Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Mówiąc o stratach wojennych spowodowanych agresją i okupacją Niemiec przeważnie mamy na myśli masowe mordy na Polakach oraz niszczenie mienia (budynków, infrastruktury itp.). Mało kto zdaje sobie jednak sprawę ze strat wywołanych rabunkiem polskiego sektora bankowego.

Na okupowanych przez Niemców terenach II RP tuż przed wybuchem wojny funkcjonowało ponad 2 tys. banków oraz instytucji finansowych. Straty w wyniku konfiskat rachunków samego tylko Banku Rolnego wyniosły 1,4 mld złotych przedwojennych. Dziś to równowartość ok. 17 mld złotych (!).

Niemal każdą swoją okupację Niemcy zaczynali od załatwienia dwóch spraw:

1) likwidacji (względnie uwięzieniu) elit patriotycznych i przeciwników politycznych, oraz
2) grabieży tego, co najcenniejsze i najbardziej wartościowe: złota, pieniędzy i dzieł sztuki.

W zakresie realizacji tego drugiego punktu kluczowe było sprawne opanowanie sektora bankowego okupowanego państwa.

Na dzień 1 stycznia 1939 roku całkowita suma aktywów polskiego systemu bankowego i kredytowego szacowana była na 9,567 miliarda ówczesnych złotych (dziś to odpowiednik ok. 115 mld zł) przy środkach bieżących w dyspozycji w wysokości 1,2 miliarda ówczesnych złotych (odpowiednik ok. 14,4 mld zł).
Co równie istotne – tuż przed II wojną światową polskie banki posiadały blisko 4-krotnie więcej złota niż wszystkie banki niemieckie razem wzięte. Wynikało to po części z wycofywania (od drugiej połowy lat 30-tych XX wieku) przez niemieckich Żydów depozytów z banków działających na terytorium III Rzeszy i lokowania ich m.in. w polskich instytucjach finansowych.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

2 stycznia 2019 roku obchodzimy 80 rocznicę śmierci największego polskiego polityka XX wieku - Romana Dmowskiego. Na pogrzeb w Warszawie w styczniu 1939 roku przybyło około 150 tysięcy Polaków z całego kraju i to mimo tego, że obóz sanacyjny całkowicie zignorował i zlekceważył śmierć tego wielkiego Polaka. Dmowski był jednym z największych myślicieli i pisarzy politycznych; mężem stanu, wizjonerem oraz znakomitym dyplomatą władającym biegle siedmioma językami obcymi. Roman Dmowski był słusznego zdania, że jeśli rozerwani przez trzech zaborców Polacy mają kiedykolwiek wybić się na niepodległość, to muszą stanąć po stronie jednego z dotychczasowych zaborców. Uważał Niemcy za największego i najgroźniejszego wroga Polski, ponieważ stały one jego zdaniem na wyższym poziomie cywilizacyjnym, państwowotwórczym i kulturalnym. Poza tym państwo niemieckie było duże, silne i bardzo sprawne - było ono śmiertelnym zagrożeniem dla całego świata słowiańskiego, a nie tylko Polski.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Kłamstwo ma zawsze krótkie nogi i zawsze wypłynie na wierzch. Odpowiedź na ordynarne kłamstwa Arkadiusza Karbowiaka

Moment oficjalnego otwarcia ,,Ronda Obrońców Birczy'' w Elblągu 13 październik 2018 r. Odsłonięcia dokonuje 92 letni Pan Witold Grodziewicz, ocalony z ludobójstwa na Wołyniu. Z lewej przewodniczący Rady Miejskiej w Elblągu, Pan Marek Pruszak, z prawej, przewodniczący Rady Gminy Bircza, Pan Wojciech Bobowski, syn żołnierza Wojska Polskiego,  zgrupowania majora Henryka Dobrzańskiego -- Hubala. Z przewieszoną biało czerwoną szarfą, żołnierz Wojska Polskiego, jeden z obrońców Birczy w latach walk z bandami UPA

W styczniowym wydaniu miesięcznika ,,Historia Do Rzeczy” ukazał się artykuł Arkadiusza Karbowiaka ,,Tragedia Birczy”, w którym opisano rzekomy mord żołnierzy Wojska Polskiego na bojownikach Ukraińskiej Powstańczej Armii. Poza tym autor opisał –wedle sobie dostępnych źródeł – tło walk polsko – ukraińskich w okolicach Birczy.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

(...)

