Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 
Ks. dr Dariusz Oko

Homoseksualizm jest w Biblii jednoznacznie potępiony – i to od samego początku. Już w Księdze Rodzaju czytamy: „Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich mieszkańców są bardzo ciężkie" (Rdz 18,20).

Spośród tych występków dowiadujemy się najwięcej o jednym – o homoseksualizmie; widocznie dla Boga jest on szczególnie ciężki i odrażający. Kiedy Lot gości u siebie dwóch obcych, pod jego dom podchodzą starzy oraz młodzi mieszkańcy Sodomy i mówią do niego: „Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić!" (Rdz 19, 5). Na jego błagania odpowiadają groźbami i przemocą. To przepełniło czarę goryczy; na drugi dzień Sodoma i Gomora zostają unicestwione, ocalony zostaje tylko jeden jedyny sprawiedliwy – Lot i jego rodzina. Podobną historię znajdujemy w Księdze Sędziów, w rozdziale 19.

Potępienie homoseksualizmu jest powtórzone z jeszcze większą mocą w Nowym Testamencie. Święty Paweł wyraźnie mówi, że czynni homoseksualiści, podobnie jak inni grzesznicy, którzy nie chcą się nawrócić, ryzykują potępienie: „Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, (...) nie odziedziczą królestwa Bożego (1 Kor 6, 9 i n.).

Dla św. Pawła jednym z podstawowych znaków tego, jak głęboko człowiek upadł, jak bardzo sam sobie zaprzecza, jak daleko odszedł od Boga, jest właśnie homoseksualizm (Rz 1, 18-32). Znana jest mu też propaganda homoseksualistów (jak dzisiaj) drwiąca w twarz Bogu. Apostoł pisze: „Oni to, mimo że dobrze znają wyrok Boży, iż ci, którzy się takich czynów dopuszczają, winni są śmierci, nie tylko je popełniają, ale nadto chwalą tych, którzy to czynią" (Rz 1, 32). Podobne słowa znajdujemy w Liście do Tymoteusza (1, 3-11) oraz w Księdze Kapłańskiej (18, 19-23).

Tak zdecydowane podeptanie zamysłu Bożego, zanegowanie naturalnej komplementarności mężczyzny i kobiety, musi na wielu polach dogłębnie ranić i niszczyć człowieka, musi z czasem przynosić katastrofalne skutki – musi więc pociągać za sobą Boże potępienie.

W Polsce głównym ośrodkiem homopropagandy jest koncern Agora, czyli przede wszystkim „Gazeta Wyborcza” i Radio TOK FM. Bardziej prohomoseksualne są jedynie gejowskie strony internetowe. „Gazeta Wyborcza” szerzy homoideologię w sposób urągający podstawowym intelektualnym i moralnym standardom, o które gdzie indziej tak się dopomina. Wyklucza racjonalną debatę. Artykuły pro i kontra publikuje w proporcji 100:1. To pismo zdominowane przez ateistów, przy wszystkich swoich zaletach, na wielu obszarach zdecydowanie antychrześcijańskie, równocześnie wydaje dodatki o życiu i cudach Papieża, jakby te rzeczy dały się ze sobą pogodzić. Jest to szokujący wprost cynizm i zakłamanie: zarabiać na człowieku, którego nauczanie bezpardonowo się zwalcza.

Trzeba być świadomym, iż to, co „Gazeta Wyborcza” pisze na temat homoseksualizmu, jest podobnie prawdziwe jak to, co „Trybuna Ludu” pisała i pisze o komunizmie. (I podobnie, zgodnie z kanonem lewackiego ateizmu, postępuje w innych dziedzinach, analogicznie popierając i propagując aborcję na życzenie, eutanazję, wolny seks czy rozwody). A przed­stawiane tam szczególnie pozytywne postaci o orientacji homoseksualnej mają się do całej realności tej społeczności podobnie, jak wielcy sportowcy Związku Radzieckiego mieli się do całej rzeczywistości tego państwa.

Trzeba sobie jasno zdawać sprawę, że decydenci środowiska „Gazety Wyborczej”, jako część swojej międzynarodówki, chcą – poprzez zmianę świadomości społecznej – zrobić w Polsce to samo, co w Hiszpanii uczynił już premier José Zapatero. Podobnie postępują w innych kwestiach ateistycznego, lewackiego kanonu, podobnie je propagują: aborcja na życzenie, erotyka bez zobowiązań i tak dalej... Wspomaganie ich w tym jest udziałem w walce z chrześcijaństwem.

