Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Komentarz    specjalnie dla www.michalkiewicz.pl    5 września 2018

Z obfitości serca usta mówią – czytamy w Starym Testamencie, księdze uważanej za świętą zarówno przez żydów, jak i chrześcijan oraz muzułmanów. Nie bez powodu, bo wiele opinii tam wyrażonych jest słusznych, albo nawet – jedynie słusznych. Nic zatem dziwnego, że redakcyjny Judenrat „Gazety Wyborczej” - oczywiście z obfitości serca gorejącego – dał wyraz swej radości na wieść, że Hiszpania i Irlandia odchodzą od obowiązkowej nauki religii w szkołach. Chodzi oczywiście o religię katolicką, której nauka w sporej części obejmuje historię żydowską. Sam pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy córka powiedziała mi, że musiała uczyć się imion protoplastów 12 tak zwanych „pokoleń Izraela”, czyli naczelników tamtejszych koczowniczych rodów. Jeden z nich miał na imię Gad i jestem pewien, że musiało ono być znakomicie dobrane do charakteru jego nosiciela. Te żydowskie opowieści włączone zostały do nauki religii katolickiej dlatego, że gwoli przekonania starożytnych Żydów o autentyczności Jezusa z Nazaretu, jako Mesjasza, ewangelista św. Mateusz podał – trudno powiedzieć, czy autentyczny, czy też sprokurowany – bo przecież w tamtych czasach nie było żadnej dokumentacji stanu cywilnego – rodowód Jezusa, w którym dowodził, że pochodzi On z rodu żydowskiego królika Dawida. Na Żydach pewnie takie parantele robiły wrażenie i być może nadal robią, ale dlaczego miałyby robić na nas, którzy przecież żadnymi Żydami nie jesteśmy i palestyński królik Dawid wcale nie musi nam imponować, podobnie jak nie musi nam imponować murzyński król Kazondy, którego śmierć z powodu zapalenia się wypitej przezeń wódki, opisał Juliusz Verne w książce „Piętnastoletni kapitan”? Mniejsza zresztą już o nas, bo ważniejsze wydaje mi się przeświadczenie św. Mateusza, że wyprowadzenie rodowodu Jezusa, którego on sam uważał za Syna Stwórcy Wszechświata, od palestyńskiego kacyka, nie tylko przynosi Mu zaszczyt, ale w ogóle Go legitymizuje.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

THE ECONOMIST: Widmo rozpadu krąży po Europie. Sto lat po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej czuje się je znowu nie tylko we Wiedniu, ale i w całej Unii Europejsów.

 
Złote światło późnego lata przenika przez okna Café Landtmann. Eleganccy kelnerzy „pod muchą”  poruszają się wśród wypieszczonych pnączy wystroju. Europejscy oficjele  nerwowo dyskutują  wokół stołu. Obawiają się fragmentacji: północna Europa odsuwa się od południa; mieszkańcy Wschodu czują się obywatelami drugiej kategorii; zewnętrzne moce próbują dzielić i rządzić. Mogłaby to być scena z ostatnich dni imperium austro-węgierskiego w 1918 roku. W rzeczywistości dzieje się tak dzisiaj, 100 lat później. Po raz kolejny widmo podziału Europy nawiedza Wiedeń..
Nawiedza również inne stolice. W Berlinie Angela Merkel wzywa swoich ministrów, aby przeczytali "Lunatyków", sprawozdanie z niepowodzeń politycznych, które doprowadziły do​​pierwszej wojnyświatowej. Bruksela polityczna odkrywa na nowo opowieści Stefana Zweiga o post-habsburskiej Austrii. W Rzymie populistyczny rząd przygotowuje się do walki z instytucjami UE nad przepisami budżetowymi i do założenia nowego bloku nacjonalistycznego w Parlamencie Europejskim. Emmanuel Macron, liberalna nadzieja Francji, traci swój blask; jego propozycje reformy strefy euro zostały osłabione. Autokracja zyskuje popularność w Warszawie i Budapeszcie. Tymczasem Chiny, Rosja, Turcja i Ameryka coraz bardziej ingerują w sprawy europejskie. Wirówka geopolityczna odwraca europejskie państwa  od siebie, jak tancerzy na balu.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Na razie czekamy, który rząd od 1989 będzie tym pierwszym, któremu uda się złapać izraelskiego szpiega. To będzie pierwsza jaskółka jakiejś przyszłej wiosny. Wszędzie łapią, a u nas jakoś ryba nie bierze.

A może wędkarzy nie ma? Albo wmówiono wędkarzom, że tu ryba nie bierze, choć przechodnie widzą, że aż… woda furczy od rybich ogonów… Kto wmówił? Komu wmówił? Entliczek-pentliczek… na kogo wypadnie na tego bęc.

========================

Po czym poznać poważne państwo? Np. po tym, że jego premier nie prowadza się ze spadłym z księżyca typem, który publicznie podważa samostanowienie narodu w państwie, w którym kosi kasę. Nawet jeśli 40 mln Polaków podpisze apel o ekshumację w Jedwabnem, to jej nie będzie, mówię to ja, wasz przyjaciel Jonny Daniels Friend. Tak powiedział i powolnym krokiem wyszedł z biura firmy pod której bramą kornie czekał na niego Prezes Rady Ministrów RP. Co tam Mati, idziesz ze mną do Ministerstwa Finansów, czy masz dziś homilię? Idę – odpowiedział garniturowiec.

