Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 Norwid a rewolucje

Józef Łoskoczyński, Cyprian Kamil Norwid. Repr. Jarekt/Wikimedia Commons

Przypadająca 23 maja sto trzydziesta rocznica śmierci autora „Fortepianu Chopina” skłania do przypomnienia Norwida jako jednego z najwybitniejszych nie tylko polskich poetów, ale i myślicieli politycznych w dziewiętnastym wieku. Uczyniłem to niedawno na łamach magazynu „Polonia Christiana”, wcześniej pisałem już o tym także na tym portalu. Ale o Norwidzie nigdy dość – to przecież ciągle najbardziej zapomniany z naszych narodowych wieszczów, mało czytany i mało rozumiany (już współcześni Norwidowi rodacy oskarżali właśnie poetę o „mglistość” języka jego poezji). 

Przypomnieć więc warto, że Norwid to jeden z najbardziej konsekwentnych adwersarzy rewolucji. Zwalczał je zresztą nie tylko piórem. Był naocznym świadkiem dwóch poważnych wstrząsów rewolucyjnych: przeprowadzonego w okresie rzymskiej Wiosny Ludów ataku na papieża Piusa IX i powołania w Wiecznym Mieście republiki (Mazzini et consortes) oraz Komuny Paryskiej 1871 roku. Obydwa wydarzenia były dla niego wielkim wstrząsem i potwierdzeniem głoszonej przez siebie tezy – formułowanej początkowo w odniesieniu do naszego rodzimego romantycznego mesjanizmu – o tym, że „niecierpliwość w rzeczach narodowych jest rozdarciem historii”.

Jesienią 1848 roku Norwid, jak przyznawał w korespondencji, był „przytomnym atakowi na Kwirynał [ówczesną siedzibę papieża – przyp. GK] w Rzymie”. Wraz z Zygmuntem Krasińskim (jeśli wierzyć tym razem korespondencji autora „Nie-boskiej komedii”) z bronią w ręku gotowy był przeciwstawić się szturmowi rewolucyjnego tłumu na rezydencję papieża.

 Norwid nigdy nie zaakceptował pozbawienia papieży świeckiego władztwa, a destrukcję Państwa Kościelnego, dokonującą się stopniowo w latach sześćdziesiątych XIX wieku za przyzwoleniem gabinetów europejskich traktował jako kontynuację rewolucji 1848 roku, tylko realizowaną innymi środkami. Jak pisał w 1862 roku do Konstancji Górskiej: „Jakoż nie ukrywałem tego wcale, że obstawanie przy dynastii chińskiej w Azji, a lekceważenie praw Papieskich w Europie wygląda zupełnie tak, jakby Pani kazała spowiednikowi swojemu czekać za drzwiami dlatego, że się przyjmuje w salonie na pierwszym miejscu Roberta-Houdin albo Home’a, albo kupca zabawek. Nic tego wszystkiego nie rozumiem albo mam honor nie rozumieć”.


Pięć lat później poeta cieszył się ze zwycięstwa armii papieskiej nad oddziałami Garibaldiego pod Mentaną (3 listopad 1867). Pisał z radością o tym, że „gwardie pontyfikalne pobiły opryszków bez-historycznych”. Opryszki ostatecznie zwyciężyły we wrześniu 1870 roku (aneksja Rzymu przez Piemont), jednak Norwid do końca pontyfikatu bł. Piusa IX uznawał go za suwerena nie tylko nad Wiecznym Miastem, ale za swojego jedynego władcę. Pisał o nim: „Monarcha Mój i jedyny na świecie monarcha, który wygłaszał prawa Polski nawet ze śmiertelnego łoża swego”.

W Norwidowskiej myśli istniały dwa najważniejsze antidota na pełzającą rewolucję: rzymski Kościół i naród jako „byt organiczny”. Ten drugi traktował zresztą wieszcz jako nierozerwalnie związany z Kościołem. Nie tylko w rysowanym przez siebie kontekście następstwa historycznego: „naród to najstarszy po Kościele obywatel na świecie i nie unosi się jak dziecko”. Chodziło bowiem o coś więcej. By naród (polski) był silny potrzeba było, by nastąpiło „z-kościelanie się narodu” czy też „skościelanie wewnątrz siły narodowej całości”. Postulowana przez Norwida „kościelność narodu” to trwałe zespolenie katolicyzmu (chrześcijaństwa) z polskością, bo „promień chrześcijaństwa” jest „źródłem cywilizacji polskiej” („Wykład o Juliuszu Słowackim”).

