”. Wystarczy, że pożyczysz te papierki z Jagiełłą od banku – weźmiesz kredyt i proszę – bank sypnie gotówką. Od pożyczki naliczą Ci odsetki, tak że za pożyczone teraz 100.000 zł oddać będziesz musiał na przestrzeni lat 250.000.

Tu dochodzimy do kolejnego punktu w którym reguły gry są ustawione przeciw „zwykłym graczom”. Narodowy Bank Polski jest bowiem jedynym emisariuszem gotówki – tylko on może drukować złotówki. Ale nie tylko on tworzy pieniądz.

Podstawowy schemat, jakiego uczą nas w szkołach jest taki: jedni ludzie mają gotówkę na koncie, która sobie leży bezwładnie, inni zaś jej potrzebują. Bank więc pośredniczy w udzielaniu pożyczek – przy czym lokata da właścicielowi 0.5% zysku, ale kredyt oprocentowany jest na 7. W pewnym momencie ustalono jednak, że nie ma sensu by bank był ograniczony w swoich możliwościach udzielania kredytu jedynie co do środków, które realnie na kontach posiada – pozwolono więc bankom udzielać kredytów ponad posiadane sumy, byle były w stanie zabezpieczyć je w niewielkim stopniu – musiały więc posiadać rezerwy gotówki – depozyty. Ale i to jest mitem – bo depozytem w jednym banku może być kredyt udzielony w drugim. To oznacza, że kiedy idziesz do banku i bierzesz kredyt, bank tworzy pieniądze, których wcześniej nie było, ot tak, z niczego.

Kiedy bank tworzy nowe pieniądze – tym samym odbiera wartość wszystkim pozostałym pieniądzom na rynku. Jeśli więc masz jakiekolwiek pieniądze – to Ty na tym tracisz.

W ten sposób powstaje pieniądz jako dług – tworzy go bank w momencie udzielania pożyczki. Ale i to nie wszystko. Bank tworzy to 100.000 złotych, które wyświetli się na twoim koncie – nie tworzy jednak tych pieniędzy dodatkowych (150.000zł), które też będziesz musiał oddać – nie tworzy pieniędzy na odsetki – te pieniądze nie istnieją. A teraz rozejrzyj się po planszy – graczy takich jak ty są miliony – ich pionki też pożyczyły pieniądze w banku. I nie chodzi tylko o pojedynczych ludzi, ale o przedsiębiorstwa, instytucje, całe państwa. Suma waszych długów jest więc znacznie wyższa niż ilość pieniędzy na rynku – żeby więc spłacić swoją pożyczkę, każdy z Was musi walczyć z pozostałymi, jak w tej grze, w której co turę jednego krzesła ubywa. Dokładnie tak skonstruowany jest nasz system finansowy – by co turę eliminować graczy – ktoś musi zbankrutować, upaść, komuś bank musi przejąć majątek – to nie jest jakiś wypadek, niezaradność czy okrutny los – takie były założenia, taki był biznesplan.

Skoro więc przez odsetki jest ciągły niedobór pieniędzy – to jeszcze więcej osób się zapożycza, a każdy nowy dług tworzy nowy pieniądz – zmniejszając wartość pozostałych pieniędzy i równocześnie pogłębiając jeszcze bardziej niedobór pieniądza przez naliczanie kolejnych to odsetek. Drukowanie nowych pieniędzy zaś jeszcze bardziej dewaluuje wartość wszystkich pieniędzy (inflacja) – co oznacza, że banknot z Jagiełłą jest wart coraz to mniej. Ludzie mogą nominalnie zarabiać coraz więcej – a mimo to, być coraz biedniejsi.

 

W tej grze nie wystarczy więc iść do przodu, by faktycznie się ruszyć – bo system skonstruowany jest tak, byś się nieustannie wspinał po ruchomych schodach, co ciągną cię w dół. Rozumiesz już jak to się stało, że 1% najbogatszych posiada więcej niż pozostała część ludzkości? Nie zdobyli tego zaradnością, ciężką pracą czy talentem – zdobyli to wszystko przez wielki szwindel. Cały nasz system finansowy jest oszustwem.