Jędrzej Giertych pisał o tym tak:

„O zabójstwie prezydenta Narutowicza

W poprzednim tomie „Komunikatów Towarzystwa im. Romana Dmowskiego”, wydanym na przełomie lat 1970 i 1971, ogłosiłem na str. 569-600 artykuł pod tym samym tytułem, co artykuł niniejszy.
W artykule tym wystąpiłem z hipotezą, że istotnym sprawcą czynu Eligiusza Niewiadomskiego, który prezydenta Gabriela Narutowicza zabił, był obóz piłsudczyków. Podstawą tej hipotezy były dla mnie fakty następujące. Piłsudczycy – z samym Piłsudskim na czele – byli niezadowoleni z wyniku wyborów 1922 roku do Sejmu (także i do Senatu), które przyniosły zwycięstwo przeciwnikom Piłsudskiego i oznaczały odsunięcie Piłsudskiego i jego obozu od władzy. Wypłynęły w najnowszych czasach, głównie w pracach Pobóg-Malinowskiego i Kukiela, ale także i w innych, informacje, że w dniu w którym Narutowicz został zabity, piłsudczycy zamierzali dokonać zamachu stanu, przeprowadzając nie sami, ale rękoma działaczy socjalistycznych, rzeź polityków narodowych, (a) tym samym pozbawiając obóz polityczny, stanowiący najliczniejsze ugrupowanie w parlamencie, całej jego przywódczej elity, oraz doprowadzając do tego, że Piłsudski, jako rzekomo czynnik bezstronny między socjalistami i narodowcami, wkroczy, by położyć kres anarchii i ustanowi porządek, mianowicie swoją dyktaturę. Tym sposobem Piłsudski powróci do władzy jako dyktator, a zwycięstwo wyborcze narodowców i innych przeciwników Piłsudskiego zostanie przekreślone. Dla takiego przewrotu zabójstwo Narutowicza było bardzo dogodną okazją: było ono usprawiedliwieniem aktu zemsty na narodowcach i ich wymordowania. Bez takiego powodu i uzasadnienia rzeź narodowców byłaby czymś nie mającym przyczyny i pociągnęłaby za sobą odwrócenie się od Piłsudskiego i piłsudczyków całej opinii publicznej w Polsce.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Imponująca monografia „Tygodnika Warszawskiego”, przygotowana przez prof. Tomasza Sikorskiego i Marcina Kuleszę, od dawna domagała się realizacji. Zapotrzebowanie na syntezę dokonań i antologię tekstów tego ważnego środowiska potwierdza zaangażowanie dużej grupy studentów i entuzjastów w przygotowanie edycji.

Polska powojenna, wyniszczona i zdezorientowana w swojej świadomości zbiorowej, potrzebowała jakichś jasnych punktów oparcia, które zatrzymałyby falę ucieczek na emigrację lub konieczność schodzenia do zbrojnego podziemia, budowanego przeciw nowemu, sowieckiemu okupantowi. Nowa władza ludowa, przyniesiona ze wschodu wraz z nowym aparatem terroru, musiała najpierw dobrze osadzić się na swoich pozycjach strategicznych. Nie mogła jednak od razu wyciąć w pień wszystkich instytucji, obyczajów, a przede wszystkim wiary katolickiej, z którą utożsamiała się przytłaczająca większość społeczeństwa. Działała więc stopniowo, najpierw osłabiając społeczną i publiczną wagę Kościoła, później pozyskując wybrane środowiska bądź poszczególnych reprezentantów środowisk katolickich, podatnych na współpracę i uwiarygodnienie nowego porządku. Samoistnie wokół szczątków dawnych stronnictw i organizacji katolickich organizowały się pisma, które formalnie nie były związane z żadną linią polityczną, ale miały stanowić miejsce wyrażania opinii katolickiej. Trzy tytuły i trzy różne drogi nowej, opiniotwórczej prasy katolickiej pokazują dość jasno, jak krótki był czas budowania i wychodzenia na powierzchnię z przesłaniem odmiennym choćby od rewolucyjnego kierunku zmian niesionego przez PRL. Były to: „Dziś i Jutro”, „Tygodnik Powszechny” i „Tygodnik Warszawski”.