Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Ksiądz profesor Czesław S. Bartnik

Zjawisko oszukańczego schlebiania, fałszywego komplementowania i nieprawdziwego sprzyjania innym ludziom czy społecznościom jest tak stare jak świat i rozpowszechnione we wszystkich społeczeństwach i krajach. Ale my w Polsce powinniśmy to zjawisko stanowczo zwalczać, gdyż inaczej weźmie ono górę nad prawdą i sprawiedliwością w całym naszym życiu państwowym. Zechcę tu podać kilka przykładów.

Diabelski rząd, anielski obywatel

W naszym życiu społeczno-politycznym zwykliśmy, głównie drogą medialną, ostro krytykować władze, naczelne i niższe, a także każdą partię rządzącą, a jednocześnie bez pamięci chwalić całe społeczeństwo, w tym głównie opozycję rządową. Uwidacznia się to dobrze w przypadku silnej agresji medialnej na rządzących oraz brutalnej - na wzór nieludzkiej praktyki amerykańskiej - ingerencji w każdy zakamarek życia osobistego, prywatnego i intymnego owych ludzi. A więc o jakiejś większej figurze nie mówi się prawie wcale, jakie ma zadania, co rozwiązuje i jak się to ma do społeczeństwa, lecz najczęściej wywleka się na scenę publiczną jej osobiste słabości, śmiesznostki czy nawet grzechy. Niektórzy dziennikarze wołają, że wszyscy mamy prawo poznać całe osobiste życie wysokiej figury, bo to sprawa państwowej wagi. I w ten sposób znaleźliśmy się na poziomie starochińskiej mitologii: jakiś wielki kataklizm nastąpił w przyrodzie, dlatego że doszło do kłótni na dworze cesarskim. Albo jest to niemądre nawiązanie do francuskiego absolutyzmu króla Ludwika XIV, u którego nawet but miał mieć wagę państwową. Toteż gdy rano kamerdynerzy ubierali króla, nagiego, to każdy od jakiejś części garderoby uważał, że spełnia funkcje państwowe i narodowe. Rzekome prawo poznania wszystkich szczegółów życia prywatnego dygnitarza wypływa z drapieżności agresora, który chce poniżyć ważniejszego od siebie. I tacy dziennikarze są często na usługach jakichś oligarchów, którzy chcą mieć medialną władzę nad władzą.

Jednocześnie ci sami dziennikarze wychwalają całe społeczeństwo jako rzekomo doskonałe i wspaniałe. Robią to dla poczytności pism i oglądalności TV. Ale faktycznie i to chwalenie jest fałszem. Chwalenie ogółu jest czysto taktyczne. Właściwie to nie chwali się ludzi mądrych, szlachetnych, wartościowych i pracowitych, jak czyni to Kościół, lecz robi się reklamy dla ludzi raczej na marginesie, niezbyt wartościowych, różnych ekscentryków lub prowokatorów, jak homoseksualiści, skrajne feministki, lub nawet niemoralnych. Im więcej jakiś dygnitarz porzucił żon i dzieci, to jest tym większym przedmiotem zainteresowania, a nawet po prostu bohaterem. Z kolei faktycznie prosty lud, zwłaszcza katolicki, patriotyczny i prawy, traktuje się bardzo nisko, jako ciemną masę, a pochwalenie go od czasu do czasu jest dyplomatycznym oszustwem.

Taka nieszczerą postawę pokazuje się szczególnie w czasie wyborów. Podczas agitacji wyborczej głosi się, że obywatele są mądrzy, inteligentni i szlachetni. Kandydat na stanowisko i jego media gwarantują, że ten człowiek bardzo kocha Naród, Polskę i "prostego człowieka", co jednak po wyborze nie przeszkadza mu wyjęzyczyć się, że ogół wyborców jest ciemny, zepsuty i nie ma zmysłu politycznego. Pochlebstwa były stosowane oszukańczo.