„Jeśli chcesz wiedzieć, co na prawdę się dzieje na świecie, to nie słuchaj pustych słów, tylko sprawdź jakimi strumieniami płyną pieniądze”. Holenderski demaskator – Ronald Bernard w udzielonych niedawno wywiadach wytłumaczył dokładnie jak ta wielka machina systemu finansowego działa, jak kręcą się poszczególne trybiki, które poruszają kolejne, by bogactwo zawsze trafiło w odpowiednie ręce. Ujawnił też znacznie bardziej mroczne oblicze światowej finansjery:

 

Na przestrzeni ostatnich stuleci raptem kilka osób będących u władzy odważyło się sprzeciwić światowej finansjerze wyzyskującej ludzkość z ukrycia – przez odebranie im tego mechanizmu i przywróceniu państwu prawa druku pieniądza. Abraham Lincoln stworzył zielone dolary, by sfinansować działania wojskowe w trakcie Wojny Secesyjnej – wkrótce potem został zastrzelony w teatrze. Z lekcji historii wszyscy wiemy jak po I Wojnie Światowej sytuacja wyglądała w Niemczech – galopująca hiperinflacja całkowicie pogrążyła kraj. Dlatego Narodowi Socjaliści pod dowództwem Adolfa Hitlera w 1933 roku sprzeciwstawili się światowym bankierom i zaczęli drukować własny pieniądz – poparty nie złotem, bo go nie mieli, a ludzką pracą. Jeszcze tego samego roku Żydzi z całego świata wypowiedzieli Niemcom wojnę i rozpoczęli bojkot dóbr niemieckiego pochodzenia – o tym fakcie jednak podręczniki szkolne milczą.
Podobnie postąpił bohater tego tekstu – John F. Kennedy 4 czerwca 1963 roku wydając dekret o numerze 11110 – na jego podstawie to rząd miał drukować dolary a nie FED pozostający, podobnie jak Narodowy Bank Polski, w prywatnych rękach. I miała to być waluta poparta krajowymi rezerwami srebra, a nie „pusta”, jak jest do tej pory. Wiemy dlaczego jego plan się nie ziścił.

Kilka lat temu podobne zamiary powziął libijski przywódca – Muammar Kaddafi. Planował on stworzyć nową libijską walutę – złoty Dinar, poparty zgromadzonymi zasobami srebra i złota. Jego dalekosiężnym celem było wyzwolenie całej Afryki spod szponów Rothschildów. Niedługo potem Stany Zjednoczone dopatrzyły się w Libii „rażących praktyk łamania praw człowieka” i postanowiły dokonać interwencji uśmiercając sprawującego tam rządy Kaddafiego i pozostawiając kraj w ruinie. Hillary Clinton śmiała się wtedy przed kamerą, mówiąc: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on zmarł„. W ten oto sposób i Libia dołączyła do długiej listy krajów, którch banki centralne znajdują się w tych samych, prywatnych rękach.

Lista krajów wolnych od władzy Rothschildów wciąż się skraca – wszczyna się wojny by zniewolić kolejne narody, zniszczyć państwa i podstawić u władzy swoje marionetki na sznurkach, które oddadzą całe bogactwo kraju w zamian za pożyczkę w drukowanych papierkach – na wojnach kręci się największy biznes.
„Zadaniem CIA jest utrzymanie chaosu na świecie, sianie propagandy i uczenie Amerykanów nienawiści po to by establishment miał pretekst by wydawać każde pieniądze na zakup broni”