Do czego może się posunąć homopropaganda, szczególnie dobrze ilustruje kolejne „kłamstwo oświęcimskie". W styczniu 2005 roku z okazji 60. rocznicy wyzwolenia obozu w Oświęcimiu w Parlamencie Europejskim przedłożono projekt rezolucji, w której wymieniano ofiary obozu według osobliwej logicznie klasyfikacji i w następującej kolejności: mieli to być Żydzi, Romowie, homoseksualiści (niczym naród), Polacy i inne narodowości. Skoro homo­seksualiści zostali wymienieni na trzecim miejscu, a Polacy na czwartym, należy sądzić, że według Parlamentu Europejskiego w Oświęcimiu cierpiało i umarło więcej gejów niż Polaków. W rzeczywistości zginęło tam około 1,1-1,3 miliona Żydów, 70 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Romów, 15 tysięcy jeńców sowieckich oraz 15 tysięcy przedstawicieli innych narodowości. Udokumentowane jest przebywanie w obozie z powodu homoseksualizmu 64 osób, z których zginęło 51. Te osoby wymienia się przed 70 tysiącami Polaków, przemilcza jeńców i inne narodowości, potem tylko trochę to retuszuje — i nic specjalnie poza tym się nie dzieje.

Zatem homopropaganda, nawet na terenie Parlamentu Europejskiego, może posunąć się do sugerowania, że 51 to więcej niż 70 000. Podobną wartość logiczną mają inne rezolucje zdominowanego przez lewicę Parlamentu Europejskiego oraz pozostałe enuncjacje homolobby.

Podane fakty uzmysławiają po pierwsze – jak wielkim kłamstwem może być gejowska propaganda, jak wiele może być w niej pogardy dla całych narodów i ich cierpienia, oraz – po drugie – jak potężna jest lewacka międzynarodówka stojąca za nią, skoro jest ona w stanie doprowadzić nawet do takiej kompromitacji Parlamentu Europejskiego. To zdarzenie potwierdza opinię wielu lekarzy i psychologów, że różne deklaracje medycznych organizacji na temat homoseksualizmu są wymuszane pod naciskiem politycznego lobby i mają podobną wartość jak ten projekt. Są one tak naukowe, jak naukowy komunizm, tak mądre, jak sowieckie plany odwracania naturalnego biegu rzek.

Siła światowej ofensywy gejów nie pochodzi z racji, ale z woli politycznej. Nieliczni i często już schorowani ludzie nie mogliby osiągnąć takiego znaczenia, gdyby nie środowiska polityczne, które uczyniły sobie z nich swój sztandar i taran. Jak wielka musi być bieda, jakże wielkie zagubienie duchowe ludzi, którzy z czegoś takiego czynią centrum swojego życia.

Jak bardzo zaburzeni muszą być ludzie, którzy potrzebują tylu kłamstw, tyle fałszu, żeby istnieć. Ale przynajmniej sytuacja jest bardziej jasna, przejrzysta, łatwiej się zorientować, z kim mamy do czynienia. Osoby, które są najbardziej prohomoseksualne, zwykle są też głę­boko antychrześcijańskie i w ogóle antyreligijne. Widać w tym też wielką klęskę i obnażenie natury rozumu ateistycznego. Bo, zaiste, jak bardzo zdegenerowany musi być rozum, żeby z takiego absurdu czynić swój sztandar... Jest to jednak dobrze zrozumiałe. Rozum, który u podstaw popełnia tak wielki błąd, iż neguje istnienie Boga – swojego Stwórcy, Źródła i Spełnienia, tym bardziej jest zdolny do każdego innego błędu, także takiego. Homoideologia jest w dużym stopniu tworem umysłu ateistycznego, konsumpcyjnego. Dlatego rozkwita najbardziej tam, gdzie najbardziej słabnie chrześcijaństwo i w ogóle religijność.

Jest czymś ewidentnym, że homolobby najmocniejsze jest w tych krajach Europy, które są najbardziej zlaicyzowane i zdechrystianizowane. A ateizm – teoretyczny lub praktyczny – co do liczebności stanowi już czwarte „wyznanie" świata. Należy oczekiwać, że im mniej będzie chrześcijaństwa, tym więcej będzie homoideologii oraz innych ateistycznych „izmów”. Gdzie zasypiają rozum i wiara, tam budzą się demony ideologii. Wiele – poza już wymienionymi – przykładów wskazuje na to, że takie demony znowu budzą się w pewnych ateistycznych duszach, które – po krótkiej przerwie – od nowa przy pomocy „prawa", więzienia i jeszcze brutalniejszych środków chcą eliminować ludzi wierzących. Wiele wskazuje na to, że zaczyna się kolejne prześladowanie chrześcijan. Znowu zaczyna się grozić duchownym więzieniem i śmiercią – znamy to, szczególnie w Polsce, aż nadto dobrze.