Zachodzi jeszcze jedno zjawisko. Dziennikarze są jak myśliwy polujący z grubym śrutem, mogą każdego zabić medialnie, a niewinnego może ratować sąd dopiero po wielu latach. Nasze prawo prasowe jest bardzo podstępne. Dlatego większość dygnitarzy i polityków panicznie się boi dziennikarzy i podlizuje się im jak panom życia i śmierci. Stwarza to sytuację tragiczną, gdyż dziennikarz nie musi swojej opinii udowadniać, po prostu może mówić, że źródła informacji nie może podać i do tego ma prawo. Często też powstaje duży bałagan stąd, że dziennikarze lewicowi atakują totalnie pracodawców i trzymają stronę związków zawodowych, z kolei dziennikarze liberalni schlebiają pracodawcom, widząc w nich całą przyszłość kraju, a atakują pracobiorców i robotników. Dziennikarz pośredni, widząc dobro i zło po obu stronach, medialnie się nie liczy, bo to tekst mdły i się nie sprzedaje.

Nie brak we wszystkich orientacjach dziennikarskich, a także wśród innych ludzi, posługiwania się fałszywymi pochlebstwami, że "ludzie są dobrzy", żeby pozyskać sobie ludzi łagodnych i poczciwych, i rozumieją przez to, że "wszyscy ludzie są dobrzy". Tymczasem, owszem, w większości ludzie są dobrzy, ale są też i źli, niekiedy bardzo źli, albo są trochę dobrzy a trochę źli, czy też źli stają się lepszymi, a dobrzy gorszymi. Banały o powszechnej dobroci ludzi bywają bardzo fałszywe i tylko przeszkadzają w odradzaniu społeczeństwa. Każde społeczeństwo wymaga ustawicznego wychowywania, samowychowania i wytężonego dążenia do prawdy (por. o. Tadeusz Rydzyk).

W wielkiej polityce medialne schlebianie jednym, a fałszywe krytykowanie drugich jest szeroko rozpowszechnione po całym świecie. Jednak u nas występuje przesadnie serwilistyczne i błędne schlebianie innym państwom, jak kiedyś Związkowi Sowieckiemu, a dziś Niemcom, Unii Europejskiej, a także Stanom Zjednoczonym. Media powinny odnosić się z szacunkiem i życzliwością do wszystkich państw, nie mogą szerzyć mentalności niewolniczej i bezkrytycznej.

Fałszywe schlebianie społeczności żydowskiej

W Polsce jesteśmy często świadkami jakichś nieszczerych i fałszywych postaw wobec Żydów. Oto niektóre przypadki.

Od kilkunastu lat obserwujemy, że gdy ktoś u nas w rządzie, bankowości czy na innym ważnym miejscu jest pochodzenia żydowskiego, czy ma żonę Żydówkę lub też jest silnym filosemitą, to w czasie urzędowania jest geniuszem i wychwalają go nawet przeciwnicy rządu i partii. Ale gdy tylko odejdzie ze stanowiska, to tragedia dla całej Polski, płacz i wściekłość na Zachodzie i wali się cały świat; a decydenci są wzywani na dywanik mediów. Uważają, że rząd musi się z tego wytłumaczyć przed całym Narodem i wyłożyć wszystkie powody odejścia. Jeżeli zaś z takiego wysokiego stanowiska odejdzie ktoś inny, to prasa pisze, że odszedł niewydarzony, marny i być może w "coś zamieszany". Może się kryć pod tym założenie rasistowskie, że Polak jest narodowościowo gorszy.

Kiedy Żydzi w Stanach Zjednoczonych żądają od Polski publicznie 65 mld dolarów odszkodowania, nawet za swoje mienie za Bugiem, i w przeciwnym razie grożą wielkim szkalowaniem Polski, to postępują sprawiedliwie i słusznie. Ale kiedy poda to do wiadomości Polak, jak pan Stanisław Michalkiewicz, to jest antysemitą, człowiekiem podłym, trzeba zamknąć Radio Maryja, a były premier Marcinkiewicz wystosował przeproszenie. Komu tu się schlebia? Czy prawdzie?

Kiedy nieprawdopodobnie erudycyjny prof. Jerzy Robert Nowak, chwaląc wielkie postaci żydowskie, doda niebacznie, że były i są jednostki, postaci nieprzychylne Polsce, a nie daj Boże wtrąci, że był także jeden czy drugi Żyd ubek, krwawo prześladujący patriotów polskich, będąc obywatelem Polski, to profesor okazuje się według niektórych mediów antysemitą. Takiej stronniczości nie można zrozumieć.