– John Stockwell, były oficer CIA

Jeszcze raz rozejrzyj się po planszy – spójrz na to, co się dzieje na świecie: na zdeformowane dzieci które się rodzą w Iraku na skutek użytych tam bomb, na zburzone miasta w Syrii, nastolatków którym miny oderwały kończyny, na to że każdego dnia 21.000 ludzi na świecie umiera na skutek głodu lub niedożywienia, na zrujnowane rodziny, które tracą cały majątek na rzecz banków, podczas gdy te „są za duże by pozwolić im upaść„, na ogólnoświatowy handel dziećmi – w którym uczestniczą tajne służby, ONZ, największe światowe organizacje charytatywne, agencje adopcyjne, sędziowie i policja. Wszystko to, to nie jest nieszczęliwy los, przypadek czy naturalny porządek rzeczy. Wszystko to są zaplanowane skutki powziętego biznesplanu.
Oczy szeroko zamknięte

I jest jeden powód, dla którego wszystko to ma miejsce, jedna siła napędowa, która wszystkie trybiki wprawia w ruch. Machina się kręci, bo większość społeczeństwa siedzi w jaskini, ma „oczy szeroko zamknięte”.

Są dwie możliwości – albo to my postradaliśmy wszystkie zmysły, zwariowaliśmy, daliśmy się omamić i teraz szerzymy własne psychozy jako „teorie spiskowe”, albo jest tak jak mówimy – spisek nie jest teorią, a faktem i garstka bogaczy chce zniewolić całą ludzkość, stworzyć z nas bezkształtną masę zniewolonych eunuchów pozbawionych celu i tożsamości, by efektem kontrastu samych siebie uczynić bogami. By dociec tego kto mówi prawdę, a kto kłamie musisz sam podnieść pytania i znaleźć na nie odpowiedzi, nie przyjmować nic za pewnik bez weryfikacji, niezależnie od tego czy mówią to media głównego nurtu, czy piszę to ja. Podważ więc wszystko – prawda nie boi się pytań.

Kiedyś to, o czym piszę było oczywistością, było podstawą wszelkich intelektualnych dociekań, ostoją racjonalizmu. Ceniono samodzielne myślenie, podważanie dogmatów, dociekanie prawdy nawet za cenę szyderstwa. Jednak kiedy cały system jest odwrócony, kiedy wszystko wokół jest odwrotnością tego, jakim się jawi, to i sposób rozumowania trzeba było odwrócić. Taki był prawdziwy cel operacji psychologicznej przeprowadzonej po śmierci Kennedy’ego – uczynić cnotę ze skrajnej ignorancji. Wpojono masom, że wszystko co wymyka się głównej, szerzonej przez media narracji jest tylko „teorią spiskową” – a więc skrajnym uwstecznieniem intelektualnym, konfabulacją oszołomów, jest kłamstwem, na które tylko ludzie głupi dają się nabrać. Nie wypada wręcz nawet słuchać tego co mówią „spiskowcy” – każde ich pytanie, każdy argument można zbić powtarzając z nieukrywaną wyższością, że „to tylko teoria spiskowa,to tylko szuryzm”.
„Nasz program dezinformacji się wypełni wtedy, gdy wszystko w co wierzyć będzie społeczeństwo amerykańskie będzie nieprawdą”

– William Casey, były Dyrektor CIA

 

Rok zero
„Pojedyncza osoba zostaje porażona stając twarzą w twarz ze spiskiem tak potwornym, że aż niewiarygodnym. Amerykański umysł nie jest w stanie pojąć ogromu zła, które zostało pomiędzy nas wszczepione. Odrzuca nawet samo założenie, że istoty ludzkie są w stanie przyjmować filozofię, której najwyższym celem jest zniszczenie wszystkiego, co dobre i przyzwoite”

– John Edgar Hoover – były dyrektor FBI

Świat który znasz od urodzenia, o którym uczyli cię w szkole i którego obraz tłoczono w mediach nie istnieje. To tylko cienie. Zrzuć te kajdany i wyjdź z jaskini, a zrozumiesz, że wybieramy rządy, które nie rządzą i mamy prawdziwą władzę w ukryciu, której nikt nie wybrał. Mamy system, który wypycha na szczyty najgorszych szubrawców, ścieżką kariery usłaną wojnami, złodziejstwem i ciałami bezbronnych dzieci. Mamy pieniądze, które są długiem i służby, które nie służą nam, a naszym oprawcom. Wszystko jest odwrócone, wszystko to przeczywistość.