Być może tak by zaczął swoją powieść współczesny Dołęga-Mostowicz, gdyby dzisiaj żył. A może byłby to jakiś anglojęzyczny autor powieści szpiegowskich… Dziś nikt w żaden swobodny sposób nie zacznie tekstu o podejrzanym przybłędzie śmiejącym się w twarz Polakom prawie każdego dnia publicznie. Dzisiaj dziennikarze „prawi” zapraszają go jak celebrytę, obchodzą się z nim jak z jajkiem, traktują nabożnie i bezwstydnie wciskają Polakom bajki o kolejnych wyciągniętych z szemranych środowisk „przyjacielach Polski” polsko-żydowskiego pochodzenia. I nie jest usprawiedliwieniem dla żurnalistów, że przykład daje im sama głowa rządu zabierając tupeciarskiego infiltratora na spotkania w ministerstwie finansów i w podróże zagraniczne. Jeden z dziennikarzy zadaje Jonnemu pytanie: – Czy jesteś z Mossadu? Typ odpowiada: – Tak. I z CIA i z MC5.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Orban w Siedmiogrodzie, a kwestia polska

Przypomnijmy sobie co powiedział Wiktor Orban w lipcu 2018 podczas wykładu na XXIX Wolny Uniwersytet Letnim i Obozie Młodzieżowym w Tusnádfürdő (Băile Tuşnad) w Siedmiogrodzie, obecnie w granicach Rumunii.

Echa tego wystąpienia szybko zeszły z pierwszych stron gazet i nie zostały się przedmiotem stałej wnikliwej analizy w rządowym obozie PIS, nie licząc kilku publikatorów. Robię tu dygresje – założenia ideowe – wystąpienia Wiktora Orbana zdają się zbyt kontrrewolucyjne jak na jałowy i liberalizujący się obóz rządowy (zamasoniony Czaputowicz na czele MSZ).

Dlatego tym bardziej ważne jest przypomnienie głównych tez tego wystąpienia, tym bardziej, że jest to polityk klasy ciężkiej i europejskiej, czego nie można powiedzieć o amatorach z PIS.

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

*Nowe modele w polityce * Gra interesów – a przypadki… *Wiele zapłacimy za „praworządność”?

                                        O głębszą znajomość rzeczy

Niby nowe modele aut czy maszynek do golenia powinny być lepsze od starszych, ale tak jest w produkcji przemysłowej, a nie w polityce, zwłaszcza – w polityce demokratycznych państw. We Francji po   generale de Gaulle następują coraz gorsze „modele” polityków; aż strach pomyśleć, kto może być po Macronie, mimo że  Francja to jednak suwerenny kraj.

Do polityki można zastosować  metodę: pokaż mi swoich doradców – powiem ci, kim jesteś. Doradca Macrona ds.bezpieczeństwa przebrał się za policjanta i wmieszany w mundurowych radośnie pałował demonstrantów, którzy zwycięstwo Francji w mundialu nie uznali za sukces Francji, ale za sukces emigrantów z krajów Trzeciego Świata, grających we francuskiej reprezentacji jako „obywatele francuscy”. Poczucie narodowe – silniejsze jednak od poczucia obywatelstwa?… Była wielka zadyma!... Cała  republikańska retoryka – na nic?...Przeczy to jednak obiegowemu sądowi, że w polityce jest tylko zimna gra interesów, a nie ma emocji, nie ma przypadków. Jaki interes miał ten doradca Macrona w pałowaniu demonstrantów? Przypadki więc i emocje  są – ale  psychiatryczne. Jednym z najdawniej odnotowanych – przez Swetoniusza – jest Neron: „Przebrany w skórę dzikiego zwierzęcia wypadał z klatki i rzucał się na organy płciowe mężczyzn i kobiet przywiązanych do słupa”.

Doradca Macrona wypada blado przy Neronie jako przypadek emocjonalno-psychiatryczny, no ale Neron by cesarzem imperium rzymskiego przez 15 lat, a nie jakimś  tylko doradcą prezydenta Francji, która w dodatku od dawna już nie jest imperium kolonialnym.  U nas degeneracja kolejnych politycznych modeli postępuje znacznie szybciej. Widać to i w PSL, i w SLD i w PO: Kosiniak-Kamysz, „radosny ptak Drongo”, już nie potrafi „z każdym”, jak  ponury  Pawlak, także Czarzasty, jako lider SLD, to jakaś bufonowata tylko namiastka szczwanego Millera, a Schetyna nie ma ani za grosz uwodzicielskiej elektorat bezczelności Tuska. Petru, Lubnauer…- szkoda gadać. Pierwszorzędna tandeta. Wygląda na to, że w demokratycznych ustrojach działa swoiste prawo Gershama/Kopernika: jak gorszy pieniądz wypiera lepszy, tak gorsi politycy wypierają lepszych. Może jeszcze nie wszędzie i od razu, ale trend („trynd”) jest wyraźny.