Nic dziwnego, że napięcie w tej kwestii pomiędzy Watykanem a Strasburgiem przypomina to wcześniejsze pomiędzy Watykanem a Moskwą. Tak jak chrześcijaństwa nie da się pogodzić z komunizmem, tak samo nie da się go pogodzić z homoidelogią. Ci, którzy ze Strasburga i Brukseli usiłują narzucać nam homoideologię, żądają tym samym, abyśmy zaparli się naszej wiary, abyśmy odrzucili zasady moralne integralnie z niej wynikające, abyśmy podeptali nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, nauczanie Kościoła. Jak kiedyś ateiści z Moskwy. Non possumus!

Nie trzeba też obawiać się jednego z ich głównych straszaków, mianowicie etykiety homofoba. W faktycznym użyciu tego pojęcia homofobem jest każdy, kto ośmieli się powiedzieć publicznie bodaj jedno krytyczne zdanie na temat homoideologii. W tym znaczeniu pierwszymi homofobami tej ziemi są najwyższe autorytety moralne i religijne, takie jak Jan Paweł II i Benedykt XVI, są nimi biskupi katoliccy i prawosławni, jest także Matka Teresa z Kalkuty, bo ich krytyka homoideologii jest najmocniejsza, najbardziej zdecydowana, ugruntowana i znacząca. Podobnie homofobami są w ogóle teiści, ludzie religijni, także ortodoksyjni Żydzi i muzułmanie. Tak wyrażają się sami homoaktywiści. Transparent z napisem „Benedykt XVI – homofob” trzymali geje, którzy 5.06.2005 ceremonią pseudoślubu lesbijek sprofanowali bazylikę Notre Damę w Paryżu i następnie poturbowali jej proboszcza. Była to ich odpowiedź na kolejne słowa papieża potępiające dążenia homolobby. Tak samo nazwali papieża przywódcy gejów Francji, Włoch i Niemiec po opublikowaniu listopadowej instrukcji Watykanu.

Można dodać, że na przykład homofobem jest były prezydent Stanów Zjednoczonych Georg Bush, który starał się o taką zmianę konstytucji USA, aby niemożliwe było postawienie na jednej płaszczyźnie związków gejowskich i małżeństw. Tak więc zarówno człowiek mający w świecie największy autorytet i wpływ duchowy, jak i człowiek o największej władzy poli­tycznej, gospodarczej i wojskowej są zdecydowanymi homofobami... Po prostu przyzwoity, prawy człowiek w naturalny sposób staje się krytyczny wobec homoideologii (o ile ją poznaje), a tym samym automatycznie jest zaliczany do homofobów, podobnie jak kiedyś każdy krytyczny wobec partii był zaliczany do wrogów ludu. W ich ustach to zaszczytne miano. Każdy sam musi wybrać, czy razem z bł. Matką Teresą, Janem Pawłem Wielkim i Benedyktem XVI chce być zaliczany do homofobów, czy też razem z Adamem Michnikiem, Jerzym Urbanem (jego serdecznym przyjacielem) i Joanną Senyszyn – do homofanów. O zmagania takich obozów, z takimi głównymi przedstawicielami, tutaj chodzi.

W tej sytuacji muszą szokować wypowiedzi „katolickich" publicystów, którzy głoszą dokładnie coś przeciwnego. Publicznie sprzeciwiają się nauczaniu Kościoła i papieżowi, trzeba to głośno powiedzieć. Na przykład pani redaktor Halina Bortnowska w „Gazecie Wyborczej” z 4/5 czerwca 2005 pisze: „No tak, piszę o tym przecież nie pierwszy raz: moim zdaniem odpowiedzialna budowa trwałego partnerskiego związku zgodnego z orientacją homoseksualną to zamierzenie godne najwyższego szacunku i pomocy”. Zdanie to (podobnie jak szereg innych z jej artykułu) stoi w oczywistej, jaskrawej sprzecz­ności z Katechizmem Kościoła Katolickiego, który, jak wiemy, stwierdza o tych związkach: „(...) w żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane”, z określeniami Jana Pawła II: „(...) godne ubolewania wypaczenie, zachowanie dewiacyjne”. Ksiądz Adam Boniecki w „Tygodniku Powszechnym” z 27 listopada 2005 zachęca katolików do uczestniczenia w marszach homoseksualistów, a w numerze z 3 lipca 2005 postuluje legalizację pseudohomomałżeństw, podczas gdy obaj papieże powiedzieli przecież: „Jeśli wszyscy wierni mają obowiązek przeciwstawiania się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, to politycy katoliccy zobowiązani są do tego w sposób szczególny na płaszczyźnie im właściwej”. Księża, można by sądzić, tym bardziej. Podobnie jak pani Bortnowska, w całkowitej zgodzie z nią, wypowiadają się także ks. Jacek Prusak SJ i o. Tadeusz Bartoś OP, który porzucił zakon oraz kapłaństwo. Przy całym szacunku dla tych osób trzeba stwierdzić, że w tej kwestii znajdują się w obozie dokładnie przeciwnym Kościołowi. Dotyczy to zwłaszcza decydentów „Tygodnika Powszechnego”, który w tym obszarze nie zachowuje się jak pismo katolickie, ale raczej jak „religijny” dodatek do „Gazety Wyborczej”, realizując podobną politykę. Zestawienie wszystkich tekstów, jakie ukazały się w „Tygodniku Powszechnym” na temat homoseksualizmu w ostatnich trzech latach, jednoznacznie pokazuje, że w tym obszarze pismo to – jako jedyne „katolickie" medium w Polsce – zdecydowanie odrzuca naukę Kościoła i za swoją przyjmuje homoideologię. Prym wodzi tu prof. Jacek Bomba, który na jego łamach swobodnie propaguje swoje homoideologiczne poglądy, a szczególnie mocno wspierają go w tym pan Tomasz Fiałkowski (sekretarz redakcji o często jakże decydującym wpływie) oraz wspomniany już ks. Jacek Prusak SJ. Można powiedzieć, że razem stanowią czołową „homotrójkę” Tygodnika, „sól, która utraciła swój smak" (Mt 5, 13). Biorąc to pismo do ręki, czytając szczególnie tych wymienionych autorów, trzeba sobie zdawać sprawę, czego można oczekiwać. To jest usiłowanie łączenia chrześcijaństwa z czymś, z czym ono absolutnie nie da się pogodzić.