Ale w tym punkcie nasza linia czasu jeszcze się nie kończy. Od momentu zabójstwa Kennedy’ego nie było w Ameryce prezydenta, który nie byłby podstawioną marionetką, kukiełką na sznurkach. Aż do tego roku.

W trakcie kampanii wyborczej Donald Trump obiecywał, że „uczyni Amerykę ponownie wielką” – a jego słowa niosły się niczym echo innego przemówienia z przeszłości:

 

Niedługo po jego zwycięstwie Wikileaks rozpoczęło publiację dokumentów na temat prawdziwej działalności CIA, w segmencie nazwanym Vault 7. Hasło do pierwszej transzy brzmiało: „Rozedrę na 1000 strzępów i rzucę na wiatr”.

Poza jaskinią toczy się więc teraz walka, której nie dostrzeżesz wpatrując się w media. Zaangażowanych jest wiele frakcji i grup, by dokończyć to, co przed laty rozpoczął Kennedy. Ale i Twoja pomoc się przyda, by obudzić ludzi wokół bo i Ty nie jesteś tylko ciemną plamą na ścianie, nie jesteś tylko cieniem.

Czas rozedrzeć tę przeczywistość na 1000 strzępów i rzucić na wiatr. Czas na rok zero

 

Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=23814&Itemid=47

 

WARTO ODWIEDZIĆ orginalną stronę dużo więcej materiałów:

Za: http://przeczywistosc.pl/rozedre-strzepy-rzuce-wiatr/

 

Zobacz jeszcze:

 

Prawdziwi Prezydenci Ameryki

– Czy historia będzie pisana ponownie?

Można się tylko zastanawiać, dlaczego wiedza o tzw. standardzie złota jest na bardzo niskim poziomie nie tylko wśród przeciętnych obywateli, ale nawet wśród studentów czy absolwentów ekonomii. Wielu z nas traktuje standard złota, jako alternatywny system monetarny, który jest jakby innym konkurencyjnym do obowiązującego obecnie systemu fikcyjnego pieniądza. Niewielu też Amerykanów wie i pamięta, że obowiązywał on w USA w latach 1879 do 1933 i był prawdziwym motorem rozwoju tego kraju. Trzeba jednak zacząć od początku, zanim powstawały USA zrodzone między innymi z buntu przeciw decyzji króla Georga III narzucającego kolonistom korzystanie z pieniędzy Banku of England, jako jedynego środka płatniczego, pożyczanego na około 8%.

To kończyło okres emisji własnego pieniądza zwanego Świadectwem Kolonialnym i okres, który w historii trzynastu kolonii wychwalał, Benjamin Franklin pisząc: „Nie sposób znaleźć szczęśliwszej i lepiej prosperującej populacji na całej powierzchni kuli ziemskiej”, był to rok 1750.

To brak dostępu do niezadłużonego pieniądza spowodował między innymi powstanie USA. Po rewolucyjnym zrywie przeciw Anglii wydano Deklarację Niepodległości w 1776 roku. Jak ważna jest emisja pieniądza, rozumieli już założyciele Stanów Zjednoczonych i wyrazili to w Amerykańskiej Konstytucji, podpisanej w Filadelfii w roku 1787 (Artykuł 1, część 8, paragraf 5): „Kongres jest upoważniony do emisji pieniądza i do regulacji jego wartości”.

Aleksander Hamilton, Sekretarz Skarbu (obecnie minister finansów) w gabinecie George'a Washingtona różnymi pokrętnymi argumentami przekonał prezydenta Washingtona do powstania centralnego banku i mimo sprzeciwu Sekretarza Stanu Thomas(a) Jefferson(a) w roku 1791 założono bank federalny - „Bank of the United States” - na okres 20 lat. Był to naprawdę „bank bankierów”, ponieważ nie należał do narodu, lecz do osób prywatnych, mających kapitał bankowy w swoich rękach.*

Największe przestępstwo legislacyjne

– Czyli największe kłamstwo Ameryki