Gdy kiedyś na KUL na spotkaniu dialogicznym: Polacy - Żydzi pewien profesor świecki zapytał gości, co sądzić o Żydach ubekach i zabójcach sądowych, to pewien kapłan, podlizując się, podbiegł do mikrofonu i zadekretował, że nie ma Żyda złego, każdy jest dobry, a pytający powinien się leczyć w szpitalu. Czy kapłan ów służy prawdzie?

Jeśli jest pochodzenia żydowskiego lub wielkim filosemitą jakiś aktor, literat, reżyser filmowy, poeta, artysta, muzyk, filozof czy uczony, to zawsze jest genialny, sławny, kolumna świata i każdy mógłby być przedstawiony do Nagrody Nobla. Jeśli zaś jest tylko Polakiem, to jest słaby, nie zasługuje nawet na uwagę.

Konsekwentnie, jeśli jakiś ksiądz katolicki przyłączy się do chóru owych cmokierów, to też od razu jest wielkim myślicielem, autorytetem, moralistą, geniuszem teologii polskiej i reformatorem Kościoła polskiego. Pozostaje takim nawet wtedy, gdy głosi błędne poglądy lub gdy zrzuci sutannę. Również tacy kapłani i niektórzy teologowie świeccy mają pierwsze prawo krytykowania Kościoła, Papieża, Episkopatu i wszystkich duchownych i uważają siebie za proroków Bożych. Często sądzą, że hierarchia winna ich o wszystko pytać, zasięgać rady i zdawać im sprawozdanie ze swych prac. Księdza arcybiskupa Stanisława Wielgusa zaatakowali bardzo ochoczo, choć bezprawnie, i okazali się niebywale odważni wobec łagodności kapłańskiej. Niech więc ci sprawiedliwi spróbują sięgnąć po akta jakiegoś agenta żydowskiego pochodzenia, np. jakiegoś dostojnika, wtedy się przekonają.

Świeccy katolicy "reformowani" czują się oświecicielami ciemnego duchowieństwa i mówią, że mają prawo, a nawet obowiązek, krytykowania Kościoła, zwłaszcza jego hierarchii. Powołanie takie zdobyli skądś zwłaszcza teologowie świeccy. Ale oni stają się faktycznie wielkim zagrożeniem dla prawowiernego katolicyzmu. Ksiądz arcybiskup Alfons Nossol mówi, że w Niemczech na pięciu teologów świeckich trzech jest skłóconych z Kościołem i stwarzają tam wielkie problemy. Myśleliśmy, że w Polsce będzie bez problemów, bo nie było na ogół wyrodnych dzieci. Teologia to jest taka wiedza, że trzeba do niej także długo się przygotowywać, dojrzewać duchowo i mieć dużo pokory.

Podobnie wielu niedowarzonych "reformatorów" pochwala głośno i szeroko homoseksualizm i "małżeństwa" homoseksualne. Ale to im nie przeszkadza bynajmniej tropić duchownych wszystkich szczebli, czy który nie ma takich skłonności, aby go następnie usunąć ze stanowiska, zabić moralnie i ogłosić na cały świat w TV. Komu się przypochlebiają? Ano nowym prądom idącym z Zachodu i jednocześnie oddają wielką przysługę ateistom. Takich problemów nie rozwiązuje się w telewizji. Zapanowała jakaś furia sadystycznego zabijania ludzi przez telewizje za ich intymne życie. Nie zostawiają nic miłosierdziu Bożemu ani wewnętrznej kompetencji Kościoła, który o taki swój immunitet sądowy i jurysdykcyjny walczył z władzą świecką kilkaset lat.

I jeszcze jedno. Od kilkunastu lat i w Polsce usuwa się z karetek pogotowia ratunkowego i ambulansów czerwony znak krzyża, czy to normalny, czy św. Andrzeja z eskulapem. O co chodzi? Otóż ludzie ci chcą się przypodobać Żydom, muzułmanom i ateistom. Ratowanie życia, według nich, nie ma nic wspólnego z Bogiem, zwłaszcza z Chrystusem. Chrześcijańskie ratowanie życia chcą oznaczyć tylko jakimś masońskim znakiem, kwadratem czy rombem. I tak dają nam przykład ateistycznej "tolerancji".