Tymczasem cywilizacja współczesna (nie tylko polska) coraz bardziej oddalała się od tego promienia, a do głosu dochodziły coraz częściej „opryszki bez-historyczne”, nie tylko te ubrane w czerwone koszule. „Cała epoka jest małpa sprzedająca wszystko za pieniądze i nikczemna ze wszechmiar” – pisał Norwid w połowie lat sześćdziesiątych XIX wieku. Zrównywanie współczesnego człowieka do poziomu małpy dostrzegał poeta najwyraźniej na przykładzie robiącego wówczas karierę (niesłabnącą do dzisiaj) darwinizmu. A propos teorii angielskiego biologa drwił w 1871 roku: „podobno sama Helena [trojańska] nie była niczym więcej, jeno prawnuczką dużej i dzikiej małpy!! Ta Helena, przed którą starcy trojańscy podnosili się dla majestatu jej wdzięków – wedle nowego genetycznego systematu podobno iż w prostej linii od małpy pochodzi”.

W tym samym roku stał się Norwid świadkiem drugiej w swoim życiu rewolucji – Komuny Paryskiej. W Paryżu w 1871 roku rewolucja ukazała jeszcze krwawsze i jeszcze bardziej antychrześcijańskie oblicze. Przede wszystkim dlatego autor „Promethidiona” od początku był zadeklarowanym przeciwnikiem Komuny, a zwłaszcza zaangażowania się Polaków w paryską rewolucję.

 21 kwietnia 1871 Norwid opublikował w Paryżu swoją „Proklamacja do rodaków” przypominającą, że Polacy jako uchodźcy są nad Sekwaną gośćmi nie tylko współczesnego pokolenia Francuzów, ale „całej historii narodu francuskiego”. Przyłączanie się więc do Komuny, rewolucji z gruntu antyfrancuskiej, jest więc grubą nielojalnością wobec gospodarzy. Norwid protestował również przeciw prześladowaniu Kościoła i księży przez władze Komuny. W maju 1871 podpisał się pod listem francuskich artystów protestujących przeciw zburzeniu kolumny Vendome.

W tym samym czasie poeta pisał w jednym z listów do Augusta Cieszkowskiego: „pojęcia wy nie macie sytuacji, w jakiej znajdujemy się śród larw-błędów Ojców naszych, śród upiorów, które ongi Rzeczpospolitą Polską zatraciły były, a teraz na Francję weszły i są to larwy, i są to upiory, a jednakże rzeczywistości tyle mające, ile, aby szkodzić, potrzeba jej mieć, ile, aby dokuczyć, potrzeba być”.

Pierwszym celem ataku larw rewolucji – tutaj Norwid nie miał żadnych wątpliwości – był Kościół. Komuna Paryska bardzo szybko przystąpiła do realizacji polityki laicyzacyjnej (kontynuowanej następnie w okresie III Republiki). Na pierwszy ogień (jak zawsze) poszła edukacja, która odtąd miała być wolna od wszelkiego „klerykalnego wpływu”.

Do tego aspektu polityki komunardów odnosiły się wspomnienia naszego wieszcza zanotowane przez niego w „Przyczynku do Rzeczy o wolności słowa”. To także świadectwo coraz bardziej gęstniejącej dla „wrogów wolności” atmosfery w Paryżu pod rządami Komuny. Przytoczę  więc je in extenso:

 „Za dni terroryzmu [tak określał Norwid rządy Komuny – GK] w kawiarni jednaj wziąłem oficjalny dziennik i napotkałem instrukcję (energiczną) delegowanego Ministerstwa Oświecenia, ale czytając śmiech mię porwał, aż spostrzegłem, że w kawiarni uśmiechać się, trzymając w ręku oficjalny Komuny dziennik jest otworzeniem przystępu denuncjacji… Zakryłem przeto twarz arkuszem bibuły oficjalnej i czytałem…".

„Wizytator baczyć będzie energicznie, aby żadnego obrazu, krucyfiksu, madonny (sic!), słowem: żadnej postaciowej ruchomości wrażenie robić mogącej na umyśle małoletnich, sala szkolna nie obejmowała … Rozszerzymy instrukcję do wymiarów jak najrozleglejszych, ale życzymy sobie, aby młodociany umysł obywatela był niwą nijaką – terrain neutre, etc. …”.

Nie mogłem się od śmiechu wstrzymać i porwałem do rąk „Charivari” [pismo satyryczne – GK], jako odpowiedni grymasowi ust dzienniczek. I pomyśliłem: cóż ten człowiek wie o nijakości umysłu nowo narodzonego?…. Gdzie i kiedy to miało przykład ?? Co nazywa człowiek ten postacią i obrazem?… azali abecadło i każda z liter nie jest postacią?”.

Grzegorz Kucharczyk

PS. A propos aktualności Norwida i wieści dochodzących o rzekomym przeniesieniu siedziby papieża z Watykanu na Lateran, przypomniały mi się słowa wiersza poety „Do Ludwika Nabielaka” z 1881 roku:

Krótko mówiąc – najnowsze wiadomości te są:

Apostolską Stolicę z Rzymu gdzieś przeniesą –

Tymczasem zaś kazania będą przesyłane

W telefonach, zatknięte i zbutelkowane.

 
Nadesłał: Jacek