Autentycznie chrześcijańską odpowiedzią na problem homoseksualizmu są ośrodki pomocy terapeutycznej. W samych Stanach Zjednoczonych i Kanadzie jest już 125 takich miejsc, które pomagają się wyleczyć z homoseksualnych skłonności. Można tam spotkać mężczyzn, którzy nawet po okresie wielkiej homoseksualnej aktywności potrafili się nawrócić i stać się szczęśliwymi mężami, ojcami rodzin. Oni są źródłem nadziei, pokazują, że uleczenie nawet wielkich duchowych zranień jest możliwe. W swojej książce „Podróż ku pełni męskości” mówi o tym jeden z nich, Alan Medinger, który niedawno gościł w Polsce. W jego ośrodku Regeneracja udaje się wyleczyć większość trafiających tam mężczyzn. Mamy też pierwszy taki polski ośrodek w Lublinie.

Kwintesencją katolickiej odpowiedzi na homoideologię jest praca bł. Matki Teresy z Kalkuty oraz sióstr jej zgromadzenia. One ślubowały służyć najbiedniejszym spośród biednych tej ziemi. Do nich często należą czynni homoseksualiści, szczególnie w starości, kiedy to zbie­rają żniwo swojego życia, już nieatrakcyjni, samotni, najczęściej ze wszystkich chorzy na AIDS. W hospicjach i przytułkach Matka Teresa i jej siostry z całym poświęceniem, z całym heroizmem służyły i służą także im, szczególnie im – pomimo że nie akceptują ani ich poglą­dów, ani stylu ich życia. Jasno mówiły i mówią, co jest biblijną drogą życia, a co drogą śmierci, i właśnie dlatego dla ich życia poświęcają swoje.

Wobec całej potęgi homolobby, wobec jego finansów, jego dominacji w mediach i wpływów w polityce Kościół właściwie ma jedynie siłę prawdy, siłę łaski, miłości i miłosierdzia, siłę Bożej natury. Właśnie dlatego zawsze w końcu wygrywa z kolejnymi ideologiami – to tylko kwestia czasu. Absurd pochłania sam siebie.

Jednak wierność prawdzie rozumu i wiary domaga się od nas gotowości do głoszenia i bronienia jej – nawet gdyby to miało wiele kosztować. Nie tani irenizm, ale zmaganie, walka duchowa są czymś pierwotnie, czymś najbardziej chrześcijańskim. Przecież Chrystus zginął właśnie za otwartą walkę z obłudą i kłamstwem faryzeuszów, którzy poza tym mieli swoje wartości i zasługi. Ponadto przecież św. Paweł stale doświadczał prześladowań we własnym Kościele za to właśnie, że walczył o prawa chrześcijan pochodzących z pogan, o prawa większości. Ta walka była też początkiem jego martyrium. O ile świat nie jest jeszcze ewangeliczny, to o ile jesteśmy wierni Ewangelii, nieuchronnie musimy pozostawać z nim w napięciu, a nawet w sporze i zmaganiu. To wiadomo a priori i to musi kosztować – czasem bardzo wiele. W tych zmaganiach trzeba zaryzykować – niekiedy wszystko. Nie ma innej drogi do celu. Ale właśnie ta jest najpiękniejsza – bo jest już zapowiedzią, przeczuciem swojego spełnienia.

Ks. dr Dariusz Oko
„Miłujcie się!”, nr 2-2009

Za: http://www.piotrskarga.pl/ps,3551,5,0,1,I,informacje.html