Przestępcze schlebianie uczniom

Nieodpowiedzialne jest podlizywanie się niektórych nauczycieli, profesorów i dziennikarzy uczniom i w ogóle młodzieży. Może to być pewnego rodzaju deprawowanie ich. Częste pochlebstwo, że młodzież jest cała doskonała, wspaniała i dobra, że jest przyszłością Narodu, ma raczej charakter postulatywny i marzeniowy. Jest ona bowiem wspaniała, ale tylko w większej czy mniejszej części, nie cała. Nasuwa się tu gorzka refleksja, że młodzież jest nadzieją, dopóki nie dojrzeje. Wtedy bowiem po weryfikacji życiowej znowu czeka się na nową przyszłość dla tych, którzy sami tej przyszłości nie stworzyli. I pokolenia idą tak wahadłowo.

Nauczyciel, wychowawca, społecznik nie może być emocjonalnie naiwny. Liberalizm dydaktyczny i pedagogiczny jest całkowitym błędem ludzi, którzy negują grzech pierworodny i w ogóle grzeszność człowieka. Każdy uczeń, jak i każdy człowiek, potrzebuje karności, zdyscyplinowania, pracy nad sobą i samokrytycyzmu. Każdy bowiem staje w obliczu nie tylko dobra, ale i zła. Inaczej mówiąc, człowiek ma z natury skłonność do dobrego, ale powoduje nim często także niezrozumiała skłonność do złego. Toteż i uczeń wymaga pomocy ku dobremu. Wymagają tej pomocy szczególnie jednostki niewychowane w domu, nieodpowiedzialne, bez odpowiedniego stopnia rozwoju duchowego, moralnego i po prostu także psychopatyczne.

Nieraz nie reagują one ani na słowa, ani na prośbę, ani na pouczenia, ani na życzliwość. I co więcej, takie jednostki często osiągają prym w klasie lub i w całej szkole. I wtedy szkoła nie panuje nad uczniami, lecz uczniowie nad szkołą. Nie można więc uczniów faworyzować, schlebiać im i niczego od nich nie wymagać. Coraz częściej bowiem mają miejsce w szkołach rozboje, narkotyki, przemoc wobec kolegów i nauczycieli, burdy, niesforność, przeszkadzanie w lekcjach, oszukiwanie na potęgę, niepracowitość, wagary, kradzieże, mała wrażliwość na naukę i etykę, a także coraz częściej uczennice zostają matkami.

Owszem, dyscyplinowanie młodzieży, zwłaszcza starszej, rozwydrzonej w domu, na ulicy i w szkole jest niezmiernie skomplikowane. Dyscyplinę należy wyprowadzać z miłości, prawdy, dobra i wewnętrznego kontaktu między nauczycielem a uczniem, ale są przypadki, kiedy nie można absolutnie poprzestać na tym, bo się okazuje nieskuteczne. Trzeba zastosować też pomoce zewnętrzne, jakich chce minister Roman Giertych. Człowiek zachodzi w głowę, jak mogą niektórzy nauczyciele i w ogóle obywatele odrzucać konieczność zdyscyplinowania. Chyba już kompletnie pomyleni krytykują w ogóle wprowadzanie jakichkolwiek zakazów. W każdym razie nie są to chrześcijanie. Bowiem na 10 przykazań Bożych aż 8 to zakazy: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie mów fałszywego świadectwa itd. Nie można pleść, że zakaz prowokuje do jeszcze większego zła. Czyżby Bóg chciał przez przykazania prowokować człowieka właśnie do zabijania, rozpusty, kradzieży itd.? Owszem, bywa przekora, tak u młodzieży, jak i u dorosłych, ale to w sprawach drugorzędnych u ludzi niedojrzałych osobowościowo.

W każdym razie schlebianie uczniom i młodzieży i podburzanie ich przeciwko zasadom i prawom życia, a następnie dawanie młodzieńczych i nierozumnych, szpanujących i popisowych wypowiedzi do telewizji, jest cyniczne i przestępcze. Obrazuje dobrze niską moralność, no i owe oszukańcze schlebianie.

Przeciw faworyzowaniu ogólnego zła społecznego


Jest przerażające, że tak wielu wybitnych ludzi skłonnych jest sprzyjać w swych poglądach, naukach i działaniach raczej złu niż dobru. Krytykują oni ostro wszelkie działania odrodzeniowe Polski, a nie potępiają wyraźnie wszelkiego rodzaju zła politycznego, społecznego i moralnego. Tymczasem choć substancja Narodu w większości trzyma się prawdy, Boga i moralności, to jednak coraz więcej obszarów społecznych jest bardzo obolałych i jakoś słabnie kapitał ludzki. Jest taka poprawność już nie tylko polityczna, lecz także jakaś degeneracyjna i antyetyczna. Nie trzeba wyliczać tych obszarów, medium toruńskie zwraca na nie uwagę Narodu (o. T. Rydzyk, ks. bp A. Lepa, ks. prof. J. Bajda, prof. K. Czuba, prof. J.R. Nowak, J. Jaskólska i bardzo wielu innych).

Trzeba zauważyć, że zaraz po roku 1989 nastrój ogólnospołeczny był lepszy niż dzisiaj: radość, nadzieja, zaufanie do człowieka, wolność myśli chrześcijańskiej, zapał do nowego urządzania Polski. Jednak szybko zaczęło się to zmieniać: radość i ciągłe zabawy oraz luksusowe życie dla kombinatorów, oszustów, byłych dygnitarzy, a nawet dla wielkich złodziei i odsłaniających swą twarz wrogów Kościoła i religii, a niepokój i smutek dla Polaków uczciwych, rzetelnych, patriotów i ludzi dążących do odrodzenia Polski jako Polski, a nie jako żerowiska dla różnych band, naszych i zachodnich. I oto czyjeś media raczej chwaliły tych pierwszych, a pogardzały problemami tych drugich. Wiadomo: sowiecko-kolonialny socjalizm przeobrażał się żywcem w równie kolonialny neokapitalizm.

Dziś mamy ok. 5 mln Polaków żyjących w skrajnym ubóstwie, a także miliony bezrobotnych po okradzeniu kraju i zniszczeniu przemysłu, a wreszcie i miliony z bezradności, odrzucenia i rozpaczy głęboko uzależnionych od alkoholu i narkotyków. Sprawdza się u nas tzw. prawo Pareta, że w kapitalizmie 20 proc. obywateli zagarnia 80 proc. bogactw kraju. A może nawet jest jeszcze gorzej. "Gospodarstw domowych, które wszystko mogą kupić na rynku - pisze wybitny profesor ekonomii Stefan Kurowski - jest tylko 250 tys., czyli 2,5 proc. Reszta to my, budżetowcy. Toteż bogaci nienawidzą efektu redystrybucyjnego budżetu i stale podkreślają: 'to z naszych podatków'. A druga bitwa, która się toczy na terenie budżetu, to bitwa o państwo i to państwo narodowe. Pod rządami neoliberałów elementy tego państwa powoli usychają. Już prawie nie mamy wojska, wymiar sprawiedliwości znalazł się w głębokim nieładzie.

Infrastruktura komunikacyjna konieczna dla funkcjonowania państwa (koleje, drogi) też się rozsypuje. A policja przy tych ograniczeniach budżetowych ledwo sobie daje radę z narastającą nawałnicą przestępczości. Bez zmian systemowych, bez wzrostu budżetu nie uratujemy państwa narodowego i okaże się, że Polaków nie stać na utrzymanie własnego państwa" ("Nasza Polska", 6 II 2007, s. 8).

Szkoda, że nasze władze przechodzą coraz bardziej na ekonomię liberalistyczną, głosy naszych profesorów, a także katolickich mediów, nie są słuchane i coraz więcej członków rządu flirtuje z liberalizmem. I media pozostające na obcym żołdzie kontynuują korozję narodowego państwa polskiego, milionowe emigracje zarobkowe, totalny chaos i niszczenie Kościoła. A czynniki decyzyjne jakby niczego nie widziały i nie rozumiały. Może już jesteśmy chorobliwie uzależnieni od porządku brukselskiego? Tymczasem gołym okiem widać, jak dużo jest zła, nierozumu i nieprawidłowości: w mentalności społecznej, w ogólnych poglądach, w polityce, gospodarce, bankowości, pracy i płacy, firmach, biznesie, handlu, reklamie, internecie, podatkach, w służbie zdrowia, przemyśle farmaceutycznym, hodowli, policji, wojsku, w produkcji żywności, sporcie, we wszystkich służbach prawnych itd., itd.

Chodzi nie tylko o korupcję, ale także o wszelkie problemy funkcjonowania. Przy tym Polacy mają pokusę traktowania prawa i reguł jako obce nam, wrogie, nieżyciowe i jako wyzwanie do omijania ich. Społeczno-etyczny wpływ Kościoła na scenie publicznej został bardzo osłabiony i teraz osłabia się go nadal, a może jeszcze bardziej. I wszystkie czynniki najbardziej odpowiedzialne za ten stan rzeczy milczą lub pojękują. Zapomina się, że matką najwyższych zasad życia, wszelkich praw, jak i strażniczką sumienia jest religia. I to jest tragiczne, że owe media palą kadzidło raczej na ołtarzu różnych bożków, a nie Bogu prawdziwemu.

Nie można się powstrzymać, żeby nie nawiązać przykładowo do sprawy byłego senatora Henryka Stokłosy. Oto funkcjonariusze prawa "wpadają" do domu Stokłosy, żeby go zatrzymać i zrewidować jego dokumentację firmową. I tu zdziwili się ogromnie, że domniemanego winowajcy nie ma i wszystko w dokumentacji jest dobrze. Zapomnieli tylko biedacy, że miesiąc naprzód zapowiedziano publicznie, iż człowiek ten będzie zatrzymany i że będzie wielka rewizja. Teraz siedzą sobie i piszą listy gończe. Nawet najlepsze służby państwowe źle funkcjonują w tym bałaganie, a media zamiast pomagać, to raczej chaos ten jeszcze pogłębiają.

Rozbojem jest także - bez należytej reakcji władz - rozwijanie napastliwej lustracji księży biskupów z pominięciem polityków i duchownych wszystkich innych wyznań, gdzie kolaborantów było dużo więcej. Ludzie rwący się do lustracji z pozycji jakoby proroków Kościoła mówią, że czynią to z własnej inicjatywy, z miłości do Pana Jezusa i do Kościoła, ale ciekawe, że jednocześnie nadeszła nowa fala lustracji duchownych na Węgrzech, Słowacji, w Czechach, w Bułgarii. Co to jest za inicjatywa? Czy jest ona aby własna? Czy aby nie przychodzi z "morowego powietrza" wrogów Kościoła i religii? Mówiono, że kiedyś sąd wezwał chłopa w sprawie zabójstwa człowieka przez hrabiego. Chłopa zapytano, co o tym sądzi. "On - odpowiedział chłop - miałby kogoś zabić, taki pan? On ma ludzi". I coraz częściej stawiamy i my sobie pytanie, co to są za ludzie ci, którzy rozbijają Kościół i państwo polskie. I następnie, co to są za ludzie ci, którzy to pochwalają.

I tak trzeba się nam, Polakom, jakoś budzić, organizować i tworzyć swoją nową rzeczywistość polską. Trzeba wesprzeć wszystkie dziedziny życia na bazie prawdy, dobra, piękna i dobrze rozumianej wolności. Obawiamy się bowiem, że jeden czy drugi człowiek wysokich władz jakoś się chwieje. Może brakuje odpowiednich sił. Przede wszystkim trzeba nam naprawiać, regulować i odpowiednio nastawiać nasze umysły i serca. Nie chwalić zła i nie ganić dobra, i nie potępiać dobra, lecz trzeba chwalić dobro, a potępiać zło. Za rozpoznaniem prawdy i dobra pójdą czyny. Sytuacja społeczna i cała atmosfera życia wypływają z umysłu i serca człowieka, wszystko inne jest dodane. "Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy, zły człowiek ze złego skarbca wydobywa złe rzeczy" (Mt 12, 35).

Ksiądz profesor Czesław S. Bartnik


Za: www.polonica.net/
UWAGA
Strona upadła i informacje zawarte na niej znajdują się pod poniższym linkiem:
Przeciwko stronie jest wymierzone postępowanie, m.in. paragraf 256.
( informacja za: http://www.narodowiec.com.pl/forum/)

POLONICA została zarchiwizowana pod adresem:
http://web.archive.org/web/20071027054055/http://polonica.net/
Strona do ściągnięcia z:
http://www.megaupload.com/?d=YAZW9WOK